Sprawy błahe przykrywają ważne. Najważniejszą sprawą dla Polski jest bezpieczeństwo energetyczne

 

 

Mierzi mnie lament kolegów dziennikarzy nad tym, co mówią o nas Niemcy, Francuzi, Amerykanie, tym bardziej, że nie wiedzą, co myślą te narody, bo opierają się jedynie na tekstach różnych pismaków, działających, jak choćby w Niemczech, na rozkaz władzy. To zresztą już taka uroda tego narodu, którego nic nie nauczyła lekcja z ich Führerem i NRD-owem. No cóż, widać tak lubią, skoro już segregacja płciowa na modę islamu weszła w życie ( przynajmniej w Dreźnie) i  kursują wagony „nur für Frauen”.

Mierzi mnie też pisanie kolegów o tym, co kto z polityków akurat powiedział. A cóż mnie to obchodzi?! Mnie interesuje jedynie, co który zrobił. Gadaczy ci u nas dostatek! Jakaś choroba łatwowierności szaleje po kraju i, niestety, nikt niczego nie sprawdza. Dziennikarze mają tak niskie honoraria, że dziennikarstwo śledcze zanikło niemal zupełnie i stąd chyba dziwne awanse najróżniejszej maści Dyzmów. Brak jest w mediach poważnej debaty o odbudowie Polski, bo  sprawy ekonomii, gospodarki i przemysłu to nie plotki celebryckie, więc potrzebna jest wiedza i pokora, aby szukać specjalistów. Dziś jednak nie mamy już tego komfortu i nie stać nas na popełnianie błędów. Tych przez ostatnie 27 lat było aż nadto.

Warunkiem realizacji najlepszych pomysłów jest stabilność finansowa. Jak powietrza Polska potrzebuje rozwoju przemysłu, zwiększenia ilości miejsc pracy, zahamowania fali emigracji młodzieży. Jedynie to pozwoli na finansowanie takich projektów, jak np. 500+, uzdrowienie chorej służby zdrowia, itp. Wiem dokładnie jak wykończono polskie cukrownie. W ciągu zaledwie półtora roku ta, w której byłam przewodniczącą Rady Nadzorczej, z bankrutującego przedsiębiorstwa stała się kwitnącym i pospłacała połowę długów. Niestety, wykupili Niemcy cały holding śląskich cukrowni i … cukier niemiecki jest słodszy. Po polskich cukrowniach wiatr hula (jeśli jeszcze budynki stoją) a w sklepach cena cukru oscyluje wokół 3 zł.

Najważniejszą sprawą dla Polski jest bezpieczeństwo energetyczne – śląski węgiel. Niestety, za rządów PO górnictwem rządzili ignoranci. a obecnie nic się w zasadzie nie zmieniło, bo rządzi ta sama ekipa, te same kompetencje, to samo biadolenie, ta sama manipulacja.

Nikt z decydentów politycznych nie chce podjąć uczciwej, rzetelnej dyskusji nad projektami ratowania polskiego przemysłu węglowego. Są fachowcy, ale z nimi nie chce nikt podjąć debaty. A ja po prostu chciałabym, aby udowodniono, czy ich projekty powinno się wrzucić do kosza, czy je realizować, czy wprowadzić korekty.

Jakoś nie mam zaufania do tych, którzy rozwalili górnictwo, ani do wypowiadającego się często byłego wiceministra gospodarki Jerzego Markowskiego, prezesa firmy Silesian Coal, spółki-córki niemieckiej firmy HMS Bergbau AG. Nawiasem mówiąc, niewiele osób wie, że za rządów PO audyty w polskich kopalniach przeprowadzała firma niemiecka powiązana z rządem Niemiec. Pani Merkel ma więc informacje z pierwszej ręki.

Chodzi o wskazanie, w których kopalniach nie będą realizowane żadne projekty modernizacyjne ani inwestycyjne – powiedział pracujący obecnie dla niemieckiej firmy, b. minister Jerzy Markowski, w wywiadzie dla portalu: http://gornictwo.wnp.pl/jerzy-markowski-dla-powstania-pgg-nie-ma-alternatywy,270884_1_0_0.html

Z prezesem Markowskim polemizuje Krzysztof Tytko, jeden z autorów projektu ratowania kopalń:

Jest to kolejna, wysoce szkodliwa doktryna b. ministra Markowskiego (współbrzmiąca z opiniami b. wiceremiera J. Steinhoffa), który dąży do likwidacji kopalń bez podania definicji, co oznacza kopalnia trwale nierentowna lub przynajmniej nierentowna w perspektywie średniookresowej, tj.3 lat.

Najlepszym potwierdzeniem zamiarów Markowskiego jest jego wypowiedź sprzed dwóch lat na Konferencji Górniczej w Katowicach. W sposób ironiczny ustosunkował się do projektu Węglokoksu SA, prezentowanego przez Prezesa Jerzego Podsiadło, dotyczącego celowości zakupu kopalni Bobrek i Piekary dla ich urentownienia. Dziś te trwale nierentowne kopalnie (w byłej ocenie skutecznego lobbysty obcej prywatyzacji polskiego górnictwa), generują pokaźne zyski i mają perspektywy ich powiększania oraz możliwość wydłużenia swej żywotności o następne kilkanaście lat.

Minister Markowski zapomina, że rentowność zależy głównie od logicznego myślenia i woli działania na rzecz akumulacji polskiego kapitału, a nie obcego oraz od wykorzystania tylko produktywnej infrastruktury technicznej danej kopalni (np. kopalnie firmy Siltech i Eko Plus). Należy wyselekcjonować do eksploatacji takich zasobów złoża i pracowników, aby po wdrożeniu podejścia biznesowego generowane były zyski dla właściciela, pracowników, polskiego zaplecza górniczego, samorządu lokalnego i kraju.

Jeśli zakłada się, że Polska Grupa Górnicza musi być rentowna, a rzekomo Biznes Plan KW to potwierdza i jest on warunkiem wejścia do biznesu przez spółki PGNiG Termika, PGE i Energę (kontrolowane przez SP), to właściciel i decydent Minister Energii nie powinien pod żadnym pozorem szukać innych inwestorów finansowych celem jej dokapitalizowania. Dla rentownych przedsięwzięć nie powinno się zakładać dzielenia zyskami z innymi podmiotami. Dokapitalizowanie PGG kapitałami właściciela (których w PIR, BGK i jeszcze państwie polskim nie brakuje), ze względu na działania czysto rynkowe w żaden sposób nie będą podlegały pod definicję pomocy publicznej.

Wprowadzenie do PGG obcych kapitałów jest rażąco szkodliwe dla Skarbu Państwa (pomniejszona dywidenda właściciela), jak również ze względu na możliwość utraty naszego bezpieczeństwa energetycznego oraz utraty przyszłych olbrzymich korzyści, co byłoby aktem wyjątkowo sprzecznym z polską racją stanu!

Kto nie jest architektem zmian pozytywnych, jest architektem upadku. Totalnym upadkiem byłoby oddanie kontroli nad polskimi zasobami węgla kapitałom obcym. Jestem długoletnim, gorącym sympatykiem Prawa i Sprawiedliwości. Widzę, z jaką determinacją rząd skutecznie reformuje państwo w innych obszarach, pomimo tak skomasowanego ataku mediów i opozycji. Dziwi mnie więc całkowity brak działań w kierunku reformowania bezcennego dla Nas górnictwa. Ciągle mam jednak niezłomną wiarę, że decydenci nie popełnią grzechu zaniechania, ale i destrukcji i górnictwo nie tylko będzie dochodowe, ale stanie się mocnym filarem naszej gospodarki.

Czas ucieka i brak stanowczych działań sprawi, że rząd Niemiec dzięki wyrafinowanemu i skutecznemu instrumentowi, jakim jest UE, a wcześniej Wspólnota Węgla i Stali, pokojowo („dzięki” zaakceptowaniu przez polskie rządy szkodliwych dyrektyw z koniecznością ich obecnego respektowania przez spolegliwych sygnatariuszy) odzyska wyłączny dostęp do Naszych potężnych zasobów naturalnych, które były kiedyś w jego chwilowej jurysdykcji. Obawiam się, że my Polacy będziemy mieli totalnie skolonizowane państwo.

Jeśli tak się stanie, to z najwyższą pogardą potępić należy wszystkie polskie rządy okresu transformacji. Dążyć trzeba konsekwentnie, tak jak robią to rządy demokratycznych państw np. Niemiec, do wymierzenia winnym (stosownie do skali przewinienia) kary. Będzie to możliwe dopiero wtedy, kiedy polskie społeczeństwo uświadomi sobie, co już utraciło w skutek zdrady najważniejszych interesów Polski.

autor: Jadwiga Chmielowska

Jadwiga Chmielowska, działaczka opozycji niepodległościowej, Członek Zarządu Regionu Śląsko -Dąbrowskiego „Solidarności” w latach 1980-81, jedna z przywódców podziemia solidarnościowego, ścigana od 13 grudnia 1981 do sierpnia 1990r listem gończym. Z wykształcenia mgr inż. elektronik, dziennikarz. Była dziennikarka TVP a obecnie publicystka, Skarbnik Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, v-ce przewodnicząca Federacji Mediów Niezależnych i Przewodnicząca Ruchu Edukacji Narodowej. Mieszka na Śląsku.

źródło: wPolityce.pl

 

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Nie wyrzucajmy chleba!

Do dzisiaj w wielu polskich domach upuszczoną na podłogę kromkę chleba podnosi się z szacunkiem, a nawet całuje. To wynika z naszej wiary, że Chrystus w Eucharystii obecny jest pod postacią chleba i wina. Dlatego dziwi, że do tej pory pod obrady Sejmu nie wszedł projekt ustawy o przeciwdziałaniu marnowaniu żywności. Projekt ustawy mógłby zobowiązywać hipermarkety do oddawania marnowanej żywności na cele charytatywne. Sklepy niestosujące się do przepisów byłyby karane grzywną. W Polsce marnuje się ok. 9 mln ton żywności rocznie – to żywność np. z kończącą się datą przydatności do spożycia lub z uszkodzonym opakowaniem. W sytuacji, kiedy ok. 3 mln Polaków żyje na granicy ubóstwa, a ponad 100 tys. dzieci nie dojada, niewprowadzenie ustawy można traktować jako skandal.

Dzisiaj żywność wycofywana ze sprzedaży, ale zdatna jeszcze do spożycia nie jest objęta podatkiem VAT, nie ma problemu z przekazywaniem jej np. Bankowi Żywności. Od czerwca taka ustawa będzie obowiązywała w bogatej Francji. Przepisy francuskie obligują do nawiązania współpracy z NGO-sami, które pomagają potrzebującym. Hipermarkety muszą podpisać umowy do czerwca tego roku. W przeciwnym razie właścicielom grozi wysoka grzywna lub kara pozbawienia wolności do lat dwóch.

Ryszard Kapuściński

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Linia podziału

Szanowni Państwo!

    Czy da się stwierdzić na czym polega podział między naszymi a obcymi? Mam tu na myśli podział panujący w Polsce, na zwolenników zmian i ich przeciwników. Szczególnie przykre są podziały w rodzinach – na „Mohery”, jak pogardliwie nazwał Tusk swoich przeciwników, oraz na „Lemingów” spod znaku KOD-u, PO, Nowoczesnej, czy dewiantów wszelkiej maści spod tęczowego sztandaru.

 

    Jedna strona pomawia drugą o głupotę i niedoinformowanie. Z tą informacją, to jest jednak tak, że każda ze stron czerpie wiadomości tylko ze źródeł sobie bliskich, które utwierdzają je w słuszności własnych poglądów.

 

    Na czym więc polega zasadnicza różnica? Myślę, że w uproszczeniu na stosunku do prawdy. W mojej rodzinie jest jedna kłamczucha i parę osób, którym ta jej cecha nie przeszkadza. Kiedy dochodzi do konfrontacji, nigdy nie wiedzą komu powinni wierzyć. Tak się też składa, że ta sama część naszej rodziny czerpie wiedzę o świecie z TVN-u, POLITYKI i podobnych gadzinówek. Są odporni na rzeczowe argumenty, a kierowanie się logiką uważają za zbędne obciążenie. Takie nastawienie pozwalało im na w miarę wygodne życie w PRL-u i w PRL-u bis. Dopiero ludzie domagający się prawdy zagrozili ich błogostanowi.

 

Pozdrawiam i do następnej soboty

 

Małgorzata Todd

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Państwa posiadają swoje interesy

Jest to prosta zasada, która obowiązuje w polityce międzynarodowej. Ten, kto jej nie rozumie w ogóle nie powinien brać się za uprawianie polityki, zwłaszcza tej zewnętrznej. Jakże często przez ostatnie osiem lat słyszeliśmy, że czegoś nie mogliśmy zrobić, bo to jest wbrew jakimś regulacjom unijnym, a więc stoi w sprzeczności z interesami i zasadami solidaryzmu UE. Najlepszym przykładem są tu polskie stocznie, które rząd PO/PSL położył na łopatki, a tymczasem Niemcy swoje stocznie dotowali. Dochodziło nawet do takiej – nie waham się użyć tego słowa – patologii, że nie chcieliśmy organizować manewrów wojskowych sił NATO na naszym terenie, by nie drażnić cara. Bo car mógłby zmarszczyć brwi i tupnąć nogą. Rządy PO/PSL były niczym innym jak zabawą dzieci w piaskownicy, co musiało wywoływać u naszych partnerów śmiech, a jednocześnie zadowolenie, że oto w Warszawie mają gracza, którego tak łatwo można okiwać. Wystarczy do piaskownicy wrzucić kilka paciorków, poklepać po główce, wręczyć tabliczkę czekolady. W końcu jakiż to nas kopnął zaszczyt, że do Brukseli wyeksportowaliśmy naszego króla Europy wraz z przyległościami. W programie red. Lisa było i „Sto lat” i gromkie brawa na stojąco. To tam właśnie ujawnił się polski zaścianek oraz kompleksy hodowane i pielęgnowane wiekami, które każą części naszego społeczeństwa radośnie tańczyć, ważne by dyrygent był poza granicami Polski. Musimy przyjąć do wiadomości, że są wśród nas tacy, którzy uścisk obcej ręki traktują, jako akt najwyżej nobilitacji, wyróżnienia, na które czekają z utęsknieniem. Każdemu, kto im takie zachowanie wypomina przypisują cechy, które z taką estymą w sobie polerują. Stąd też te „pielgrzymki” do Brukseli, zdjęcia z ważnymi tego świata, rozmowy o Polsce – z „troską” o Jej przyszłość. Bo jak to możliwe, by Polska mogła sama decydować o sobie, bez namaszczenia mądrzejszych!? Przecież to się im w głowie nie mieści, że nad Wisłą żyje jakiś naród, który ma swoje aspiracje i swoje cele! Jak to? Skąd ci Polacy w ogóle się wzięli? Jeżeli Polacy dokonali jakiegoś wyboru, to należy ten wybór podważyć i wyrzucić na śmietnik historii. A jak to już się zrobi, to będzie można wrócić do koncepcji Sikorskiego i Wałęsy, które można zdefiniować w słowach: „Więcej Niemiec w Europie”. A wtedy będzie, jak w jeździe figurowej na lodzie – pięknie. Co jednak zrobić z PiS-em, które wkłada kij w szprychy? Ostatnio Ryszard Petru (lider Nowoczesnej) powiedział, że należy rozpisać nowe wybory, gdyż widocznie łudzi się nadzieją, że wygra ta część Polski, która „położyła” polskie przemysł stoczniowy. Proszę bardzo! Chcą karpie szybszej wigilii – powinniśmy iść im na rękę. Ja wierzę w tę część Polski, która uważa, że potrafimy budować statki, że możemy stanąć na nogi i szybko dogonić kraje wysokorozwinięte, jeżeli tylko będziemy chcieli. Zewnętrzna siła Polski, nasza podmiotowość na arenie międzynarodowej będzie zależała od siły wewnętrznej! Musimy zreformować Polskę, bo inaczej zawsze będziemy pariasami Europy i zawsze znajdzie się jakiś król Europy, który w każdej chwili gotowy jest objąć każe dobrze płatne stanowisko, byleby jak najdalej od Warszawy.

źródło: https://www.facebook.com/arciszewskamielewczyk/posts/1794718917429262

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Złoty interes

Szanowni Państwo!

   Kanclerz Niemiec zaprosiła „uchodźców” nie stawiając im żadnych warunków i obiecując dostatnie życie. Nietrudno było przewidzieć, że fala terrorystów ruszy na Europę jak tsunami. No, może nietrudno dla osób myślących logicznie, do których, jak widać pani kanclerz nie chce się zaliczać. Zalicza się jednak do osób umiejących robić złote interesy. Zażądała od pozostałych krajów unii solidarności we własnej nieroztropności.

   Teraz każdy kraj ma przyjąć uchodźców-nachodźców, pod groźbą kary wynoszącej  1 milion złotych za głowę. To się nazywa złoty interes!

   No, to bierzmy przykład! Róbmy interesy na tej samej zasadzie. Na początek proponuję żebyście Państwo kupili moją najnowszą książkę pt. „Czarno na białym” (okładka poniżej) w promocyjnej cenie 10 zł. Promocja trwa do końca miesiąca, ale kto w tym czasie książki nie nabędzie, zapłaci karę w wysokości 100 zł. Tak uchwaliła rada powołana przeze mnie, w skład której wchodzi bezwzględny komornik z ramienia banku. Odradzam więc ryzyko. Kupujcie Państwo, póki cena jest przystępna. Książka to nie uchodźca z rodziną, którą trzeba wyżywić i upilnować, żeby nie powysadzała nas w powietrze.

 

Pozdrawiam i do następnej soboty

 

Małgorzata Todd

Napisano wOgólnieKomentarzy (1)

List otwarty do niemieckich mediów

Panie i Panowie,

Szanowni Właściciele, Redaktorzy oraz Dziennikarze mediów niemieckich.

Kreślę te słowa w formie listu otwartego i wzywam Was do repliki. Rzucam pod Wasze nogi rękawicę, co w obyczajowości rycerskiej jest wyzwaniem na pojedynek, tym razem jest to starcie na argumenty i idee, które powinny przyświecać Waszej zacnej profesji. Mam nadzieję, że ową rękawicę podniesiecie, a tego listu nie schowacie do szuflady i nie przykryjecie go wstydliwym milczeniem. Wszak nie posądzam Was o brak odwagi czy małostkowość.

Ad rem,
W mediach polskich pojawiła się informacja, że w jednym z departamentów niemieckiego MSZ doszło do spotkania przedstawicieli rządu z niemieckimi dziennikarzami. Uczono ich jak pisać o Polsce. Dziennikarze mają testować polską reakcję na krytykę Polski za realizację „putinowskiego modelu władzy”, mają opisywać „antydemokratyczne działania rządu”, kwalifikować Polskę, jako „dziki Wschód”, podnosić „demontowanie państwa prawa” i zarzucać, że „paraliżowanie państwa prawa w Polsce zagraża bezpieczeństwu całej UE”. Tak więc krytyka ma być przeniesiona z ośrodków politycznych (niemieccy politycy mają zachowywać się wstrzemięźliwie) na ośrodki medialne, które tym samym stają się ostrzem niemieckiej polityki.

Krzysztof Skowroński, polski dziennikarz, w jednym z wywiadów powiedział: „Korespondent Radia Wnet w Niemczech Jan Bogatko mówił, że w niemieckim radiu publicznym odbyło się spotkanie z redaktorem naczelnym. Dziennikarze dowiedzieli się na nim, jak pisać i opowiadać o tym, co dzieje się w Polsce. Widać głęboką ingerencję władz i rządu w redagowanie gazet czy mediów”.

Jeżeli to, o czym pisze się w Polsce jest prawdą, to zastanawiam się, jak to nazwać? Przychodzi mi na myśl określenie: patologia. Tak, to jest wynaturzenie idei dziennikarstwa, posłannictwa leżącego u podstaw misji, którą realizujecie. Żeby sprawa była jasna – postrzegacie sytuację w Polsce źle – piszcie, krytykujcie nas, bo macie do tego pełne prawo. Mogę nie zgadzać się z Waszymi poglądami, ale nie mogę Wam zabronić, nawet gdybym miała taką władzę, realizowania fundamentalnej zasady leżącej u podstaw Waszego zawodu – prawa do krytycznego spojrzenia i przeniesienia tego na papier. Warunek – SĄ TO WASZE ANALIZY. Jeżeli jednak podpisujecie się swoimi nazwiskami pod artykułem, którego tezy zostały wypracowane np. w niemieckim MSZ, to pytam się, co to ma wspólnego z rzetelnym dziennikarstwem? Co Wy opisujecie? Przecież nie stan faktyczny, bo jesteście jedynie ramieniem niemieckiego rządu! Jaki to ma wpływ na relacje polsko-niemieckie? Zasadniczy. Skąd niemieccy obywatele czerpią informację o moim kraju? W większości z Waszych tekstów. I nie zastanawiają się, jakie pobudki Wami kierują, bo są przekonani, że dochowujcie dziennikarskiej staranności i jesteście bezstronnymi obserwatorami sytuacji w Polsce. Jednym słowem jesteście WIARYGODNI. Ten cały obraz wali się jak domek z kart, jeżeli przyjmiemy, że za Wami stoi nie dziennikarska rzetelność, ale niemieckie MSZ. Cierpi nie tylko Wasza wiarygodność, ale destrukcji ulega wizerunek Polski w Niemczech oraz… Niemiec w Polsce. W tej konfiguracji I Wy i my jesteśmy przegrani.

Zastanawiam się dlaczego tak się dzieje, dlaczego niemieckie MSZ wysyła do Waszego środowiska takie sygnały? Profesor Bogdan Musiał, mieszkający w Niemczech tak opisuje ten stan rzeczy: „Problem migrantów, za które odpowiedzialni są Niemcy i ich nieodpowiedzialna polityka. Berlin sobie z tym nie radzi, więc istnieje pytanie, jak odwrócić uwagę od tego, co się dzieje. Gdy zobaczymy przekazy mediów niemieckich, zauważymy, że sprawa Polski jest również tematem zastępczym. Od wygranych przez PiS wyborów widać zupełnie kuriozalną reakcję. Niemcy biją w Polskę jak w bęben, czym odwracają uwagę od problemów, które stworzył rząd Merkel”. W pełni podzielam opinię prof. Musiała, ale gdyby powstała ona na zamówienie np. polskiego MSZ uznałabym to za działanie niedopuszczalne, podważające autorytet nie tylko autora tych słów, ale i instytucji takie zamówienie składające. Jednak nikt w Polsce nie wpadnie na pomysł, aby instruować media, jak pisać o Niemczech!

Uważam, że odwrócenie niemieckiej opinii publicznej o wewnętrznych problemów, to tylko jedna strona medalu. Po drugiej stronie jest fakt, że w Polsce (w wyniku demokratycznych wyborów) rządzi Prawo i Sprawiedliwość, które mówi jasno i otwarcie: Będziemy bronić polskiej racji stanu! Dla strony niemieckiej, która do tej pory miała do czynienia z rządami całkowicie uległymi wobec Berlina, jest to zmiana jakościowa, zmiana wyraźnie uwierająca naszego zachodniego sąsiada. I ta reakcja jest słuszna, bo zapewniam Was, że nie usłyszycie od nas wezwania, jakie swojego czasu wystosował Radosław Sikorski (były szef polskiego MSZ), a które można scharakteryzować w słowach: Więcej Niemiec w Unii Europejskiej.

Jak można opisywać sytuację w Polsce używając przymiotnika „putinowska”? Albo nie rozumiecie, co dzieje się w dzisiejszej Rosji, albo rozumiecie i zamierzacie używać tych określeń z premedytacją, wiedząc, że to nie ma nic wspólnego z prawdą! Polska ma być zagrożeniem dla UE? Zagrożeniem dla UE są politycy, którzy w imię poprawności politycznej otwierają nasze drzwi dla milionów imigrantów, a później próbują słowo „gwałt” wykreślić z policyjnych raportów. To jest prawdziwe zagrożenie dla UE. Możecie przed tą prawdą uciekać, ale ona Was kiedyś i tak dogoni.

Apeluję do Was: Nie bierzcie udziału w medialnej wojnie hybrydowej, którą rząd w Berlinie wypowiedział Warszawie! Nauczcie się nas akceptować, takimi jakimi jesteśmy, a my będziemy Was szanować takimi jakimi jesteście, nawet jeżeli uważamy Wasze zachowania za dziwne.

Dorota Arciszewska-Mielewczyk
Poseł na Sejm RP

źródło: https://www.facebook.com/arciszewskamielewczyk/posts/1780783468822807

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Repatrianci tak, imigranci nie!

Parę miesięcy temu napisałem o skandalicznych zaniedbaniach byłego rządu, dotyczących działań wobec repatriantów. Wpisywało się w nie niewykorzystanie środków ze specjalnej rezerwy na realizację przesiedleń i przerzucenie związanych z tym obciążeń finansowych na gminy, np. na zapewnienie repatriantom mieszkań. Z tego powodu udało się przyjąć zaledwie symboliczną liczbę repatriantów (np. w 2012 r. było ich 123). Zadłużone gminy nie miały bowiem środków na zapewnienie im mieszkań i pomocy. Wreszcie pojawiła się szansa na zakończenie tej farsy. Przygotowywana jest ustawa o repatriacji na podstawie obywatelskiego projektu sformułowanego przez Związek Repatriantów RP, pod projektem zebrano 250 tys. podpisów. Najważniejszą zmianą będzie to, że za sprowadzanie Polaków do kraju ma odpowiadać rząd, a nie samorządy. Rząd chce także zmienić przepisy o Karcie Polaka, która nie tylko ułatwi powrót do kraju z dawnego ZSRS, ale też da opiekę tym, którzy nadal chcą mieszkać na ziemiach polskich wcielonych do sowieckiego imperium. Priorytetem rządu będzie powrót do kraju rodaków, a nie ściąganie imigrantów.

Ryszard Kapuściński

źródło: http://www.klubygp.pl/repatrianci-tak-imigranci-nie/

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Do blogerów dociera prawda o ustawie o ziemi – kto podejmuje decyzje!

Zakaz sprzedaży ziemi wg ministra Jurgiela [za: eska na: naszeblogi.pl]

http://naszeblogi.pl/61596-zakaz-sprzedazy-ziemi-wg-ministra-jurgiela

 

KRAJOWA STRATEGIA ROZWOJU REGIONALNEGO 2010-2020:
REGIONY, MIASTA, OBSZARY WIEJSKIE 13 LIPCA 2010 R/ str.46

„Nikt nie może się czuć bezpiecznie. Każdy na każdym stanowisku musi się starać, każdy musi wiedzieć, że zostanie oceniony.”
To słowa samego Prezesa z wywiadu dla „W Sieci”, dlatego pozwolę sobie wziąć je do serca i napisać kilka uwag na temat nowej ustawy o zakazie sprzedaży ziemi z zasobów państwowych.
Tu link do uchwalonego tekstu ustawy >http://orka.sejm.gov.pl/proc8.nsf/ustawy/293_u.htm
Zacznijmy od tytułu >

USTAWA
z dnia 14 kwietnia 2016 r.
o wstrzymaniu sprzedaży nieruchomości Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa
oraz o zmianie niektórych ustaw

Brzmi dobrze, prawda? I tego właśnie dotyczy art.1 Ustawy, wstrzymuje się wszelką sprzedaż na pięć lat.
W art.2, ust. 1 mamy podane wyjątki, dotyczą głownie terenów przeznaczonych pod zabudowę w planach zagospodarowania przestrzennego.  Co prawda zapis zrównuje prawo miejscowe z projektami studialnymi, co rodzi poważne wątpliwości, ale niech tam. Idziemy dalej  –  mamy ust. 2, cytuję:
2. Minister właściwy do spraw rozwoju wsi, na wniosek Prezesa Agencji Nieruchomości Rolnych, może wyrazić zgodę na sprzedaż nieruchomości lub ich części innych niż wymienione w ust. 1, jeżeli jest to uzasadnione względami społeczno-gospodarczymi.
ZONK!
To nie jest ustawa o wstrzymaniu sprzedaży  z państwowego zasobu, tylko ustawa, która przekazuje prawo do sprzedaży tego zasobu w ręce ministra Jurgiela.Jak pan minister się zgodzi, to wszystko można sprzedać, a względy społeczno-gospodarcze to mniej więcej taki sam zapis jak był kiedyś w starej ustawie o aborcji, czyli luz i spokojna głowa, wszystko da się uzasadnić.

Ale, żeby nie było, ze wszystko można, następuje cały szereg zapisów ograniczających – i tak art.3 ustawy zmienia zapisy Kodeksu Cywilnego, art.4 – ustawę o księgach wieczystych, art. 5. – Prawo geodezyjne i kartograficzne, a w art.6  następują zmiany w ustawie o gospodarowaniu nieruchomościami rolnymi Skarbu Państwa. Zwłaszcza te ostatnie są godne uwagi, ponieważ zawierają one szereg ograniczeń w sposobie sprzedaży tej ziemi, co to minister uzna, że można ją sprzedać. Dotyczą one zarówno osób, które mogą kupić (tylko rolnicy posiadający mniej niż 300 ha), jak przede wszystkich sposobów użytkowania ziemi już po zakupie. I tu zaczyna być naprawdę ciekawie – ustawa nakłada na kupca obowiązki, które zdecydowanie naruszają prawo własności, jak np. zakaz odsprzedaży, zakaz brania kredytów pod zastaw itp. Oczywiście Agencja Nieruchomości Rolnych może na wszystko pozwolić, ale trzeba zapytać i dostać pisemną zgodę. Już po zakupie! Czyli znowu – pełen zestaw zakazów, ale jak Agencja pozwoli, to wszystko wolno. A jak nie pozwoli?
I tu nareszcie mamy takim punkcik >
art. 6, ust. 9,  zmiana w ustawie > art. 29a.1./3) :
zapłaty kwoty w wysokości 40% ceny sprzedaży w przypadku:
a) niedotrzymania przez nabywcę nieruchomości któregokolwiek ze zobowiązań, o których mowa w pkt 1 i 2, albo
b) złożenia nieprawdziwego oświadczenia, o którym mowa w art. 29b ust. 1.

Cóż to oznacza? Ano tylko tyle, że jak już tę ziemie kupimy, bo jesteśmy małorolnymi, a minister łaskawie się zgodził, to mogą nam, po wpisaniu własności w księgi wieczyste, mówiąc kolokwialnie – naskoczyć. Nie ma w Polsce takiego prawa, które by pozwalało sprzedającemu wtrącać się do użytkowania sprzedanego produktu/nieruchomości. Natomiast można zawrzeć umowę o dodatkowej opłacie za swobodne korzystanie z prawa własności – czyli mówiąc wprost > zamiast 2 zł/m2 i  uzależnienie od Agencji płacisz 2,8 zł/m2 i robisz co chcesz.
Podsumujmy:
Kupujesz ładnie położone 10 ha ziemi klasy VI (piaski) niedaleko miasta, bierzesz kredyt, płacisz 200 tys. zł. Ziemię przekazujesz synowi rolnikowi, na jego wniosek gmina zmienia plan zagospodarowania, a minister wyraża zgodę z automatu, bo ta ziemia do niczego się nie nadaje. Metr działki budowlanej staje się wart z mety minimum 20 zł (bez uzbrojenia i podziałów), czyli całość jest już warta 2 mln zł. Płacisz agencji karę – 80 tys. zł.  Syn pod swoją ziemię bierze kredyt – powiedzmy 1,5 mln, nie bądźmy pazerni, po czym ogłasza upadłość konsumencką. Ziemia idzie do banku, a ty po odliczeniu opłat jesteś do przodu na 1,2 mln zł. Co zrobi bank? Wystawi na licytację na wolnym rynku.
Mechanizmu, jak kupować na słupa w tej sytuacji – nie opiszę. Nie chcę zachęcać do przestępstwa.

To nie koniec, mamy dalsze punkty ustawy – dotyczą one mianowicie obrotu ziemią prywatną. Powyżej pokazałam, że ten rzekomy zakaz sprzedaży to fikcja, ustawodawca też o tym wie. Dlatego próbuje ograniczyć prawo odsprzedaży prywatnej ziemi rolnej.  I tu znowu następuje szereg ograniczeń, tzn. nie wolno przede wszystkim mieć więcej niż 300 ha, nie wolno sprzedać lub przekazać nie-rolnikowi itd. Oczywiście to wszystko można minąć, trzeba tylko poprosić Agencję o zgodę – jak zwykle! Jakim prawem Agencja Nieruchomości Rolnych wcina się do prywatnej ziemi? Ano pan Jurgiel wprowadził pańszczyznę – ziemia jest twoja, ale nie całkiem.
Ale uwaga! > jest wyjątek! Rzecz nie dotyczy
– osób prawnych działających na podstawie przepisów o stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego w Rzeczypospolitej Polskiej, o stosunku Państwa do innych kościołów i związków wyznaniowych oraz o gwarancjach wolności sumienia i wyznania;
Czyli jak już kupisz tę ziemię od Agencji, albo masz własną po dziadkach, a chcesz sprzedać – to zakładasz Kościół Wyznawców Buraka albo coś podobnego i masz z głowy. Sorry – nic nie musisz zakładać, właśnie zagraniczni nabywcy rejestrują nowe związki wyznaniowe, kancelarie prawnicze pracują pełną parą! Oczywiście możesz być patriotą i wobec braku rodzimego nabywcy spełniającego warunki ustawy odsprzedać ziemię Agencji – ona już sobie poradzi, znajdzie mniejszego patriotę, a reszta jak wyżej :))
Natomiast w żaden sposób nie możesz niczego sprzedać miastowemu, miastowy może nabyć tylko kawałek mniejszy od o,3 ha. Sęk w tym, że ty (wg innego przepisu) nie możesz podzielić ziemi na kawałki mniejsze od o,3 ha! Skutki? Służę uprzejmie:
Na ziemiach dobrych klas będzie nadal trwała sprzedaż na słupy, tyle, że Agencja ściągnie kasę z kar, a w naszym pięknym kraju rozwiną się przeróżne kościoły. Natomiast ziemie klas gorszych i „daleko od szosy” wylądują w zasobie państwowym.
Zaoszczędzi się na dopłatach do rolników, weźmie kasę z UE na zalesienie, wyludni co nieco spory kawałek kraju i tak zrealizujemy projekt Boniego Polska 2030 (patrz rysunek).
Ale jest jeszcze jeden fajny zapis, pracowicie schowany wśród tych zamieniających prywatnych rolników w chłopów pańszczyźnianych, oto on > prawo pierwokupu przysługuje dzierżawcy gospodarstwa rolnego. A kto sobie pozakładał niezliczone gospodarstwa na państwowej ziemi, czy aby nie dzielni druhowie z PSL?

Ziemia prywatna została formalnie znacjonalizowana i poddana pod nadzór Agencji, ziemia państwowa może być za to sprzedawana dowolnie wg uznania pana Jurgiela, cała reszta to wygibasy prawne.Do tego doszła najnowsza informacja – otóż Ministerstwo proponuje przesunięcie o kolejne 4 lata zakazu stosowania pasz genetycznie modyfikowanych (GMO) przy hodowli zwierząt.

Bardzo proszę o niepisanie komentarzy o stadninach albo o awanturze, jaką zrobił Jurgiel pani Zofii Romaszewskiej. To naprawdę nie ma żadnego znaczenia wobec ustawy, do której przeczytania naprawdę zachęcam.
Od siebie dodam jedno – nie ma żadnego planu racjonalnego wykorzystania zasobów ziemi rolnej w Polsce, nie ma programu, który uwzględniałby klasy gleb, możliwości ich przekształceń czy komasowań w zależności od położenia,  mało tego – uniemożliwia się jakiekolwiek działania, które pozawalałyby na utrzymanie sieci osadniczej mimo niekorzystnych warunków glebowych czy przekształceń cywilizacyjnych. Nic nie ma!
Obowiązuje nadal program Polska 2030, a pan minister Morawiecki nie zajmuje się takimi „drobiazgami” jak Koncepcja Przestrzennego Zagospodarowania Kraju.
Ochrona ziemi rolnej w wydaniu nowej ustawy to pole do niezliczonych nadużyć i tyle.
Ustawa jest u Prezydenta. Dlatego piszę, może to coś da……

źródło:Stowarzyszenie  RKW

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Czy samorząd Rzeszowa świadomie wpisuje się w kremlowską retorykę ?

Podkarpacki oddział Europejskiego Centrum Ścigania Zbrodniarzy Komunistycznych i Faszystowskich złożył rzeszowskiemu samorządowi wniosek o usunięcie monumentu „wdzięczności Armii Czerwonej” na placu Ofiar Getta, który został wystawiony na najstarszym w mieście kirkucie. Okazuje się, że jeden z ostatnich samorządowych przyczółków Sojuszu Lewicy Demokratycznej w postaci prezydenta miasta Tadeusza Ferenca – ustami swojego rzecznika Macieja Chłodnickiego – odmówił zniesienia komunistycznego obelisku. W 2010 roku Ferenc otrzymał od byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia  Polski „za wybitne zasługi dla rozwoju samorządu terytorialnego w Polsce, za osiągnięcia w podejmowanej z pożytkiem dla kraju pracy zawodowej i społecznej”. „Miłość” Ferenca do Komorowskiego rozkwitła w 2015 roku, gdy ten działacz PZPR od 1964 roku, członek SdRP i SLD, postkomunistyczny poseł na Sejm RP IV kadencji został jednym z założycieli prezydenckiego komitetu wyborczego Bronisława Komorowskiego.

 

Stanowisko rzeszowskiego samorządu zostało docenione przez kremlowską TV Rossija 24, gdzie pokazano „spontaniczną” akcję poparcia dla odmowy zniesienia komunistycznego wrzodu w Rzeszowie. Na Facebooku i Twitterze Rosjanie trzymają kartki z napisami „Dziękujemy Rzeszowowi za pamięć”. Posty oznaczone są hashtagiem #thnx_Rzeszów.

 

Zatem nie tylko uchwały kolejnych rad miejskich czy gminnych o stosowaniu niewiążących orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego są problemem ale również sytuacja, gdy samorządy wbrew interesowi Państwa Polskiego, prawdzie historycznej będą sobie chroniły totalitarne monumenty. Gdyby iść tropem takiego myślenia to hipotetycznie – jeśli jakaś jednostka samorządu miałaby chcieć wybudowania monumentu generała Wehrmachtu … to czy mamy się na to zgodzić, w imię tego że zginął na naszym obecnym terytorium (np. Werner von Fritsch)?

 

Zatem zapraszam do odpowiadania Tadeuszowi Ferencowi i Rosjanom z użyciem hashtagu #apologizeforRzeszow . Od Kancelarii Prezydenta RP Andrzeja Dudy domagam się przeglądu osób, którym nadano wysokie odznaczenia państwowe, a ich działalność szkodziła lub szkodzi interesowi Polski. W innym przypadku wartość odznaczeń będzie spadała do poziomu Orderu Świętego Stanisława Biskupa Męczennika, który można było sobie onegdaj kupić. Jednocześnie podtrzymujemy żądanie zniesienia wszystkich okupacyjnych pomników jako wotum na 100. lecie odzyskania niepodległości.

 

autor: Adam Słomka Przewodniczący KPN- NIEZŁOMNI, poseł na Sejm RP I,II,III kadencji

Zobacz:

http://rzeszow-news.pl/rzeszow-nie-wyburzy-pomnika-wdziecznosci-armii-czerwonej-rosjanie-dziekuja/

Napisano wNaszym zdaniemKomentarzy (0)

Powody, preteksty, prowokacje

Szanowni Państwo!

   Wrogowie Polski próbują wszelkimi sposobami sprowokować legalnie wybraną przez naród władzę do popełnienia jakiegoś błędu, który dałby   pretekst do jawnej agresji. Nie dawajmy się oszukiwać, odróżniajmy powody od pretekstów. KOD, PO i Nowoczesna oraz ich poplecznicy to zwierzątka boże odstawione od żłobu, które pragną powrotu do koryta. To jest ich jedyny cel. Za pretekst służy im wszystko, co nie służy Polsce. Równie dobra jest walka o Trybunał Konstytucyjny, jak i prawo do aborcji. Nowoczesna Palikociarnia żadnej śmieszności się nie boi, a jedynym jej wrogiem jest naród polski.

   Podobnie ma się sprawa z wrogiem zewnętrznym. Rosja powód do wojny z Polską ma ten sam od wieków i nowego nie potrzebuje. Nowe mogą być  tylko preteksty. Niszczenie „wiekopomnych pomników” wiernopoddańczych sowieckiej armii jest równie dobrym pretekstem jak niszczenie polskiej żywności, czy przekopanie Mierzei Wiślanej. W ostateczności można zawsze podpalić jakąś budkę wartownika przy ambasadzie rosyjskiej. Jeżeli coś może nam zaszkodzić w stosunkach z Rosją, to właśnie tylko uległość. Na pochyłe drzewo i koza wskoczy.

   Wygląda na to, że Angela zaprosiła uchodźców-najeźdźców w porozumieniu z Władimirem Władimirowiczem i teraz czekają na dogodny moment ostatecznego rozwiązania sprawy polskiej.

 

Pozdrawiam i do następnej soboty,

 

Małgorzata Todd

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Related Sites