Posted on 04 czerwca 2018.
Napisano wOgólnieKomentarzy (1)
Posted on 04 czerwca 2018.
Chciałoby się powiedzieć jakie to proste: wóda, narkotyki, panienki i kasa na to oraz drogie gadżety. Naprawdę ruskie, izraelskie, niemieckie i wszelkie inne służby mają u nas łatwe zadanie. Toż to jest elementarz. Czemu ich nie szkolą i nie chronią nasze służby? Czemu ich jakaś komórka kadrowa PiS nie profiluje i sprawdza pod tym względem. Czemu słabych i o potwierdzonych złych skłonnościach nie eliminuje lub chociaż nie dopuszcza wyżej niż do trzeciego szeregu? No nie wystarczy nie kraść. Nie wolno też się łajdaczyć.
Słynąca z kolekcji selfie ze znanymi politykami „kochanka” posła Pięty, to osoba bezpruderyjna, być może rozchwiana i niestabilna emocjonalnie. Na profilu Izabeli Pęk można znaleźć zarówno zdjęcia zdjęcia z rozbieranych sesji jak i rażące dosłownością anonse z portalu „Trójmiejskie okazje”. Być może trafny jest komentarz internauty, utrzymany w kolokwialnym tonie, według którego
mógł to być po prostu zbieg okoliczności – sfrustrowany kolo w wieku średnim z plusem nadział się na szurniętą.
Zastanawiające jest jednak to, że choć przed szczególną uporczywością w okazywaniu zainteresowania ze strony pani Pęk szeroko rozumiane środowiska prawicowe ostrzegały polityków od kilku lat, tym razem nikt nie zauważył problemu. Dlatego z punktu widzenia nas, szarych obywateli, znacznie ciekawsze powinno być, kto ewentualnie napuszcza takie osoby na posłów, niż to, że na dwustu kilkudziesięciu posłów rządowych jakiś ma kochankę na boku. To ostatnie wynika co najmniej ze statystyki.
Napisano wOgólnieKomentarzy (0)
Posted on 03 czerwca 2018.
W wydaniu Gościa Niedzielnego z dnia 05.03.18 możemy przeczytać obszerną relację z żywieckich obchodów dnia pamięci Żołnierzy Wyklętych. Autor artykułu informuje miedzy innymi, że prezes ZŻNSZ (Związku Żołnierzy NSZ – przypisek redakcji) zaprosił wszystkich zgromadzonych wraz z kombatantami, pocztami sztandarowymi organizacji społecznych i żywieckich szkół do siedziby UB gdzie torturowano żołnierzy podziemia. Wcześniej, przedstawiciel grupy historyczno-rekonstrukcyjnej „Rodzynki”, rzekomo działającej przy ZŻNSZ Okręg Podbeskidzie, odmówił modlitwę żołnierzy NSZ.
Problem w tym, że zgodnie z informacją prezesa Zarządu Głównego, Okręg Podbeskidzie został rozwiązany poprzez jednogłośną uchwałę prezydium w dniu 6 czerwca 2017, a członkowie byłego Okręgu Podbeskidzie zostali włączeni wraz z całym dorobkiem archiwalnym, dokumentacyjnym oraz majątkiem do Okręgu Śląsk Cieszyński. Według prezesa zarządu grupa rekonstrukcyjna „Rodzynki” prowadzi działalność na własny rachunek bez konsultacji ze statutowymi władzami związku i osobami upoważnionymi do reprezentowania go. Nie należy wiec kojarzyć jej działań z działaniami ZŻNSZ. Przypomnijmy, że Narodowe Siły Zbrojne uznawane są za radykalnie antykomunistyczne i zdaniem wielu budzą do dziś kontrowersje. Nie wszyscy przychylają się do pozytywnej oceny ich dorobku, co więcej, w debacie publicznej pojawiają się głosy, według których żołnierze NSZ dokonywali zbrodni. Nie brak też opinii potępiających całą organizację w sposób jednoznaczny. Ten radykalizm i krańcowo rożne oceny może być jednak istotnym kapitałem politycznym. Osoba promująca żołnierzy NSZ jest jednoznacznie kojarzona jako antykomunistyczna, co w wielu środowiskach oznacza uwiarygodnienie. Dotyczy to szczególnie młodych ludzi, którzy w swoim życiu nie zetknęli się z realiami PRL i rzadko dysponują pełną wiedzą historyczną na poziomie społeczności lokalnej.
W latach 70-tych powstało wiele artykułów, które w sposób apologetyczny przedstawiają okres nazywany „historią utrwalania władzy ludowej”. Jest tam mowa o bogatej tradycji ziemi żywieckiej w krwawych walkach jednostek KBW, Wojsk Ochrony Pogranicza, MO i SB ze zbrojnymi oddziałami reakcyjnego podziemia. Mowa jest o licznych ofiarach wśród żołnierzy, milicjantów, członków PPR – prekursora PZPR.
Wydawać by się mogło, że NSZ i spadkobiercy tradycji związanych z linią programową autorów powyższych tekstów stoją względem siebie na antypodach i w sposób oczywisty nie mogą być ze sobą kojarzeni. Tymczasem sam Władysław Sanetra ma w swoim życiorysie epizod przynależności do PZPR, podobnie jak burmistrz, który dziękował mu za wszystko co zrobił dla upamiętnienia Żołnierzy Wyklętych i budowy ich pomnika. Czy te słowa, wypowiedziane tak bliskim sąsiedztwie zupełnie innego monumentu, mogły mieć swoje drugie dno? Sama tylko różnica skali między obydwoma obiektami zdaje się nadawać wypowiedzi podtekst wyrafinowanej złośliwości. Tym bardziej, że Władysław Sanetra zasiada w komisji która ma zdecydować o dalszych losach symboli komunistycznej okupacji Polski, zaś Antoni Szlagor jest zdecydowanie przeciwny rozbiórce „pomnika z bocianami” przy Alei Wolności.
zdjęcie: FB Antoni Szlagor
Napisano wZ miasta ŻywcaKomentarzy (0)
Posted on 01 czerwca 2018.
Po wyjściu na jaw udziału Andrzeja Gduli w obchodach rocznicy Konstytucji 3 maja, po raz kolejny w krótkim odstępie czasu sprawy naszego miasta bulwersują opinię publiczną w całej Polsce. Tym razem – jak można wnioskować z wypowiedzi zawartych w materiale – chodzi o przestępczy proceder, w który zamieszana jest sędzia Sądu Rejonowego w Żywcu. W głównym wydaniu telewizyjnych Wiadomości (od piątej minuty nagrania) aż 10 procent czasu antenowego zajmuje informacja
… o małżeństwie, które udziela lichwiarskich pożyczek. On – były oficer policji, ona – była prokurator a obecnie sędzia Sądu Rejonowego w Żywcu. Zdaniem stowarzyszenia 304 KK sędzia Dorota Lenarczyk dopuściła się szantażu oferując wycofanie pozwu wobec pewnego przedsiębiorcy. Nie za darmo.
Leszek Struzik jeszcze rok temu prowadził swoją firmę, ale po 20 latach musiał ją zamknąć. Zapożyczył się u małżeństwa Lenarczyków, ale jak twierdził – wszystko już spłacił.
Dług został oddany. Umowa zostaje mi nie oddana tylko porwana i na podstawie tego dokumentu ci państwo żądają ode mnie kolejnej spłaty tego samego zobowiązania
Przewodniczący Stowarzyszenia 304 KK nie ma wątpliwości:
Pożyczka udzielona przez męża sędzi Lenarczyk, byłego oficera centralnego biura śledczego policji to przykład lichwy. W skali miesiąca to są odsetki rzędu 5000 od 30 (tysięcy? – przypisek rg)
Spór z mężem sędzi Sądu Rejonowego w Żywcu trafił do… sądu. Leszek Struzik przekonuje, że sędzia Dorota Lenarczyk dopuściła się szantażu. Na dowód tego przekazuje nam nagranie rozmowy telefonicznej:
(Dorota Lenarczyk) Propozycja jest taka że pan się zobowiązuje zwrócić w terminie roku 40 tysięcy a my wycofujemy wszystkie sprawy cywilne i karne. To by się już mogło gdybyśmy taką, gdybyście taką ugodę zawarli, to wtedy na rozprawie 22 maja by się ją przestawiło Sądowi i pozew zostałby wycofany
Do rozmowy doszło 14 maja tego roku. Sędzia nie negocjuje, ale przedstawia warunki:
(Dorota Lenarczyk) Proponuję żeby ta ugoda została zawarta u notariusza, żeby nikt nie miał żadnej wątpliwości.
(Leszek Struzik) No tak ale w tym momencie wchodzimy tutaj, że tak powiem w ten spór, że byłaby to kwestia zapłaty ponownej.
O sprawie próbowaliśmy porozmawiać z sędzią Dorotą Lenarczyk:
– Czy potwierdza pani tą rozmowę 14 Maja?
Nie wiem z kim rozmawiam, przez telefon każdy może się podawać tak jak chce.
Pytania przesłaliśmy do rzecznika prasowego sądu. Z kolei stowarzyszenie zaalarmowało już Resort Sprawiedliwości. Jak twierdzi Jan Kathank, rzecznik Ministra Sprawiedliwości:
Ta sytuacja będzie na pewno wnikliwie przeanalizowana przez departament, który zajmuje się kadrami Resortu Sprawiedliwości.
Leszek Struzik przekonuje że osób, którym małżeństwo Lenarczyk udzieliło pożyczek jest więcej. Redakcja „Żywiec w sieci” przypomina, że podczas procesu redaktora naczelnego portalu sędzia Dorota Lenarczyk odrzucała wnioski pełnomocnika Rafała Dudziaka o powołanie świadków i o nagrywanie rozprawy. Znane są też publikacje prasowe, które dotyczą poważnych kontrowersji z okresu, kiedy Dorota Gołąbek (panieńskie nazwisko – przypisek redakcji) pracowała w prokuraturze w Bielsku – Białej.
Źródło”: TVP
zdjęcie: sędzia Dorota Lenarczyk
Napisano wOgólnieKomentarzy (0)
Posted on 31 maja 2018.
Szanowni Państwo!
Wydaje się jakby „dobra zmiana” utknęła w miejscu. Są dziedziny, w których trudno ją zauważyć. Seniorom proponuje się darmowe leki zamiast kompetentnych lekarzy, niemowlętom szczepionki o niezbadanym działaniu. Dla równowagi emocjonalnej wciska nam się mnóstwo seriali opowiadających, jakich to mamy genialnych lekarzy. Pacjent odnosi zatem wrażenie, że może tylko on jakoś źle trafił.
Z nauką historii jest akurat odwrotnie. Skoro już ją w szkołach przywrócono, to dla równowagi serial telewizyjny powinien utrzymywać widza w przekonaniu, że Polacy zawsze byli jacyś tacy nudni i przygłupi. A najlepiej, żeby zakłamanej historii Polak uczył się z Muzeum Polin, które jest utrzymywane za pieniądze, i to nie małe, polskiego podatnika. Może nie stać nas na edukację lekarzy z prawdziwego zdarzenia, ale na renowacje żydowskich cmentarzy, o które sami żydzi nie dbają, wydajemy lekką ręką 1 milion zł.
Ale co tam jakiś głupi milion! Niebawem oddamy miliardy i to nie złotówek, a dolarów – praktycznie wszystko co mamy i jeszcze zadłużymy się spłacając żydowskie roszczenia, zapewne „konieczne, uzasadnione i sprawiedliwe”. Zostały one bowiem na razie wyliczone akurat na tyle, ile wynoszą nasze rządowe rezerwy trzymane w amerykańskich bankach. Ot, taki nieoczekiwany zbieg okoliczności! Historia lubi się powtarzać, raz już zapłaciliśmy złotem z rezerw państwowych Anglikom za przywilej bronienia ich przed Hitlerem.
Wyszliśmy na tym tak, jak może wyjść człowiek honoru w starciu z lichwiarzem. Obecne głębokie ukłony naszych przywódców w jedną stronę, powodują wystawianie się na kopniaki z drugiej. Uniżoność zawsze odnosi ten sam skutek. Trudno nie skorzystać z okazji do wymierzenia salonowego, albo dyplomatycznego kopniaka, gdy podstawia się do tego sam wypięty tyłek.
A może jest to ostatni moment, żeby przypomnieć sobie o honorze i polskiej racji stanu, póki nie jest za późno?
Napisano wOgólnieKomentarzy (0)
Posted on 28 maja 2018.
(Zesłanie Ducha Świętego, „Marianum”, Jutrznia 05.06.2017, por. Iz 61,10)
To co przeżywamy, co celebrujemy w liturgii ma być dla nas światłem, wskazówką, zaproszeniem, wezwaniem. Dzisiaj w tekstach liturgii jest wiele mowy o radości: „Błogosławiona jesteś, Maryjo; teraz pełna chwały radujesz się w Panu”.
„Tyś chwałą Jeruzalem, Tyś weselem Izraela”. „Wesel się na wieki, Dziewico Maryjo”. Także czytanie, które usłyszeliśmy, fragment z proroka Izajasza, mówi o radości: „Ogromnie weselę się w Panu, dusza moja raduje się w moim Bogu”.
Jakie z tych tekstów płynie dla nas światło? To nie jest wezwanie, żeby „wyprodukować sobie” radość. Można sobie produkować radość w różny sposób, podobnie jak niektórzy sobie produkują smutek, są specjalistami w produkcji smutku. Ale zatrzymajmy się nad pokusą i zagrożeniem, by „produkować sobie” radość, pocieszenie. Mamy różnego rodzaju sposoby, żeby tworzyć rzeczywistość pozorną. Bóg prowadzi nas do tego, co rzeczywiste, i chce zmieniać w nas nasze życie realne, natomiast nieprzyjaciel tworzy rzeczywistość pozorną i chce zmian pozornych. Dzisiejsza liturgia zaprasza do szczerego i zaangażowanego poszukiwania tego, co oryginalne, źródłowe. Nie ma innego prawdziwego źródła rzeczywistej i ogromnej radości jak Chrystus Zmartwychwstały, spotkanie z Nim. Kiedy nie ma tego spotkania lub kiedy wygasa doświadczenie tego spotkania, wygasa także trwała radość. Duch Święty chce zawsze prowadzić do tego źródła, którym jest Zmartwychwstały Pan, rozdaje z tego źródła.
Psalmista zaświadcza: „zamieniłeś mój smutek w radość”, i w ten sposób zachęca, by szukać Pana, jako Tego, który napełnia serce nowym blaskiem. Tymczasem często jest tak, że żyjemy tak, jakby realizowała się w nas rzeczywistość wręcz przeciwna: „zamieniłeś moją radość w smutek”, i w ogóle nie zatrzymujemy się nad tym, że prawdziwie dojrzały chrześcijanin to człowiek
ogromnej radości. Dlaczego? Skoro Maryja, wzorcowa chrześcijanka idąca za Chrystusem, jest zanurzona w tej głębi
radości, w takim razie nie chodzi o to, żeby to doświadczenie wyprodukować samemu w sobie, tylko żeby pozwolić,
aby Duch Święty każdego dnia zanurzał mnie w Chrystusie Zmartwychwstałym, bo On tylko jest źródłem rzeczywistej,
prawdziwej, głębokiej i nieprzemijającej radości.
źródło: Marianum-Carlsberg – Ks. Jacek Herma
Napisano wOgólnieKomentarzy (0)
Posted on 21 maja 2018.
Grupa operacyjna UB wkroczyła do Żywca za Armią Czerwoną w pierwszym tygodniu kwietnia 1945 r. W jej skład weszli funkcjonariusze rzeszowskiego WUBP oraz tarnobrzeskiego PUBP. Kierownictwo urzędu objął por. Stanisław Brancewicz, który pełnił tę funkcję do połowy czerwca 1945 r. Kolejni kierownicy/szefowie żywieckiego PUBP w latach 1945-1947 zmieniali się kilkakrotnie w następującej kolejności: ppor. Piotr Tudor – od 15 VI 1945 r. , ppor. Stanisław Trokało od 1 IX – 1 II 1946r. , por. Tadeusz Trybus lub Trybuś m.in. w marcu 1946, por. Adolf Biel sierpień 1946 – listopad 1946.
Propaganda komunistyczna pisała o tzw. bandach, które w latach 1945 – 1946 terroryzowały w pierwszym rzędzie aktywistów PPR. I tak pobiły towarzysza Rudolfa Siderka i Józefa Klisia. Dokonano również napadu na Pawła Kajzera, który zdążył jednak w porę zbiec i ukryć się w bezpiecznym miejscu. W wyniku wzmożonego terroru większość aktywistów zaprzestała swojej działalności. W tych okolicznościach uległa likwidacji komórka PPR na terenie Lipowej, gdyż większość członków nie posiadała ideologicznego przygotowania i dała się łatwo zastraszyć. Podobnie przedstawiała się sytuacja większości gromad:
Partia w Żywcu przeżywa ciężki okres. Bandy reakcyjne aktywizują się i działają. Komórki przez to nie są obsługiwane. Poszczególni towarzysze przychodzą z doniesieniami o wyczynach band…
Towarzysz Adolf Biel swoją działalność w PUBP zakończył w listopadzie 1946 roku przechodząc w grudniu na stanowisko asystenta kierownika Oddziału Produkcji w Fabryce Papieru „Solali” w Żywcu. Tam pełnił również znaczące funkcje partyjne (Sekretarz Komitetu Fabrycznego PPR, I Sekretarz KP PZPR). Zmarł 11 grudnia 1966 roku. Miał dwójkę dzieci – Bogusława (pasierb) i Janinę. Janina Biel poszła śladem swojego ojca i podjęła pracę w Fabryce Papieru Solali w Żywcu na stanowisku kierownika socjalnego. Wyszła za mąż za Wiesława Augustynowicza pełniącego m.in. funkcję dyrektora ekonomicznego Odlewni Żeliwa w Węgierskiej Górce. Oboje związani są z Żywcem.
Źródła:
„Dobić wroga” – IPN
Słownik Biograficzny Żywiecczyzny – Antoni Urbaniec (Przewodniczący Kolegium Redakcyjnego)
„Kto kim był i kto kim jest na Żywiecczyźnie” – Hieronim Woźniak
Wydawnictwo „Gronie”
Zdjęcie: Hieronim Woźniak – Słownik Biograficzny Żywiecczyzny
Napisano wZ miasta ŻywcaKomentarzy (0)
Posted on 20 maja 2018.
Szanowni Państwo!
Już przed wojną mawiano nieco złośliwie, że nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera. Po wojnie było już tylko gorzej, bo wystarczył dwutygodniowy kurs, żeby zostać prokuratorem, albo sędzią skazującym żołnierzy niezłomnych na śmierć.
Z czasem trzeba było jednak naukę przywrócić do łask. Nadzwyczajna kasta towarzyszy potrzebowała przecież lekarzy, inżynierów, a nawet artyści byli potrzebni, jeśli niezbyt mocno dokazywali. Dla potomków towarzyszy radzieckich uczelnie stały otworem, a różne dyplomy czekały tylko na wręczenie. Pozostali zwykli kandydaci na przyszłych magistrów, musieli się jednak wykazywać nabytą wiedzą, albo talentem.
Teraz artystą jest każdy, komu się tak zadaje, a gdyby ktoś jeszcze miał wątpliwości, to zawsze można przedstawić dyplom i nawet nie trzeba go kupować na przysłowiowym Bazarze Różyckiego. Uczelnie prześcigają się najpierw w pozyskiwaniu studentów, a potem w zaspakajaniu ich potrzeb.
Ale właściwie dlaczego tylko artyści mają być uprzywilejowani? A jak ktoś czuje się lekarzem, sędzią, politykiem? W niektórych wypadkach wymagane są jeszcze dyplomy, chodzi więc o to, żeby były one dostępne,dla „elyt” i są, oczywiście. Nikt przecież nie bada rankingowo poziomu uczelni dyplom wystawiającej.
Najlepiej jednak być politykiem. Od niego nie wymaga się niczego, nawet zdecydowanych poglądów, które „wytrawny” polityk zmienia zależnie od koniunktury. Według gender, płeć to też sprawa poglądów, nie biologii,a więc można ją zmieniać w zależności od kaprysu chwili i wewnętrznego głębokiego przekonania.
Czy zatem warto jeszcze cokolwiek studiować? Tak, ale jedynie na politechnice. Inżynierem się jest, albo nie jest i basta. Mostów, domów, maszyn nie zaprojektują ludzie, którym się jedynie zdaje, że są inżynierami. Może dlatego właśnie o nich mówi się najmniej, bo o co może go dziennikarz zapytać? Jak czuł się projektując maszynę? To już lepiej zapytać piłkarza, co czuł kopiąc piłkę…
Napisano wOgólnieKomentarzy (0)
Posted on 19 maja 2018.
Piosenką „Lawina” oddajemy hołd wszystkim tym, którzy zginęli w walce o wolność ojczyzny, a w szczególności żołnierzom Narodowych Sił Zbrojnych ze zgrupowania kapitana Wojska Polskiego Henryka Flame pseudonim „Bartek”. W oddziale tym, łączniczką była nasza ciocia, najmłodsza siostra taty, Stanisława Golec pseudonim „Gusta”. Miała 18 lat, kiedy wraz z towarzyszami broni, została zamordowana przez funkcjonariuszy UB i NKWD, jesienią 1946 r.
— mówi Paweł Golec w rozmowie z portalem wPolityce.pl.
Klimatyczny, refleksyjny utwór powstał do filmu pod tym samym tytułem. Obraz opowiada o akcji „Lawina”, która miała na celu zgładzić żołnierzy NSZ z oddziału „Bartka”, przez Urząd Bezpieczeństwa.
Fundacja Via Veritatis, Fundacja „Łączka” i IPN podjęły się produkcji dokumentu fabularyzowanego, opowiadającego o tej historii. Reżyserzy Jędrzej Lipski i Piotr Mielech, zwrócili się do nas z prośbą o napisanie muzyki. Nie mogliśmy odmówić z kilku powodów, a najważniejszym z nich był fakt, że ta historia bezpośrednio dotyczyła naszej rodziny.
— dodaje.
Bracia Golcowie liczą, że piosenka skłoni do refleksji nad historią, o której, jak podkreślają, Polacy mieli się nigdy nie dowiedzieć.
Ta piosenka, to osobista i emocjonalna opowieść dotycząca losów naszej cioci, ale też 167 żołnierzy, których przez 70 lat nie można było odnaleźć. Ich młode życie nagle zostało brutalnie przerwane w podstępny sposób. A oni przecież chcieli żyć w wolnym i suwerennym kraju
— podkreśla.
Tekst piosenki napisał Michał Zabłocki, a muzykę Edyta i Łukasz Golec.
Michał pisząc słowa, w genialny sposób oddał sens i charakter tej historii. Temat podziemia nie był mu obcy, ponieważ jego mama, aktorka śp. Alina Janowska walczyła w Powstaniu Warszawskim
— kontynuuje opowieść Łukasz Golec.
Zgrupowanie NSZ dowodzone przez „Bartka” działało w Beskidzie Żywieckim i Śląskim. Byli synami tej ziemi, nie zgadzali się na sowiecką okupację. W latach 1943-1947 było największym oddziałem podziemia antykomunistycznego w południowej Polsce. W okresie największego rozwoju, w 1946 r. oddział liczył 350 żołnierzy zrzeszonych w 16 leśnych grupach. Zgrupowanie przeprowadziło ponad 240 akcji zbrojnych. Wykonywało wyroki na niebezpiecznych przedstawicielach nowych władz okupacyjnych – funkcjonariuszach i donosicielach UB oraz na aktywistach Polskiej Partii Robotniczej. Legendarne było przejęcie kontroli nad Wisłą 3 maja 1946 r. kilkusetosobowy oddział NSZ w odświętnych mundurach z orzełkami trzymającymi miecz w szponach, z ryngrafami z Matką Boską urządził defiladę w miasteczku. Stacjonujący w Wiśle oddział sowiecki i oddział Ludowego Wojska Polskiego nie zareagował. Funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej i UB przerażeni barykadowali się na posterunkach. Niektórzy uciekli z miasteczka. Władza „ludowa” nie mogła wybaczyć takiej demonstracji.
W struktury NSZ Stanisławę Golec wprowadzili starsi bracia, Zygmunt i Franciszek. Za swoją podziemną działalność, byli prześladowani praktycznie do lat siedemdziesiątych. Zygmunt spędził 7 miesięcy w więzieniu na Montelupi, a Franciszek żył z wyrokiem śmierci przez ponad 20 lat. Obaj zmarli w latach 90 i nigdy nie poznali tragicznych losów ukochanej, jedynej siostry.
Podejrzewali, że zginęła, ale nie mieli na to stu procentowych dowodów
— mówi Łukasz Golec.
Na cmentarzu w rodzinnej miejscowości Golców, Milówce, w grobowcu rodzinnym znajduje się symboliczna tablica upamiętniająca Stanisławę.
W czasach PRL, takie historie były niewygodne, dlatego je ukrywano. Żołnierzy tych przedstawiano, jako zbrodniarzy i pospolitych bandytów, a w rzeczywistości byli godnymi najwyższych honorów polskimi bohaterami, którzy z najgłębszych pobudek patriotycznych i ideowych, podjęli walkę z narzuconym przez czerwonego okupanta, reżimem komunistycznym. Polacy o tej historii mieli się nie dowiedzieć. Prawda jednak przetrwała
— dodaje.
Oddział „Bartka” był liczny i świetnie uzbrojony. Żołnierze Ci, w większości górale, cechowali się niezwykłą walecznością
— ocenia Łukasz Golec.
Żołnierze świetnie znali teren, bo pochodzili z tych stron. Silne wsparcie ludności cywilnej dla partyzantów sprawiało, że władza ludowa nie była w stanie szybko rozbić leśnych oddziałów. Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego z Wojewódzkim Urzędem Bezpieczeństwa Publicznego przygotowało prowokację przeciw zgrupowaniu.
Do zgrupowaniu „Bartka” w bardzo sprytny sposób, wprowadzono łącznika, podstawionego przez ubecję
—opowiada Paweł Golec.
Był to Henryk Wendrowski, który występował w NSZ pod pseudonimem kapitan Lawina. Wspierał go ubek Czesław Krupowiec, pseudonim porucznik Korzeń. Agenci uwiarygodnili się jako rzekomi przedstawiciele Okręgu NSZ. Ubecka operacja o kryptonimie „Lawina” polegała na przekonaniu Henryka Flame do przerzucenia zgrupowania na Ziemie Zachodnie, a stamtąd do Anglii. Plan nie wzbudził zastrzeżeń „Bartka”, ponieważ był zbieżny z planami Komendy Głównej NSZ i Komendy VII Okręgu. Przed prowokacją ostrzegał Antoni Biegun „Sztubak”, dowódca oddziału NSZ z Milówki, rodzinnej miejscowości braci Golców. Nie dano wiary jego ostrzeżeniom.
Akcja była szczegółowo przygotowana. Nie budziła podejrzeń partyzantów. Żołnierzy NSZ zabierały ciężarówki z umówionych miejsc. Między 5 a 25 września 1946 r. zorganizowano trzy transporty. Ostatni transport dotarł 25 września do Barutu na Opolszczyźnie. Partyzantów zakwaterowano w zameczku Hubertus.
Do pomieszczenia, w którym spali wrzucono granaty, rannych dobijano z broni maszynowej
— mówi Paweł Golec.
Część żołnierzy ze zgrupowania „Bartka” zamordowano w Grodkowie Starym. Żołnierzom podczas kolacji podano środki usypiające i następnie rozbrojono ich, a budynek wysadzono
— dodaje Łukasz Golec.
Los żołnierzy był nieznany przez ponad 70 lat. Tajemnica w końcu wyszła na jaw. Może pomógł przypadek, może wyrzuty sumienia na łożu śmierci, byłego funkcjonariusza UB, który brał udział w tej akcji.
Wyjawił on całą historię. Wezwał prokuratora IPN i wyznał, gdzie zamordowano i pochowano żołnierzy „Bartka”
— wspomina Paweł Golec.
Narysował mapki i wskazał na nich zbiorowe mogiły. Saperzy z Brzegu sprawdzili te miejsca i odkryli masowe groby. Trwają poszukiwania dwóch pozostałych miejsc spoczynku
— uzupełnia Łukasz Golec.
Po Wielkanocy pod kierownictwem prof. Krzysztofa Szwagrzyka ruszyły kolejne prace poszukiwawcze żołnierzy ze zgrupowania kapitana Henryka Flame.
Grobów oprawców żołnierzy NSZ nie trzeba długo szukać. Spoczywają na warszawskich Powązkach w alei honorowej
— z goryczą zauważa Łukasz Golec.
Tożsamość ofiar jest potwierdzana w Instytucie Medycyny Sądowej we Wrocławiu. Nie ma jednak wątpliwości, że są to żołnierze NSZ.
Obecnie trwają identyfikację szczątków ofiar, mające na celu potwierdzenie tożsamości poprzez badanie DNA. Lekarze potwierdzili już z imienia i nazwiska tożsamość kilku osób z Węgierskiej Górki, Ciśca i Rajczy. Dwa miesiące temu na uroczystości w Pałacu Prezydenckim kilka rodzin otrzymało noty identyfikacyjne
— mówi Paweł Golec.
Wierzy, że kolejne identyfikacje są kwestią czasu.
Jeżeli wszystkie ofiary zostaną zidentyfikowane być może po kilkudziesięciu latach odbędzie się wspólny pogrzeb żołnierzy „Bartka”
— podkreśla.
Bracia nie tracą nadziei na identyfikację cioci Stanisławy.
W śmiercionośnym transporcie, były tylko dwie kobiety. Podczas wykopalisk odnaleziono fragmenty garderoby kobiecej, co może świadczyć, o tym, że w mogile są szczątki cioci
— mówi Łukasz Golec.
Ciocia zdecydowała się na wyjazd, ponieważ jej narzeczony, walczący w NSZ Władysław Nowotarski z Milówki, wyjechał pierwszym transportem. Oboje snuli marzenia o lepszym wspólnym życiu. Niestety zapłacili najwyższą cenę
— dodaje.
Premiera filmu „Lawina” w wybranych kinach już od 17 maja. Planowana jest również emisja telewizyjna w TVP.
Prowadzone są rozmowy na ten temat
— wskazuje Paweł Golec.
Tomasz Plaskota
Napisano wZ miasta ŻywcaKomentarzy (0)
Posted on 13 maja 2018.
MAGNIFICAT – Modlitwa Maryi
Ks. Franciszek Blachnicki
(SARSŻ/K/821222, Carlsberg 22.12.1982.)
Z Ewangelii według świętego Łukasza:
Wtedy «Maryja rzekła:
Wielbi dusza moja Pana,
i raduje się mój duch w Bogu, moim Zbawcy.
Bo wejrzał na uniżenie swojej Sługi.
Oto błogosławić mnie będą odtąd wszystkie pokolenia,
gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny.
Święte jest Jego imię –
a Jego miłosierdzie z pokolenia w pokolenie
jest dla czcicieli Jego.
Okazał On moc swego ramienia
rozproszył wyniosłych w myślach.
Złożył z tronu władców, wywyższył uniżonych.
Nasycił dobrami głodnych, a zamożnych z niczym odprawił
Ujął się za sługą swym, Izraelem,
pomny na swoje miłosierdzie –
jak to przyobiecał naszym ojcom –
co do Abrahama i jego potomstwa na wieki». (Łk 1,46-55)
W naszych konferencjach na temat modlitwy zastanawialiśmy się dotychczas
nad istotą modlitwy, nad jej koniecznością w naszym życiu, nad praktyką tzw.
Namiotu Spotkania, która powinna wejść w nasze życie. Z kolei chcemy poświęcić
dalsze konferencje na temat treści i przymiotów modlitwy. Co jest treścią modlitwy
i jakie powinna mieć modlitwa cechy, przymioty, żeby była miłą Bogu i dla
nas owocną?
Wzorem modlitwy jest dla nas modlitwa Maryi, zwłaszcza ta najpiękniejsza i
jedyna właściwie zapisana w Ewangelii Jej modlitwa znana pod nazwą Magnificat.
Ta modlitwa weszła do codziennych modlitw Kościoła, codziennej modlitwy wieczornej
Kościoła; w nieszporach, w sposób uroczysty wspólnoty chrześcijańskie
śpiewają, czy odmawiają tę modlitwę.
Czego nas uczy ta modlitwa Maryi? W czym mamy naśladować tę modlitwę
Maryi w swoim życiu modlitwy? Oto to, co uderza w tej modlitwie to, to, że to jest
modlitwa uwielbienia Boga. I właśnie tego nas uczy Maryja, że modlitwa musi
być najpierw i przede wszystkim uwielbieniem Boga. W praktyce nasza modlitwa
jest przeważnie modlitwą błagalną. Dla wielu modlitwa po prostu utożsamia się
z prośbą, modlić się tzn. o coś Boga prosić. Modlitwa błagalna, modlitwa prośby
jest także jedną z form modlitwy i to jest dobra modlitwa i także przez tę modlitwę
przynosimy chwałę Bogu, bo modląc się do Boga w różnych potrzebach, prosząc
Go o różne dobra uznajemy tym samym, że Bóg jest dobry i że Bóg jest wszechmocny
i uznajemy swoją zależność od Boga. I dlatego modlitwa błagalna też jest
właściwie formą modlitwy uwielbienia Boga. Ale oprócz modlitwy błagalnej nie
może zabraknąć w naszym życiu modlitewnym modlitwy dziękczynienia, ona się
łączy z modlitwą prośby, błagania, bo za otrzymane dary musimy Bogu dziękować,
ale modlitwa błagalna i dziękczynna to są modlitwy jeszcze bardziej jakieś
egocentryczne, może i nawet często egoistyczne. Punktem wyjścia jesteśmy my,
nasze potrzeby, nasze braki, ewentualnie to, cośmy otrzymali; to, co zostało nam
dane, z czego się cieszymy i dlatego dziękujemy Bogu. Natomiast modlitwa uwielbienia
jest co do swojej treści na pewno najdoskonalszą modlitwą i tę modlitwę
musimy postawić na pierwszym miejscu w swoim życiu modlitewnym. Właściwie
każda modlitwa powinna się zaczynać od uwielbienia Boga. W modlitwie liturgicznej
zanim jest miejsce na tzw. precesy, czyli prośby, to najpierw są psalmy,
które przeważnie mają charakter uwielbienia Boga, choć jeszcze są niektóre z
nich błagalne, ale w jutrzni, w nieszporach przeważnie są dobierane psalmy, które
uwielbiają Boga. Również we Mszy świętej, zanim jest miejsce na prośby, to przedtem
śpiewamy „Chwała na wysokości Bogu”, uwielbiamy Boga.
W naszych czasach szerzy się w kościołach chrześcijańskich ruch tzw.
charyzmatyczny, ruch Odnowy w Duchu Świętym. I jedną z charakterystycznych
cech tego ruchu jest przywrócenie właściwego miejsca modlitwy uwielbienia w
życiu chrześcijan. Modlitwa charyzmatyczna, modlitwa, która jest bezpośrednio
inspirowana, czy nawet sprawiana przez Ducha Świętego, ona najpierw się objawia
jako modlitwa uwielbienia Boga. Takie zaskakujące często i trudne do wytłumaczenia
nawet zjawisko tzw. modlitwy w językach, modlenie się językami, zjawisko
dzisiaj dość powszechne w kręgach odnowy charyzmatycznej, to jest modlitwa
uwielbienia. Nikt nie rozumie słów tej modlitwy, ale czasem kiedy ta modlitwa jest
tłumaczona, no to albo spotykamy tam fragmenty psalmów, albo jakieś właśnie
inne motywy wielbienia Boga. Grupy modlitewne charyzmatyczne zaczynają zawsze
swoją modlitwę od modlitwy uwielbienia, a potem dopiero przychodzi czas
na modlitwę błagalną, wstawienniczą.
Przypatrzmy się tej modlitwie Maryi. Od początku do końca jest ona modlitwą
uwielbienia. Nie zawiera ta modlitwa ani jednej prośby. Nawet bezpośrednio
nie jest to modlitwa dziękczynna. Chociaż Maryja mówi, że wielkie rzeczy uczynił
mi Wszechmocny (Łk 1,49a) to jednak akcent spoczywa nie na tym, co uczynił
Bóg Maryi, ale na tym, co właśnie Bóg czyni, co właśnie objawia Jego wielkość,
Jego wspaniałość, Jego dobroć, Jego miłosierdzie. Ta modlitwa Maryi jest jakimś
wyliczeniem przymiotów Bożych, uznaniem tych Bożych przymiotów, w formie
właśnie wyznania, uwielbienia. Zaczyna się ta modlitwa od tych słów: Wielbi dusza
moja Pana (Łk 1,46b), a więc jest to wprowadzenie do uwielbienia; Maryja
chce wielbić Pana i zaczyna od tych słów: Wielbi dusza moja Pana i raduje się duch
mój w Bogu, moim Zbawcy (Łk 1, 46b-47). I potem po kolei poszczególne wiersze
mówią o tym, kim jest Bóg, jakie są Jego przymioty, za co mamy Go uwielbiać, za
co mamy Go wyznawać. Bóg jest wszechmocny, Bóg jest święty, Bóg jest miłosierny.
Wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny, Jego imię jest święte, Jego miłosierdzie
z pokolenia w pokolenie (Łk 1, 49-50). Bóg posiada moc, objawia swoją moc.
On strąca władców z tronu, wywyższa uniżonych, głodnych nasyca, ujmuje się za
swoimi sługami, wypełnia swoją obietnicę (Łk 1 52-55a). A więc cała ta modlitwa
jest hymnem uwielbienia Boga i jest wyznaniem Jego przymiotów, dzięki którym
zasługuje On na nasze uznanie, wyznanie, uwielbienie.
Ta modlitwa Maryi powinna stać się dla nas wzorem; czy w modlitwie
swojej osobistej, czy w modlitwie wspólnej powinniśmy się do tego przyzwyczaić,
żeby zawsze zaczynać od uwielbienia Boga. Uświadamiamy sobie przymioty Boże,
dzieła Boże, nie tylko te, które dotyczą nas osobiście, których doznaliśmy może
bezpośrednio, ale te dzieła Boże, które dokonują się w całej historii, te dzieła, które
dokonują się wobec całego świata, całego rodzaju ludzkiego, te dzieła, które objawia
świat, przymioty Boże, które objawia nam i przyroda i historia, to wszystko
musimy wyznawać, uznawać w naszej modlitwie uwielbienia Boga.
Uwielbienie Boga jest pierwszym celem modlitwy. Modlitwa nie jest w
pierwszym rzędzie czymś co ma nam przynosić jakieś bezpośrednie korzyści, ale
modlitwa właśnie musi mieć ten pewien rys bezinteresowności. Im bardziej ona
jest bezinteresowna, tym milsza jest Bogu, tym cenniejsza, a właśnie ten rys bezinteresowności
modlitwy wyraża się szczególnie w modlitwie uwielbienia.
Chcemy dzisiaj w ramach adoracji, właśnie uwielbiać Boga. W czasie adoracji
będzie czas najpierw na spontaniczną modlitwę uwielbienia, możemy formułować
wezwania, wszyscy się mogą dołączać przez aklamacje takie jak: „Alleluja”, „Tobie
chwała na wieki”, wyrażające właśnie uwielbienie. Potem będzie trochę czasu na
modlitwę dziękczynną, także na modlitwę błagalną, ale przede wszystkim chcemy
dzisiejszą adorację spędzić na modlitwie uwielbienia. Jak zwykle w czasie modlitwy
będzie możliwość przystąpienia do sakramentu pojednania; po jakimś czasie
modlitwy uwielbienia i adoracji odmówimy jak zawsze cząstkę różańca.
Napisano wOgólnieKomentarzy (0)
