Skradziony legalizm. Dlaczego III RP boi się Konstytucji z 1935 roku?

Większość Polaków żyje w głębokim przekonaniu, że porządek prawny, w którym funkcjonujemy od 1997 roku, jest krystalicznie czysty i niepodważalny. Jednak w samym sercu polskiej architektury ustrojowej zieje potężna, historyczna luka prawna. Chodzi o Ustawę Zasadniczą z 23 kwietnia 1935 roku, potocznie zwaną konstytucją kwietniową. Okazuje się, że dokument, który uratował instytucjonalną niepodległość Polski w czasie II wojny światowej, nigdy nie został prawomocnie i skutecznie uchylony. Dlaczego oficjalna doktryna woli udawać, że temat nie istnieje?

Kapitulacja prawa przed siłą

Gdy zapytamy współczesnych konstytucjonalistów o losy aktu z 1935 roku, usłyszymy gładką, urzędową formułkę: desuetudo. Oznacza to wygaszenie prawa poprzez jego długotrwałe niestosowanie i zmianę realiów politycznych. Na falach krajowych rozgłośni radiowych autorytety prawnicze powtarzają, że „tak ułożyła się praktyka polityczna i należy się z tym pogodzić”.

Tyle że z perspektywy czystej logiki i rygorystycznego legalizmu, teoria o desuetudo w prawie konstytucyjnym to zwykły mit. Jak twardo wskazują wybitni badacze tematu, tacy jak prof. Grzegorz Górski czy prof. Dariusz Dudek, instytucji tej nie wolno przenosić na grunt ustawy zasadniczej. Konstytucja to nie zwykły obyczaj handlowy, który można porzucić.

Co ważniejsze, legalne Władze RP na Uchodźstwie w Londynie stosowały konstytucję kwietniową nieprzerwanie aż do grudnia 1990 roku. To na jej podstawie powoływano prezydentów i rządy wolnej Polski, uznawane przez dekady przez wolny świat. Gdzie tu zatem mowa o „niestosowaniu”?

Zasłanianie się „praktyką polityczną” to w rzeczywistości niebezpieczny relikt myślenia z okresu PRL. To kalka stalinowskiej tezy o „rewolucyjnej woli ludu”, która rzekomo unieważniła przedwojenny porządek prawny w momencie wkroczenia Armii Czerwonej. Przyjęcie logiki, że przemoc i zatajenie prawdy przez reżim totalitarny z lat 1944–1989 doprowadziły do legalnego wygaszenia prawa, prowadzi do przerażającego wniosku: że w Polsce źródłem prawa może być brutalna siła obcego mocarstwa.

Strach przed wielkim rozliczeniem

Dlaczego elity III RP tak panicznie boją się literalnego spojrzenia na ten spór? Odpowiedź kryje się w braku odwagi do przeprowadzenia pełnej, moralnej i prawnej dekomunizacji państwa. Gdyby w latach 90. uznano twardą ciągłość z 1935 rokiem, narzucony przez Stalina system z lat 1944–1989 musiałby zostać uznany za stuprocentowe, jawne bezprawie. Konsekwencją byłoby natychmiastowe pociągnięcie do odpowiedzialności karnej komunistycznych dygnitarzy oraz konieczność pełnej restytucji skradzionych majątków.

Postkomuniści i architekci „grubej kreski” przez lata używali strachu jako broni politycznej. Straszyli rolników, że „odbierze się im ziemię z reformy rolnej”, a lekarzy czy inżynierów – że „unieważni się ich dyplomy”.

Kłamstwo tej narracji obnaża historia polskiego parlamentaryzmu. Już w 1998 roku w projekcie uchwały Senatu RP, pilotowanym m.in. przez senatora Stefana Konarskiego, przedstawiono genialne rozwiązanie tego dylematu. Senatorowie wprost wskazali, że państwo komunistyczne było strukturą totalitarną i pozbawioną suwerenności, a jego akty nie zastąpiły legalnej konstytucji kwietniowej. Jednocześnie zaproponowano precyzyjny bezpiecznik: pełną ochronę tzw. praw słusznie nabytych obywateli (dyplomów, aktów stanu cywilnego, małych gospodarstw rolnych) przy jednoczesnym bezwzględnym unieważnieniu aktów niesłusznego bezprawia (represyjnych wyroków, kradzieży kamienic i fabryk).

Efektywność zamiast paraliżu

Spór o rok 1935 to nie tylko dyskusja o przeszłości i moralności. To także pytanie o sprawność dzisiejszego państwa. Konstytucja z 1997 roku stworzyła system dwugłowej władzy wykonawczej, skazując nas na nieustanne, wyniszczające kryzysy na linii prezydent-premier.

Tymczasem model kwietniowy stawiał na silną, jednolitą władzę wykonawczą, zdolną do błyskawicznego podejmowania decyzji w warunkach kryzysu. Zawierał także unikalne rozwiązania, które mogłyby uzdrowić dzisiejszą scenę polityczną – jak choćby swobodne kształtowanie normy reprezentacji narodu. Przypomnijmy, że przed wojną, przy zbliżonej liczbie województw, Polskę reprezentowało zaledwie 208 posłów, a nie 460, jak ma to miejsce dzisiaj. Redukcja tej liczby o połowę nie tylko przyniosłaby gigantyczne oszczędności, ale przede wszystkim wymusiłaby profesjonalizację elit politycznych.

Suweren zabiera głos

Oficjalne elity prawnicze twierdzą, że powrót do tamtych korzeni jest technicznie i fizycznie niemożliwy, ponieważ dawne instytucje już nie istnieją. To unikanie odpowiedzialności. Państwo to żywy organizm, a suweren – czyli Naród – ma pełne prawo za pomocą nowej ustawy konstytucyjnej naprawić przerwaną nić legalizmu i wplatać trafne, przedwojenne wzorce we współczesną rzeczywistość.

Jeśli uważasz, że praworządność powinna być wyrażana literalnie, a nie ogólnikowo; jeśli masz dość tolerowania struktur wyrosłych z komunistycznego nadania – czas zacząć działać. Ruszyła właśnie zbiórka podpisów pod petycją obywatelską do Marszałka Sejmu w sprawie przywrócenia ciągłości prawnej II RP i rozliczenia ustrojowego bezprawia. W przypadku petycji nie ograniczają nas żadne minimalne progi 100 tysięcy podpisów. Każdy głos buduje nacisk, którego parlament nie będzie mógł zignorować.

Przemoc i czas nie mogą legitymizować kradzieży państwa. Przywróćmy Polsce skradzioną tożsamość prawną.Podpisz petycję pod adresem:  

Podpisz petycję

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Formalizm zamiast debaty. Rada Miejska w Żywcu nie zajmie się wnioskiem o odebranie medalu byłemu wiceministrowi PRL

Przewodniczący Rady Miejskiej w Żywcu odmówił nadania biegu wnioskowi Klubu Gazety Polskiej w Żywcu dotyczącym odebrania Medalu za Zasługi dla Miasta Żywca Andrzejowi Gduli, byłemu wiceministrowi spraw wewnętrznych PRL i zastępcy gen. Czesława Kiszczaka. Powodem nie była jednak merytoryczna ocena przedstawionych argumentów, lecz – jak wynika z odpowiedzi – kwestie formalno-prawne.

W przesłanym piśmie przewodniczący wskazuje, że obowiązujące przepisy nie przewidują procedury odebrania miejskiego odznaczenia ani przeprowadzenia analizy, o którą wnioskowali autorzy pisma. Powołuje się przy tym na art. 7 Konstytucji RP, zgodnie z którym organy władzy publicznej działają wyłącznie na podstawie i w granicach prawa.

Odpowiedź zawiera również szereg uwag formalnych dotyczących samego wniosku. Wskazano m.in., że do pisma nie dołączono oryginalnych podpisów osób wymienionych jako popierające inicjatywę, lecz jedynie ich nieuwierzytelnione kopie. Zdaniem przewodniczącego zabrakło również pełnomocnictw do reprezentowania tych osób oraz dokumentów potwierdzających umocowanie autora pisma do reprezentowania Klubu Gazety Polskiej w Żywcu. Z tych powodów sprawę potraktowano jako osobistą inicjatywę autora.

Tym samym Rada Miejska nie odniosła się do zasadniczego pytania postawionego przez wnioskodawców: czy osoba pełniąca jedną z najwyższych funkcji w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych PRL powinna być honorowana przez wolne, demokratyczne państwo i jego samorządy.

Dla wielu środowisk niepodległościowych problem ten ma wymiar nie tylko historyczny, lecz także moralny. W ich ocenie osoby sprawujące kierownicze funkcje w aparacie państwa komunistycznego ponoszą odpowiedzialność za funkcjonowanie systemu, który ograniczał prawa obywatelskie i zwalczał opozycję. Z tego punktu widzenia utrzymywanie miejskich wyróżnień dla byłych wysokich funkcjonariuszy PRL budzi sprzeciw i wymaga publicznej debaty.

Nie oznacza to jednak końca tej sprawy. Klub Gazety Polskiej w Żywcu zapowiada ponowne złożenie wniosku, uzupełnionego o argumentację prawną i formalną. Zdaniem członków Klubu kwestia honorowania osób zajmujących wysokie stanowiska w aparacie władzy PRL zasługuje na publiczną debatę i jednoznaczne stanowisko samorządu.

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Działania edukacyjno-informacyjne w Pszczynie poświęcone Konstytucji Kwietniowej

W ubiegłą sobotę członkowie Żywieckiego Klubu Gazety Polskiej przeprowadzili w Pszczynie kolejne działania edukacyjno-informacyjne poświęcone Konstytucji Kwietniowej z 1935 roku. Wydarzenie odbyło się w jednym z najpiękniejszych miast Górnego Śląska, znanym z wyjątkowego zespołu pałacowo-parkowego oraz bogatego dziedzictwa historycznego.

Podczas spotkania uczestnicy prowadzili rozmowy z mieszkańcami Pszczyny oraz osobami odwiedzającymi miasto, przybliżając znaczenie Konstytucji Kwietniowej. Dyskusje dotyczyły zarówno historycznych uwarunkowań jej uchwalenia, jak i współczesnych ocen tego aktu prawnego. Zbierano również opinie na temat możliwości jej przywrócenia.

Ważnym elementem wydarzenia była popularyzacja wiedzy historycznej. Uczestnicy mogli zapoznać się z przygotowaną ekspozycją książek poświęconych historii Polski, a także odznakami o tematyce związanej z Narodowymi Siłami Zbrojnymi, które można było otrzymać w zamian za dobrowolne datki wspierające dalsze działania edukacyjne.

Przeprowadzone rozmowy pokazały, że zagadnienia związane z historią Polski, tradycją konstytucyjną oraz dziedzictwem niepodległościowym nadal budzą zainteresowanie społeczne i skłaniają do refleksji nad współczesnym kształtem państwa. Organizatorzy podkreślają, że szczególnie cenna była otwartość uczestników na merytoryczną dyskusję oraz gotowość do pogłębiania wiedzy historycznej.

Działania w Pszczynie były kolejnym etapem realizowanego przez członków Żywieckiego Klubu Gazety Polskiej cyklu inicjatyw edukacyjnych, których celem jest przypominanie ważnych wydarzeń i dokumentów z historii Polski oraz zachęcanie do świadomego uczestnictwa w debacie publicznej dotyczącej polskiej państwowości i tradycji ustrojowej.

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Oczko

Czy puszczam do Państwa „oczko”? Pewnie tak, bo trzy razy siedem, to dwadzieścia jeden, czyli oczko właśnie, inaczej: wygrana. Hazard jest mi obcy, więc nie będę dalej ciągnęła tego wątku. Ale może czas na czwarty tomik felietonów zakończony tym właśnie numerem 777? Co wydrukowane, tego nie da się skasować jednym kliknięciem.


O czym tu by pisać, nie popadając w skrajny pesymizm? Trudno bowiem nie zauważyć, że Unia Europejska konsekwentnie i ciężko pracuje nad tym, żeby lekarze niszczyli zdrowie, prawnicy prawo, uniwersytety wiedzę, prasa informację, a banki ekonomię.


Jedynie „Prawdziwy Europejczyk polskiego pochodzenia” nie musi się martwić, bo ma zaprzyjaźnionego lekarza, sędziego, rektora i redaktora, a dotacje należą mu się z przynależności i racji samego istnienia.


Na marginesie, warto wspomnieć, że z informacją bywa różnie, bo to zależy od tego, z jakiego źródła i kto te „wiadomości” czerpie. Mimo to, należy odnotować niewątpliwy sukces obecnej władzy, jeśli chodzi o wmówienie pewnego przekonania.

Większość Polaków zdaje się wierzyć, że Pałac Kultury i Nauki im. Józefa Stalina istniał zawsze. Nawet udało się na to nabrać Sztuczną Inteligencję. Robi ona filmy o przedwojennej Warszawie z PKiN w tle. Sztuczna inteligencja tworzy więc sztuczną historię, podobnie jak niektórzy historycy, a bardziej politycy.

Autor: Małgorzata Todd

Źródło: https://mtodd.pl/

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Elita samorządowa Krakowa II Rzeczypospolitej – poziom moralny i umysłowy władz miasta na tle współczesności

W historii Krakowa okres międzywojenny wyróżnia się nie tylko dynamicznym rozwojem miasta, lecz także wyjątkową jakością jego elit samorządowych. Prezydenci Krakowa i komisarze rządowi sprawujący władzę w latach 1918–1939 reprezentowali pokolenie ludzi o wysokich kwalifikacjach zawodowych, rozległym wykształceniu oraz silnym poczuciu odpowiedzialności za dobro wspólne. Byli to przedstawiciele środowisk akademickich, lekarskich, technicznych i administracyjnych, których życiorysy stanowią świadectwo wysokiego poziomu intelektualnego i etycznego ówczesnej klasy publicznej.

Intelektualne fundamenty krakowskiego samorządu

Szczególnie interesującą postacią był Jan Kanty Federowicz. Jego edukacja obejmowała studia handlowe w Pradze oraz praktyki zawodowe w ważnych ośrodkach gospodarczych Europy Zachodniej. Reprezentował typ samorządowca, który rozumiał zarówno mechanizmy ekonomiczne, jak i społeczne konsekwencje decyzji administracyjnych. Był człowiekiem dialogu, zdolnym do łagodzenia sporów politycznych w czasach, gdy napięcia ideologiczne były wyjątkowo silne.

Karol Rolle wniósł do magistratu umysł inżyniera i pedagoga. Jako absolwent Politechniki Lwowskiej reprezentował tradycję technokratycznego zarządzania, opartą na wiedzy, organizacji i racjonalnym planowaniu. Jednocześnie nie ograniczał się do spraw administracyjnych – interesował się historią, kulturą i edukacją, co wskazuje na szerokie horyzonty intelektualne wykraczające poza jego specjalizację zawodową.

Najbardziej wszechstronnym pod względem wykształcenia wydaje się Mieczysław Kaplicki. Lekarz, doktor medycyny, absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz uczelni wiedeńskich, łączył wiedzę humanistyczną z naukowym sposobem myślenia. W zarządzaniu miastem wykazywał zdolności analityczne i strategiczne, a jego polityka finansowa opierała się na długofalowym planowaniu i rygorystycznej kontroli wydatków.

Także komisarze rządowi – Witold Ostrowski i Bolesław Czuchajowski – reprezentowali wysoki poziom przygotowania zawodowego. Jako prawnicy i doświadczeni urzędnicy państwowi posiadali gruntowną znajomość mechanizmów funkcjonowania administracji oraz procedur prawnych, co miało szczególne znaczenie w okresach politycznej niestabilności.

Moralny wymiar służby publicznej

Jeszcze bardziej interesujący jest aspekt moralny działalności tych ludzi. Wspólną cechą niemal wszystkich prezydentów Krakowa okresu międzywojennego było traktowanie funkcji publicznej jako służby, a nie jako narzędzia budowania kariery politycznej.

Federowicz zdobywał autorytet dzięki uczciwości, umiarkowaniu i zdolności do szukania kompromisu. Szacunek przeciwników politycznych był w jego przypadku konsekwencją osobistej wiarygodności.

Rolle wyróżniał się społecznym zaangażowaniem i empatią. Jeszcze przed objęciem urzędu angażował się w pomoc inwalidom wojennym oraz sierotom, co świadczyło o autentycznej wrażliwości społecznej. Jego działalność wskazuje na przekonanie, że rozwój miasta nie może być oddzielony od troski o najsłabszych mieszkańców.

Kaplicki reprezentował odmienny model przywództwa. Był wymagający, bezkompromisowy i zdyscyplinowany. Nie budował popularności poprzez ustępstwa, lecz poprzez skuteczność działania. W jego przypadku moralność publiczna przejawiała się przede wszystkim w odpowiedzialności za finanse miasta i gotowości do podejmowania trudnych decyzji służących interesowi wspólnemu.

Komisarze rządowi natomiast ucieleśniali etos urzędnika państwowego, dla którego najważniejszym punktem odniesienia pozostaje stabilność instytucji i wykonywanie obowiązków wobec państwa.

Dlaczego byli postrzegani jako elita?

Na tle wielu współczesnych debat politycznych szczególnie uderza fakt, że znaczna część międzywojennych włodarzy Krakowa posiadała wieloletnie doświadczenie zawodowe zdobyte poza polityką. Lekarz, inżynier, pedagog, przedsiębiorca czy urzędnik państwowy wchodzili do samorządu z konkretnym dorobkiem zawodowym. Dzięki temu urząd prezydenta miasta stanowił często zwieńczenie kariery publicznej, a nie jej początek.

Wysoki poziom edukacji, znajomość języków obcych, kontakty międzynarodowe oraz doświadczenia zdobyte na renomowanych uczelniach europejskich sprawiały, że byli oni częścią szeroko rozumianej inteligencji miejskiej. W ich działalności można dostrzec charakterystyczne dla epoki przekonanie, że sprawowanie funkcji publicznych wymaga nie tylko kompetencji, ale również osobistego autorytetu.

Współcześni kandydaci – inna epoka, inne kryteria

Porównywanie międzywojennych prezydentów Krakowa ze współczesnymi kandydatami wymaga ostrożności. Działają oni w całkowicie odmiennych realiach społecznych, gospodarczych i politycznych. Współczesna demokracja masowa premiuje inne kompetencje niż samorząd II Rzeczypospolitej. Znaczenie mają dziś komunikacja medialna, zarządzanie dużymi organizacjami, umiejętność budowania szerokich koalicji społecznych oraz funkcjonowanie w warunkach ciągłej kontroli opinii publicznej.

Można jednak zauważyć, że wyborcy nadal oczekują od kandydatów cech cenionych również sto lat temu: uczciwości, kompetencji, odpowiedzialności, zdolności do podejmowania trudnych decyzji oraz rzeczywistej troski o rozwój miasta. To właśnie te cechy, a nie przynależność partyjna czy popularność medialna, decydują o trwałej ocenie samorządowców przez historię.

Zakończenie

Prezydenci Krakowa okresu międzywojennego stanowili elitę intelektualną i administracyjną swojej epoki. Łączyli wysokie kwalifikacje zawodowe z silnym etosem służby publicznej. Różnili się temperamentem i stylem zarządzania, lecz wspólnym mianownikiem ich działalności było przekonanie, że urząd jest obowiązkiem wobec wspólnoty miejskiej.

Historia pokazuje, że trwały szacunek mieszkańców zdobywają nie ci politycy, którzy najlepiej prowadzą kampanie wyborcze, lecz ci, którzy pozostawiają po sobie sprawnie działające instytucje, rozwijające się miasto i poczucie odpowiedzialności za dobro wspólne.

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Dwie twarze pamięci historycznej. Żywiec, 1 maja i milczący rozdźwięk władzy

Trudno o bardziej wymowny symbol chaosu polskiej polityki historycznej niż wydarzenia, które w tym roku miały miejsce na Żywiecczyźnie. Z jednej strony oficjalne uczestnictwo samorządowców w pierwszomajowych obchodach pod tablicą utrwalającą narrację rodem z PRL, z drugiej – udział tych samych przedstawicieli władz w uroczystościach państwowego pochówku żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, zamordowanych przez komunistyczny aparat terroru.

Taki rozdźwięk trudno uznać za przypadek. To raczej przejaw charakterystycznej dla III RP polityki „historycznego kompromisu”, w której próbuje się jednocześnie oddawać hołd ofiarom komunizmu i pielęgnować symbole powstałe w czasach komunistycznej propagandy.

W Żywcu ten paradoks widać szczególnie wyraźnie. Burmistrz miasta nie widzi problemu w uczestnictwie w pierwszomajowym pochodzie kończącym się pod tablicą przy ul. Komorowskich, gdzie od lat powielana jest narracja o „sanacyjnej policji” mordującej robotników. Narracja ta została ukształtowana jeszcze w czasach PRL i wpisywała się w komunistyczną propagandę wymierzoną w II Rzeczpospolitą.

Kilka dni później ci sami przedstawiciele władz publicznych uczestniczą jednak w uroczystościach upamiętniających żołnierzy NSZ zgrupowania kpt. Henryka Flamego „Bartka” — ludzi zdradzonych i zamordowanych przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa. W Kamesznicy odbył się państwowy pochówek 58 odnalezionych szczątków żołnierzy podziemia niepodległościowego. Żołnierzy, których śmierć była konsekwencją działań dokładnie tego samego systemu politycznego, którego propagandowe kalki nadal obecne są w przestrzeni publicznej Żywca.

To właśnie tutaj pojawia się fundamentalne pytanie o wiarygodność współczesnej polityki pamięci. Nie można jednocześnie oddawać czci ofiarom komunistycznych zbrodni i bezrefleksyjnie uczestniczyć w uroczystościach pod tablicą, której treść została ukształtowana przez środowiska budujące ideologiczne uzasadnienie dla późniejszego terroru.

Szczególnie mocno wybrzmiewa w tym kontekście postać Adolfa Biela — uczestnika demonstracji z 1932 roku, a po wojnie szefa PUBP w Żywcu. Człowieka odpowiedzialnego za działania przeciwko polskiemu podziemiu niepodległościowemu. Historia zatoczyła tragiczne koło: środowiska przedstawiane przed wojną jako „ofiary sanacji” po 1945 roku współtworzyły aparat represji wobec żołnierzy walczących o niepodległą Polskę.

Dlatego mieszkańcy mają prawo oczekiwać od władz jasnego stanowiska. Nie chodzi o zakazywanie obchodów czy wymazywanie historii. Chodzi o elementarną uczciwość wobec faktów. Jeśli państwo polskie oddaje dziś honor żołnierzom NSZ, to równocześnie powinno mieć odwagę uporządkować miejsca pamięci, które nadal posługują się językiem i narracją komunistycznej propagandy.

Nie da się budować spójnej pamięci narodowej na dwóch sprzecznych fundamentach jednocześnie.

Zdjęcie: Żywiecinfo

Źródło: Słownik Biograficzny Żywiecczyzny

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Rotmistrz Witold Pilecki – bohater niezłomny. W Żywcu pamięć o nim trwa

13 maja 1901 roku urodził się Witold Pilecki – jeden z największych bohaterów polskiego podziemia i symbol niezłomnej walki o wolność. Jego życie stało się świadectwem odwagi, poświęcenia i bezgranicznej miłości do Ojczyzny. Dobrowolnie trafił do niemieckiego obozu koncentracyjnego KL Auschwitz, gdzie organizował ruch oporu i przekazywał światu informacje o zbrodniach III Rzeszy. Po wojnie został zamordowany przez komunistyczne władze Polski.

Patriotyczne początki

Pilecki pochodził z rodziny silnie związanej z tradycją patriotyczną i Kresami Wschodnimi. Urodził się w Ołońcu na terenie dzisiejszej Rosji, jednak dzieciństwo i młodość spędził w Wilnie. Już od najmłodszych lat angażował się w działalność harcerską i niepodległościową.

W czasie wojny polsko-bolszewickiej walczył w obronie odradzającej się Polski. Brał udział między innymi w walkach pod Grodnem oraz podczas Bitwa Warszawska. Po zakończeniu wojny prowadził gospodarstwo rolne i służył jako oficer rezerwy kawalerii w II Rzeczypospolitej.

Dobrowolnie poszedł do Auschwitz

Po wybuchu II wojny światowej Pilecki walczył w kampanii wrześniowej, a następnie zaangażował się w działalność konspiracyjną. W 1940 roku podjął decyzję, która do dziś uznawana jest za jeden z najbardziej heroicznych czynów w historii II wojny światowej – celowo dał się aresztować Niemcom, aby przedostać się do KL Auschwitz.

W obozie stworzył Związek Organizacji Wojskowych – tajną siatkę oporu działającą wśród więźniów. Organizował pomoc, podtrzymywał morale osadzonych i przekazywał na zewnątrz informacje o niemieckich zbrodniach. To właśnie dzięki niemu świat otrzymał jedne z pierwszych raportów opisujących skalę ludobójstwa dokonywanego w Auschwitz.

W 1943 roku po blisko trzech latach niewoli zdołał uciec z obozu i kontynuował walkę w strukturach polskiego podziemia.

Walka do końca

Po ucieczce z Auschwitz działał w Armii Krajowej. W czasie Powstania Warszawskiego walczył początkowo jako szeregowy żołnierz, a później dowodził jednym z oddziałów zgrupowania Chrobry II.

Po zakończeniu wojny, na rozkaz Władysława Andersa, wrócił do Polski, by prowadzić działalność wywiadowczą. Zbierał informacje o represjach wobec żołnierzy Armii Krajowej oraz działaniach komunistycznych władz narzuconych Polsce po wojnie.

Ofiara komunistycznego terroru

W 1947 roku został aresztowany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. Podczas brutalnego śledztwa był torturowany i oskarżony między innymi o działalność szpiegowską na rzecz polskiego rządu na emigracji.

15 marca 1948 roku sąd wojskowy wydał na niego wyrok śmierci. Ówczesny prezydent Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski. Rotmistrz Witold Pilecki został zamordowany 25 maja 1948 roku w więzieniu przy ulicy Rakowieckiej w Warszawie. Przez dziesięciolecia komunistyczne władze próbowały wymazać jego nazwisko z historii Polski.

Pamięć o bohaterze trwa również w Żywcu

Dziś Witold Pilecki jest symbolem niezłomności i bohaterstwa. Jego imię noszą szkoły, ulice i ronda w całej Polsce. Dzięki staraniom Klubu Gazety Polskiej w Żywcu również w Żywcu uhonorowano pamięć rotmistrza.

Rondo imienia Rotmistrza Witolda Pileckiego znajduje się na skrzyżowaniu Alei Jana Pawła II z ulicą Handlową w Żywcu. To miejsce przypomina mieszkańcom o człowieku, który do końca pozostał wierny wartościom: wolności, honorowi i niepodległej Polsce.

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Żywiecki Klub „Gazety Polskiej” ponownie domaga się odebrania medalu Andrzejowi Gduli

W dniu wczorajszym przewodniczący Żywieckiego Klubu „Gazety Polskiej” złożył do Urzędu Miasta Żywca oficjalny wniosek o odebranie Medalu za Zasługi dla Miasta Żywca Andrzejowi Gduli. Uzasadnieniem inicjatywy ma być pełnienie przez niego wysokich funkcji państwowych w okresie Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, w tym stanowiska wiceministra spraw wewnętrznych oraz zastępcy ministra gen. Czesława Kiszczaka.

Według autorów wniosku, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych PRL było jednym z głównych filarów komunistycznego aparatu władzy, odpowiedzialnym za utrzymywanie systemu represji, ograniczanie swobód obywatelskich oraz działania wymierzone przeciwko opozycji demokratycznej i środowiskom niepodległościowym. Zdaniem członków Klubu osoby zajmujące najwyższe stanowiska w strukturach państwowych PRL ponoszą moralną i polityczną odpowiedzialność za funkcjonowanie systemu, który przez dziesięciolecia pozbawiał Polaków podstawowych praw i wolności.

W treści wniosku podkreślono, że samo sprawowanie tak wysokich funkcji w komunistycznym aparacie państwowym stoi w sprzeczności z ideą honorowego wyróżniania osób zasłużonych dla lokalnej wspólnoty w wolnej i demokratycznej Polsce. Do dokumentu została dołączona lista podpisów mieszkańców oraz osób popierających inicjatywę.

Jak zaznaczają przedstawiciele Żywieckiego Klubu „Gazety Polskiej”, poparcie dla działań wyraziły również osoby zasłużone dla walki o niepodległość Polski. Wśród nich wymieniono śp. Ryszarda Kapuścińskiego — wieloletniego prezesa Klubów „Gazety Polskiej”, działaczkę Solidarności Walczącej Jadwigę Chmielowską, ściganą w latach 1982–1990 listem gończym przez władze PRL, a także historyka i publicystę Leszka Żebrowskiego.

Autorzy inicjatywy zwracają uwagę na symboliczny wymiar podjętych działań. Zaledwie kilka dni wcześniej, 7 maja, w Kamesznicy odbył się pochówek szczątków żołnierzy wyklętych zamordowanych przez aparat komunistyczny podporządkowany okupantowi sowieckiemu. W opinii członków Klubu wydarzenie to przypomina o tragicznych losach polskich patriotów represjonowanych przez struktury bezpieczeństwa PRL, w tym resort spraw wewnętrznych.

„Broniąc honoru pomordowanych żołnierzy, Żywiecki Klub Gazety Polskiej 11 maja powiedział stanowcze NIE!” — podkreślają inicjatorzy wniosku.

Obecnie oczekiwane jest stanowisko władz miasta oraz decyzja dotycząca dalszego procedowania sprawy.

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Państwowe uroczystości pogrzebowe Żołnierzy NSZ w Kamesznicy. Hołd dla ofiar operacji „Lawina”

7 maja 2026 roku Kamesznica stała się miejscem wyjątkowych i podniosłych uroczystości państwowych poświęconych pamięci 58 żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, zamordowanych w ramach komunistycznej operacji „Lawina”. Tego dnia odbył się uroczysty pogrzeb odnalezionych szczątków bohaterów podziemia niepodległościowego oraz otwarcie nowego Cmentarza Wojennego Żołnierzy NSZ przy ul. Beskidzkiej.

W wydarzeniu uczestniczył Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej Karol Nawrocki, przedstawiciele władz państwowych i samorządowych, Wojska Polskiego, organizacji patriotycznych, duchowieństwa, a także licznie zgromadzeni mieszkańcy regionu i rodziny poległych.

Uroczystości rozpoczęły się od wystawienia trumien ze szczątkami żołnierzy w Kaplicy Matki Bożej Szkaplerznej na Grapce. Atmosfera modlitwy, ciszy i zadumy towarzyszyła wszystkim uczestnikom ceremonii, którzy oddali hołd bohaterom walczącym o niepodległą Polskę.

Następnie odprawiona została uroczysta msza święta polowa, podczas której modlono się za poległych żołnierzy oraz za wszystkich, którzy w czasach komunistycznego terroru pozostali wierni idei wolnej Ojczyzny.

W dalszej części uroczystości odbyły się oficjalne wystąpienia. Głos zabrali przedstawiciele władz państwowych, wojska oraz środowisk patriotycznych. W swoich przemówieniach podkreślali oni bohaterstwo żołnierzy NSZ oraz znaczenie przywracania im należnego miejsca w historii Polski.

Kulminacyjnym momentem ceremonii był pochówek szczątków 58 żołnierzy na nowo utworzonym Cmentarzu Wojennym Żołnierzy NSZ przy ul. Beskidzkiej. Przy asyście wojskowej i dźwiękach salwy honorowej bohaterowie spoczęli w poświęconej ziemi, zyskując po latach godny pochówek i należną pamięć.

Warto podkreślić znaczący udział środowisk lokalnych i patriotycznych w organizacji oraz pielęgnowaniu pamięci o Żołnierzach Niezłomnych. Szczególnie aktywny od lat pozostaje Żywiecki Klub Gazety Polskiej, którego członkowie regularnie angażują się w inicjatywy patriotyczne, uroczystości rocznicowe oraz działania edukacyjne związane z historią podziemia niepodległościowego. Istotnym faktem jest również to, że Klub posiada swojego reprezentanta w starostwie, co sprzyja wspieraniu inicjatyw służących zachowaniu pamięci historycznej regionu.

Uroczystości w Kamesznicy były nie tylko aktem godnego pochówku bohaterów, ale także ważną lekcją historii i patriotyzmu. Pokazały, że pamięć o Żołnierzach Niezłomnych pozostaje żywa, a ich ofiara nadal stanowi fundament współczesnej tożsamości narodowej.

Wystąpienie Prezydenta Karola Nawrockiego


Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Pamięć, która zobowiązuje – o konieczności konsekwencji w życiu publicznym

Są momenty, w których nie chodzi już o bieżącą politykę, lecz o coś znacznie głębszego – o fundamenty wspólnoty. Takim fundamentem jest pamięć. Nie ta wybiórcza i wygodna, lecz uczciwa, wymagająca i zobowiązująca. Pamięć o ludziach, którzy w najtrudniejszych czasach podejmowali decyzje o najwyższej cenie.

Postacie takie jak Stanisław Sojczyński nie są jedynie elementem historii. Są punktem odniesienia. Symbolem odwagi, niezłomności i wierności zasadom w rzeczywistości, w której za te wartości płaciło się życiem. Ich los nie może być sprowadzany do jednego z wielu równorzędnych epizodów – bo nie był równorzędny.

Dlatego właśnie sposób, w jaki państwo i jego przedstawiciele operują symbolami – odznaczeniami, uroczystościami, obecnością w określonych wydarzeniach – ma znaczenie większe, niż mogłoby się wydawać. Order Odrodzenia Polski nie jest wyłącznie odznaczeniem administracyjnym. Jest znakiem uznania, ale też komunikatem: kogo i jakie postawy państwo stawia jako wzór.

Silna wspólnota nie może istnieć bez jasnej hierarchii wartości. A ta hierarchia wymaga konsekwencji. Jeżeli symbole najwyższego uznania są stosowane w sposób, który zaciera różnice między postawami fundamentalnie odmiennymi, wówczas przestają pełnić swoją funkcję. Zamiast budować – rozmywają. Zamiast jednoczyć – wprowadzają chaos znaczeń.

Nie chodzi tu o wykluczanie kogokolwiek z przestrzeni publicznej. Chodzi o proporcje, o świadomość znaczenia gestów, o odpowiedzialność za przekaz, jaki kierowany jest do społeczeństwa – szczególnie do młodego pokolenia. Bo to ono uczy się poprzez symbole, a nie tylko poprzez podręczniki.

Kryzys zaufania, który coraz częściej odczuwają obywatele, nie bierze się znikąd. Rodzi się tam, gdzie deklaracje rozmijają się z działaniami, gdzie wartości przestają być trwałym punktem odniesienia, a stają się narzędziem doraźnym. Tam, gdzie brakuje spójności – znika wiarygodność.

Dlatego dziś potrzebna jest nie kolejna reakcja, lecz konsekwentna postawa. Oparta na trzech filarach: prawdzie, pamięci i odpowiedzialności. Prawdzie – bo bez niej każda narracja staje się konstrukcją chwilową. Pamięci – bo to ona buduje tożsamość. Odpowiedzialności – bo każde słowo i każdy gest w przestrzeni publicznej ma swoje konsekwencje.

Silna narracja nie krzyczy. Silna narracja trwa. Jest rozpoznawalna, spójna i odporna na zmienne okoliczności. Opiera się na wartościach, które nie podlegają negocjacji, i na faktach, które nie wymagają reinterpretacji zależnej od chwili.

Jeżeli chcemy budować przyszłość, która ma sens – musimy wiedzieć, na czym stoimy. A stoimy na historii, która nie jest ani wygodna, ani prosta, ale jest nasza. I właśnie dlatego zobowiązuje.

Zdjęcie: IPN

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Related Sites