Archive | Ogólnie

Spadkobiercy Poznańskiego Czerwca i pokolenia Stonewall w politycznym zwarciu

28 czerwca 2020 to nie tylko dzień wyborów, w których zdecydujemy, czy pozostaniemy wierni polskiej tradycji, która ukształtowała kilka pokoleń za cenę milionów ofiar w ubiegłym stuleciu, czy też otworzymy się na ideologię wielkiej i fundamentalnej zmiany. To także rocznica historycznych wydarzeń, które współtworzyły główną oś narracji dla obu ścierających się nurtów dając podwaliny ich społecznej żywotności poprzez jakże różną, ale równie ważną dla obu grup martyrologię i jej wpływ na kulturę, zwłaszcza masową.

„Chcemy Polski katolickiej, a nie bolszewickiej”

Wczesnym rankiem 28 czerwca 1956 r. ogłosili oni strajk i w pochodzie ruszyli w kierunku Miejskiej Rady Narodowej, która mieściła się przy placu Adama Mickiewicza (wówczas noszącego imię Stalina). W trakcie marszu przyłączali się do nich pracownicy innych zakładów.

Jeden z świadków tych wydarzeń, Józef Wielgosz, tak je wspominał: „Jeszcze dziś w pamięci wielu poznaniaków wyraziście odżywają obrazy z tego niesamowitego pochodu. Oto jeden z nich. W tym czasie wszyscy pracownicy fizyczni nosili obuwie drewniane, zwane wówczas kujonami lub okulakami. Pochód więc z tej racji słychać było z daleka przez głuchy stukot drewniaków o bruk. Scena ta uparcie kojarzyła się z jakimś obozem pracy. Ten przejmujący  stukot, zacięte twarze, zaciśnięte pięści i nędzny roboczy strój dopełniał obrazu jakby żywcem wziętego z tragicznych dla Polski lat okupacji. W pierwszych szeregach szły kobiety, które w fabryce wykonywały ciężką, prawie katorżniczą pracę. (…) Przechodnie na ulicy, a zwłaszcza kobiety na ich widok płakały. Najprawdziwsza prawda wyszła na ulicę, by pokazać miastu swe prawdziwe oblicze”. Idący demonstranci skandowali hasła: „Chcemy żyć normalnie”, „Precz z normami”,  „My chcemy chleba dla naszych dzieci”, „Precz z czerwoną burżuazją”, „Precz z komunistami”, „Wolności”, „Precz z niewolą, precz z Ruskami, precz z siedemnastoma latami niewoli”, „Precz z Rokossowskim”, „Chcemy Polski katolickiej, a nie bolszewickiej”.

Śpiewano hymn, „Rotę” i pieśni religijne. Pod budynkami Miejskiej Rady Narodowej i Komitetu Wojewódzkiego PZPR zebrał się kilkudziesięciotysięczny tłum.

Część manifestantów, która weszła do nich wyrzucała na zewnątrz czerwone flagi, a także niszczyła portrety i popiersia sowieckich oraz polskich przywódców. Demonstranci weszli także do budynku Komendy Wojewódzkiej MO.

Po pojawieniu się plotki o aresztowaniu delegatów, którzy prowadzili w imieniu robotników negocjacje w Warszawie, grupa manifestantów ruszyła w kierunku więzienia przy ul. Młyńskiej i przechodząc przez mur otworzyła jego bramy. Strażnicy nie stawiali oporu. Wypuszczono ponad 250 więźniów i zabrano broń z więziennej zbrojowni.

Inni demonstranci wtargnęli do sąsiadującego z więzieniem budynku Sądu Rejonowego i prokuratury. Wyrzucaną przez nich dokumentację palono na ulicy. Część protestujących przeszła również na teren Międzynarodowych Targów Poznańskich.

Pierwsze strzały w Poznaniu padły tego dnia przy ul. Kochanowskiego, gdzie mieścił się Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego (UBP), który około południa został oblężony przez tłum. Byli zabici i ranni, według świadków z budynku UBP strzelano do kobiet i dzieci.

Jak pisze Paulina Codogni w książce „Rok 1956”, wówczas to „prawdopodobnie w centrum wydarzeń pojawił się jeden z późniejszych symboli Poznańskiego Czerwca , trzynastoletni Romek Strzałkowski, który przejął chorągiew trzymaną przez ranne tramwajarki. Kilka godzin później ciało tego samego, według świadków, chłopca znaleziono w pozycji siedzącej przywiązane do krzesła na terenie garażów należących do Urzędu Bezpieczeństwa. Zginął w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach – do końca nie ma pewności, czy został z premedytacją zamordowany, czy też stał się ofiarą zbłąkanej kuli, choć zdecydowana większość informacji przemawia za pierwszą wersją”.

Walki wokół UBP stawały się coraz bardziej zaciekłe, dochodziło do wymiany strzałów. Przysłana pracownikom bezpieczeństwa z pomocą kompania z Oficerskiej Szkoły Wojsk Pancernych została rozbrojona. W innych częściach miasta również dochodziło do starć.

W zaistniałej sytuacji Biuro Polityczne KC PZPR zatwierdziło decyzję o pacyfikacji miasta przy wykorzystaniu wojska. Dowodzenie akcją powierzono wiceministrowi obrony narodowej gen. Stanisławowi Popławskiemu. Do Poznania wysłano również delegację partyjno – rządową z Warszawy z Józefem Cyrankiewiczem, Wiktorem Kłosiewiczem i Jerzym Morawskim.

28 czerwca 1956 r. około godziny 14.00 po przylocie do Poznania gen. Popławski wydał rozkaz opanowania sytuacji pod budynkiem UBP. Mniej więcej dwie godziny później do centrum miasta weszła 19. Dywizja Pancerna Śląskiego Okręgu Wojskowego. Wieczorem dołączyły do niej jednostki Sudeckiej 10. Dywizji Pancernej oraz  4. i 5. Dywizji Piechoty.

Żołnierzy wysyłanych do Poznania dowódcy przekonywali, iż będą tłumić rozruchy wywołane przez zachodnioniemieckich agentów.

W tym czasie w Poznaniu skoncentrowano ponad 10 tys. żołnierzy, 359 czołgów, 31 dział pancernych i blisko 900 samochodów i motocykli.

W krwawej pacyfikacji miasta obok wojska brali udział funkcjonariusze UB, MO i żołnierze KBW. W trakcie walk bojownicy poznańscy zniszczyli lub uszkodzili kilkadziesiąt czołgów.

Ostatnie walki zakończyły się rankiem 30 czerwca. Ich bilans był tragiczny. Śmierć poniosło co najmniej 79 osób, rannych było ponad 600. Zginęło również 5 żołnierzy WP, 1 żołnierz KBW, 3 funkcjonariuszy UB oraz 1 funkcjonariusz MO.

W mieście 28 czerwca rozpoczęły się zatrzymania na masową skalę. Nad podejrzanymi o udział w walkach znęcali się funkcjonariusze UB i MO, maltretując ich fizycznie i psychicznie. Na lotnisku Ławica utworzony został punkt filtracyjny, do którego skierowano  ponad 700 zatrzymanych. Spośród nich około 300 aresztowano pod zarzutem napadów lub kradzieży.

Poznański Czerwiec 1956 r. był pierwszym w Polsce masowym wystąpieniem robotniczym przeciwko komunistycznym władzom i w bardzo poważnym stopniu przyspieszył zmiany polityczno-gospodarcze w PRL.

Pride Month 2020: Dlaczego czerwiec jest określany jako Miesiąc Dumy LGBTQ+?

Czerwiec jest miesiącem, w którym społeczności LGBTQ+ z całego świata spotykają się i celebrują bycie sobą. Czemu akurat wybrano ten miesiąc?

Parady równości lub marsze Dumy są zakorzenione w trudnej historii mniejszości, która przez dziesięciolecia musiała zmagać się z uprzedzeniami i tym, by większość społeczeństwa w końcu zaczęła akceptować je takimi, jakimi są. To właśnie czerwiec uznaje się za miesiąc LGTBQ+. Nie stało się tak bez przyczyny.

Pierwsi organizatorzy marszu równości wybrali ten miesiąc, by oddać hołd demonstracjom, które odbyły się w 28 czerwca 1969 roku. Wszystko zaczęło się rankiem tego dnia, gdy nowojorska policja dokonała nalotu na Stonewall Inn, popularny gejowski bar w Greenwich Village w Nowym Jorku.

Policjanci kolejno przepytywali klientów i pojedynczo wypuszczali na zewnątrz lokalu, ci zaś zatrzymywali się przed wejściem. Zebrał się tłum w liczbie ok. 200 osób. Gdy stróże prawa wyprowadzali kelnera, ochroniarza, trzy osoby transpłciowe i jedną lesbijkę do wozu policyjnego, tłum zareagował okrzykami „We want freedom” i „Gay power”. Doszło do przepychanek, na policjantów posypały się kamienie, butelki i śmieci.

Policja musiała wezwać wsparcie, a na ulicach wybuchły zamieszki, które trwały do późna w nocy. Do rana cała ulica była wymazana na ścianach napisami „Support gay power!”, „Drag power!” oraz „Gay is good”.

Wieczorem następnego dnia ponownie doszło do zamieszek z udziałem ponad 2000 osób. W całej okolicy wybuchały pożary. Do rozpędzania tłumu skierowano 400 policjantów ze specjalnych jednostek porządkowych. Starcia z policją trwały do rana. W kolejnych dniach również dochodziło do zamieszek, ale na mniejszą skalę.

Historycznie była to pierwsza tak duża manifestacja osób homoseksualnych w walce o równe prawa. Okazała się impulsem do organizowania marszów LGBTQ+ i powstania ruchów na rzecz praw gejów jak Gay Liberation Front (Front Wyzwolenia Gejów), który został powołany do życia miesiąc po wydarzeniach związanych ze Stonewall. Członkowie GLF, wzorując się na ruchu na rzecz praw obywatelskich czy praw kobiet, organizowali protesty, spotykali się z politykami i przerywali publiczne spotkania w celu pociągnięcia ich do odpowiedzialności.

28 czerwca 1970 roku, czyli równo rok po zamieszkach Stonewall, odbył się pierwszy marsz Gay Pride w historii USA. Obejmował 51 przecznice do Central Parku w Nowym Jorku. Marsz zajął mniej czasu niż zaplanowano ze względu na emocje oraz na ostrożność w przechodzeniu przez miasto z gejowskimi sztandarami. Pozwolenie na paradę zostało wydane zaledwie dwie godziny przed jej rozpoczęciem, ale maszerujący nie napotkali większego oporu ze strony mieszkańców miasta.

Pierwsze marsze miały na celu inspirowania poszerzającego się ruchu aktywistów. Z czasem zaczęto organizować coraz więcej corocznych parad w innych miastach na całym świecie. Choć wciąż zachowała się część pierwotnego charakteru aktywistycznego marszu równości, to jednak w bardziej tolerancyjnych miastach te wydarzenia przybierają bardziej celebracyjną formę. Przez ulice przejeżdżają platformy z muzyką, na których widzimy np. tancerzy czy drag queens.

Określenie Duma przypisuje się Brendzie Howard, biseksualnej aktywistce, która znana jest jako „Mother of Pride” (Matka Dumy) ze względu na koordynację pierwszego marszu Pride, a także zapoczątkowanie tygodniowej serii wydarzeń wokół Pride Day, które stały się genezą corocznych uroczystości, odbywających się na całym świecie właśnie w czerwcu. Słynne są słowa innego aktywisty, Toma Limoncelliego, który powiedział: „Następnym razem, gdy ktoś zapyta cię, dlaczego istnieją marsze LGBT lub dlaczego Miesiąc Dumy przypada na czerwiec, powiedz im: ‘biseksualna kobieta o imieniu Brenda Howard pomyślała, że tak powinno być”.

Symbolem dumy i ruchu na rzecz równouprawnienia osób LGBT od wielu lat jest tęczowa flaga. Zaprojektowana przez artystę i aktywistę Gilberta Bakera została użyta po raz pierwszy na paradzie gejowskiej w San Francisco 25 czerwca 1978 roku. Jej znaczenie wzrosło po zamachu na Harveya Milka, z którym Baker się przyjaźnił. Początkowo miała osiem kolorów, lecz ta liczba szybko spadła do sześciu i właśnie w takiej formie pozostaje w użyciu od 1979 roku.

W naszym kraju najstarszym marszem jest Parada Równości w Warszawie. Organizuje się ją od 2001 roku. Cztery lata później została zakazana przez ówczesne władze lokalne (prezydentem miasta był wtedy Lech Kaczyński), ale nie przeszkodziło to w żaden sposób organizatorom, by ją przeprowadzić. Ten zakaz został później uznany za naruszenie Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. Zeszłoroczna parada przyciągnęła ok. 80 tys. osób. Jednak nie tylko w stolicy organizowane jest to wydarzenie. Marsze równości pojawiają się także w Krakowie, Poznaniu, Gdańsku czy Wrocławiu. A wszystko zaczęło się od małego klubu w Nowym Jorku. 

Źródła: https://www.elleman.pl/artykul/pride-month-2020-dlaczego-czerwiec-jest-okreslany-jako-miesiac-dumy-lgbtq

https://dzieje.pl/aktualnosci/poznanski-czerwiec-56

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Czas na wielki finał

W chwili, gdy piszę ten komentarz, sondaże, na które warto zwracać uwagę, dają Andrzejowi Dudzie około 45 proc. poparcia w I turze i nieznaczną wygraną w II turze. To oznacza, że jest jeszcze szansa na wielkie zwycięstwo już 28 czerwca i zakończenie najdłuższego w historii maratonu wyborczego, tak długiego, że jeden kandydat musiał biec ze zmianą. Ale niestety jest też prawdopodobieństwo przegranej w II turze. Jak zwykle wszystko zależy od Państwa. 

Klubowicze „Gazety Polskiej” to kilkanaście tysięcy osób. Czytelnicy „GP” (każdy egzemplarz czytają średnio ponad dwie osoby) to około 50 tysięcy. Nasze portale, głównie niezalezna.pl i telewizjarepublika.pl, przeglądają tygodniowo dwa-trzy miliony osób. To bardzo dużo i daje wielkie możliwości. Zwycięstwo w I turze zależeć będzie od zmobilizowania przez nas kilkuset tysięcy osób. Jest to w zasięgu ręki.

Każdy z nas powinien wykonać kilka telefonów do swoich znajomych, przyjaciół, rodziny. Wysłać trochę esemesów i maili nakłaniających do głosowania. Dać na przykład ten numer „GP” paru osobom, bo w nim wyjaśniamy, jaka jest stawka w tych wyborach. A ona jest ogromna, bo chodzi nie tylko o przyszłość Polski, lecz także całej Europy. To już widać po zaproszeniu od prezydenta Donalda Trumpa dla prezydenta Andrzeja Dudy. Stoimy w historycznym momencie i wiele tu od nas zależy.

Nikt Państwu nie obieca, że to koniec walki, ale logicznie rzecz biorąc, powinny nastąpić po tym trzy lata stabilizacji politycznej, a wokół Polski – geopolitycznej. Na świecie spokojnie nie będzie. U nas, przy dużej obecności amerykańskiej – tak.

Ważne jest, by pilnować też wyborów, o czym pisze Dorota Kania. Mamy pracowity tydzień i wykorzystajmy go jak najlepiej dla Polski.

I mój prywatny apel. W ciszy wyborczej nie można prowadzić agitacji, ale wolno być dumnym z Polski i podkreślać wagę chwili. Mamy prawo przyczepić sobie biało-czerwony znaczek czy wywiesić polską flagę. Może niech to będzie znak rozpoznawczy, że jesteśmy razem. Unikajmy za wszelką cenę agresji. Raczej wyciągnijmy rękę do tych, którzy są pogubieni. Niech to będzie czas pokoju. Naszą postawą świećmy przykładem szacunku i odpowiedzialności. A przede wszystkim idźmy głosować.

Tomasz Sakiewicz

źródło: KGP

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Trzaskowski przeznaczył 2 miliony dla agentki SB inwigilującej twórcę Ruchu Światło-Życie. Była wiceprzewodnicząca zespołu parlamentarnego członków i sympatyków Ruchu nie odpowiada na pytania Redakcji

Historia Jolanty Lange, która jako agentka SB inwigilowała ks. Franciszka Blachnickiego, założyciela ruchu Światło-Życie, została przypomniana przez zagraniczne media. W związku z tym zwróciliśmy się z listą pytań do P. poseł Małgorzaty Pępek, byłej wiceprzewodniczącej Zespołu Członków Sympatyków Ruchu Światło-Życie, Akcji Katolickiej oraz Stowarzyszenia Rodzin Katolickich w Sejmie VII kadencji. Pytania pozostały bez odpowiedzi.

Szanowna Pani Poseł

28 czerwca odbędą się wybory na prezydenta RP. Kandydatem Koalicji Obywatelskiej, w skład której wchodzi Platforma Obywatelska, jest prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski. W związku z powyższym proszę o odpowiedź na poniżej zadane pytania do końca tego tygodnia.

  1. Co skłoniło Panią w uczestniczeniu w pracach Zespołu Członków oraz Sympatyków Ruchu Światło-Życie, Akcji Katolickiej i Stowarzyszenia Rodzin Katolickich?
  2. Kto rekomendował Panią do pełnienia funkcji wiceprzewodniczącego, czy ewentualnie było to Pani inicjatywą?
  3. Dlaczego pomimo pełnienia funkcji wiceprzewodniczącej Zespołu Członków Sympatyków Ruchu Światło-Życie, Akcji Katolickiej oraz Stowarzyszenia Rodzin Katolickich w sejmie VII kadencji, nie znalazła się Pani wśród członków Zespołu w latach 2015-2020?
  4. Co dla Pani oznacza nowoczesny kandydat na prezydenta? Jak Pani to rozumie?
  5. Czy uważa Pani, że przyznanie środków na działalność fundacji, którą kieruje Lange vel Gontarczyk, jest właściwą decyzją?

Założyciel Ruchu Światło Życie ojciec Blachnicki w książce Prawda Krzyż Wyzwolenie pisze następująco:

„Kiedy mówimy o niewierze, to myślimy o ateistach, ale ważniejszy problem to jest niewiara wierzących. Bo ateizm, to już jest jakaś konsekwencja. Jesteśmy od lat świadkami nieustannych kompromisów w dziedzinie wiary wskutek braku odwagi, wskutek braku konsekwencji. Musimy zanotować skutki nieustannych kompromisów. Postępująca dechrystianizacja, coraz więcej ludzi w Polsce jest niewierzących, niepraktykujących. Załamanie się naszego narodu pod względem moralnym, pod względem prężności biologicznej, załamanie się, które w tej chwili, jak to powiedział Ojciec Święty w liście pożegnalnym do Polaków z dnia 23.10.1978 „zagraża aż egzystencji naszego narodu”. I dlatego chyba to jest nam najbardziej potrzebne: odwaga wiary. Nie lękajcie się iść drogą wiary, nie lękajcie się zawierzyć Bogu, zawierzyć Słowu Bożemu”.

  • Czy Pani uważa, że kandydat na prezydenta Rafał Trzaskowski jest osobą reprezentującą      te wartości, o których mówi nam ojciec Franciszek Blachnicki i św. Jan Paweł II?

Dzisiaj przed Urzędem Miasta Warszawy ma odbyć się protest w sprawie dotyczącej zatrudnienia sześciu byłych funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa oraz przywrócenia w Warszawie byłym komunistom nazw ulic.

  • Jakie jest Pani stanowisko w sprawie zatrudniania przez Rafała Trzaskowskiego byłych funkcjonariuszy SB oraz zmian nazw ulic w Warszawie, którym przywrócono komunistycznych patronów?

Redakcja nie otrzymała dotąd odpowiedzi.

Tymczasem włoski portal katolicki La-nuovabq.it zwrócił uwagę, że prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski przekazał na kierowane przez Jolantę Lange vel Gontarczyk Stowarzyszenia na Rzecz Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego Pro Hu-manum, promujące ideologię LGBT, niemal 2 miliony złotych. 

W artykule przedstawiono sylwetkę ks. Blachnickiego, który był prześladowany zarówno przez nazistów, jak i komunistów. W III Rzeszy był nawet skazany na śmierć.

Po wojnie zaangażował się w działalność w chrześcijańskim ruchu Światło-Życie. Spędził ponad cztery miesiące w katowickim więzieniu, szydząc przy tym ze zbiegów okoliczności, które sprawiły, że w tym samym miejscu był przetrzymywany przez hitlerowców podczas okupacji. Zmuszony do emigracji ostatnie lata życia spędził w Carlsbergu w Niemczech Zachodnich.

Jolanta Gontarczyk, wówczas nazywała się Lange, prowadziła tam działalność agenturalną pod nadzorem służb specjalnych PRL. Jej zadaniem było inwigilowanie duchownego. W artykule wskazano, że Gontarczyk miała być jedną z ostatnich osób, która widziała ks. Blachnickiego przed jego tajemniczą śmiercią. Serwis sugeruje, że ksiądz mógł zostać otruty.

Serwis podkreślił, że wznowiono śledztwo IPN przeciw Lange. Ona sama obecnie zajmuje się między innymi promocją środowiska LGBT. W ubiegłym roku aktywistka wystąpiła z Trzaskowskim na konferencji prasowej w trakcie tak zwanych V Warszawskich Dni Różnorodności, zaś w grudniu ubiegłego roku na podstawie zarządzenia prezydenta Warszawy wyznaczono dotację na prowadzenie Centrum Wielokulturowego w Warszawie, którego głównym operatorem jest fundacja Jolanty Lange. Zapisana kwota to 1,85 mln zł.

Przypomniano również, że trwa proces beatyfikacyjny ks. Blachnickiego. We wrześniu 2015 roku watykańska Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych zaakceptowała dokumentację procesu diecezjalnego, co potwierdził papież Franciszek, wydając zgodę na promulgowanie dekretu o heroiczności jego cnót. Odtąd przysługuje mu tytuł Czcigodnego Sługi Bożego.

Źródła: portal TVP Info, elektroniczne archiwum vii kadencji Sejmu RP

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Interesy Polski, jej przeciwnicy i sojusznicy

Najważniejszym celem geopolitycznym Polski, który da nam bezpieczeństwo i rozwój, jest przywrócenie równowagi sił w naszym regionie, co uniemożliwi sojusz niemiecko-rosyjski, który zawsze prowadzi do obezwładnienia i likwidacji państwa. Wobec nas Niemcy są instrumentem Rosji, która umożliwia im prowadzenie polityki imperialnej. Dlatego alternatywa: z Rosją czy Niemcami – nie istnieje poza sferą wojny informacyjnej mającej nas obezwładnić.

Należy odróżniać przyczyny i cele od skutków ubocznych danej polityki, co dla Polaków, a zwłaszcza domorosłych analityków, jest tożsame i powoduje niemożność prawidłowego zdefiniowania wrogów i zagrożeń. A w konsekwencji całkowite pomieszanie z poplątaniem i zamiast analizy strategii przeciwnika przynosi różne modne na prawicy teorie spiskowe przysłaniające groźną rzeczywistość.

Polityka nie jest sferą realizacji sprawiedliwości dziejowej, wyrównywania krzywd i leczenia kompleksów tylko walką o interesy własne. Dlatego należy je rozpoznać, prawidłowo zdefiniować i zhierarchizować. Najważniejszym interesem każdego kraju jest bezpieczeństwo. Bez jego zapewnienia żaden naród nie może się rozwijać.

W naszym wypadku bezpieczeństwo da nam nie tylko dobrobyt ale i wolność, ponieważ zdegenerowane państwo w postaci Ubekistanu i pasożytnicze elity są gwarancją dla naszych wrogów całkowitego podporządkowania Polski. W konsekwencji mamy nie tylko prymitywną gospodarkę ale przede wszystkim petryfikację jej antyrozwojowych struktur.

W sferze polityki fasadowa demokracja kryje jedynie rywalizację agenturalnych partii o to, czyje sieci klientelistyczne będą lepiej chroniły interesy bezpieki i sprawniej okradały Polskę jednocześnie służąc interesom zagranicznych lobby i służb. W konsekwencji obserwujemy od 1989 roku wręcz degenerację społeczeństwa i narodu, jego rozbicie i utratę tożsamości prowadzącą do pogardy dla siebie i kraju.

Rosja

Państwo pasożyt jest niezdolne do samodzielnego rozwoju i potrzebuje żywiciela. Gdy żywiciel słabnie lub znika i nie pojawia się nowy – Rosja upada. Głównym instrumentem polityki rosyjskiej jest ropa i gaz. Dlatego dla Rosji jest koniecznością uzyskanie pozycji monopolisty jako dostawca surowców. Nie jest to możliwe bez kontroli politycznej przymusowych odbiorców, a monopol tę zależność jeszcze bardziej pogłębia. Dla Rosji utrzymywanie agentury w oparciu o stare i nowe powiązania jest więc koniecznością, gdyż gwarantuje Moskwie, by żaden alternatywny dostawca nie pojawił się, plan budowy konkurencyjnych rurociągów, terminali itp. nie został zrealizowany, a ceny zawierały w sobie haracz płacony przez państwo zależne.

Celem strategicznym Rosji jest z jednej strony sojusz z Niemcami, a z drugiej z Chinami. Wtedy nie tylko rosłyby dochody, ale dzięki grze prowadzonej z obu centrami zwiększyłoby się strategiczne znaczenie partnera rosyjskiego dla władzy w Berlinie i Pekinie. Realizacja tych planów wyeliminowałaby Amerykę nie tylko z Europy ale z całego kontynentu eurazjatyckiego oprócz Wietnamu i Indii. Te jednak jako subkontynent zajmują odrębną pozycję. Wpływy Stanów Zjednoczonych zostałyby zagrożone nawet w pasie wyspowym Azji.

Sojusz z Iranem dawał Rosji pozycję uprzywilejowaną wobec państw Azji Środkowej, które musiały dostarczać surowców po zaniżonych cenach i umożliwiał dostęp do Bliskiego Wschodu, gdzie wzniecanie konfliktów i kryzysów było kartą przetargową Kremla.

Straszenie, eskalacja napięcia, wywoływanie konfliktów, prowadzenie wojny per procura (Syria) bez posuwania się do bezpośredniej wojny, stymulowanie fali emigracyjnej muzułmanów są nadal skutecznym instrumentem wymuszania ustępstw przez Rosję.

Niemcy

Niemcy oparły swoją gospodarkę na imporcie surowców i eksporcie produkcji, co oznacza, że zdobywanie nowych rynków zbytu jest koniecznością. Kupować wszystkie niemieckie towary mogą tylko kraje zależne, które będą ograniczały własną produkcję. Klepanie po plecach, wsparcie medialne i stanowiska w Unii są nagrodą dla pasożytniczych elit krajów postkomunistycznych, które stając się gwarancją dla interesów niemieckich, zapewniają sobie bezpieczeństwo dojenia własnych społeczeństw. Dlatego polityka niemiecka musi pilnować, by sprzedajne elity nie utraciły władzy.

Imperatywem geopolitycznym jest dla Niemiec sojusz z Rosją. Chodzi tu o osiągnięcie czterech celów:

– uzyskanie dostępu do surowców i dzięki staniu się ich redystrybutorem w Europie i uzależnienie jej od siebie;

– ekspansja koncernów niemieckich na terenie Rosji;

– wspólne z Rosją pilnowanie by w Europie nie powstała żadna niezależna siła. Sporny nie jest sojusz tylko jego warunki; Niemcy chcą oprzeć go na polskim modelu kondominium, Rosja na bezdyskusyjnej dominacji w strefie byłego imperium sowieckiego;

– w końcowym etapie eliminacja wpływów amerykańskich, choć cel ten jest realizowany przez niemieckie elity niekonsekwentnie i z wahaniami. Pierwszym krokiem jest tu pozbycie się amerykańskiej kurateli nad niemieckimi służbami specjalnymi w zamian za podpisanie umowy o strefie wolnego handlu. Bez kontroli amerykańskiej niemieckie służby stałyby się samodzielnym czynnikiem w regionie.

Chiny

Najważniejszym interesem geopolitycznym Chin jest zapewnienie sobie bezpiecznych dróg zaopatrzenia w surowce i eksportu towarów, a takie mogą być tylko trasy lądowe prowadzące przez Azję Środkową i Rosję, gdyż szlaki morskie mogą zostać zablokowane przez Stany Zjednoczone. Droga przez Pakistan (rurociągi i autostrada) czy Birmę (rurociągi i kolej), chroniona z baz na Cejlonie lub w Zatoce Bengalskiej zmniejsza niebezpieczeństwo blokady ale go nie eliminuje, a raczej przenosi teatr działań z mórz chińskich na Ocean Indyjski. Dlatego ważniejsza od sojuszu z tymi państwami jest ekspansja w Azji Środkowej i współpraca z Rosją. Pozostaje tylko ustalenie jej warunków czyli przede wszystkim ceny za ropę i gaz syberyjski.

Ekspansji sprzyja przeniesienie w głąb kraju centrów przemysłowych z wybrzeża poza zasięg rakiet wystrzeliwanych z okrętów podwodnych. W ten sposób skróci się też drogi do centrów przemysłowych z Syberii i Azji Środkowej, skąd bezpiecznie płyną surowce.

Poszerzenie rynku wewnętrznego czyli zwiększenie siły nabywczej ludności jest konieczne, by zmniejszy zależność gospodarki chińskiej od eksportu, z natury rzeczy bardzo wrażliwego na blokadę morską. Możliwość ta dla Niemiec nie istnieje, ponieważ w Chinach płace dotąd były bardzo niskie. Zmniejszy się więc konkurencyjność towarów chińskich i otworzy rynek np. na produkty indyjskie.

Jak z tego wynika teatr przyszłej konfrontacji przenosi się na teren państw Azji Środkowej, gdzie zetrą się interesy chińsko-rosyjskie i amerykańskie. 

USA

Interes geopolityczny Stanów Zjednoczonych w rywalizacji z Chinami polega na zapewnieniu sobie kontroli nad szlakami dostarczania surowców do Chin i eksportu wyprodukowanych tam towarów. Drogi wodne prowadzące z Afryki, Zatoki Perskiej i Europy można łatwo zablokować przy pomocy floty. Wymaga to jej rozbudowy oraz utrzymania baz w punktach strategicznych i umocnienia sojuszy z państwami otaczającymi Chiny: Japonią, Tajwanem, Wietnamem, Tajlandią, Filipinami, Indonezją, Malezją. Coraz większe znaczenie będą miały Indie jako konkurent azjatycki Chin i przeciwwaga dla prochińskiego Pakistanu. Dlatego zbliżenie Stanów Zjednoczonych z Indiami będzie postępowało.

Wrotami prowadzącymi do Azji Środkowej jest Iran, dotychczasowy sojusznik Rosji i Chin. Normalizacja stosunków, a następnie zbliżenie z szyicką teokracją jest więc geopolityczną koniecznością. Może ono następować meandrami w związku z naciskami lobby żydowskiego w USA, ale jest nieuniknione. W konsekwencji, jeśli nie dojdzie do niemożliwego w przewidywalnym czasie porozumienia irańsko-izraelskiego, blok Izrael – Arabia Saudyjska – Egipt będzie dryfował w kierunku Rosji, a następnie Chin. Zapowiada to niekończące się wojny toczone per procura w tym regionie (np. Jemen) między Saudami a władzami w Teheranie.

Skutkiem ubocznym „wyjęcia” Iranu z sojuszu z Rosją będzie możliwość eksportu surowców turkiestańskich nie tylko do Chin i za pośrednictwem Rosji do Europy, ale także drogą najtańszą czyli przez Iran. Uderzy to rykoszetem w Rosję, która bez możliwości reeksportu gazu i ropy z Azji Środkowej do Europy, sama nie będzie w stanie wywiązać się ze swych zobowiązań.

Optymalnym rozwiązaniem dla Stanów Zjednoczonych byłoby pozyskanie Rosji, a ceną możliwą oddanie jej Europy Środkowej, ale już nie całej Europy, ponieważ wówczas powstałby blok kontynentalny niemiecko-rosyjski, który eliminowałby wpływy USA. Stąd falowanie polityki amerykańskiej od resetu do ograniczonej konfrontacji, gdy porozumienie z Rosją okazuje się niemożliwe. Nawet jednak w momentach zaostrzenia polityki, USA nie likwidują zasobów przeciwnika w krajach Europy Środkowej, lecz pozwalają im działać lub częściowo przejmują je by w momencie resetu nie mieć problemów z oporem „sprzedawanych” tymczasowych sojuszników.

Wariant najkorzystniejszy dla krajów Europy Środkowej wcale nie jest dobry dla USA. Zakładałby on generowanie załamania, a w konsekwencji rozpadu Rosji i próbę odbudowy kraju pod patronatem amerykańskim. Rzecz jednak w tym, że z owego rozpadu skorzystałyby także Chiny, obejmując kontrolą rurociągi, szlaki komunikacyjne i zagłębia wydobycia, gdyż w przeciwnym wypadku naraziłyby własne bezpieczeństwo. Po takim załamaniu Rosja mogłaby zostać odbudowana i współpracować z USA, ale Chiny też wyszłyby wzmocnione.

Trwanie Rosji w stanie gnicia jak obecnie również nie jest korzystne dla Stanów Zjednoczonych, ponieważ ułatwia powolną penetrację kapitału chińskiego i w konsekwencji ten sam rezultat co w poprzednim wypadku tyle że rozłożony w czasie. Stąd nieustanne oferty współpracy z Rosją bez zapłaty z góry, a jednocześnie jedynie teatralna obecność w Europie Środkowej, której celem jest postraszenie Rosji i nakłonienie do współpracy za wspomnianym już „wynagrodzeniem”.

Kaukaz

W epoce resetu Obama zrezygnował na rzecz Rosji nie tylko z naszego regionu z wyjątkiem Rumunii, ale także z Kaukazu. Doprowadził do rozłamu w obozie prezydenta Michaela Saakaszwilego, co spowodowało jego upadek i umożliwiło przejęcie władzy przez agenturę rosyjską wspólnie z ludźmi Obamy. Teoretycznie miało to być kondominium rosyjsko-amerykańskie, a w praktyce oczywiście Gruzja stała się dominium rosyjskim z tolerowaną frakcją proamerykańską. Widząc taką politykę amerykańską Azerbejdżan stał się bardzo spolegliwy wobec Rosji, a Armenia całkowicie zrezygnowała z jakichkolwiek prób nawet zerkania w stronę USA.

Dla Polski Kaukaz pozostaje zamknięty do czasu przejścia USA do aktywnej polityki na tym terenie.

Niezależność od Rosji jest warunkiem rozwoju Kaukazu i przekształcenia go w korytarz energetyczny prowadzący z Azji Środkowej do Europy. Bez parasola amerykańskiego taki zwrot jest jednak niemożliwy, a Turcja jest za słaba by odegrać tę rolę i jest skonfliktowana z Armenią. Ponadto sama chciałaby korzystać na tranzycie. Iran z kolei – sojusznik Armenii w dobie współpracy z Rosją – musiałby wejść w konflikt z Turcją. Trzeba pamiętać, że Iran zamieszkuje 17 mln Azerów. Ostatecznie postawa Iranu wyjaśni się, gdy zajmie stanowisko wobec kwestii kurdyjskiej.

Międzymorze ABC

Sąsiedzi Rosji słusznie widzą w niej główne zagrożenie oraz przeszkodę w wybudowaniu infrastruktury północ – południe i to w dwu równoległych trasach: z Finlandii i Estonii przez Białoruś i Ukrainę oraz ze Skandynawii i Polski do Chorwacji. Przeciwne jej są także Niemcy, co widzieliśmy, gdy na polecenie Berlina niemiecka PO utopiła projekt via Carpatia. Połączenia południkowe nie tylko uniezależniłyby region, ale także przecięły rosyjsko-niemiecką oś współpracy gospodarczej. Wydobycie się spod dominacji obu państw leży więc w interesie wszystkich, choć na razie taką drogę wybrała tylko Polska i państwa bałtyckie.

Ukraina ma faktyczny status kondominium, a Niemcy starają się ją zmusić do przyjęcia warunków rosyjskich. Wprawdzie wpływ amerykański uniemożliwiają prezydentowi Poroszence wymianę proamerykańskiego premiera Jaceniuka, ale są zbyt słabe by pozwolić na niezależność od Niemiec i Rosji lub Stany Zjednoczone nie chcą podjąć takiej decyzji. Wykraczałaby ona przecież poza politykę wymuszania na Rosji współpracy i usunięcia Putina. Z kolei w naszym interesie leżałoby przekroczenie owego resetowego Rubikonu.

Podczas gdy Węgry wykorzystują wsparcie rosyjskie przeciw naciskowi Niemiec, Czechy nie kwestionują dominacji niemieckiej, a Słowacja niemiecko-rosyjskiej. Również Bułgaria jest zmuszona uznać niemiecką kontrolę. W sposób mniej ostry dotyczy to Słowenii i Chorwacji, choć ta ostatnia wydaje się szukać dróg samodzielności. Wpływy rosyjskie dominują w Serbii, a Macedonia i Grecja ulega dyktatowi Niemiec.
Ten stan kontroli Międzymorza ABC zmieni się jednak niebawem, gdy Niemcy zostaną zneutralizowane przez kolejne fale emigrantów i związane z tym konflikty wewnętrzne. Kondominium w regionie dobiega końca i trzeba szukać alternatywnych rozwiązań. Osłabienie Niemiec i gnicie Rosji stwarza dla nas korzystną sytuacją pod warunkiem, że Polacy pozbędą się agentury rosyjskiej, odzyskają godność, zerwą z zarazą tchórzostwa i poprowadzą suwerenną politykę zagraniczną.

Polska

Interes polityczny i gospodarczy Polski polega na uwolnieniu się od dominacji niemieckiej i zlikwidowaniu zagrożenia rosyjskiego poprzez przywrócenie równowagi sił istniejącej do rozejmu Andruszowskiego. W praktyce oznacza to nie tylko poparcie dla niepodległości Ukrainy, Białorusi i państw kaukaskich, ale ich integracji gospodarczej i eliminacji wpływów rosyjskich i niemieckich. Ich status kondominium stanowi bowiem dla nas zagrożenie, że zostaną wykorzystane przeciwko naszym aspiracjom i znajdziemy się w niemiecko-rosyjskich kleszczach.  
Wszelkie odprężenie na linii Wschód – Zachód (reset) jest dla nas zabójcze, ponieważ nie tylko przestajemy być potrzebni, ale Zachód zmusza polityków polskich do zaniechania polityki suwerenności i stawia na posłuszną rosyjską agenturę i złodziei dających gwarancje podporządkowania, czego skutkiem ubocznym jest wspomniana degeneracja społeczeństwa i narodu. To właśnie w epoce resetu USA narzuciły wybór Jaruzelskiego na prezydenta i akceptowały zamach smoleński, przyznając Rosji prawo do robienia co chce w jej strefie wpływów, do której nas zaliczono.

Zadanie jakie stoi przed nami polega na wykorzystaniu obecnego okresu napięcia i jednoczesnego słabnięcia Rosji do pozbycia się rosyjskiej agentury, budowy własnego państwa, odbudowy jego gospodarki, armii i systemu sojuszy oraz takich powiązań z USA (bazy), by jak najtrudniej było wycofać się Stanom Zjednoczonym w okresie najbliższego resetu, który może nastąpić bardzo szybko. Gdy zaś do wycofania by doszło, powinniśmy dysponować już taką siłą by nie dać się zepchnąć do rosyjsko-niemieckiej strefy wpływów. Dlatego napięcia na linii niemiecko-anglosaskiej są dla nas niezmiernie korzystne.

W samej Unii jedynie Wlk. Brytania może zrównoważyć wpływy niemieckie, dlatego jest naturalnym sojusznikiem. Politycy angielscy zawsze dbają o równowagę na kontynencie, a więc są przeciwni budowie Unii niemieckiej. Wystąpienie Brytanii z Unii postawiłoby również przed nami to zadanie, gdyż w przeciwnym wypadku sami nie zrównoważylibyśmy wpływów niemieckich i stali się częścią nowej Rzeszy.  A zatem pozostanie Brytanii jest w naszym interesie, a jej wystąpienie wymusza zmianę polityki europejskiej. Już dziś powinniśmy przygotować się również na taki wariant rozwoju wypadku. Nie możemy stanąć wobec wyboru: albo dodatek do Niemiec, albo samotność w obliczu Rosji.
W epoce konfliktu również dla Stanów Zjednoczonych sojusz niemiecko-rosyjski jest bardzo niekorzystny. Tym bardziej należy więc wykorzystać te napięcia.

Innym kierunkiem działań jest Skandynawia, z która należy zacieśnić stosunki gospodarcze, w tym zastąpić ropę i gaz rosyjski również źródłami norweskimi. Z kierunkiem północnym i brytyjskim związane są państwa bałtyckie. Jest to region niezwykle zagrożony przez Rosję, a więc należy sią z nim wiązać także gospodarczo.

O ile współpraca z Estonią i Łotwą nie stanowi problemu, to już z Litwą rozbija się o dążenie jej elit do świadomego wpychania Polaków na Litwie w ręce rosyjskie, by móc następnie ich prześladować jako instrument rosyjskiej agentury. W tej sytuacji popieranie przez Polskę tej części Polaków na Litwie, która świadomie gra na sojusz z Rosjanami jest samobójstwem. Należy postępować odwrotnie, a Litwinów związać wspólnymi interesami tak, by zaprzestali polityki antypolskiej, a przede wszystkim zlikwidowali 5 procentowy próg wyborczy dla mniejszości polskiej, który skazuje ją na sojusz z Rosjanami.

Dla Polski dobre byłoby wzmocnienie na Ukrainie wpływów amerykańskich i wykorzystanie ich jako parasola ochronnego dla eliminowania niemiecko-rosyjskiej kontroli. Dlatego trzeba nawiązać bezpośrednie stosunki z oligarchami i siłami politycznymi, które nie są realizatorami polityki niemieckiej i rosyjskiej.

To nie współcześni banderowcy są zagrożeniem, jak wmawia nam propaganda rosyjska, wykorzystująca nasze historyczne clichés oraz cwaniaków świadomie grających kartą antyukraińską, ale środowiska kontrolowane przez Niemców i Rosję. To właśnie Niemcy i Rosja są w stanie odwrócić antyrosyjskie ostrze tzw. banderowców przeciwko Polakom i Polsce. To niemieccy kontrolerzy stoją na straży, by nie doszło do włączenia Polski w rozwiązanie kryzysu ukraińskiego.

Dla Ukrainy status kondominium jest zabójczy podobnie jak dla Polski, gdyż oznacza, iż Niemcy będą zmuszały ją do przynajmniej częściowego podporządkowania się Rosji, akceptacji strat terytorialnych i rezygnacji z własnej gospodarki.

Możliwości współpracy z Białorusią otworzy dopiero upadek Łukaszenki, a to może sprawić tylko Rosja. Najprostszym rozwiązaniem byłaby prowokacja przekonywująca Putina, że Łukaszenko przeszedł do obozu antyrosyjskiego. Wszelkie nadzieje na współpracę z białoruskim dyktatorem są dowodami siły pobożnych życzeń. Poza tym gospodarka białoruska jest całkowicie zinfiltrowana przez Rosję. Obalenie Łukaszenki dopiero otworzyłoby możliwości gry.

Tradycyjnym sojusznikiem ze względu na zagrożenie rosyjskie jest Rumunia, która jednocześnie jest jedynym partnerem traktowanym przez Amerykanów poważnie. Poprzez Rumunię prowadzi droga na wybrzeże Morza Czarnego i na Kaukaz tym obecnie ważniejsza, że Rosjanie zagrozili bezpieczeństwu szlaku ukraińskiego z Odessy.

Węgry mogą być sojusznikiem w oporze przeciwko Niemcom, ale ich polityka rosyjska uniemożliwia szersze porozumienie.
Bułgaria znajduje się obecnie pod dyktatem niemieckim i w razie osłabienia patrona powinna być jednym z pierwszych celów współpracy regionalnej. W przeciwnym wypadku skorzysta na tym jedynie partia rosyjska. 

Turcja wchodząc w konflikt z Rosją zmusza NATO do obrony swych pozycji i co najmniej tolerowania polityki antykurdyjskiej. USA nie może sobie bowiem pozwolić na utratę tak ważnego sojusznika w tym miejscu. To zaostrzenie stanowiska wobec Rosji jest dla nas korzystne.
Jednocześnie Turcja jako organizator transportów emigrantów muzułmańskich przyczynia się do osłabienia Niemiec, choć jej aspiracje na Bałkanach każą zachować ostrożność.

Zaznaczmy, że muzułmańscy emigranci są naszymi sojusznikami o ile zmierzają do Niemiec, gdyż paraliżują je. Tu pojawia się paradoks. O ile paraliżowanie Niemiec za pomocą muzułmanów przez Rosje ma je zmusić do przyjęcia warunków rosyjskich porozumienia i wzmocnić prorosyjską prawicę, o tyle nam pozwala na neutralizację Niemiec i osłabienie ich ataku na Polskę.

Nasza polityka może kierować się ku Chorwacji, która do niedawna szukała jeszcze współpracy energetycznej z Rosją. Stworzenie korytarza Gdańsk – Rijeka przez Bratysławę i Węgry stworzyłoby wspólny interes gospodarczy między nami. Chorwacja stanowi również tradycyjny teren ekspansji niemieckiej. Jej osłabienie byłoby więc korzystne dla obu krajów. Tym bardziej, że system rurociągów z Rijeki na północ dałby nam dostąp do surowców energetycznych transportowanych przez Morze Śródziemne.

Eliminacja wpływów niemieckich w regionie powinna następować poprzez rozbudowę infrastruktury i tworzenie wspólnych interesów gospodarczych oraz całkowitej rezygnacja z rosyjskich surowców energetycznych.


  Autor publikacji: Jerzy

TargalskiGEOPOLITYKA:

 ArtykułyŹródło: GP,

https://jozefdarski.pl/7381-interesy-polski-jej-przeciwnicy-i-sojusznicy

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Idzie ku dobremu…

W ostatnim tygodniu w debacie publicznej dużo czasu poświęcono rodzinie oraz społeczności LGTB.

Proszę poznać Aldonę Relaks. Kampania przeciw Homofobii. Poniżej link.


https://www.facebook.com/watch/?v=554212762122483

23 czerwca 2020 roku na kanale YouTube Polonia Christiana, na portalu Polonia Christiana ukaże się premiera filmu „ICH PRAWDZIWE CELE”. Polecamy ten film. Zachęcamy do zapoznania się z tym artykułem. Poniżej link.

Wydarzenia ostatnich dni dowodzą, że dyktatura LGBT+ istnieje. Podobnie jak to jest na Zachodzie, tak i w Polsce chce się doprowadzić do sytuacji, w której nawet próba krytyki działań środowisk ukrywających się pod „tęczowymi” barwami uznawana jest za mowę nienawiści i homofobię. Idąc w poprzek tym dążeniom PCh24.pl oddaje w Państwa ręce film „ICH PRAWDZIWE CELE” obnażający zamierzenia ideologów LGBT+. Nie poddajemy się cenzurze. Pokazujemy prawdę. Ostrzegamy! Zanim będzie za późno.

 https://www.pch24.pl/ich-prawdziwe-cele–ten-film-obnazy-zamiary-ruchu-lgbt—zapowiedz-premiery-,76657,i.html#ixzz6Ptrqcb2z

Naszym zdaniem 28 czerwca 2020 r. dojdzie do starcia pomiędzy cywilizacją życia a cywilizacją rozpusty i śmierci.

źródło: facebook kampania przeciw homofobii
https://www.facebook.com/watch/?v=554212762122483

źródło:
https://www.pch24.pl/ich-prawdziwe-cele–ten-film-obnazy-zamiary-ruchu-lgbt—zapowiedz-premiery-,76657,i.html

zdjęcie: Aldona Relaks facebook
https://www.facebook.com/dqaldonarelax/

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Trzaskowski PREZYDENTEM SB! Relacja video z całości wiecu

17.06. w środę na Placu Bankowym pod Ratuszem Warszawy odbył się protest przeciwko działalności Rafała Trzaskowskiego, który zdaniem weteranów reprezentuje dawny UB-ekistan m.in. zatrudnia sześciu funkcjonariuszy SB w Urzędzie Miasta Warszawa oraz doprowadził do rekomunizacji przestrzeni publicznej w stolicy, gdzie na miejsce nazw bohaterów ( Inka, Górnicy z kop. Wujek, prezydent L.Kaczynski, Z.Romaszewski itd)  przywrócono ulicom        PRL-owskie nazwy  zbrodniarzy komunistycznych!

wywiad TV Adama Słomki o związkach Trzaskowskiego z SB

Źródło: Stowarzyszenie NIEZŁOMNI

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Demaskator

Licytowanie się na forach internetowych kto powie coś głupszego, czego inni jeszcze nie powiedzieli, przestało wystarczać, bo tu trzeba mieć ugruntowaną politycznie pozycję, żeby to zadziałało. Opowiadanie andronów przez kandydatów na prezydenta pozwala, wyborcom podjąć mądrą decyzję na kogo zagłosować. Zwykły natomiast szarak internetowy lepiej zaistnieje jako demaskator. Co prawda, pozycja odkrywcy płaskiej ziemi jest już zajęta, podobnie jak kilkudziesięciu płci, ale pozostaje niezliczona ilość teorii spiskowych, gdzie można się wykazać.


Najwdzięczniejszym jednak polem do popisu jest dyskredytacja ludzi. Prywatne demaskowanie zbrodniarzy jest niepoważne, albo niebezpieczne, gdyby demaskatorowi udało się przez przypadek rzeczywiście wytropić jakąś zbrodnię. Ale o kimś takim nikt i nigdy oczywiście nie usłyszy. Opluwanie w internecie kogo popadnie, to czysta przyjemność i nic nie kosztuje. Stąd mamy tylu domorosłych demaskatorów. Żeby było śmieszniej, to ruskie i pruskie pachołki zarzucają agenturalność patriotom. Jak słyszę „łap złodzieja”, to zanim ruszę w pościg sprawdzam, kto mnie do tej nagonki namawia.


Wróćmy jednak do aktualności, czyli kampanii wyborczej. Z mojej prywatnej ankiety wynikają ciekawostki, którymi pragnę się podzielić. To, że absolutna większość pragnie pozostania na urzędzie obecnej Głowy Państwa, ani to, że nikt z moich respondentów nie splami się głosowaniem na super nieudacznika wystawionego przez PO, wcale mnie nie dziwi. Zwolennicy dominacji zboczeńców w życiu publicznym już dawno i na zawsze powypisywali się z mojej listy. Natomiast dowiedziałam się o nowych kandydatach. Pewna pani Teresa, ma przygotowane wszelkie akty prawne, które wprowadzi w życie natychmiast, kiedy tylko zostanie prezydentem i wszyscy będziemy szczęśliwi. Jest też Pan Jaśnie Wielmożny Hrabia. Tu żadne referencje, ani podpisy poparcia nie są potrzebne, bo on sam uznał się Prezydentem Polski i zamierza przejąć należną sobie władzę po szóstym sierpnia.

Autor: Małgorzata Todd

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Trzaskowski PREZYDENT SB – Protest NIEZŁOMNYCH

Protest przeciwko działalności Rafała Trzaskowskiego odbędzie się 17 czerwca (w środę)  o godzinie 11.00 na Placu Bankowym w Warszawie przed Urzędem Miasta odbędzie się protest pod hasłem: Trzaskowski PREZYDENT SB.

Zebrani będą protestować przeciwko działalności Rafała Trzaskowskiego, który zatrudnia sześciu funkcjonariuszy SB w Urzędzie Miasta Warszawa oraz doprowadził do rekomunizacji przestrzeni publicznej w stolicy, gdzie na miejsce bohaterów przywrócono ulicom nazwy zbrodniarzy komunistycznych.

Następnie udadzą się pod Sąd Najwyższy oraz do Prezydenta Andrzeja Dudy, w sprawie potrzeby przeprowadzenia dekomunizacji.

Zgromadzenie jest w ramach kampanii wyborczej Komitetu Wyborczego Pawła Świtonia – rodziny legendarnego założyciela Wolnych Związków Zawodowych.

Żródło: https://www.kuprawdzie.pl/trzaskowski-prezydent-sb-protest-niezlomnych/

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Żołnierze Wyklęci 2020 Tadek Firma Solo

„Odbiorą mi tylko życie. A to nie najważniejsze. Cieszę się, że będę zamordowany jako katolik za wiarę świętą, jako Polak za Polskę niepodległą i szczęśliwą. Jako człowiek za prawdę i sprawiedliwość. Wierzę dziś bardziej niż kiedykolwiek, że Idea Chrystusowa zwycięży i Polska niepodległość odzyska a pohańbiona godność ludzka zostanie przywrócona. To moja wiara i moje wielkie szczęście. Gdybyś odnalazł moją mogiłę, to na niej możesz te słowa napisać. Żegnaj mój ukochany. Całuję i do serca tulę. Błogosławię i Królowej Polski oddaję. Ojciec.” 20 I 1951 r. Gryps Łukasza Cieplińskiego ps. Pług pisany z celi śmierci do synka.

Do dziś jego ciało nie zostało znalezione. Brutalnie torturowany i zamordowany przez komunistów.

Bardzo ważne słowa. „Żołnierze Wyklęci 2020” Tadek Firma Solo.

Polecamy.

źródło: YouTube kanał niewygodnaprawdaTV

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Trzaskowski – nowa nadzieja Kremla

Od kilku lat z większości publicystyki politycznej znika problem lobby rosyjskiego w Polsce. Bycie prorosyjskim jest na tyle niepopularne, że nawet politycy, którzy jakieś swoje nadzieje wiążą z Moskwą,  muszą udawać, że chodzi im o coś innego. Na przykład przekonują nas do „gry na wielu fortepianach”, jeżeli chodzi o bezpieczeństwo państwa. Brzmi dobrze, ale faktycznie jest absurdalne i bardzo groźne. Jedynym realnym gwarantem naszego bezpieczeństwa poza naszą armią jest sojusz z USA. Tylko Stany Zjednoczone mają odpowiedni potencjał, by odstraszyć Rosję. Oczywiście ten sojusz jest dużo bardziej realny, gdy stacjonują u nas wojska amerykańskie. I tu zaczyna się „drugi fortepian”, mocno strojony w Moskwie. Otóż jego zwolennicy sugerują, że pakt z USA tak, ale na przykład bez ich wojsk, „żeby mieć inne opcje”. Jakie? Czy Rosja będzie nas broniła przed samą sobą? A może będzie bardziej pokojowa, jak będziemy słabsi? W tym myśleniu żadnej logiki nie ma. Jest zwykłe oszustwo, które ma ukryć  służalczość wobec Kremla. A może to Niemcy mają obronić Polskę? Nikt nam tego wprost nie chce powiedzieć, bo zostanie po prostu wyśmiany. Próba rozluźniania sojuszu z USA albo ze względu na powiązania z Moskwą, albo służalczość wobec Berlina, zwykle jest opakowana w bardzo ogólnikowe sformułowania, które mają zdyskredytować tych, którzy uważają, że żadnego innego wyboru niż ścisły sojusz z USA po prostu nie ma. Bo nie ma i jeszcze długo nie będzie. Rosja wiedząc, jak słabe ma dzisiaj notowania w polskim społeczeństwie, nie prowadzi wprost gry na odbudowę swoich wpływów. Za wszelką cenę chce jednak powstrzymać wzrost znaczenia w naszym regionie USA. Będzie jej więc na rękę i polityka prorosyjskiej Konfederacji, i wspieranie proberlińskiej Platformy Obywatelskiej. Kiedy po raz pierwszy z ust polityków PO padły słowa o możliwym sojuszu z Konfederacją, wyglądało to fantastycznie. Dzisiaj wiemy jednak sporo więcej. Przynajmniej część akcji uderzających w Zjednoczoną Prawicę prowadzą razem media bliskie Konfederacji i PO. Szczególnie dotyczy to ludzi wywodzących się ze środowiska „Warszawskiej Gazety”. Fakt, że piszący tam od lat dziennikarz znalazł zatrudnienie u Rafała Trzaskowskiego, pokazuje, że absolutnie nie ma tu przypadku. Tak jak nieprzypadkowe jest wspieranie byłych agentów Służby Bezpieczeństwa. Jest w tym silny łącznik – interesy i nadzieje Moskwy. Te wszystkie działania powodują podważanie naszych więzi ze Stanami Zjednoczonymi i o to Kremlowi dzisiaj chodzi. Potem tylko poczeka na okazję, by wejść w pustą przestrzeń. Jest zbyt wiele sygnałów świadczących o tym, że wokół Trzaskowskiego gromadzą się cisi sojusznicy Moskwy, by nie ostrzegać opinii publicznej, a nawet samego elektoratu PO, który tu robi za naiwnego.

Tomasz Sakiewicz

Źródło: Kluby Gazety Polskiej

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)