Trudno o bardziej wymowny symbol chaosu polskiej polityki historycznej niż wydarzenia, które w tym roku miały miejsce na Żywiecczyźnie. Z jednej strony oficjalne uczestnictwo samorządowców w pierwszomajowych obchodach pod tablicą utrwalającą narrację rodem z PRL, z drugiej – udział tych samych przedstawicieli władz w uroczystościach państwowego pochówku żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, zamordowanych przez komunistyczny aparat terroru.
Taki rozdźwięk trudno uznać za przypadek. To raczej przejaw charakterystycznej dla III RP polityki „historycznego kompromisu”, w której próbuje się jednocześnie oddawać hołd ofiarom komunizmu i pielęgnować symbole powstałe w czasach komunistycznej propagandy.
W Żywcu ten paradoks widać szczególnie wyraźnie. Burmistrz miasta nie widzi problemu w uczestnictwie w pierwszomajowym pochodzie kończącym się pod tablicą przy ul. Komorowskich, gdzie od lat powielana jest narracja o „sanacyjnej policji” mordującej robotników. Narracja ta została ukształtowana jeszcze w czasach PRL i wpisywała się w komunistyczną propagandę wymierzoną w II Rzeczpospolitą.
Kilka dni później ci sami przedstawiciele władz publicznych uczestniczą jednak w uroczystościach upamiętniających żołnierzy NSZ zgrupowania kpt. Henryka Flamego „Bartka” — ludzi zdradzonych i zamordowanych przez komunistyczny aparat bezpieczeństwa. W Kamesznicy odbył się państwowy pochówek 58 odnalezionych szczątków żołnierzy podziemia niepodległościowego. Żołnierzy, których śmierć była konsekwencją działań dokładnie tego samego systemu politycznego, którego propagandowe kalki nadal obecne są w przestrzeni publicznej Żywca.
To właśnie tutaj pojawia się fundamentalne pytanie o wiarygodność współczesnej polityki pamięci. Nie można jednocześnie oddawać czci ofiarom komunistycznych zbrodni i bezrefleksyjnie uczestniczyć w uroczystościach pod tablicą, której treść została ukształtowana przez środowiska budujące ideologiczne uzasadnienie dla późniejszego terroru.
Szczególnie mocno wybrzmiewa w tym kontekście postać Adolfa Biela — uczestnika demonstracji z 1932 roku, a po wojnie szefa PUBP w Żywcu. Człowieka odpowiedzialnego za działania przeciwko polskiemu podziemiu niepodległościowemu. Historia zatoczyła tragiczne koło: środowiska przedstawiane przed wojną jako „ofiary sanacji” po 1945 roku współtworzyły aparat represji wobec żołnierzy walczących o niepodległą Polskę.
Dlatego mieszkańcy mają prawo oczekiwać od władz jasnego stanowiska. Nie chodzi o zakazywanie obchodów czy wymazywanie historii. Chodzi o elementarną uczciwość wobec faktów. Jeśli państwo polskie oddaje dziś honor żołnierzom NSZ, to równocześnie powinno mieć odwagę uporządkować miejsca pamięci, które nadal posługują się językiem i narracją komunistycznej propagandy.
Nie da się budować spójnej pamięci narodowej na dwóch sprzecznych fundamentach jednocześnie.
Zdjęcie: Żywiecinfo

