Obywatele Rzeczypospolitej
Po upływie jedenastu lat od chwili rozpoczęcia wojny mamy prawo skonstatować, iż polityka rozpoczęta w Teheranie i Jałcie zaczyna wydawać takie właśnie skutki, jakich spodziewały się nie tylko wszystkie kolejne rządy polskie od chwili cofnięcia im uznania, ale i cały Naród Polski tak w Kraju, jak i na uchodźstwie z nielicznymi tylko wyjątkami.
Wypadki rozgrywające się obecnie na Dalekim Wschodzie są tylko jednym z etapów rozwoju polityki pojałtańskiej. W jakim tempie pójdą te wypadki i do czego doprowadzą w obecnej fazie swego rozwoju nikt nie jest w stanie przewidzieć. Ale jedna rzecz jest pewna, że końca stanu, jaki istnieje w stosunkach międzynarodowych, nie da się osiągnąć za pomocą zwalczania jedynie symptomów choroby, którą przechodzi świat. Symptomy te są wynikiem kombinacji dwóch imperializmów, które uzupełniają się wzajemnie, a mianowicie imperializmu sowieckiego z imperializmem komunistycznym. Oba te imperializmy złączone totalitarnym systemem sowieckim przedstawiają siłę nie tylko dlatego, że skorzystały z danego im od końca działań wojennych czasu, aby uzbroić jak największe siły, czerpiąc je z nieograniczonego wprost rezerwuaru ludzkiego, jakim rozporządzają, ale i dlatego, że potrafiły stworzyć w wielu państwach demokratycznych znaczne zastępy ludzi opanowanych mistrzowską propagandą, którzy czasem nawet bezwiednie pracują na rzecz totalitarnego imperializmu państwa sowieckiego, a nie dla dobra mas robotniczych, jak to im tłumaczą agenci Moskwy.
Dziś walka przeciwko takiemu stanowi rzeczy jest bardzo ciężka. Musi ona opierać się nie tylko na sile fizycznej, ale i na sile moralnej. Możemy przypuszczać, że mimo poważnych zaniedbań Świat Zachodni w rezultacie osiągnie taki rozwój swego potencjału wojennego, że jego zbrojenia przewyższą możliwości rozwijania się Wschodu. Świat Zachodni posiada też daleko większe od sowieckiego siły moralne w postaci jego wszystkiego, co daje cywilizacja chrześcijańska niosąca za sobą wolność i poszanowanie jednostki. Ale ideą aby zwyciężyć musi być czujność. Świat Zachodni musi zrozumieć, że idzie walka o przyszłość ludzkości, a nie o przejściowe korzyści dla stron walczących. W takiej walce nie ma miejsca na fałsz i obłudę. Dziś nie można trwałego pokoju budować na równowadze sił fizycznych, jak to czyniono dotychczas, gdyż walka idzie o panowanie jednej z dwóch wykluczających się nawzajem idei. Trudno byłoby się łudzić, kto by przypuszczał, że idea chrześcijańska i komunistyczna mogą trwale żyć jedna obok drugiej. Mogłoby to być tylko krótsze lub dłuższe zawieszenie walki, trwające do chwili, gdy świat komunistyczny poczuje się na siłach do dalszej ekspansji.
W tej sytuacji jasnym jest — dla każdego kto zna choć trochę naszą historię — po której stronie jest miejsce Narodu Polskiego. Ale kto zna jego obecne położenie, ten wie jakimi trudnościami i niebezpieczeństwami jest ono najeżone. Będąc pod obcą okupacją i odcięty od prawdziwych informacji o tym, co się dzieje poza jego granicami — Naród Polski w Kraju nie ma możności swobodnego pobierania żadnych informacji, a podjęcie w tych warunkach jakiejkolwiek akcji z jego strony mogłoby narazić go na nieobliczalne straty. Ma on więc prawo żądać od swych legalnych władz, znajdujących się na wolnym świecie, aby one wskazały mu drogę, po której ma iść. My nie spełnilibyśmy swego obowiązku wobec Ojczyzny, dla wykonania którego pozostaliśmy na uchodźstwie, gdybyśmy w tych decydujących chwilach nie zjednoczyli się, aby wspólnymi siłami obmyślić sposób ratowania Rzeczypospolitej. Nie ma bowiem chyba żadnego stronnictwa lub ugrupowania stronnictw, które w tak trudnej sytuacji mogłoby uważać, że samo potrafi sprawę naszą rozwiązać i które gotowe byłoby wziąć na siebie całą odpowiedzialność za losy Państwa, tym bardziej, że w miarę rozwoju wypadków warunki, w których się znajdujemy, będą się zmieniać, a trudności piętrzące się przed nami mogą rosnąć.
W takiej chwili, jak obecna, żadne różnice przekonań politycznych lub społecznych, żadne interesy partyjne lub osobiste nie mogą służyć nikomu za pretekst, ani do roszczenia sobie wyłącznego prawa kierowania sprawami polskimi, ani do odmowy oddania całych swych sił dla wspólnej pracy nad odzyskaniem niepodległości, wolności i całości Ojczyzny.
Londyn, dnia 1 września 1950 r. August Zalewski
Źródło: Instytut Polski i Muzeum Sikorskiego w Londynie

