Shalom! IV wizyta Izraelczyków w I LO im. M. Kopernika w Żywcu już za nami

13 marca 2018 r. do I LO już po raz czwarty w ramach Programu „Bliżej siebie. Historia i kultura dwóch narodów” przybyła młodzież z Izraela ze szkoły Mekif Hei z Ashdod. Izraelska grupa liczyła tym razem aż 72 uczniów. Przybyło z nimi 7 nauczycieli i opiekunów.

Podobnie jak w poprzednich latach poprzedziły je urozmaicone zajęcia przygotowawcze, podczas których korzystano z materiałów i filmów opracowanych m. in. przez Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN (portal Wirtualny Sztetl), Centropę oraz z innych źródeł. Licealiści poznali elementy historii, kultury i tradycji żydowskiej (n.p. kalendarz i święta żydowskie, zwyczaje żydowskie; rolę Żydów polskich i ich wielowiekowej obecności na ziemiach polskich, w tym żydowski wątek w historii szkoły), starali się zrozumieć Holokaust (jak do tego doszło?, jak coś takiego mogło się zdarzyć ludzkości?, dlaczego? skalę, znaczenie zdarzeń i dramatyczny skutek tego ludobójstwa). Wreszcie – poznali kraj, miasto i szkołę swoich rówieśników, na których czekali i pracowicie przygotowali dla nich małe prezenty.

W dniu spotkania w części oficjalnej w auli, podczas której obecni byli i zabierali głos przedstawiciele lokalnych władz, Pan Antoni Szlagor, Burmistrz Miasta Żywiec i Pan Andrzej Widzyk, Dyrektor Wydziału Oświaty i Wychowania w Starostwie Powiatowym  w Żywcu, gości powitał Pan Dyrektor Szkoły. Lokalnego kolorytu nadał występ jedenastoosobowej kapeli góralskiej, zebranej na tę okoliczność dzięki inicjatywie uczennic z klasy 1b, wzbudzającej ogromne zainteresowanie i burzę oklasków. Izraelczycy zaś żywiołowo zaśpiewali  znaną pieśń Hawa nagila (Radujmy się).  Pokazany film „Copernic is also happy” wzbudził entuzjazm gości.

Dzień zakończono wspólnymi tańcami i śpiewami w sali gimnastycznej, gdzie na gościach zrobił wrażenie pięknie odtańczony dla nich polonez.

źródło: zdjęcie oraz tekst – I Liceum Ogólnokształcące im. M. Kopernika w Żywcu

Napisano wZ miasta ŻywcaKomentarzy (0)

Oto kwintesencja nowoczesnego lewaka

Joschka Fischer, były szef Ministerstwa Spraw Zagranicznych Niemiec opowiada się za Unią Europejską dwóch prędkości. Nie jest to koncepcja nowa, w żaden sposób Ameryka nie jest tu ponownie odkrywana. Otóż zarówno Berlin jak i Paryż od jakiegoś już czasu powtarzają tezę, że UE nie może iść do przodu, bo 18 lat temu dociążyła się Polską Czechami, Węgrami, a więc państwami wschodniej Europy, które nie tylko były (i niestety jeszcze nadal są) zacofane gospodarczo, ale również odstają od zachodu cywilizacyjnie, od tej bogatej i nowoczesnej UE, z którą obecnie mamy do czynienia. Podkreślam aspekt czasowy, bo gdy sięgniemy w przeszłość UE, do momentu jej narodzin i okresu dojrzewania, to raczej Joscha Fiszer jawi nam się jako polityczny IT, a więc przybysz z kosmosu. Różnica między IT a Fiszerem jest taka, że ten pierwszy, to sympatyczny stwór z bajki SF, a ten drugi, to niebezpieczny polityk, który dąży do implozji UE.- Ubiegłą dekadę od 2008 roku należy uznać w Europie za straconą. Nie możemy sobie pozwolić na dalsze wyczekiwanie. Jeżeli w gronie 27 państw postęp ze względu na Orbana, Kaczyńskiego i kilku innych nie jest możliwy, to te kraje, które chcą i mogą, muszą pójść do przodu. Wtedy powstanie Europa dwóch prędkości, uważam to za nieodzowne i pilne – twierdzi Fischer. Oto kwintesencja nowoczesnego lewaka, który nie jest w stanie prawidłowo zdiagnozować otaczającą go rzeczywistość, nie potrafi odpowiedzieć na podstawowe pytania: dlaczego doszło do Brexitu, dlaczego w starych krajach UE siły nacjonalistyczne przybierają na znaczeniu, dlaczego globalnym wyścigu gospodarczym UE spada na dalsze pozycje? Jaki w tym wszystkim był udział Polski i Węgier?! Żaden! To p. Fiszer i jego polityczni akolici prowadzą UE ku przepaści, ale jedno wiem na pewno – Joschka Fiszer głęboko wierzy w to, co mówi. I to jest właśnie w tym wszystkim groźne. Oznacza, że w środu UE mamy poważne siły, które dążą do rozłamu i rozbicia. I teraz Polska ma do wyboru dwie drogi: pierwsza, to całkowite podporządkowanie się decyzjom zapadającym w Berlinie i Paryżu, a co za tym idzie – w mojej ocenie – dołączenie do konduktu pogrzebowego, po drugie walka o gruntowną sanacje UE, walka o jej przyszłość. Wybieram to drugie rozwiązanie ale wiem, że nie będzie łatwo. W kondukcie pogrzebowym ustawia się nie tylko Joschka Fiszer, Guy Verhofstadt czy też Jean-Claude Juncker. Nogami przebierają również: Grzegorz Schetyna, Róża Maria Barbara Gräfin von Thun und Hohenstein i cały legion lemingów, który marzy o pięknej, a bezsensownej śmierci.

Dorota Arciszewska-Mielewczyk
Poseł na Sejm RP

źródło: NASZEblogi.PL

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Antypolonizm

Szanowni Państwo!

 

    Nie wiem jak Państwa komputery traktują ten popularny już od dawna neologizm. Mój zna tylko słowo: antysemityzm, a antypolonizm to według niego słowo nieznane. Ciekawostka lingwistyczna.

 

    Wydawać by się mogło, że po to mamy polski rząd, żeby między innymi dbał o dobre imię Polski, pozostawiając troskę o dobre imię Izraela, Izraelowi. Fakty jednak temu przeczą. Jak donosi mój kanadyjski korespondent, tamtejsza polonia była zbulwersowana, kiedy dowiedziała się, że nasz rząd przeznacza na badania IPN 5 milionów zł, a na renowację żydowskich cmentarzy 100 milionów zł. Ciekawostka ekonomiczna. Może należałoby wytłumaczyć Polakom, dlaczego tak postanowiono, albo wręcz, w świetle ostatnich wydarzeń, należałoby te budżety istotnie skorygować?

 

   Sprawa „polskich obozów koncentracyjnych” zdawała się już wygasać w przestrzeni medialnej, ale nasi wrogowie łatwo nie odpuszczają. Miejmy nadzieję, że nieuprawnione roszczenia żydowskie nie zostały już załatwione w jakiś inny sposób. Zagadkowe milczenie w tej sprawie różnie można interpretować.

 

    Zakładam, że w tym, co piszę, nikt nie upatruje antysemityzmu. Byłoby mi niezwykle przykro ze względu na pamięć moich rodziców, którzy pomagali przeżyć Żydom w okupowanej przez Niemców Warszawie. Po wojnie ludzie ci okazywali moim rodzicom wdzięczność i przyjaźń.

 

Pozdrawiam i do następnej soboty

 

Małgorzata Todd

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

KOSZERNY JAZGOT

Awantura związana z nowelizacją ustawy o IPN zatacza coraz szersze kręgi, a środowiska wrogie Polsce wciąż otwierają nowe fronty walki z naszym krajem. W całym okresie istnienia III Rzeczypospolitej kolejne rządy kapitulowały pod presją wpływowych środowisk żydowskich, przyglądając się biernie temu, jak nasze dobre imię jest szargane przez oszczerców. W PRL-u zaś o jakiejkolwiek próbie obrony polskiego honoru nie mogło być mowy, obowiązywała bowiem narracja płynąca z Kremla, którego władcy woleli nie budzić „demonów patriotyzmu” w Polakach i upokarzanie nas było im na rękę. Dziesięciolecia zaniedbań doprowadziły więc do kuriozalnej sytuacji, ponieważ mistrzowie czarnej propagandy zrobili z Narodu Polskiego, będącego bez wątpienia jedną z największych ofiar totalitaryzmu niemieckiego, wspólnika w dziele holokaustu. Byli i są też tacy manipulatorzy, którzy, pomimo oczywistych faktów, próbują przerzucić na Polskę odpowiedzialność za wybuch II wojny światowej.

Wiele lat kumulowania urojonych oskarżeń przyniosło w końcu efekt, w postaci brutalnego i skoordynowanego ataku na nasz kraj. Lecz wszystko wskazuje na to, że ustawa o IPN jest tylko pretekstem, ponieważ nowe zapisy wcale nie ograniczają swobody badań naukowych, a nawet działalności artystycznej, co zapewne zachęci plugawego Grossa do fabrykowania kolejnych pseudonaukowych paszkwili. Deklaracje czołowych polityków PiS-u nie pozostawiają też żadnych złudzeń, co do skuteczności ścigania za granicą sprawców zniesławiania Polski. W takich bowiem przypadkach nowe prawo będzie raczej bezsilne. Dlaczego więc robi się rejwach wokół tej ustawy?

Podobno, „kiedy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze”, i coś w tym musi być, bo wyraźnie da się wyczuć, że to kolejny geszeft, który Żydzi chcą zrobić naszym kosztem. Świadczy o tym brak zainteresowania ze strony izraelskiej przebiegiem prac nad ustawą o IPN, do której nie zgłaszano żadnych zastrzeżeń, a protesty zaczęły się dopiero gdy jej projekt trafił do Sejmu. Taki rozwój wydarzeń całkowicie zaskoczył rządzących, co przyznał Jarosław Kaczyński, który stwierdził, że „jak grom z jasnego nieba spadła na nas reakcja ze strony Izraela”. Pomijając więc żenujący brak kompetencji organów państwowych, które nie miały bladego pojęcia o szykowanej przeciwko nam prowokacji, należy podkreślić, że środowiska żydowskie bacznie obserwowały prace nad inną ustawą, nazywaną potocznie reprywatyzacyjną. Przyznał to niedawno Patryk Jaki, który powiedział, że o tę właśnie ustawę „Izraelczycy intensywnie dopytywali i dopytują, o niej z nami rozmawiali wielokrotnie”, a ambasador Anna Azari „zgłosiła zaniepokojenie […], że na pracy [jego] komisji obywatele Izraela mogą tylko stracić”. W całej rozciągłości potwierdzają to losy ustawy reprywatyzacyjnej, którą wycofano po cichu z Komitetu Stałego Rady Ministrów, gdy tylko rozpętała się burza wokół IPN. Niebagatelne znaczenie w tej sprawie odgrywa także toczący się w USA proces legislacyjny nad ustawą mającą pomóc Żydom w dochodzeniu ich roszczeń, które wobec Polski mają opiewać na astronomiczną sumę 65 miliardów dolarów. Widać więc, że awantura wokół kwestii historycznych jest jedynie zasłoną dymną przykrywającą koszerny interes, w wyniku którego Polska miałaby zapłacić „podatek od zbrodni niemieckich”.

Za co mielibyśmy zapłacić Żydom? Przecież nie za zagładę ich współplemieńców dokonaną przez Niemców, bo Polska w niej nie uczestniczyła, a Polacy też byli masowo mordowani przez okupanta niemieckiego. Na pewno nie za „polskie obozy śmierci”, bo takich nie było, za to bez wątpienia były niemieckie obozy zagłady. Może więc podstawą roszczeń żydowskich jest wyłącznie pazerność, będąca głównym powodem domagania się zwrotu tzw. mienia bezspadkowego, o które nie zabiegają żadni spadkobiercy. W takim przypadku polskie prawo przewiduje przejęcie dóbr przez Skarb Państwa, co oczywiście jest podważane przez organizacje żydowskie, pragnące położyć łapę na tym majątku. Podobny proceder opisał już dawno temu Norman Finkelstein, który czerpanie zysków przez Żydów niepokrzywdzonych bezpośrednio w wyniku zbrodni niemieckich nazwał dosadnie „przedsiębiorstwem holokaust”.

Sygnał do ataku na Polskę dała ambasador Azari podczas obchodów 73. rocznicy wyzwolenia Auschwitz i wtedy rozpętała się międzynarodowa nagonka, a pismacy z najbardziej opiniotwórczych gazet bez skrupułów przypisali nam winę za zbrodnie niemieckie. Mnożą się też prowokacje ze strony wpływowych organizacji żydowskich, takich jak Ruderman Family Foundation, która wyemitowała skandaliczny spot z Żydami wypowiadającymi wielokrotnie zwrot „polski holokaust” i wzywającymi rząd amerykański do zerwania stosunków dyplomatycznych z Polską. Film po paru dniach usunięto, ale smród pozostał. Zwiększyła się także presja dyplomatyczna na władze polskie ze strony administracji amerykańskiej, a premier Izraela Benjamin Netanjahu w rozmowie z Mateuszem Morawieckim miał podobno stwierdzić, że „Polacy w sposób systemowy uczestniczyli w holokauście”. Jonny Daniels, szef fundacji From the Depths, wyraził natomiast przekonanie, że „Polacy kolaborowali z chciwości i nienawiści, Żydzi, aby się ocalić”. Swoje pięć groszy dorzuciły także działające na terenie Polski organizacje żydowskie, które w oświadczeniu wyraziły „oburzenie z powodu narastającego w kraju klimatu nietolerancji, ksenofobii i antysemityzmu” oraz stwierdziły, że Żydzi „nie czują się dziś w Polsce bezpiecznie”. Dlatego wezwały rząd do zdecydowanego potępienia i ścigania przejawów antysemityzmu, oferując daleko idącą współpracę oraz zaapelowały do innych „ofiar klimatu nienawiści”, aby wspólnie „przeciwstawili się złu”. Z dużym zaangażowaniem wtórują im dyżurni opluwacze wyhodowani przez Michnika na zoologicznej nienawiści do Polski.

W tym kontekście trzeba więc zapytać: Na co przydał się żarliwy filosemityzm rozpowszechniony w „polskiej” klasie politycznej? Czy była potrzebna pielgrzymka rządu polskiego do Izraela? Czy było warto gościć w Krakowie wyjazdowe posiedzenie Knesetu? Czy było zasadne wydawanie setek milionów złotych na ratowanie dziedzictwa żydowskiego? Na co przydała się kosztowna promocja kultury żydowskiej? Czy było potrzebne nadawanie orderów czołowym opluwaczom Polski? Na co przydały się kolacyjki szabasowe u lobbysty izraelskiego Danielsa? Na te i wiele innych pytań musimy sobie odpowiedzieć zanim zaczniemy dyskutować nad przyszłością stosunków polsko-żydowskich. Jednak już dziś wiemy z całą pewnością, że celem rozpowszechnianego kłamstwa o Jedwabnem i przepraszania za rzekome zbrodnie polskie, było przygotowanie gruntu pod ofensywę, która teraz uderza w nasz kraj i ma za zadanie zohydzić go w oczach światowej opinii publicznej. W ten sposób będzie nas można łatwiej wydoić, bo kto się ujmie za sprawcą holokaustu. Ten brudny plan ujawnił już w 1996 roku na kongresie w Buenos Aires Israel Singer – sekretarz generalny Światowego Kongresu Żydów, który zakomunikował: „Jeżeli Polska nie spełni roszczeń Żydów, będzie publicznie atakowana i upokarzana na forum międzynarodowym”.

Wściekłe ataki na Polskę stały się przysłowiowym „kubłem zimnej wody” na głowy polityków oczadzonych filosemityzmem. Ukazały też w całej pełni fałsz głoszonej od wielu lat legendy o polsko-żydowskiej przyjaźni, o wspólnocie dziejów itp. Maski opadły i nagle społeczeństwo polskie ujrzało prawdziwe oblicze Żydów, dla których liczy się tylko interes, a nie jakieś sentymentalne jasełka. Ponieśliśmy niewątpliwie straty wizerunkowe, ale widocznie były one nie do uniknięcia, ponieważ wpadając w zastawioną pułapkę nie mieliśmy innego wyjścia, jak tylko bronić swoich słusznych racji. Alternatywą zaś była całkowita kapitulacja przed obcym dyktatem, co byłoby równoznaczne ze zdradą interesów narodowych.

Propagandowa wojna polsko-żydowska stała się testem dla rządzących polityków, którzy niestety wykazali się dużą nieporadnością. Wpadli bowiem w panikę i zamiast energicznie zwalczać szerzący się antypolonizm, to urządzają pokazowe polowania na wyimaginowane „demony antysemityzmu”. Na kpinę zakrawa też projekt uchwały autorstwa senatora PiS Jana Żaryna, który chce, aby Senat przeprosił Żydów za marzec 1968 roku. Pomysł ten, wypływający zapewne z chęci przypodobania się lobby żydowskiemu, źle świadczy o kondycji „izby refleksji i zadumy”, która najwidoczniej pogrążona jest w oparach absurdu. Przecież nie od dziś wiadomo, że tzw. wydarzenia marcowe miały swoje źródło w rozgrywce wewnętrznej w PZPR, stoczonej między frakcją „chamów” i „Żydów”. Za co więc mielibyśmy przepraszać?

Niepokojem mogą również napawać głosy płynące z Izraela, jakoby rząd Morawieckiego dogadał się z Żydami, w sprawie rewizji zapisów ustawy o IPN, co stało się możliwe po zaskarżeniu jej do Trybunału Konstytucyjnego przez prezydenta Dudę. W tej sytuacji musimy wykazać się wielką czujnością i powinniśmy wywierać stały nacisk na rządzących, bo inaczej zostaniemy oszukani i „obudzimy się z ręką w nocniku”.

 

Wojciech Podjacki

 

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Syndrom zamkniętego osiedla

Rada Krajowa Platformy Obywatelskiej za nami. Przewidywalni jak zawsze – za każdym rogiem czai się PiS. Oni w to chyba święcie wierzą. W mojej ocenie jest to ewidentnie syndrom zamkniętego osiedla, który polega na tym, że jakaś grupa mieszka na określonym obszarze, spotyka się tylko w swoim gronie, wymienia poglądy w oparciu o informacje zassane z TVN24 i uważa, że cała Polska myśli i postrzega świat, tak jak oni. Mój znajomy twierdzi, że następnym razem zamiast Radosława Sikorskiego powinni ściągnąć p. Justynę Lazar-Żyłę, to będzie i ciekawiej, a i pożyteczną lekcję można by z tego jakąś wyciągnąć. A tak znowu Radosław opowiadał swoje „suchary”, którym jakże daleko do pamiętnego cytatu przy ośmiorniczkach: „Bullshit kompletny. Skonfliktujemy się z Niemcami, z Rosją i będziemy uważali, że wszystko jest super, bo zrobiliśmy l…ę Amerykanom. Frajerzy, kompletni frajerzy. Mamy bardzo płytką dumę i niską samoocenę. Taka murzyńskość” – mając na myśli pewien ruch w nurcie literackim. Także nic ciekawego na Radzie nie było, PO nadal ustawia poprzeczkę bardzo nisko i cała nadzieja UBywateli w I Alimenciarzu III RP, który założył nowy ruch miłujący demorację i coś tam jeszcze. Ruch zaczął funkcjonować od…zbiórki pieniędzy, czyli jakieś wnioski z historii chłopcy z kolczykami wyciągnęli. Oprócz tego, jak widać, żebraczy tryb życia, jest jakimś sposobem, by dotrwać do wiosny. Marzy mi się Rada PO, kiedy powiedzą coś z sensem, coś nad czym warto będzie się pochylić, skomentować, merytorycznie odnieść. Apeluję do polityków PO: skupcie się, pokażcie jakąś sensowną alternatywę i te słowa piszę poważnie. Każdej władzy potrzebna jest mądra i odpowiedzialna opozycja. Nie możecie wszystkiego zostawiać na barkach Kukiz ’15.

Dorota Arciszewska-Mielewczyk
Poseł na Sejm RP

 

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Bez Polski USA nie zablokuje sojuszu Rosji z Niemcami

 

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Odbrązowić ten posąg

Trwa serial, w którym główną rolę gra Władysław Frasyniuk. Ten sam, który ze znaczkiem w klapie „J…ć PiS” pisanym cyrylicą zaatakował policjantów próbujących powstrzymać go, gdy starał się zakłócić miesięcznicę smoleńską. Teraz gra rolę, w której pisowscy siepacze zakuwają w kajdany bohatera. Na miejscu niektórych byłbym ostrożny w powoływaniu się na zasługi tego pana. Niech posłuchają, co ma do powiedzenia Andrzej Rozpłochowski, niekwestionowana legenda Solidarności. On wręcz prosi dziennikarzy: „Aby wnikliwie zbadali od początku cały proces dojścia Frasyniuka do wielkich pieniędzy, a historyków proszę o równie wnikliwe zbadanie krok po kroku kulis opozycyjnej przeszłości tego pana”. Poleca książkę „Zaułki zbrodni”, której autor Mirosław Krupiński siedział w jednej celi z Władysławem Frasyniukiem. Może ta wiedza uzasadni słowa Włodzimierza Czarzastego, który na wpis Frasyniuka na Twitterze: „W pisowskiej telewizji ciągle o zniewolonym narodzie, o klęsce, o komunistach. Tylko że myśmy ich, k…, po-ko-na-li!”. Czarzasty odpowiedział: „Żeście komunistów pokonali? No nie. Wyście się z nami, k…, przy Okrągłym Stole i 4 czerwca 1989 r. do-ga-da-li”.

Ryszard Kapuściński

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Oręż absurdu

Szanowni Państwo!

 

   Lider POlako POdobnej opozycji w dni parzyste jest za przyjmowaniem nachodźców i likwidacją IPN, a w dni nieparzyste – przeciwnie i nikogo to już nie dziwi, podobnie jak walka z „dyktaturą kobiet” znanej feministki o nazwisku Szajbus, czy jakoś tak. Myszka Agresorka z nieporadnym bełkotem, to przy nich mały pikuś. Najdzielniejsza w tej sporej kupie jest niewątpliwie Róża Barbara Maria Tuman von Hochsztapler, przepraszam jeśli pomyliłam kolejność imion. To ona przyjęła na swoje arystokratyczne piersi  walkę z polskimi nazistami, których nikt prócz niej nie zauważa, no może z wyjątkiem pewnego unijnego dygnitarza.

 

   A jak to wszystko ma się do prawdziwej polityki? Zacznijmy od podstaw. Określenie judeo-chrześcijanizm nie ma sensu, bo to niczym nieuprawnione łączenie sprzeczności. Sensu nabiera dopiero porównanie judaizmu z prawosławiem. Obydwie te religie mają niewątpliwą cechę wspólną, jaką jest pogarda dla prawdy. Żydzi komunizm wymyślili, a Rosjanie skwapliwie go wprowadzali w życie. Jedni i drudzy prawdę mają w tak głębokim poważaniu, że nikt już jej nie dostrzega. I tu jest pies pogrzebany!

 

   Im bardziej przyzwyczajamy się do kłamstw wygłaszanych ex katedra, tym łatwiej oswajamy się, a potem bez udziału świadomości godzimy z oczywistymi bredniami. Na tym właśnie polega zabójcza broń absurdu.

 

Pozdrawiam i do następnej soboty

 

Małgorzata Todd

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Czy nowy Minister Środowiska zdekomunizuje PZŁ?

Henryk Kowalczyk, który zastąpił Szyszkę na fotelu ministra nie jest  myśliwym i nie ukrywa, że podchodzi do swojej funkcji zadaniowo. Wyczyszczenie PZŁ to jedno z dwóch postawionych przed nim zadań obok walki z wirusem ASF.  Z projektu poprawek wynika, że niektóre prawa myśliwych zostaną osłabione. Właściciele gruntów będą mogli zakazać polować na własnym terenie. Najnowszy projekt to „rewolucyjna zmiana”. Spowoduje on wymianę władz związku a szefa wskaże minister środowiska.

Zapis zakazujący zasiadania w organach PZŁ osobie urodzonej przed 1 sierpnia 1972 roku, która była „pracownikiem, funkcjonariuszem lub żołnierzem organów bezpieczeństwa państwa lub współpracowała z tymi organami” spowoduje, że ze swoim stanowiskiem pożegna się szef PZŁ Lech Bloch i kierujący Naczelną Radą Łowiecką Andrzej Gdula.

Bloch został w 1983 roku zarejestrowany jako tajny współpracownik SB o pseudonimie „Kazimierz”. Z kolei  Gdula był w latach 80. wiceszefem MSWiA i zastępcą gen. Czesława Kiszczaka.

Należy przyznać, że obecne władze związku konsekwentnie dążyły do tego aby zwiększyć ilość swoich członków z ok. liczącego sto dwadzieścia tysięcy myśliwych na co najmniej dwieście tysięcy. Mieli to być najbardziej wartościowi ludzie z pozycją we własnym środowisku.

Szef PZŁ wyspecjalizował się w skutecznej obronie korzystnej dla związku ustawy. Mógł dotąd liczyć na pomoc polityków różnych opcji politycznych, którzy tworzyli nieformalną „partię myśliwych”.

W marcu ubiegłego roku do ministra środowiska Jana Szyszki  zwrócili się posłowie z klubu Prawa i Sprawiedliwości: Jerzy Gosiewski, Zbigniew Biernat, Jan Duda, Krzysztof Maciejewski, Tadeusz Woźniak i Adam Ołdakowski.

Byli oni przekonani, że wielu byłych funkcjonariuszy i współpracowników dawnych służb bezpieczeństwa PRL jest dziś członkami Polskiego Związku Łowieckiego. – Wyjątkowo niepokojącym jest duże prawdopodobieństwo, że ci właśnie myśliwi zajmują kluczowe stanowiska we władzach PZŁ, co, naszym zdaniem, nie powinno mieć miejsca – podkreślali.

Zdaniem posłów PiS minister Szyszko w ramach nadzoru nad PZŁ powinien wyeliminować z władz związku tych – jak piszą – niebezpiecznych myśliwych. – Wskazanym też byłoby rozważyć pełną lustrację wszystkich myśliwych, którzy posiadają broń. Myśliwi i współpracujący z nimi rolnicy i leśnicy powinni mieć wiedzę, kto może być niebezpieczny, kto był donosicielem czy funkcjonariuszem UB lub SB, kto brał pieniądze za gnębienie w Polsce ludzi walczących o wolną Polskę – podkreślali.

Wskazali oni jednocześnie, że jeśli wymagałoby to zmiany prawa, to Szyszko powinien o taką zadbać i to pilnie. Posłowie PiS są też przekonani, że członkowie Polskiego Związku Łowieckiego, którzy mają broń, a w przeszłości byli TW bądź służyli w SB często działają teraz w Komitecie Obrony Demokracji.

– Panie Ministrze! Jakie przedsięwzięcia zamierza pan podjąć, by dokonać pełnej lustracji myśliwych i wyeliminować z władz Polskiego Związku Łowieckiego byłych funkcjonariuszy i współpracowników służb bezpieczeństwa PRL-pytali

W odpowiedzi na apel posłów Prawa i Sprawiedliwości minister Szyszko w Grodnie pod Toruniem wziął udział w polowaniu na bażanty na którym m.in. był szef PZŁ Lech Bloch.

W kwietniu ub. roku Szyszko wpadł na pomysł zaangażowania myśliwych do obrony terytorialnej. Jego zdaniem – myśliwi „to świetny materiał dla obrony terytorialnej”. – Ci ludzie docierają do 85 proc. powierzchni kraju, tam gdzie nikt nie chodzi. Myśliwy pójdzie wszędzie i zajrzy w każde miejsce. Ma pełną penetrację i znajomość terenu, a do tego świetnie się porusza nocą – wyjaśniał Pamiętajmy, że to 120-130 tys. ludzi świetnie posługujących się bronią, potrafiących strzelać również do celów ruchomych. Warto więc na to zwrócić uwagę i przyjrzeć się sprawie chłodnym okiem – oceniał Jan Szyszko.

13 maja, w Arenie Toruńskiej, Wyższa Szkoła Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu przy udziale Lasów Państwowych, Polskiego Związku Łowieckiego, reprezentowanego przez prezesa PZŁ, oraz NSZZ Rl „Solidarność”, zapraszała na konferencję naukową pn. „Jeszcze Polska nie zginęła”, którą otwierali Ojciec dr Tadeusz Rydzyk, prof. dr hab. Jan Szyszko.

Były minister środowiska nie przeprowadził potrzebnej reformy dezubekizacyjnej w PZŁ.  Co więcej serwis WP-wiadomości poinformował, że b. minister zamierzał brać udział w demonstracji myśliwych w obronie szefa PZŁ, która odbyła się drugiego lutego przed gmachem Ministerstwa Środowiska.

Warto zwrócić uwagę, że wprowadzenie dekomunizacji w związku nie obejmie tylko władz w Warszawie, ale również większość łowczych okręgowych i wielu prezesów kół łowieckich. Na Żywiecczyźnie jest 14 kół łowieckich. Do związku należą działacze lokalnych władz samorządowych, radni i osoby związane w sposób nieformalny z ludźmi pełniącymi funkcje publiczne.

Wykaz niektórych osób będących myśliwymi na Żywiecczyźnie:

Antoni Urbaniec – KW PZPR, wicewojewoda bielski, redaktor Nad Sołą i Koszarawą, zm. 24.11.2017

Andrzej Gdula prezes NRŁ- wiceszef MSWiA , zastępca gen. Czesława Kiszczaka, KC PZPR nagrodzony medalem „Za zasługi dla Miasta Żywca”.

Paweł Gdula

Władysław Mizia były wójt gminy Jeleśnia (senior)

Władysław  Mizia (junior)

Czesław Stanik aktywny członek ORMO brał udział w walce zbrojnej przeciwko „bandzie” Burzy.

nagrodzony medalem „Za zasługi dla Miasta Żywca”.

Ryszard Łodziński – przedsiębiorca

Karol Gąsior – radny rady miasta Żywiec, wydawca „Nad Sołą i Koszarawą”

Maciej Gibas – radny rady miasta Żywiec

Wojciech Dobija – przedsiębiorca

Wieńczysław Grzyb – adwokat

Wiesław Śleziak – notariusz

ks. Ryszard Kubasiak były proboszcz Radziechowy, obecnie Soblówka

Krzysztof Słowik

 źródła:

  1. WP-serwis,
  2. PZŁ

zdjęcie:

  1.  w środku Jan Szyszko
  2. po lewej Lech Bloch,
  3. po prawej Andrzej Gdula

Napisano wOgólnieKomentarzy (1)

Dość tego zaprzaństwa!

Po 1989 r. nie było takiej sytuacji, żeby do Sejmu dostało się tak wielu posłów, dla których największym wrogiem jest wszystko to, co kojarzy się z polską racją stanu. Mam na myśli totalną opozycję. A przecież przez ostatnie 30 lat przez Sejm RP przewinęły się takie indywidua, że samo wspomnienie o nich przyprawia normalnego człowieka o odruch wymiotny. Wywodzili się z różnych partii, z różnych ugrupowań, przeważnie były to popłuczyny po PZPR-ze, różni zdrajcy i zaprzańcy. Ale nigdy nie było sytuacji, żeby w jednej kadencji pod dachem sejmowym zasiadło jednocześnie tylu ludzi wręcz chorych z nienawiści do Polski. Szkoda w tym miejscu przypominać ich „dokonania” w ostatnich dwóch latach. To szczucie, te donosy, te próby puczu, to codzienne obrażanie Polaków przejdą na wieki do naszej historii. Jednak nie możemy przejść obojętnie nad tym, co ci ludzie wyprawiają w ostatnich dniach w związku z nowelizacją ustawy o IPN-ie, broniącej dobrego imienia Polski. To, co wygadują przedstawiciele totalnej opozycji, wprost podpada pod zapisy ustawy. Czas najwyższy skończyć z tą hucpą i pociągnąć do odpowiedzialności tych ludzi za ich kłamstwa, zaprzaństwo i zdradę narodową.

Ryszard Kapuściński

źródło: Kluby Gazety Polskiej

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Related Sites