Categorized | Ogólnie

Skradziony legalizm. Dlaczego III RP boi się Konstytucji z 1935 roku?

Skradziony legalizm. Dlaczego III RP boi się Konstytucji z 1935 roku?

Większość Polaków żyje w głębokim przekonaniu, że porządek prawny, w którym funkcjonujemy od 1997 roku, jest krystalicznie czysty i niepodważalny. Jednak w samym sercu polskiej architektury ustrojowej zieje potężna, historyczna luka prawna. Chodzi o Ustawę Zasadniczą z 23 kwietnia 1935 roku, potocznie zwaną konstytucją kwietniową. Okazuje się, że dokument, który uratował instytucjonalną niepodległość Polski w czasie II wojny światowej, nigdy nie został prawomocnie i skutecznie uchylony. Dlaczego oficjalna doktryna woli udawać, że temat nie istnieje?

Kapitulacja prawa przed siłą

Gdy zapytamy współczesnych konstytucjonalistów o losy aktu z 1935 roku, usłyszymy gładką, urzędową formułkę: desuetudo. Oznacza to wygaszenie prawa poprzez jego długotrwałe niestosowanie i zmianę realiów politycznych. Na falach krajowych rozgłośni radiowych autorytety prawnicze powtarzają, że „tak ułożyła się praktyka polityczna i należy się z tym pogodzić”.

Tyle że z perspektywy czystej logiki i rygorystycznego legalizmu, teoria o desuetudo w prawie konstytucyjnym to zwykły mit. Jak twardo wskazują wybitni badacze tematu, tacy jak prof. Grzegorz Górski czy prof. Dariusz Dudek, instytucji tej nie wolno przenosić na grunt ustawy zasadniczej. Konstytucja to nie zwykły obyczaj handlowy, który można porzucić.

Co ważniejsze, legalne Władze RP na Uchodźstwie w Londynie stosowały konstytucję kwietniową nieprzerwanie aż do grudnia 1990 roku. To na jej podstawie powoływano prezydentów i rządy wolnej Polski, uznawane przez dekady przez wolny świat. Gdzie tu zatem mowa o „niestosowaniu”?

Zasłanianie się „praktyką polityczną” to w rzeczywistości niebezpieczny relikt myślenia z okresu PRL. To kalka stalinowskiej tezy o „rewolucyjnej woli ludu”, która rzekomo unieważniła przedwojenny porządek prawny w momencie wkroczenia Armii Czerwonej. Przyjęcie logiki, że przemoc i zatajenie prawdy przez reżim totalitarny z lat 1944–1989 doprowadziły do legalnego wygaszenia prawa, prowadzi do przerażającego wniosku: że w Polsce źródłem prawa może być brutalna siła obcego mocarstwa.

Strach przed wielkim rozliczeniem

Dlaczego elity III RP tak panicznie boją się literalnego spojrzenia na ten spór? Odpowiedź kryje się w braku odwagi do przeprowadzenia pełnej, moralnej i prawnej dekomunizacji państwa. Gdyby w latach 90. uznano twardą ciągłość z 1935 rokiem, narzucony przez Stalina system z lat 1944–1989 musiałby zostać uznany za stuprocentowe, jawne bezprawie. Konsekwencją byłoby natychmiastowe pociągnięcie do odpowiedzialności karnej komunistycznych dygnitarzy oraz konieczność pełnej restytucji skradzionych majątków.

Postkomuniści i architekci „grubej kreski” przez lata używali strachu jako broni politycznej. Straszyli rolników, że „odbierze się im ziemię z reformy rolnej”, a lekarzy czy inżynierów – że „unieważni się ich dyplomy”.

Kłamstwo tej narracji obnaża historia polskiego parlamentaryzmu. Już w 1998 roku w projekcie uchwały Senatu RP, pilotowanym m.in. przez senatora Stefana Konarskiego, przedstawiono genialne rozwiązanie tego dylematu. Senatorowie wprost wskazali, że państwo komunistyczne było strukturą totalitarną i pozbawioną suwerenności, a jego akty nie zastąpiły legalnej konstytucji kwietniowej. Jednocześnie zaproponowano precyzyjny bezpiecznik: pełną ochronę tzw. praw słusznie nabytych obywateli (dyplomów, aktów stanu cywilnego, małych gospodarstw rolnych) przy jednoczesnym bezwzględnym unieważnieniu aktów niesłusznego bezprawia (represyjnych wyroków, kradzieży kamienic i fabryk).

Efektywność zamiast paraliżu

Spór o rok 1935 to nie tylko dyskusja o przeszłości i moralności. To także pytanie o sprawność dzisiejszego państwa. Konstytucja z 1997 roku stworzyła system dwugłowej władzy wykonawczej, skazując nas na nieustanne, wyniszczające kryzysy na linii prezydent-premier.

Tymczasem model kwietniowy stawiał na silną, jednolitą władzę wykonawczą, zdolną do błyskawicznego podejmowania decyzji w warunkach kryzysu. Zawierał także unikalne rozwiązania, które mogłyby uzdrowić dzisiejszą scenę polityczną – jak choćby swobodne kształtowanie normy reprezentacji narodu. Przypomnijmy, że przed wojną, przy zbliżonej liczbie województw, Polskę reprezentowało zaledwie 208 posłów, a nie 460, jak ma to miejsce dzisiaj. Redukcja tej liczby o połowę nie tylko przyniosłaby gigantyczne oszczędności, ale przede wszystkim wymusiłaby profesjonalizację elit politycznych.

Suweren zabiera głos

Oficjalne elity prawnicze twierdzą, że powrót do tamtych korzeni jest technicznie i fizycznie niemożliwy, ponieważ dawne instytucje już nie istnieją. To unikanie odpowiedzialności. Państwo to żywy organizm, a suweren – czyli Naród – ma pełne prawo za pomocą nowej ustawy konstytucyjnej naprawić przerwaną nić legalizmu i wplatać trafne, przedwojenne wzorce we współczesną rzeczywistość.

Jeśli uważasz, że praworządność powinna być wyrażana literalnie, a nie ogólnikowo; jeśli masz dość tolerowania struktur wyrosłych z komunistycznego nadania – czas zacząć działać. Ruszyła właśnie zbiórka podpisów pod petycją obywatelską do Marszałka Sejmu w sprawie przywrócenia ciągłości prawnej II RP i rozliczenia ustrojowego bezprawia. W przypadku petycji nie ograniczają nas żadne minimalne progi 100 tysięcy podpisów. Każdy głos buduje nacisk, którego parlament nie będzie mógł zignorować.

Przemoc i czas nie mogą legitymizować kradzieży państwa. Przywróćmy Polsce skradzioną tożsamość prawną.Podpisz petycję pod adresem:  

https://www.petycjeonline.com/petycja_w_sprawie_restytucji_porzdku_konstytucyjnego_rzeczypospolitej_polskiej_konstytucji_z_dnia_23_kwietnia_1935_r?utm_source=web_share

This post was written by:

- who has written 1039 posts on Żywiec w sieci.


Contact the author

Napisz komentarz

*

code

Related Sites