W dniach 23-25 września w stajni Romico w Żywcu odbyły się XXXV Mistrzostwa Polski Południowej w skokach przez przeszkody.
Posted on 26 września 2016.
W dniach 23-25 września w stajni Romico w Żywcu odbyły się XXXV Mistrzostwa Polski Południowej w skokach przez przeszkody.
Napisano wZ miasta ŻywcaKomentarzy (0)
Posted on 24 września 2016.
Kwiecień jest porą dla głuszcowych toków. Dla niektórych myśliwych jest to czas aby zapolować na głuszca. Kto nie może pozwolić sobie na wyjazd do Rosji, pozostają mu łowiska Białorusi. Na Białorusi nie ma wielkiego wyboru – poluje się w obwodach armii albo KGB – pisze jeden z myśliwych. Stojąc przed drewnianym myśliwskim, zbudowanym na skraju letniska, nad brzegiem jeziora. W tym miejscu było ono wąskie, po drugiej stronie była widoczna biała ściana brzozowego lasku. Rano pod zamarzniętą taflą niosło się bulgotanie cietrzewi. Półtora kilometra dalej rozpoczynał się wysoki sosnowy bór. Tam już od dwóch tygodni grały głuszce, które od połowy kwietnia na Białorusi osiągają apogeum. Stanisław Hoppe w swojej książce pisze, że tokowiska bywają nieraz trudno dostępne i dotrzeć do nich można jedynie po kładkach położonych na bagnach. Suche tokowiska, gdzie koguty są łatwe, należą do rzadkości.
Białoruś leży w zachodniej części Niziny Wschodnioeuropejskiej. Na południu ok. 20% powierzchni kraju zajmują rozległe tereny bagienne i torfowiska, czyli Polesie. Rejon stoliński ma powierzchnię 3342,06 km². Lasy zajmują powierzchnię 1278,99 km², bagna 670,85 km², obiekty wodne 71,02 km².
W 2013 roku do Stolina przybyła pięcioosobowa delegacja z Powiatu Żywieckiego, która władzom białoruskim przekazała zestaw wędlin od jednego z żywieckich zakładów mięsnych. Tą sprawą zajął się były radny powiatu Franciszek Dybek, który zadawał pytania m.in. kto zasponsorował zestaw Białorusinom? Na to pytanie odpowiedział zainteresowanemu były starosta Andrzej Zieliński mówiąc, że właściciel zakładu mięsnego przekazał za naszym pośrednictwem prezent dla władz Stolina. To są jego przyjaciele, a prezent był bezpłatny.
Tego samego roku w Jachrance na seminarium poświęconemu pytaniu, co robić by łowiectwo miało w Polsce tzw. lepszą prasę, dziennikarze próbowali wędlin Wojciecha Dobiji z Żywca i podkreślali, że dzięki dziczyźnie można przekonać do łowiectwa tych, którzy nie są nam życzliwi. Wojciech Dobija jest myśliwym od 1978r. Polował i poluje w wielu miejscach w Polsce w Czechach, na Słowacji, w Skandynawi, na Łotwie, na Białorusi w Austrii, w Afryce. Przedsiębiorca jest wieloletnim przewodniczącym koła łowieckiego „Klimczok” w Buczkowicach. (W grudniu 1977 r. został delegowany do pracy w Wydziale Rolnym Komitetu Gminnego PZPR w Bielsku – Białej, a następnie wybrany został I sekretarzem Komitetu Gminnego PZPR i przewodniczącym Gminnej Rady Narodowej w Goleszowie.)
Polski Związek Łowiecki to stowarzyszenie ponad 2,5 tysiąca kół łowieckich. Liczy ponad 100 tys. członków. Najwięcej (25 proc.) jest emerytów i rencistów, 14 proc. to właściciele firm. To hermetyczne środowisko, o ogromnych finansach i wpływach. Ze skupu dziczyzny i organizowania polowań dla cudzoziemców koła uzyskiwały w przeszłości ponad 84 mln zł. Składki członkowskie to kolejne 20 mln zł. Związek ma swój sąd, od decyzji którego można się odwołać do sądu powszechnego, ale tylko w przypadku wykluczenia z organizacji. Ma rzecznika dyscyplinarnego, system odznaczeń i kontroli. Tylko członkowie związku mogą legalnie polować w Lasach Państwowych należących do Skarbu Państwa. To właśnie związek administruje ośrodkami hodowli zwierzyny przy nadleśnictwach, które organizują polowania i na tym zarabiają.
Nie każdy może zostać członkiem. Decyduje o tym zarząd związku – mówi jeden z myśliwych zrzeszony w PZŁ. Szefem Naczelnej Rady Łowieckiej PZŁ jest Andrzej Gdula, były wiceszef MSW w PRL, ściągnięty do resortu przez generała Czesława Kiszczaka. Prezes zarządu PZŁ dr Lech Bloch był zarejestrowany jako wieloletni tajny współpracownik Służby Bezpieczeństwa „Kazimierz”. Na łamach Łowca Polskiego 3/2013 Lech Bloch stwierdził następująco: „Dobrze byłoby gdybyśmy mieli w kraju co najmniej dwieście tysięcy myśliwych” W tym samym artykule Andrzej Gdula stwierdza – trzeba starać się, by do PZŁ trafiali najbardziej wartościowi ludzie z pozycją we własnym środowisku. Trzeba także – dodawano – ośmielić celebrytów, którzy już są myśliwymi, a starają się nie ogłaszać tego publicznie w obawie przed reakcją otoczenia. Uciekanie w tezy, że poluje się już tylko z aparatem fotograficznym – mówili dziennikarze – to droga do nikąd.”
W Nad Sołą i Koszarawą wywiadu udzielił redaktor naczelny Łowca Polskiego Paweł Gdula, który mówił o skomplikowanym mechanizmie jakim jest środowisko naturalne, które niszczy człowiek niekiedy nieświadomie, ale częściej całkowicie z premedytacją. Że nie ma już odpornych na suszę i szkodniki lasów bukowo-jodłowo-świerkowych obwinia politykę, która przez wiele dziesięcioleci przed drugą wojną światową była nastawiona tylko na zysk. Stąd obecnie widać gołe szczyty w całych Beskidach. Zmiany w przyrodzie spowodowały, że bezpowrotnie zniknęły różne gatunki roślin i zwierząt. Jednym z nich jest głuszec. Redaktor zwrócił uwagę na niekontrolowaną ostatnio penetrację gór zarówno przez turystów, jak i zbieraczy runa leśnego, którzy zbierają – np. jagody na skalę przemysłową grzebieniami niszczą bezpowrotnie całe połacie borowiny, będącej domem i pożywieniem dla wielu zwierząt, między innymi głuszców.
Inicjatorem powstania Fundacji Ochrony Głuszca był myśliwy, prezes jednej z największych firm informatycznych w Polsce WASKO Wojciech Wajda. Jak sam powiada, że „pomysł założenia Fundacji Ochrony Głuszca jest naturalną konsekwencją tego, o czym mówiłem, czyli wrażliwości na przyrodę i jej potrzeby. I rozmów, jakie z moimi kolegami myśliwymi, przede wszystkim Andrzejem Gdulą, ale także wieloma innymi przyjaciółmi po strzelbie wiedliśmy przy okazji polowania i po polowaniach.”
Dalej mówi: bycie myśliwym jest dla mnie przede wszystkim metodą na życie i przyjemnością z obcowaniem z naturą, a także – to muszę dodać- kolegami myśliwymi. Innymi słowy – do łowiectwa przyprowadziła mnie i w nim trzyma nie tyle mistyka strzału, co mistyka przyrody i ludzkiej, męskiej przyjaźni.
FOG istnieje od 2008 roku w skład której prezesem jest Daniel Więzik, wiceprezesem jest Władysław Mizia. Członkami Rady Fundacji są: Wojciech Wajda – przewodniczący, Andrzej Gdula – wiceprzewodniczący, Paweł Gdula – członek Rady, Mirosław Głowacki – członek Rady, Zdzisław Zyzak – członek Rady.
W Europie najwięcej głuszców jest w Skandynawii i Rosji.
Na początku 2008 roku doszło do współpracy FOG z Leningradzkim Związkiem Myśliwych. Zaowocowało to już m.in. nakręceniem filmu o tokach cietrzewi na północy Rosji. 8 sierpnia w siedzibie Konsulatu Rzeczpospolitej w Sankt Petersburgu doszło do podpisania oficjalnej umowy o współdziałaniu.
Podpisany przez Giennadija Szaciłło przewodniczącego petersburskiej organizacji oraz Daniela Więzika prezesa FOG dokument przewidywał m.in. wsparcie działań Fundacji poprzez pomoc naukowców z Rosji zajmujących się populacjami głuszca i cietrzewia, wymianę doświadczeń w dziedzinie fermowej hodowli głuszców, a także – jeśli realizowany będzie eksperyment wsiedlenia głuszców w nowe rejony w Polsce. Rosjanie zadeklarowali pełną współpracę także przy ewentualnych programach FOG realizowanych w ramach Unii Europejskiej.
W Warszawie Fundację Ochrony Głuszca odwiedzili przewodniczący petersburskiej organizacji Gennadij Szaciłło i jego zastępca Siergiej Zajkow.
Rosyjscy myśliwi zostali przyjęci przez władze Polskiego Związku Łowieckiego: prezesa Naczelnej Rady Łowieckiej Andrzeja Gdulę oraz przewodniczącego ZG PZŁ dr. Lecha Blocha. Obie strony wymieniły informacje na temat organizacji myślistwa w obu krajach. Goście z Sankt Petersburga mocno podkreślali, że Rosja powinna naśladować polski model łowiectwa – razem z zasadą jednej organizacji zrzeszającej myśliwych i funkcjonowaniem osobnej ustawy prawo łowieckie.
Tradycja powstania
Leningradzkiego Związku Myśliwych i sięga 1917 roku. Liczy ponad 30 tysięcy członków, w absolutnej większości myśliwych. W ramach Federacji Rosyjskiej działa on jako regionalna organizacja myśliwych, zrzeszona w tzw. Rosyjskiej Konfederacji Związków Myśliwych i Wędkarzy. Równolegle działa w tzw. rejonie leningradzkim jeszcze 60 małych struktur zrzeszających myśliwych, np. związki wojskowych, pracowników administracji regionalnej czy służb specjalnych.
Związek podzielony jest na trzy okręgi w obrębie miasta Sankt Petersburg i 11 okręgów w tzw. rejonie leningradzkim.
Głuszce w Polsce są pod ochroną. W Rosji wolno do nich strzelać.
Poza Skandynawią tylko Rosja może pochwalić się wysokimi stanami populacji, idącymi w dziesiątki tysięcy.
Komorowski uczył tam Palikota polowania. Gdy lubelski poseł PO poznał już tajniki sztuki myśliwskiej, wspólnie wyruszyli na łowy do Rosji. Palikot wspomina to tak: „Z tych wszystkich wydarzeń najbardziej niezwykły był nasz wspólny pobyt w Rosji i polowanie na głuszca. To było dobre 300 km od Moskwy, w marcu 1997 lub 1998. (…) To było moje pierwsze polowanie. Nie jestem urodzonym myśliwym i bardziej ciągnęło mnie do przygody i towarzystwa niż do strzelania. Wśród prawdziwych myśliwych doświadczyłem swoistego rodzaju więzi i kultury, które mają niezwykle wiele uroku. Składają się na to różne obyczaje, pieśni i… nalewki, a nawet dobra tradycyjna kiełbasa. Dawne KGB podesłało nam na wieczór jakiegoś niby sąsiada, który raczył nas wódką i próbował wyciągać na debaty polityczne. (…) I tak sobie we trójkę gaworzyliśmy, budując przyjaźń polsko postradziecką. I popijając jakimś bimbrem z soku z sosny”.
źródła: Łowiec Polski, Fundacja Ochrony Głuszca, Życiorysy na Żywiecczyźnie pisane
Napisano wOgólnieKomentarzy (1)
Posted on 19 września 2016.
15 września b.r., w siedzibie Regionalnego Ośrodka Debaty Międzynarodowej w Katowicach odbyło się spotkanie młodzieży ponadgimnazjalnej z wieloletnim prezesem Kongresu Polaków w Republice Czeskiej dr Józefem Szymeczkiem. Zgromadzeni mogli zaznajomić się z burzliwą historią Księstwa Cieszyńskiego, plastycznie ukazaną przez dr Miłosza Skrzypka, pracownika RODM i Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Wstęp ten wprowadził słuchaczy do zasadniczej części spotkania. Józef Szymeczek barwnie przedstawił dzień dzisiejszy Polaków na Zaolziu. Prawdą jest, że trudna przeszłość tej części Śląska w niemałym stopniu zaważyła na ich położeniu. Z populacji Polaków, która przed wojną liczyła co najmniej 150 tys. osób (przygniatającą większość na Zaolziu), dziś po czeskiej stronie Śląska Cieszyńskiego pozostało około 30 tys., mniej lub bardziej związanych z Macierzą, po części ulegającej czechizacji. Józef Szymeczek podkreślił rolę utrzymywania związków z Rzeczpospolitą. Dla nas Polaków jest moralnym obowiązkiem utrzymywanie więzi transgranicznych. Polscy Zaolziacy potrzebują kontaktów ze swymi rodakami z Macierzy – stwierdził Szymeczek, wyrażając gotowość wspomożenia organizacji cyklicznych spotkań na poziomie młodzieży z obu stron podzielonego granicą Śląska Cieszyńskiego. Jednocześnie otrzymał czytelne zapewnienie, że jego inicjatywy nie spotka głuchy odzew. Katowicki Ośrodek Debaty Międzynarodowej „kierunek czeski” określa jako strategiczny, a pielęgnację więzi z Rodakami z Zaolzia uznaje za swój priorytet. W imieniu RODM współpracę taką zadeklarował Krzysztof Tracki, zapowiadając dalsza animację narodowej współpracy o charakterze transgranicznym. Niebawem już zatem należy się spodziewać kolejnych inicjatyw w tym duchu.
Za publikacje tekstu Regionalnego Ośrodka Debaty Międzynarodowej w Katowicach MSZ nie odpowiada.
Napisano wOgólnieKomentarzy (0)
Posted on 19 września 2016.
Debata na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach
14 września b.r. na Uniwersytecie Ekonomicznym w Katowicach odbyła się debata pt. „Rozwój polskich miast na tle doświadczeń Europy Środkowo-Wschodniej”. Wśród zaproszonych gości znaleźli się wybitni znawcy tematu: Prof. dr hab. Florian Kuźnik (Uniwersytet Ekonomiczny), dr Marcin Baron (UE), dr Tomasz Papaj (UE), dr Adam Gołuch (Górnośląska Wyższa Szkoła Handlowa) oraz dr Józef Szymeczek, wieloletni przewodniczący Kongresu Polaków w Republice Czeskiej, reprezentujący Uniwersytet w Opawie i Instytut Studiów Tożsamości Europejskiej w Ostrawie. W debacie udział wzięli samorządowcy z całego województwa śląśkiego. Powiat Żywiecki reprezentował Radny Powiatu w Żywcu, Adrian Midor (na zdjęciu), który po zakończeniu wystąpień prelegentów zwracał uwagę na relacje transgraniczne z sąsiadami Polski, szczególnie w kontekście wyzwań dotyczących perspektywy rozbudowy infrastruktury drogowej w regionie przygranicznym oraz potrzeb współpracy na gruncie edukacji i nauki pomiędzy Polską, Czechami i Słowacją.
Debata, prowadzona przez red. Jacka Filusa (Radio Katowice) w zasadzie została zdominowana przez kwestie wyzwań, stojących przed miastami w perspektywie braku środków unijnych po roku 2022. Józef Szymeczek zaznaczył z mocą, że jest to problem wspólny dla wszystkich miast w państwach „nowej Unii”. Konieczna zatem staje się w tym względzie współpraca o charakterze transgranicznym. Dyskutanci podjęli jednocześnie problem celowości dotacji unijnych, wskazując, że często są one przeznaczane na inicjatywy, w niewielkim stopniu wychodzące naprzeciw rzeczywistym potrzebom gminy. Wiele z nich – jak zaznaczył Prof. Kuźnik – staje się wręcz obciążeniem dla samorządu, czego dowodem jest nierzadko problem z dalszym ich utrzymywaniem (np. kolejnych aqua-parków). Cenne uwagi wyraził dr Papaj, wskazując na skłonność do przeceniania rangi dotacji ze środków unijnych. Nie w pełni prawdziwe są informacje, zamieszczane na tablicach z danymi o procentowym udziale dofinansowania z Unii w realizacji konkretnych inwestycji. Wskazane by było uwzględniać w tych danych także ilość kwot, wpłacanych przez Polskę do budżetu Unii – podkreślił dr Papaj. Należy pamiętać, że w środki unijne pochodzą z budżetu państw członkowskich (a zatem także z Polski, Czech, etc.).
Spostrzeżenia te poparli w pełni także pozostali dyskutanci. Adam Gołuch uzewnętrznił przy tym problem patologii, mających miejsce przy korzystaniu ze środków zewnętrznych, jak również w realizacji zadań w ramach tzw. partnerstwa publiczno-prywatnego (gdzie zdarza się, że „wkład jest publiczny, a zysk prywatny”). Dr Baron dodał, że z tego powodu jest również „trzecie P” tzn. prokuratura. W ocenie wszystkich uczestników debaty, w dającej się przewidzieć perspektywie przyszłość miast nie rysuje się tak bardzo pesymistycznie, choć istnieje paląca potrzeba przygotowania planów rozwoju miast z uwzględnieniem braku dotacji UE. Fundamentalnym warunkiem sukcesu pozostaje społeczeństwo obywatelskie. Tymczasem wciąż aktywność oddolna jest daleka od zadowalających.
Organizatorem wydarzenia był Regionalny Ośrodek Debaty Międzynarodowej w Katowicach, który w ramach swojej aktywności upowszechnia w społeczeństwie wiedzę dotyczącą bieżących priorytetów polskiej polityki zagranicznej.
Za publikacje tekstu Regionalnego Ośrodka Debaty Międzynarodowej w Katowicach MSZ nie odpowiada.
Napisano wOgólnieKomentarzy (0)
Posted on 19 września 2016.
Napisano wOgólnieKomentarzy (0)
Posted on 15 września 2016.
W minioną środę w Regionalnym Ośrodku DN „WOM” w Katowicach miała miejsce konferencja pn. „Edukacja regionalna w systemie szkolnym”. Jak wiadomo od kilku lat w stolicy województwa śląskiego działa zespół, zajmujący się tymi sprawami. W kwietniu 2016 roku Starostwo Powiatowe w Żywcu, po poświęconym tematowi edukacji regionalnej posiedzeniu Komisji Edukacji pod przewodnictwem radnego Adriana Midora, postanowiło wystosować list do Zarządu Województwa Urzędu Marszałkowskiego w Katowicach z wątpliwościami i zastrzeżeniami dotyczącymi powyższej kwestii. W liście zaznaczono, iż do tej pory nikt nie konsultował się z tutejszym urzędem w tej sprawie oraz, że na Żywiecczyznę dociera coraz więcej sygnałów o pomijaniu przez Urząd w Katowicach żywieckiej krainy geograficznej w programie do edukacji regionalnej.
W związku z podjętą interwencją przez Starostwo Powiatowe, w sierpniu 2016 roku zostało wystosowane zaproszenie do Starostwa Żywieckiego dotyczące udziału jego przedstawicieli w Konferencji poświęconej edukacji regionalnej, zaplanowanej na 14 września w Katowicach. Do Katowic wybrała się delegacja z powiatu żywieckiego, w której wzięli udział dyrektor Wydziału Oświaty i Wychowania Andrzej Widzyk, przedstawiciel Związku Podhalan Oddział Górali Żywieckich Władysław Motyka, Radny Powiatu Żywieckiego Adrian Midor oraz Prezes Stowarzyszenia „Beskidzki Dom” Andrzej Nycz, który mieszka w Bielsku-Białej, natomiast przedmiotem jego zainteresowania jest dbałość o pamięć o całym regionie zachodniej małopolski.
Powiat żywiecki najbardziej zainteresowany był punktem konferencji dotyczącym „programu edukacji regionalnej dla wszystkich etapów kształcenia i koncepcją podręcznika”. Niestety, referująca ten temat, dr Łucja Staniczek (Prezes Bractwa Oświatowego Związku Górnośląskiego) nie przedstawiła stricte programu edukacji regionalnej, a odnosiła się jedynie ogólnikowo do zadawanych pytań. Warto również zwrócić uwagę, iż dr Krystian Węgrzynek w części poświęconej „Podyplomowym Studiom o Regionie” mówił o ofercie studiów dla nauczycieli z całego województwa śląskiego, akcentując, iż program studiów zawiera przekrój wszystkich regionów województwa. Żywiecczyzny jednak tam nie było. Władysław Motyka z powiatu żywieckiego podczas pytań do prelegentów mocno zaakcentował zróżnicowanie regionalne w naszym województwie pod względem tradycji i kultury. Zaznaczył, iż patriotyzm musi być nieodłącznym elementem w edukacji regionalnej. W tym kontekście zastanawiająca dla wielu uczestników była promocja podczas konferencji „Jaskółki”, górnośląskiego miesięcznika, wydawanego przez Ruch Autonomii Śląska oraz promocja „Górnoślązaka”, gazety Związku Górnośląskiego. Zastanawiające były pojawiające się różne głosy płynące z sali, m.in. głos o tym, że w Katowicach należy pielęgnować język niemiecki (!)
Jak ogłosili 14 września w Katowicach organizatorzy i promotorzy konferencji, min. Grzegorz Franki (Prezes Związku Górnośląskiego) to okazuje się, że nic nie jest jeszcze przesądzone, a dyskusja na temat programu edukacji regionalnej oraz koncepcji podręcznika będzie jeszcze trwała. Radny Powiatu Żywieckiego Adrian Midor stwierdził, że tej sprawy należy przypilnować – „Wykonaliśmy już drugi krok. Podczas konferencji głos z Ziemi Żywieckiej mocno zabrzmiał. Będziemy na bieżąco monitorować tę sprawę i podejmować odpowiednie działania. Zdaję sobie sprawę, że lobby związane z próbą narzucenie dla województwa, paradoksalnie przez województwo, jednolitego programu edukacji regionalnej może być olbrzymie. Nie wyobrażam sobie jednak, żeby Żywiecczyzna miała zostać pominięta w podręcznikach albo, żeby próbowano zmieniać i niwelować naszą tradycję. Pamiętajmy, że jesteśmy góralami, a jeżeli chodzi o przynależność regionalną to Żywiecczyzna jest częścią zachodniej małopolski. To, że dzisiaj administracyjnie wchodzimy w skład województwa śląskiego jest efektem reformy administracyjnej przeprowadzonej przez rząd Jerzego Buzka, która obowiązuje od 1999 roku”.
Napisano wNaszym zdaniemKomentarzy (0)
Posted on 13 września 2016.
Napisano wNaszym zdaniem2 komentarze
Posted on 11 września 2016.
Profil Jan Picheta udostępnił na jednym z portali społecznościowych grafikę przedstawiającą przeróbkę znanego veraiconu El Greco „Święta Weronika trzymająca chustę” ze zdjęciem Jarosława Kaczyńskiego na miejscu twarzy Chrystusa.
Strona internetowa SokzBuraka.pl znana jest z wulgarnych ataków na polityków PiS i przedstawicieli szeroko rozumianej prawicy. Obrażając przeciwników posuwa się nawet do profanacji wizerunków świętych, obiektów sakralnych, przedmiotów kultu religijnego. Veraicon jest rodzajem acheiropity. Nazwa pochodzi z połączenia greckich słów: a – nie, cheir – ręka, poietos – uczyniony. Przedstawia oblicze Chrystusa, którego twarz, według tradycji, odbiła się na chuście św. Weroniki, gdy ocierała ją z potu w drodze na Golgotę. Acheiropoietos w wariancie zachodnim, jako veraicon, rozpowszechnił się w XV w. Sztuka zachodnia częściej przedstawia Chrystusa jako cierpiącego, a więc i Chrystus na obrazach typu acheiropoietos często ma zamknięte oczy, cierniową koronę oraz męczeński wyraz twarzy. Wizerunek Chrystusa na chuście El Greco umieścił na ołtarzu kościoła bernardynów Santo Domingo de Silos w Toledo, w zwieńczeniu nad postaciami dwóch świętych: Świętego Benedykta i Świętego Bernarda z 1579 roku.
Przypomnijmy, że Jan Picheta jest redaktorem naczelnym Kalendarza Beskidzkiego, którego redakcja została uhonorowana nagrodą im. Aleksandra Milskiego przez Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich. Nagrodę, z rąk prezesa Zarządu SDP Krzysztofa Skowrońskiego i Agnieszki Romaszewskiej-Guzy, odebrał w Warszawie wraz z wydawcą czasopisma, prezesem Zarządu Towarzystwa Przyjaciół Bielska-Białej i Podbeskidzia, Grażyną Staniszewską – aktywistką KOD i byłym tajnym współpracownikiem bezpieki, zarejestrowaną jako TW Kowalska.
W uzasadnieniu prezes Krzysztof Skowroński napisał, że bielski rocznik otrzymał laur „za odwagę robienia rzeczy solidnych w czasie pośpiesznej bylejakości i za kompetencję w podejściu do poruszanych tematów, wreszcie – last not least – chwalebną staroświeckość rozumianą jako dziennikarską służbę publiczną, która każe koncentrować się na temacie, bohaterze, formie, a nie na autorze tekstu”.
Propagowanie politycznej agresji, która nie cofa się przed profanacją dzieła sztuki o wymiarze sakralnym w celu prymitywnego i doraźnego wyszydzania przeciwnika, z pewnością nie jest cechą dziennikarskiej solidności, lecz jej dokładnym zaprzeczeniem. Zwracamy się więc do władz SDP z apelem o wyjaśnienie sprawy oraz wyciągnięcie właściwych wniosków w przypadku, gdyby feralne konto istotnie należało do członka i laureata Stowarzyszenia.
Napisano wOgólnie3 komentarze
Posted on 10 września 2016.
Nie da się zapomnieć uroczystości pogrzebowych „Inki” i „Zagończyka”. Bodajże najlepsze przemówienie prezydenta Andrzeja Dudy, wspaniała homilia metropolity gdańskiego arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia. Propozycja ministra obrony Antoniego Macierewicza, by ten kondukt, który zaczął się w Gdańsku, ogarnął całą Polskę, będzie miała duchowe i być może życiowe konsekwencje dla wielu Polaków. Wreszcie zapadające w pamięć kilka ciepłych słów premier Beaty Szydło. Byli tam żołnierze, kluby „Gazety Polskiej”, grupy rekonstrukcyjne, kibice, biskupi i księża, wszyscy razem. Razem modliliśmy się, razem szliśmy w wielkim pochodzie i razem płakaliśmy. Gdańsk przeżywał chwile swojej wielkości, wielkości, jakiej nie doświadczył od lat. Nie ma w tym żadnej przesady, bo to była dobra uroczystość, dobra dla każdego człowieka, który ma odrobinę wrażliwości.
„Inka”, młoda dziewczyna, niemal dziecko, torturowana i zabita tylko dlatego, że kochała Polskę, doczekała się wreszcie godnego pogrzebu. Wraz z nią pochowano dzielnego, walecznego żołnierza – „Zagończyka”.
To święto próbowała zakłócić grupa degeneratów, która postanowiła promować się, przeszkadzając w pogrzebie. Gdyby przyszli na polityczne spotkanie PiS-u, rządu czy choćby prezydenta, można by uznać, że mieści się to w ramach politycznej walki. Gdyby przyszli na pogrzeb stalinowskich oprawców, których nigdy nie ukarano, czy innych zbrodniarzy komunistycznych, byłby to moralny protest przeciwko bezkarności i hołubieniu przez państwo zdrajców. Ale czym zawiniła im „Inka”, co złego zrobił „Zagończyk”? Przecież to był ich pogrzeb, pogrzeb, na który czekali 70 lat.
To, że jakieś kreatury nie mają poszanowania dla ludzkiego cierpienia, dla łez rodzin i przyjaciół – duchowych spadkobierców Żołnierzy Niezłomnych – zdarza się. Ale fakt, że w obronie tego niesłychanego zachowania występują poważni politycy, a nawet niektórzy prawicowi publicyści, świadczy o całkowitym zdziczeniu polskiej polityki.
Pogrzeb „Inki” i „Zagończyka” to nie Hyde Park. Tu naprawdę trzeba umieć się zachować. Choćby dlatego, że przez lata tak bardzo szargano pamięć Żołnierzy Wyklętych.
Obejrzałem jeszcze raz w telewizji „Inkę” – sztukę, która wstrząsa ludzkim sumieniem. Jest tam pokazany moment, jak tuż przed śmiercią „Inki” i „Zagończyka” ubecy znieważają obydwie ofiary. To poniżenie było niezbędne, by żołnierze z plutonu egzekucyjnego nie zawahali się przed morderstwem.
Dzisiaj znowu ostatniej drodze „Inki” i „Zagończyka” towarzyszyły podłe incydenty. Tym razem jednak w obronie czci naszych bohaterów stanęły tysiące ludzi. Jeżeli ktoś uważa, że Polska jest podzielona, to jest, i ten podział widać było w Gdańsku. Po jednej stronie duchowy chór ubeków, po drugiej patriotyczny kondukt.
Można porzucić swoje grzechy i prosić o wybaczenie. Jednak proszę nie kazać mi tu szukać jedności i wyrozumiałości. To dla intelektualistów z innych mediów. Ja bronię „Inki”, bronię „Zagończyka”. Niech oddadzą im honory wszyscy, którzy mają honor.
Tomasz Sakiewicz
źródło: http://www.klubygp.pl/chor-ubekow-zaatakowal-inke/
Napisano wNaszym zdaniemKomentarzy (0)
Posted on 09 września 2016.
Pod takim hasłem przebiegła manifestacja Komitetu Obrony Demokracji w Gdańsku. – Ci co tam na nas napadli, ci chłopacy, oczywiście są winni. Ale tak naprawdę odpowiedzialność za wszystko co dzisiaj dzieje się w Polsce: za załamanie konstytucji i za tę agresję odpowiada jeden człowiek. człowiek z Żoliborza, Jarosław Kaczyński. I z tej odpowiedzialności go rozliczymy – straszył Radomir Szumełda z KOD, były poseł PO,człowiek jak najbardziej postępowy. Przypomnijmy, że ex-posłowi PO chodzi o wydarzenia z 28 sierpnia tj. z pogrzebu „Inki” i „Zagończyka”, kiedy to grupa KOD-ziarzy przyszła na mszę świętą ze swomi flagami, co wywołało oczywisty sprzeciw obecnych. Po ostrej wymianie zdań, policjanci odprowadzili KOD-ziarzy w bezpieczne miejsce. Sam Szemełda skarżył się wówczas, że w trakcie szamotaniny odniósł obrażenia – otarł sobie nakórek na dłoni.Do dzisiaj trwają dyskusje, na której dłoni. Po tych o wydarzeniach KOD-owcy zaczęli coś wspominać o budowaniu państwa podziemnego i powołaniu struktur samoobrony. Co się dzieje z tymi ludźmi z KOD-u, trudno pojąć, bo to wygląda tak, jakby codziennie budzili się, nie pamiętając, co wydarzyło się wczoraj. Ja pamiętam. Otóż jeszcze kilka miesięcy temu wyczytałam w jednej z tzw. opiniotwórczych gazet, że po szczycie NATO w Warszawie i po Światowych Dniach Młodzieży dojdzie w Polsce do masowych aresztowań działaczy opozycji, a „reżim” Kaczyńskiego (nie mając już żadnych hamulców) rozprawi się z opozycją. Cóż, mamy już za sobą zarówno szczyt NATO, jak i ŚDM i…gdzie są te masowe aresztowania?! Ba, to nie rządzący bredzą o „państwie podziemnym”, „siłach samoobrony” i „rozliczeniach”. Te słowa padają z ust opozycji, trzeba uczciwie dodać „opozycji totalnej”. Ponieważ wariant z masowymi aresztowaniami nie wypalił, należy strachy przesunąć w czasie. „Niektórzy mają obawy, co to będzie jesienią. Co PiS zrobi jesienią. Ja takich obaw nie mam, ponieważ widzę, że przychodzicie na wiece, demonstracje. I dopóki będziecie przychodzić to takich obaw nie będę miał – powiedział podczas manifestacji senator Bogdan Borusewicz. Więc teraz „coś” stanie się jesienią! KOD-owy lud trzeba trzymać w napięciu, zaszczepić z niego wirus oczekiwania na owo „coś” strasznego. Jak jesienią to „coś” nie wypali, inny Borusewicz postraszy czymś, co już na pewno wydarzy się wiosną przyszłego roku. A jak już wcześniej napisałam, KOD-ziarze rodzą się codziennie od nowa, z absolutnie skasowaną pamięcią, to jesienią będzie im można sprzedać nową bajkę o nadciągającej apokalipsie. Proszę wierzyć – nie zorientują się, że po raz któryś, ktoś wystrychnął ich na dudka. Zresztą coraz bardziej podejrzewam, że oni chcą być okłamywani. Policja obliczyła niedzielną manifestację na 1,5 tys. uczestników, KOD-zairze podają że było ich 3 tys. więc zapewne jutro gdański ratusz (opanowany przez PO) napisze, że było ich ze 30, a w porywach to i nawet ze 40 tysięcy. Ciekawi mnie czy ex-posłowi Szumełdzie odbudował się już naskórek? I czy za sprawą owego naskórka zdelegalizują ONR? Kabarety mogą czuć się zagrożone.
źródło: https://www.facebook.com/arciszewskamielewczyk/
Napisano wOgólnieKomentarzy (0)
