Macierewicz: Andrzej Duda jest nadzieją dla Polski. My jako naród potrzebowaliśmy nadziei i ona przyszła w osobie nowego prezydenta

Prezydentura Andrzeja Dudy zapowiada ruszenie z martwego punktu na arenie międzynawowej sprawy wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej – stwierdził Antoni Macierewicz, wiceprezes Prawa i Sprawiedliwość.

Andrzej Duda jest nadzieją dla Polski. My jako naród od długiego czasu potrzebowaliśmy nadziei i ona przyszła w osobie nowego prezydenta

— powiedział w Radiu Wnet Antoni Macierewicz, odnosząc się do wygranej Andrzeja Dudy w wyborach prezydenckich.

Na pytanie czy prezydent Duda spotka się z prezydentem Władimirem Putinem, by rozmawiać o zwrocie wraku samolotu Tu-154M, stwierdził że takie działania muszą być podejmowane przede wszystkim na arenie międzynarodowej.

Sprawa wraku i czarnych skrzynek musi być podejmowana niezależnie od wizyt dyplomatycznych, które powinny być realizowane z naszymi sojusznikami, a ewentualna wizyta w Rosji jest nie możliwa dopóki siły federacji okupują terytorium innego kraju

— dodał wiceprezes Prawa i Sprawiedliwość.

Przypomniał, że dotychczasowe działania rządzących nie pozwoliły na umiędzynarodowienie śledztwa smoleńskiego, co powinno być priorytetem Polski.

Dotychczasowe władze nie kontaktowały i nie konsultowały się w sprawie pomocy przy wyjaśnianiu przyczyn katastrofy Tupolewa, chociażby ze Stanami Zjednoczonymi, których władze na to czekały. Oficjalne władze nie chciały postawić sprawy katastrofy smoleńskiej na forum między narodowym

— dodał szef parlamentarnego zespołu ds. wyjaśnienia przyczyn katastrofy z 10 kwietnia.

Z kolei odnosząc się do porażki Bronisława Komorowskiego zaznaczył, że zabrakło w jego działaniu autentycznej pracy na rzecz Polski.

Gdyby prezydent Bronisław Komorowski od początku wychodził na ulicę spotykać się z Polakami, gdyby był z Polakami, gdyby pracował dla nich to by nie przegrał. Problem polega na tym, że cała jego prezydentura polegała na działaniu odwrotnym. To dlatego przegrał

— wyjaśnił Macierewicz.

Najważniejszym powodem porażki Komorowskiego – zdaniem Macierewicza – była niechęć Polaków do dotychczasowego stylu rządzenia.

On po prostu reprezentował i reprezentuje koncepcje, tendencje i sytuacje, które już przeminęły, których już nie ma, która nie jest Polsce potrzebna bo blokuje możliwość nie tylko rozwoju, ale szansę wspólnego działania wszystkich Polaków

— dodał wiceprezes PiS

mmil/Radio Wnet

źródło: wPolityce.pl

Napisano wNaszym zdaniemKomentarzy (0)

Jutro manifestacja przed willą Lecha Wałęsy w Gdańsku- Oliwie

3 czerwca o godz. 12.00 Liga Obrony Suwerenności organizuje manifestację
przed willą Lecha Wałęsy w Gdańsku- Oliwie aby przypomnieć o czarnej
karcie w dziejach rządzącego Polską układu politycznego.

Każda rocznica wyborów czerwcowych z 1989 roku, odbywa się w cieniu
innego wydarzenia, ochrzczonego w naszej historii mianem „Nocnej
zmiany”. 4 czerwca 1992 roku wyłoniony przy Okrągłym Stole
establishment, w obliczu lustracji, skompromitował się odsuwając od
władzy rząd Jana Olszewskiego.  Film pt „Nocna Zmiana”

źródło: Liga Obrony Suwerenności

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Andrzej Duda odwiedził Wawel. Wzruszające słowa prezydenta elekta: „Tu spoczywa pan prof. Lech Kaczyński, dzięki któremu jestem tu gdzie jestem i jestem, kim jestem”

Mimo wyczerpującej kampanii wyborczej, Andrzej Duda kontynuuje swoją podroż w drodze do prezydentury. Dziś zwycięzca wyborów odwiedził m.in. Wawel.

Prezydent elekt podkreślił, że w ten sposób chciał oddać hołd tragicznie zmarłemu prezydentowi RP śp. Lechowi Kaczyńskiemu.

Jestem na Wawelu, bo to bardzo ważny dzień dla mnie. Jetem tu, bo jest tu nasza narodowa katedra, tu spoczywa p. prof. Lech Kaczyński, dzięki któremu jestem tu gdzie jestem i jestem, kim jestem

— powiedział Duda.

Zwycięzca wyborów podkreślił, że to właśnie Lech Kaczyński nauczył go tego, czym powinna być prezydentura.

To przy nim uczyłem się etosu prezydentury, to przy nim uczyłem się tego, kim jest prezydent, a także godności urzędu i godności sprawowania urzędu. To właśnie pan profesor mnie uczył. Stąd moja obecność tutaj. To był mąż stanu, wieli człowiek, który całe swoje dorosłe życie poświęcił służbie Polsce

— podkreślił wyraźnie wzruszony Andrzej Duda.

Prezydent elekt zapytany, czy Lech Kaczyński będzie dla niego wzorem prezydenta, powiedział:

Na pewno będzie wzorem męża stanu w znaczeniu myślenia o sprawach państwowych.

Najważniejsze są sprawy społeczne i sprawy państwa polskiego, które musi być godnie reprezentowane, którego interesy w pierwszej kolejności mają by realizowane, choćby na arenie międzynarodowej przez rządzących krajem, także przez prezydenta Rzeczypospolitej

— zaznaczył Duda.

Zwycięzca wyborów prezydenckich powiedział również, że Lech Kaczyński:

chciał państwa sprawiedliwego, równego dla wszystkich, takiego państwa, w którym ludzie będą czuli się dobrze, będą czuli, że państwo o nich dba.

Mnie też na tym zależy

— zapewnił prezydent elekt.

źródło: wPolityce.pl

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Katedra im. Tadeusza Mazowieckiego

27 kwietnia podpisano list intencyjny dotyczący współpracy pomiędzy Uniwersytetem Warszawskim a Fundacją Konrada Adenauera w Polsce w rozwoju Katedry im. Tadeusza Mazowieckiego

– Główną częścią naszej współpracy będzie rozwijanie Katedry im. Tadeusza Mazowieckiego – mówił podczas uroczystości prof. Marcin Pałys, rektor UW. – Dzisiejsza uroczystość otwiera drogę do większych możliwości. Chcemy rozwijać wśród studentów postawy obywatelskie – dodał.

Katedra utworzona została we wrześniu ubiegłego roku przy Kolegium Międzyobszarowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych i Społecznych. Ma rozwijać wśród studentów postawy obywatelskie, kształtować elity społeczne i polityczne patrzące krytycznie na świat nie tylko z perspektywy zmian zachodzących w Polsce.

Teraz konkretne wykłady, seminaria, konferencje czy sympozja organizowane przez Katedrę wspierać będzie Fundacja. – Nazwiska Mazowieckiego i Adenauera łączą w sobie wspólne wartości odnoszące się do pewnego sposobu uprawiania polityki i właśnie te wartości chcemy przekazywać dalej – mówił Christian Schmitz, dyrektor Fundacji Konrada Adenauera w Polsce.
– Mamy nadzieję gościć na Uniwersytecie czołowe postaci z kręgu akademickiego, ale również politycznego, pochodzące z różnych stron świata. Będą to nie tylko jednorazowe spotkania, ale i zajęcia cykliczne o charakterze akademickim – mówił prof. Marek Wąsowicz, kurator Katedry i dyrektor Kolegium MISH.

źródło: KAS

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Jarosław Kaczyński w TV Republika: „Jestem tak szczęśliwy, że od trzech dni kładę się spać rano, bo nie mogę się powstrzymać od świętowania”

Kampania nie tylko nie zawiodła, ale przeciwnie – mówię tu o samym Andrzeju Dudzie – przerósł oczekiwania

mówił Jarosław Kaczyński na antenie Telewizji Republika.

Prezes PiS w pierwszym wywiadzie po wyborach prezydenckich, które wygrał Andrzej Duda, nie krył radości z rezultatu głosowania.

Powiem, że jestem tak bardzo zadowolony i tak szczęśliwy, że od trzech dni kładę się już rano spać, bo całą noc nie jestem w stanie powstrzymać się przed świętowaniem

— żartował Kaczyński.

Szef PiS podkreślił, że kandydatura Dudy została wyłoniona po długich negocjacjach i badaniach.

Kampania nie tylko nie zawiodła, ale przeciwnie – mówię tu o samym Andrzeju Dudzie – przerósł oczekiwania. Fantastyczna zdolność przemawiania, kontakt z ludźmi, determinacja, niezrażanie się, odporność, pracowitość…

— wyliczał.

Kaczyński podkreślił przy tym wyraźnie dużą rolę Beaty Szydło w kampanii – nazwał ją „gwiazdą”.

Każdy ją dziś chce, ale gdzie zostanie – to będzie jej decyzja, no i prezydenta. Andrzej Duda jest dzisiaj osobą wokół której toczy się życie publiczne, jego główny nurt

— mówił szef PiS.

Dopytywany, w którym momencie kampanii uwierzył w zwycięstwo Dudy, Kaczyński przekonywał, że na początku szanse na zwycięstwo kandydata PiS oceniał na 10 procent.

Później na 25-30 procent, a po zwycięstwie w I turze – że powinien wygrać. Wynikało to z jego ogromnej dynamiki, niebywałej siły – dokonał pracy niesłychanej. Odporność jakaś młota pneumatycznego

— śmiał się były premier.

Kaczyński mówił też o „nieludzkim zmęczeniu” Dudy, co widać było też w kilku momentach kampanii.

Ale to, że on potrafił w takiej sytuacji, gdy ręce drżą ze zmęczenia, wychodzić na mównicę i wygłaszać fantastyczne przemówienia, pokazują, jak silny to człowiek

— chwalił Dudę.

Pytany o to, co jest największym wyzwaniem prezydentury Dudy, szef PiS stwierdził, że potrzeba dynamiki społecznej i wsparcia ze strony społeczeństwa.

Kaczyński podkreślił też, że ogromnie przyczyniła się do zwycięstwa kampania internetowa.

To nadało tej kampanii element ludyczny, zabawowy – który ułatwiał życie. Było wesoło. Nie mogę tu nie podziękować Bronisławowi Komorowskiemu i jego sztabowcom, a zwłaszcza jednemu, którego dobrze znam… Szczerze dziękuję

— śmiał się Kaczyński.

To, co zrobił nasz sztab, to jest naprawdę godne podziwu (…) Muszę panu Szefernakerowi i wszystkim ludziom, którzy współpracowali, bardzo podziękować

— zaznaczył.

Jak dodawał, potrzebne jest jednak dalsze dążenie do wygranej, która pozwoli na realną zmianę w Polsce, także w wymiarze sprawiedliwości. Pytany o antysystemowe partie, Kaczyński nawiązał do dwudziestolecia międzywojennego.

Wrześniowe referendum jest niekonstytucyjne. Czy się odbędzie? Tego nie wiem, to już nie moja decyzja. Chciałbym móc z przedstawicielami tego nurtu poważnie porozmawiać – mam nadzieję, że będą ku temu okazje

— stwierdził szef PiS.

Byłbym oszustem, gdybym tego nie powiedział – nigdzie nie udało się stworzyć systemu demokratycznego bez partii politycznych. Wszędzie, gdzie tak próbowano, kończyło się na dyktaturze

— dodawał.

Kaczyński zapowiedział też, że w najbliższym czasie zostanie przedstawiona „ekipa” – grupy ludzi, z których wybrani zostaną ministrowie i wiceministrowie. Dodał, że sam „nie musi być premierem”, jeśli kogoś innego wyznaczy „najważniejszy człowiek w Polsce – prezydent Andrzej Duda”.

Na koniec Kaczyński wspomniał o depeszy gratulacyjnej od Angeli Merkel dla Andrzeja Dudy, w której miały paść słowa o winach niemieckich za II wojnę światową.

Polska będzie ważnym państwem, traktowanym jako partner, a polscy politycy nie będą uważani za tych, którzy zabiegają o funkcje w strukturach UE, ale tych, którzy dbają o interes naszego kraju. (…) Polska pod rządami Andrzeja Dudy już podnosi się z kolan

— zakończył.

źródło: wPolityce.pl

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

PÓŁ PORCJI MAZURKA. Marszałek Sikorski błyskawicznie wygasił Andrzejowi Dudzie mandat eurodeputowanego. Czysta złośliwość i 16 osób na bruku

Marszałek Sejmu z właściwą sobie elegancją postanowił poinformować o swojej decyzji na Twitterze:

Sikorski nie czekał nie tylko na decyzję Sądu Najwyższego o ważności wyborów. Polityk PO nie czekał nawet na wręczenie Andrzejowi Dudzie przez Państwową Komisję Wyborczą zaświadczenia o wyborze na prezydenta! Dlaczego się tak śpieszył?

Może dlatego, że wiedział, iż jego decyzja radykalnie utrudnia życie samemu prezydentowi elektowi i jego pracownikom? Nie chodzi tylko o to, że Andrzej Duda nie dostanie pensji eurodeputowanego za czerwiec i lipiec. Paradoksalnie, nie będzie miał przez ten czas żadnej pensji, ale w gorszej sytuacji będzie 16 pracowników Dudy.

Wszystkim kończą się umowy z niedzielą, od poniedziałku są bezrobotni. Z dnia na dzień zostaną na bruku. Niektórzy starają się o pracę u innych eurodeputowanych, ale każdy z nich ma przecież swoją ekipę. Gdybyśmy mieli choć miesiąc, moglibyśmy czegoś poszukać, ale tak…

— martwi się szef biura Dudy Wojciech Kolarski.

On sam też zostanie bez pracy, ale wedle naszych, nieoficjalnych informacji od sierpnia może liczyć na posadę w Kancelarii Prezydenta. Wbrew doniesieniom prasowym nie będzie jednak ani szefem kancelarii, ani szefem gabinetu, ma zostać jednym z prezydenckich ministrów.

Decyzja Sikorskiego ma też inny niż finansowy wymiar. Wszystko przez kalendarz.

Poniedziałek to już czerwiec, kolejny miesiąc. Mamy więc dwa dni na likwidację biura, czyli na załatwienie czegoś, co robi się zwykle miesiącami: wszystkie formalności, dokumenty, pakowanie. Od poniedziałku 1. czerwca nie mamy już pomieszczeń biurowych, a asystentka Andrzeja Dudy w Brukseli traci przepustkę do Parlamentu Europejskiego

— opowiada Kolarski. Szef biura nowego prezydenta dodaje też z goryczą:

Powiem szczerze: nie liczyłem na jakąkolwiek pomoc ze strony marszałka Sikorskiego, ale żeby polski polityk celowo utrudniał życie prezydentowi – elektowi, to się nie mieści w głowie! To wyjątkowa małostkowość i po prostu brak klasy.

Dla Parlamentu Europejskiego taka sytuacja to precedens – jeszcze nigdy eurodeputowany nie zostawał prezydentem. Brukselscy prawnicy uznali, że decyzja o wygaśnięciu mandatu leży po stronie polskiej, skłaniali się jednak ku interpretacji, że powinno to nastąpić dopiero 6. sierpnia, czyli po zaprzysiężeniu prezydenta. Sam Duda nie chciał czekać tak długo, ale wszyscy liczyli, że oczekując na decyzję Sądu Najwyższego będzie miał choć dwa, trzy tygodnie na zamknięcie swoich spraw i likwidację biura.

Ale cóż, Radosław Sikorski postanowił inaczej. Źli ludzie mówią, że to czysta złośliwość i przypominają jego legendarne skąpstwo i dbanie o własne kilometrówki. My jednak wiemy, że to podłe insynuacje. Prawda, panie marszałku?


Już po ukazaniu się naszego tekstu odniósł się do niego marszałek Sejmu. Oczywiście na Twitterze:

Być może pan marszałek liczył, że nikt nie sięgnie do kodeksu wyborczego i nie sprawdzi. Przepraszamy za dociekliwość, ale ów paragraf brzmi trochę inaczej:

§ 3. Utrata mandatu posła do Parlamentu Europejskiego, w przypadku, o którym mowa w § 1 pkt 2a i 3, następuje z dniem powołania lub wybrania.

Wedle znanych nam interpretacji tego przepisu marszałek Sejmu mógł poczekać nawet do powołania prezydenta elekta na jego urząd. Mało tego – znów zdaniem niektórych konstytucjonalistów – interpretacja „wyboru” nie jest jednoznaczna. Twierdzą oni, że nie rozstrzyga o tym decyzja PKW, a stwierdzenie Sądu Najwyższego o ważności wyborów.

Widać jednak, że Radosław Sikorski bardzo chciał utrudnić życie Andrzejowi Dudzie oraz jego współpracownikom i to mu się udało. Brawo, panie marszałku, wreszcie jakiś sukces!

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Andrzej Duda oddał hołd pomordowanym w okresie PRL

Andrzej Duda złożył kwiaty pod tablicą upamiętniającą pomordowanych w okresie PRL. 67 lat temu w więzieniu mokotowskim na ulicy Rakowieckiej w Warszawie komuniści zabili rotmistrza Witolda Pileckiego.

Andrzej Duda przybył dziś na warszawski Mokotów, gdzie złożył kwiat i oddał hołd pomordowanym przez władze komunistyczne w PRL.

Powiedział, że jest to  „ważny dzień”. – Jest rocznica śmierci rotmistrza Witolda Pileckiego, wielkiego polskiego bohatera, dlatego przyjechałem tu złożyć kwiaty w tym miejscu, które jest jego miejscem pamięci – dodał.

– Mam nadzieję, że Polska odnajdzie doczesne szczątki rotmistrza i będzie mogła go pochować z godnością, na jaką zasłużył – podkreślił prezydent-elekt Andrzej Duda.

mm/TVN24

źródło: fronda.pl

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Polemika z wypowiedzią z dnia 22 maja 2015 roku pana Tomasza Busia Sekretarza Urzędu Miasta Żywiec w związku z dyskusją o możliwości parafowania protokołu głosowania przez członków obwodowych komisji wyborczych.

Pan Tomasz Buś pisze: „Przywołany przez Panią pkt 7 uchwały Państwowej Komisji Wyborczej z dnia 23 marca 2015 roku w sprawie wytycznych dla okręgowych komisji wyborczych dotyczących przygotowania i przeprowadzenia wyborów Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, zarządzonych na dzień 10 maja 2015 roku, dotyczy:

1) okręgowych (a nie obwodowych) komisji wyborczych – wskazuje na to nawet sama nazwa aktu prawnego;
2) sporządzania protokół zbiorczych wyników głosowania (a nie protokołów głosowania w obwodzie.”

To absolutnie nie ulega wątpliwości. Nie rozumiem tej odpowiedzi, ponieważ nie twierdziłam, że przytoczona uchwała PKW z dnia 23 marca 2015 roku nie stosuje się do sporządzania protokołów zbiorczych przez okręgową komisję wyborczą i nie twierdziłam, że stosuje się do sporządzania protokołów przez obwodowe komisje wyborcze.

W przedmiotowej wypowiedzi nie widzę innych zastrzeżeń natury merytorycznej a także innych wskazujących na podtrzymanie opinii o braku możliwości parafowania każdej strony protokołu z głosowania przez członków obwodowej komisji wyborczej. Niniejszym pragnę wyrazić satysfakcję, z tego powodu.

Umknęło mi, że Pan Tomasz Buś (niniejszym Jego przepraszam) jest również pełnomocnikiem okręgowej komisji wyborczej oraz że szkolił członków obwodowych komisji wyborczych. Stawia to w innym świetle opisywaną sytuację, z uwagi na rolę pełnomocników okręgowych komisji wyborczych w procesie wyborczym.

Zgodnie z pkt.3 przywołanej powyżej uchwały PKW z dnia 23 marca 2015 roku, zatytułowanym „Postępowanie pełnomocnika okręgowej Komisji wyborczej w przypadku, gdy Państwowa Komisja Wyborcza nie zarządziła stosowania systemu informatycznego” pełnomocnik sprawdza formalną poprawność sporządzenia przez obwodową komisję protokołu z głosowania m.in. „czy są wszystkie parafy wszystkich członków komisji obecnych przy sporządzaniu protokołu na każdej –poza stroną z podpisami –stronie protokołu”.

Faktem bezspornym jest, że Państwowa Komisja Wyborcza nie zarządziła stosowania systemu informatycznego. Skoro tak, to warto pytać: dlaczego na szkoleniach, a później z trakcie weryfikacji protokołów z głosowania w wyborach na prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej doszło do sytuacji że pełnomocnik mógł odmawiać obwodowym komisjom wyborczym prawa parafowania stron protokołu z głosowania. To nie powinno było się zdarzyć i słuszny był artykuł z dnia 16 maja br. ujawniający ten problem.

Pomimo twierdzeń płynących ze strony PKW tuż przed wyborami o testowym zastosowaniu systemu w wyborach zarządzonych na 10 maja 2015 roku, powszechne przekonanie o wdrożeniu systemu informatycznego przez PKW, a także uchwała z dnia 25 kwietnia br. o możliwości stosowania systemu informatycznego, mogła wprowadzać w błąd, także pełnomocników okręgowych komisji wyborczych. Jednak nie może to być wytłumaczeniem dla zaistniałej sytuacji, zwłaszcza tam gdzie członkowie obwodowych komisji wyborczych wskazywali i podejmowali dyskusję w sprawie potrzeby parafowania stron.

Jestem przekonana, że wymiana opinii była potrzebna i kształcąca. Potrzebujemy dyskusji na temat prawa i procedur wyborczych –wspólnie na tym zyskujemy. Przecież do naruszenia procedur wyborczych w wielu miejscach w Polsce dochodzi często w wyniku braku ich przejrzystości, a także w wyniku braku materiałów i odpowiednich programów szkoleń ukierunkowanych dla poszczególnych grup odbiorców: prasy; urzędników samorządowych; wyborców, pełnomocników okręgowych komisji wyborczych, członków obwodowych komisji wyborczych oraz mężów zaufania komitetów wyborczych. Przed nami jest wiele do zrobienia.

autor: Teresa Rogalska

Napisano wOgólnie8 komentarzy

HISTORIA ZESPOŁU SZKÓŁ AGROTECHNICZNYCH I OGÓLNOKSZTAŁCĄCYCH im. JÓZEFA PIŁSUDSKIEGO W ŻYWCU

Początki działalności szkoły przypadają na rok 1945 – czasy, kiedy Polska wyłoniła się właśnie z wojennej pożogi i okowów hitleryzmu, by powoli stawać się „ludową”. Start polskiej oświaty był bardzo trudny. Szczególnym utrudnieniem była nieustanna reforma programów nauczania z nowym ideologicznym zabarwieniem.

Pierwszym dyrektorem szkoły rolniczej, dla której miejscowe władze zabezpieczyły tereny Moszczanicy została Zofia Zygmuntowska. Ta zasłużona działaczka Kół Gospodyń Wiejskich, wykorzystując swoje doświadczenie, natychmiast po nominacji rozpoczęła pracę nad przygotowaniem zniszczonego obiektu dla szkoły, która już we wrześniu rozpoczęła działalność jako Żeńskie Gimnazjum Rolnicze i Jednoroczna Szkoła Gospodarstwa Wiejskiego. Ze 144 ha powierzchni posiadłości ziemianina Władysława Kępińskiego w wyniku reformy rolnej szkole przypadło 96 ha. Zofia Zygmuntowska wraz z pierwszym kierownikiem gospodarstwa Stanisławem Adamusem zaczynali prawie od zera. Spalona stodoła, zniszczone stajnie i obora, brak narzędzi gospodarskich i inwentarz w postaci trzech koni (jeden pozostawiony przez wojska radzieckie, dwa przydzielona z UNRY), trzech krów (w tym historyczna Malina,własność łodygowickiej szkoły rolniczej, którą tamtejszy uczciwy gospodarz przechował przez lata okupacji i po wojnie odprowadził do Moszczanicy) i wóz o drewnianych osiach – to pozostałości, które przypadły szkole. Powoli udało się odbudować budynki gospodarcze i zapełnić je inwentarzem, założono hodowlę kur „zielononóżek”, załatano dziury w dachu i ścianach ocalałego pałacu, wstawiono okna a odremontowane sypialnie wyposażono w zdobyczne łóżka i szafy dla młodzieży. Do realizacji zasadniczego dla szkoły programu dydaktyczno – wychowawczego i dla rekreacji służyły dwie sale wykładowe i świetlica z kominkiem, w której królował fortepian. Szafa z książkami stanowiła zalążek biblioteki a znajdujące się w niej powieści Sienkiewicza były rozchwytywane przez młodzież.

Tylko nieliczni spośród nauczycieli podejmujących pracę w latach 1945-1949 mogli wykazać się dyplomem ukończenia wyższych studiów. Mimo to brali na siebie nauczanie wszystkich specjalności, różnych i niezazębiających się z sobą treściami.
Szkoła Rolnicza w Moszczanicy w pierwszych latach walczyła również ze szczególnego rodzaju trudnościami- trafiała do niej mniej zdolna wiejska młodzież. Rodzice, uprzedzeni do ciężkiej pracy na roli, nie widzieli jeszcze potrzeby kształcenia swoich dzieci, zwłaszcza córek, w zawodzie rolnika. Upływający czas i dobre imię szkoły pozwoliły jednak przełamać uprzedzenia i przesądy oraz wyprzeć konkurencję. Powoli znikały kłopoty z rekrutacją, do Moszczanicy zaczęła licznie napływać młodzież z odległych stron kraju.

Zmieniające się treści programowe i formy organizacyjne szkolnictwa – w tym także rolniczego – sprawiły, że Żeńskie Gimnazjum Rolnicze w roku szkolny 1949-1950 przybrało nazwę Liceum Rolniczego, w 1953 r. przekształcone zostało w czteroletnie Technikum a w 1958 r. w pięcioletnie Technikum Rolnicze. W tym okresie (od roku 1949) miejsce dyr. Zygmuntowskiej zajął Bolesław Sroka. Przybył on do Moszczanicy z Dąbrowy Tarnowskiej, gdzie pozostała po nim dobrze zorganizowana szkoła rolnicza. Związany ze wsią, rozumiejący potrzeby rolnictwa, uparty w działaniu, posiadający dar przekonywania i argumentowania swoich racji, postanowił zorganizować w Moszczanicy ośrodek kultury rolniczej. Zwiększała się ilość młodzieży, powiększało się grono nauczycieli, wszystkim zaczęła doskwierać ciasnota mieszkaniowa. Dyrektor nie miał nawet swojego gabinetu. Wykorzystano strych starego pałacu i zbudowano tam pomieszczenia przeznaczone na sypialnie dla młodzieży, sama szkoła wzbogaciła się zaś o 5 sal lekcyjnych w nowo wybudowanym zastępczym baraku.

Marzeniem stawał się powoli nowy budynek szkoły. W wyniku starań uzyskano kredyt na rozbudowę pomieszczeń gospodarskich oraz szklarni. W 1955 r. dyr. Sroka zwrócił się do ówczesnego premiera Józefa Cyrankiewicza z prośbą o poparcie projektu wybudowania szkoły dla Liceum Rolniczego w Moszczanicy. Uzyskana akceptacja pozwoliła na przystąpienie do opracowania projektów oraz potrzebnej dokumentacji. Budowa trwała od 1956-1959r. W tym czasie nauczyciele otrzymali część rodzinnych mieszkań w blokach wybudowanych poza obrębem pałacu. Nowa szkoła i lepsze warunki mieszkaniowe spowodowały, że praca stała się łatwiejsza i wydajniejsza.

Stopniowo postępowała rozbudowa szkoły w Moszczanicy. W 1965 r. opracowany został kompleksowy plan rozwoju obiektu, zakładający budowę internatu, warsztatów mechanizacji rolnictwa, budynków mieszkalnych dla pracowników gospodarstwa i nauczycieli oraz nowoczesnej obory. Trud wcielenia w życie powyższego planu przypadł dyr. Romanowi Jakubowskiemu, kierującemu szkołą w latach 1961-1972 oraz jego następcy, zamykającemu jej trzydziestolecie i otwierającemu nowy etap- dyr. Henrykowi Gajowi. W roku 1970 młodzież wprowadziła się do nowoczesnego i wygodnego internatu na 200 osób. Do gabinetów szkolnych przybywało pomocy naukowych. Wzrastał poziom kadr, zarówno pod względem fachowych jak i pedagogicznym. Jesienią 1973 roku oddane zostały dwa bloki mieszkalne dla nauczycieli i jeden dla pracowników gospodarstwa. Dział mechanizacji otrzymał warsztaty, wygodne klasopracownie, garaże i wiatę na maszyny. Rozpoczęto remont kapitalny pałacu. Tym samym dla Zespołu Szkół Rolniczych, w którego skład wchodziło Technikum Rolnicze, Technikum Hodowlane, Zasadnicza Szkoła Ogrodnicza i Zasadnicze Szkoły Rolnicze w Jeleśni, Milówce, Gilowicach Skawicy i Ujsołach – została stworzona baza do praktycznego nauczania.

Z okazji pierwszego zjazdu absolwentów w 1977 roku szkole nadano imię prof. Teodora Marchlewskiego i przekazano sztandar, na który młodzież klas pierwszych corocznie składała ślubowanie.
Lata 80-te w naszej szkole to okres, na który przypadają największe sukcesy w sportach i olimpiadach. Niestety, dawała znać o sobie również trudna sytuacja kraju. Gospodarstwo szkolne, podobnie jak niemal wszystkie państwowe gospodarstwa rolne, zaczęło mieć kłopoty finansowe. W tej sytuacji w kwietniu 1989 r. wydzierżawiono je Rolniczej Spółdzielni Produkcyjnej ‘’MŁODOŚĆ” w Gilowicach. Decyzja ta okazała się niekorzystną, dlatego też 1 kwietnia 1992 r. ówczesna Dyrektor szkoły Maria Dorota Pruszyńska rozwiązała umowę i ponownie przejęła gospodarstwo. Okres trzyletniej dzierżawy osłabił je ekonomicznie oraz zmniejszył jego przydatność do realizacji zajęć praktycznych (zlikwidowano hodowlę bydła i owiec). Od 1992 r. szkoła zdecydowała się na hodowlę koni, co okazało się magnesem przyciągającym młodzież oraz jednym ze sposobów zarabiania pieniędzy.

Dyrektor Stanisław Grzegorzek, którego kadencja przypadająca na lata 1982-1991 obfitowała w wiele pożytecznych dla szkoły inicjatyw – podjął skuteczne starania o utworzenie Zasadniczej Szkoły Mechanizacji Rolnictwa. Profil ten przeznaczony był dla chłopców i okazał się trafnym wyborem. W 1990 r. otworzono również Zasadniczą Szkołę Rolniczą o specjalności – wiejskie gospodarstwo domowe – dla dziewcząt. W 1992 r. utworzono Policealne Studium Zawodowe o specjalności – rachunkowość i rynek rolny. Na potrzeby nowych specjalizacji uruchomiono klasopracownię informatyki i nauki pisania na maszynie.
W tych czasach w ramach prac dyplomowych młodzież wykonywała pomoce naukowe dla szkoły lub gospodarstwa, należały do nich m.in. adaptacja stodoły na halę ujeżdżania koni, wykonanie ośmiu stanowisk i siedmiu boksów, inspektów oraz filmów tematycznych przydatnych do nauki przedmiotów zawodowych.

Jubileusz pięćdziesięciolecia istnienia szkoły przypadł na kadencję Dyrektora Władysława Suchonia. Był to okres pełen zarówno niepokojów, jak i nadziei. Niepokoje wynikały ze słabości sfery budżetowej, do jakiej zaliczała się szkoła. Nadzieję budziła nowa rzeczywistość, oparta demokracji i prawdzie.

1 września 2006 r. to kolejna ważna data w historii szkoły – zmieniła ona nazwę na Zespół Szkół Agrotechnicznych i Ogólnokształcących. Z przemianowaniem szła w parze zmiana patrona – został nim marszałek Józef Piłsudski. Nastąpiło też zwiększenie oferty edukacyjnej dla młodzieży. Powstały nowe typy szkół: Technikum Hotelarskie, Technikum Agrobiznesu, Technikum Żywienia i Gospodarstwa Domowego. Nieco później – Technikum Obsługi Turystycznej oraz cieszące się ogromną popularnością Liceum Ogólnokształcące o profilu wojskowym, sportowym i pożarniczym.

Nie możemy pominąć najważniejszego chyba w historii tej niewielkiej miejscowości faktu, jakim był miesięczny pobyt we dworze pp. Kępińskich Marszałka Józefa Piłsudskiego (od 8 września do 3 października 1934 roku) Józef Piłsudski na miejsce zalecanego przez lekarzy wypoczynku ( jak miało się okazać ostatniego) wybrał Moszczanicę .Po przyjeździe nie rozczarował się, wręcz przeciwnie, bardzo chwalił uroki krajobrazu i położenie parku, obiecując właścicielowi, że jeśli powiększy park dla możliwości odbywania dłuższych spacerów, przyjedzie także w roku następnym. Mimo zaleceń lekarzy, Marszałek prowadził bardzo aktywny tryb życia. Kierował ćwiczeniami aplikacyjnymi dla wyższych oficerów, prowadził gry wojenne, przyjmował członków rządu (m. in. ówczesnego ministra spraw zagranicznych J. Becka), udzielił audiencji arcyksięciu Karolowi Olbrachtowi Habsburgowi z Żywca, gościł M. Fogga i chór Dana, nie mówiąc już o wyższych rangą oficerach W.P. Szczególne znaczenie dla obu stron miało spotkanie ze zwycięską załogą challenge-u, kpt. J. Bajanem i sierż. G. Pokrzywką. Marszałek cieszył się każdym międzynarodowym sukcesem Polaków rozsławiającym imię ojczyzny. Dla młodych pilotów było to niezapomniane wrażenie. W natłoku zajęć wagi państwowej, będąc już poważnie chorym, znalazł wszakże ten niezwykły człowiek czas, by złożyć wizytę nauczycielom i uczniom Szkoły Podstawowej w Moszczanicy. Dla upamiętnienia pobytu Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego w moszczanickim dworze 11 listopada 1935 roku została wmurowana tablica pamiątkowa.

Szkoła wrosła w środowisko, ma w nim trwałe miejsce. Wielu absolwentów wraca w szkolne mury, by wykonywać zawód nauczyciela, inni pełnią ważne funkcje w życiu politycznym, społecznym i kulturalnym miasta, regionu a nawet kraju. Ta szkoła to nie tylko przeszłość, ona tętni życiem…..

Napisano wZ miasta ŻywcaKomentarzy (0)

Jürgen Roth: Wynik polskich wyborów prezydenckich to siarczysty policzek wymierzony niemieckim mediom

Wynik polskich wyborów jest siarczystym policzkiem wymierzonym większości niemieckich mediów i ich korespondentom w Polsce

— tak zwycięstwo Andrzeja Dudy skomentował na swoim facebookowym profilu Jürgen Roth, niemiecki dziennikarz, autor książki „Tajne akta S.“

Ich sympatie pokładane w Bronisławie Komorowskim, określanym jako liberalny polityk, są ekstremalnie wyzywające.

Roth zarzuca swoim mainstreamowym kolegom brak niezależności w opisie sytuacji w Polsce.

Nikt (z dziennikarzy niemieckich) nie zajmował się demontażem państwa w kwestiach społecznych, wciąż rosnącą biedą, rozprzestrzeniającą się korupcją, czy choćby prostytucją dziecięcą w szkołach. Za to wszystko odpowiedzialny jest rząd kierowany przez Donalda Tuska i Bronisław Komorowski, którego ciemna przeszłość zaczęła wychodzić na jaw po śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku.

Dziennikarz, który po napisaniu książki o katastrofie smoleńskiej, padł w swoim kraju ofiarą zamilczania, a w Polsce zaczęło się szczucie na niego mediów prorządowych, poddaje też w wątpliwość szczerość żałoby Tuska po śmierci Lecha Kaczyńskiego. Być może widział tę scenę…

Roth wyraźnie cieszy się z decyzji dokonanej przez polskich wyborców

bez względu na to, czy to pasuje niemieckim korespondentom, czy nie.

źródło: wPolityce.pl

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Related Sites