Categorized | Ogólnie

Wsteczny bieg demokracji? Czego dzisiejsza klasa polityczna boi się w standardach II Rzeczypospolitej

Wsteczny bieg demokracji? Czego dzisiejsza klasa polityczna boi się w standardach II Rzeczypospolitej

Współczesna debata publiczna w Polsce przypomina coraz częściej widowisko niskich lotów, w którym merytoryczne argumenty zostały zastąpione przez inwektywy, a troska o interes narodowy – przez partyjniacki cynizm. Obserwując salę plenarną Sejmu, język oficjalnych wystąpień oraz poziom kultury osobistej wielu dzisiejszych dygnitarzy, trudno oprzeć się wrażeniu głębokiego kryzysu instytucji państwowych. Wielu zadaje sobie pytanie: czy polskie życie polityczne zawsze tak wyglądało?

Aby zrozumieć źródła obecnego paraliżu instytucjonalnego i moralnego, warto cofnąć się do lat trzydziestych ubiegłego wieku – okresu, w którym fundamenty prawne i etyczne państwa budowano w oparciu o zupełnie inne hierarchie wartości. Analiza ówczesnych debat, Konstytucji kwietniowej z 1935 roku oraz Kodeksu karnego z 1932 roku (tzw. Kodeksu Makarewicza) rzuca jaskrawe światło na to, dlaczego współczesny establishment tak kategorycznie odrzuca tamte standardy, zasłaniając się frazesami o „państwie demokratycznym” i „rządach prawa”.

Odpowiedzialność przed Bogiem i Historią: Konstytucja z 23 kwietnia 1935 roku

Dzisiejszy model ustrojowy rozmywa odpowiedzialność rządzących w gąszczu procedur, koalicyjnych targów i immunitetów. Tymczasem Konstytucja kwietniowa stawiała sprawę jasno i bezkompromisowo. Artykuł 2 ust. 1 ustawy zasadniczej z 1935 roku stanowił:

„Na czele Państwa stoi Prezydent Rzeczypospolitej. Na Nim spoczywa odpowiedzialność wobec Boga i historii za losy Państwa”.

Z kolei Artykuł 3 ust. 1 precyzował, że do zakresu władzy Prezydenta należy m.in. możliwość decydowania o wojnie i pokoju, mianowanie premiera i ministrów oraz zwoływanie i rozwiązywanie Sejmu i Senatu. Co najistotniejsze z perspektywy etyki państwowej, w myśl Art. 4, Prezydent skupiał w swojej osobie jednolitą i niepodzielną władzę państwową, a wszystkie pozostałe organy – w tym rząd i parlament – były podległe Jego osobie jako odpowiedzialne za wypełnianie zadań na rzecz wspólnoty.

Taki układ ustrojowy eliminował zjawisko, które dręczy współczesną Polskę: sytuację, w której politycy uciekają od odpowiedzialności za błędy, zwalając winę na koalicjantów, opozycję czy zewnętrzne trybunały. W II RP władza była synonimem osobistego zobowiązania moralnego i cywilnego.

Ochrona Majestatu Państwa: Kodeks karny z 1932 roku

Współczesny język debaty politycznej, pełen agresji, pomówień i jawnej pogardy dla symboli narodowych, w latach 30. spotkał się z natychmiastową i surową reakcją wymiaru sprawiedliwości. Kodeks karny z 1932 roku, stworzony pod przewodnictwem prof. Juliusza Makarewicza, wprowadzał precyzyjne mechanizmy ochrony autorytetu państwa.

Zgodnie z Artykułem 127 ówczesnego kodeksu:

„Kto publicznie lży, znieważa lub wyszydza Naród Polski lub Państwo Polskie, podlega karze więzienia do lat 5 lub aresztu”.

Z kolei Artykuł 130 chronił urzędy państwowe i wojsko przed systematycznym podważaniem ich legitymacji i godności w przestrzeni publicznej. Wprowadzenie tak jednoznacznych przepisów sprawiało, że debata – choć często ostra i pełna głębokich podziałów ideologicznych – musiała zachowywać ramy szacunku dla instytucji Rzeczypospolitej. Dzisiejsi politycy, chronieni immunitetami, traktują wolność słowa jako licencję na anarchizację życia społecznego, czego system prawny II RP po prostu by nie tolerował.

Kultura debaty lat trzydziestych: Między starciem idei a odpowiedzialnością

Analizując sprawozdania stenograficzne z posiedzeń Sejmu RP okresu międzywojennego, dostrzec można uderzający kontrast w porównaniu z dzisiejszymi standardami. Oczywiście, lata 30. były czasem głębokiego kryzysu parlamentaryzmu i silnych napięć politycznych po przewrocie majowym. Spory między sanacją a Centrolewem czy Narodową Demokracją były bezwzględne.

Jednakże fragmenty ówczesnych wystąpień parlamentarnych – m.in. przemówienia premiera Janusza Jędrzejewicza czy posłów opozycji – pokazują, że polemika toczyła się na zupełnie innym poziomie intelektualnym. Używano bogatego, literackiego języka polskiego, a argumentacja opierała się na głębokiej znajomości historii, prawa i ekonomii. Nawet w momentach najostrzejszego sporu, parlamentarzyści rzadko przekraczali granice osobistej kultury, a nadrzędnym punktem odniesienia dla wszystkich stron pozostawała suwerenność i bezpieczeństwo świeżo odzyskanego państwa.

Demokracja procedur kontra Państwo Liczących się Wartości

Dzisiejsza klasa polityczna, odrzucając dziedzictwo ustrojowe II RP, chętnie zasłania się frazesami o „standardach demokratycznych” i „państwie prawa”. Warto jednak zadać fundamentalne pytanie: czy państwo, w którym procedury służą do paraliżowania reform, a prawo staje się narzędziem w rękach partyjnych klanów, rzeczywiście jest lepsze od państwa, które na pierwszym miejscu stawiało sprawność działania, autorytet władzy i ochronę interesu narodowego?

II Rzeczpospolita zmagała się z gigantycznymi problemami geopolitycznymi i gospodarczymi, jednak potrafiła zbudować m.in. Gdynię, Centralny Okręg Przemysłowy oraz wychować pokolenie, które w obliczu kataklizmu 1939 roku zdało egzamin z patriotyzmu. Dokonano tego dzięki elitom, które czuły odpowiedzialność przed historią.

W obliczu zbliżających się wyborów parlamentarnych, każdy wyborca stoi przed istotnym dylematem. Czy bezkrytycznie godzić się na obecny stan rzeczy, w którym polityków nie obowiązują żadne wymagania kulturowe i moralne? Czy też zacząć wymagać od kandydatów przywrócenia standardów, w których państwo i jego instytucje traktowane są z należytą powagą, a nie jako łup wojenny w cyklicznym starciu wyborczym. Wybór i ocena, w którym z tych systemów Polacy mogliby czuć się bezpieczniej i godniej, należy do każdego z nas.

Zdjęcie: Dzieje.pl

This post was written by:

- who has written 1054 posts on Żywiec w sieci.


Contact the author

Napisz komentarz

*

code

Related Sites