Oświadczenie Stowarzyszenia RKW w sprawie „Dobrej zmiany”

W ostatnich wyborach parlamentarnych obywatele zadecydowali oddać władzę w ręce jednej partii  – Prawa i Sprawiedliwości. Opowiedzieli się nie tylko za radykalną zmianą dotychczasowej polityki, ale za odbudową Polski, za zmianą dotychczasowego systemu funkcjonowania państwa. Chcieli, aby politycy działali w interesie Polski, a nie obcych państw. Wyborcy uwierzyli, że ich kartka wyborcza coś zmieni. Teraz przekonują się, że bez względu na to kto jest u władzy i tak karuzela stanowisk i stare układy są silniejsze. W kolejnych wyborach ludzie nie pójdą już głosować i całkowicie odwrócą się od życia politycznego, a bez poparcia społecznego nie można zbudować niepodległego państwa.

Niektóre z reform już przeprowadzonych wskazują, że wielu polityków PiS posiada wizję naprawy państwa. Niestety, nasz niepokój budzi pomijanie istotnych decyzji i reform, pozostawianie w ministerstwach, we wszystkich ważnych instytucjach centralnych, także w Kancelarii Prezydenta, w Sejmie i Senacie starych urzędników niższego i wyższego szczebla,  oraz fala mianowań osób niekompetentnych, a nawet gotowych kontynuować politykę poprzednich rządów PO, PSL i SLD.

– Nadal nie uchylono Ustawy 1066, która pozwala na interwencję na terenie Polski obcym państwom, nawet tym, które nie są członkami Unii Europejskiej.

– Nic nam nie wiadomo o zwróceniu się Prezydenta, rządu, czy jakiejkolwiek władzy konstytucyjnej do NATO o pomoc w wyjaśnieniu sprawy katastrofy rządowego samolotu TU 154 w Smoleńsku. W poprzednim okresie była wielokrotnie zgłaszana taka gotowość ze strony naszych sojuszników, ale nikt z władz konstytucyjnych nie zwrócił się o to – nie jest zrozumiałe dlaczego po zmianie władz nie ma na ten temat  żadnej informacji.

– Mimo zapowiedzi narazie nie ujawniono ani zbioru zastrzeżonego IPN, ani Aneksu do Raportu WSI, a nawet temat ten całkowicie zniknął z debaty publicznej. Nie wykorzystano też możliwości zwrócenia się o pomoc do Instytutu Gaucka, o czym kilka lat temu mówiły opozycja. Nie ujawniono agentury służb komunistycznych wśród Polonii, a temat ten stanowi tabu. Jeśli Aneksu do Raportu WSI nie ma to należy wyciągnąć konsekwencje wobec konkretnych osób.

– Nie wyciągnięto konsekwencji wobec osób odpowiedzialnych za stosowanie pozaprawnych represji wobec społeczeństwa. Wystarczy przypomnieć strzelanie do górników z broni gładkolufowej, rokroczne prowokacje policyjne wobec uczestników Marszu Niepodległości, torturowanie kibiców (Akcja „Widelec”), m. in. spalenie budki pod Ambasadą Federacji Rosyjskiej (o co oskarżono Ruch Narodowy). Winni wydawania rozkazów i ich wykonywania nagle przestali rząd interesować. W represjonowaniu Narodu na tak wielką skalę uczestniczyły nie tylko pojedyncze osoby lecz musiały w tym brać udział struktury ministerstw siłowych; dawno te osoby powinny być nie tylko usunięte ze służby lecz ponieść konsekwencje karne, by nigdy w przyszłości nie znaleźli się oficerowie, czy szeregowi funkcjonariusze, którzy daliby się użyć przez sprawujących władze do represjonowania Narodu.

– „Zapomniano” o sfałszowanych wyborach samorządowych i milcząco uznano, iż fałszerstwa wyborcze mogą być podstawą legalnej władzy samorządowej. Kwestia sfałszowanych wyborów samorządowych zagrozi realizacji wielu ważnych programów rządowych, które będą wymagały współpracy z samorządami lub będą powiązane z wydatkami budżetów samorządowych (np. władze lokalne mogą sabotować program 500 plus). Nierozwiązanie spraw związanych ze sfałszowanymi wyborami 2014 roku, pozostawienie samorządów w rękach lokalnych układów politycznych, a częstokroć w rękach lokalnych ponadpartyjnych koterii i mafii, które decydują personalnie, kto ma być w jakiej partii, by bronić gminnego i powiatowego betonu, wcześniej czy później zaowocuje dwuwładzą w Polsce i wojną podjazdową ze strony broniącego się układu. Jedynie powtórzenie zwycięstwa wyborczego w skali samorządowej uchronić może Polskę przed ślepą uliczką tolerowania władz samorządowych pochodzących ze sfałszowanych wyborów.

– Zapomina się o konieczności zmiany zasad funkcjonowania i wymiany składu Państwowej Komisji Wyborczej, która działa na bazie przestarzałej i złej ordynacji wyborczej a ponadto każdorazowo i poza wszelką kontrolą uchwala takie Wytyczne pracy Obwodowych Komisji Wyborczych, które z roku na rok generują coraz bardziej doprecyzowane rozwiązania umożliwiające fałszownie wyborów. Przedstawiane w tym względzie dowody przez nasze Stowarzyszenie RKW oraz  złożona przez nas w Kancelarii Prezydenta propozycja odbycia spotkań i rozmów w tym względzie, powiadomienia już w 2015 roku różnych instytucji o karygodnych praktykach PKW, w ogóle nie doczekały się do dziś jakiejkolwiek reakcji, ani ze strony tych instytucji, ani nawet przez urzędników Kancelarii Prezydenta RP, odpowiedzialnego za prawidłowy przebieg wyborów w Polsce.

– Przygotowana ustawa o ochronie ziemi zakazuje jedynie sprzedaży ziemi państwowej, zapominając o ochronie przed sprzedażą cudzoziemcom ziemi prywatnej, wprowadza natomiast szereg niepotrzebnych utrudnień dla polskich rolników przy obrocie ziemią sąsiedzką przekazując jako organowi nadzoru obrotu ziemią skorumpowanej i skompromitowanej wielokrotnie w przeszłości Agencji Nieruchomości Rolnych; od jej decyzji nie ma przewidzianej instancji odwoławczej i prewencyjnego nadzoru rządu lub Sejmu nad spływającymi ofertami kupna-sprzedaży ziemi rolnej.

– Nie ma ze strony Pana Prezydenta ani rządu odpowiedzi na zebrane ponad 2,6 milionów podpisów domagających się referendum w sprawie zakazu sprzedaży ziemi rolnej i leśnej w ręce cudzoziemców. Nie wiemy nic na temat procedowania ustawy zabezpieczającej przed wyprzedażą lasów. Decyzja o sprzedaży ziemi rolnej lub leśnej nie może zależeć od postawy ministra bowiem skład rządu zawsze może się zmienić. Powinna być gwarancja konstytucyjna, a więc powinno się odbyć referendum, którego Naród żądał.

– Nie wymieniono rad nadzorczych w spółkach węglowych i nadal nie wiemy, kto jest odpowiedzialny za sytuację w kopalniach węgla kamiennego. Nie podjęto działań wiarygodnych i na odpowiednią skalę angażujących odpowiednie ministerstwa, by wyjaśnić  sprawy związane z nietykalną mafią węglową.

– W MSZ rzuca się w oczy brak jakichkolwiek zmian wewnątrz resortu, jak i w placówkach dyplomatycznych, mimo że pracownicy ambasad i konsulatów angażują się w działania KOD. W kluczowych państwach sojuszniczych interesy naszego państwa i politykę nowego rządu mają realizować osoby związane ściśle z poprzednią ekipą rządową lub wręcz z byłym ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim.

Piotr Puchta – funkcjonariusz wojskowych służb specjalnych PRL, którego karierę w Zarządzie II Sztabu Generalnego WP, poprzedniczce WSI, wspierali generałowie Kiszczak i Jaruzelski został postawiony na czele ważnego departamentu MSZ. Jego ojciec Janusz Puchta był  wiceszefem WSI i wieloletnim agentem II Zarządu Sztabu Generalnego WP w PRL.

– Poparcie Marka Belki na stanowisko szefa Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju jest niezrozumiałe, gdyż jest on kontynuatorem polityki Balcerowicza. Jego promotorzy zapomnieli widać o jego uwikłaniu we współpracę z SB (zarejestrowany jako ko „Belch”), jest on odpowiedzialny za zaciągnięcie kredytu w MFW wbrew stanowisku ówczesnego prezesa NBP Sławomira Skrzypka, a w czasie rządów PO-PSL chciał posłużyć się środkami NBP, by zapewnić zwycięstwo wyborcze PO.

– W terenie niektórzy działacze partii rządzącej blokuje zmiany, starając zapewnić przetrwanie status quo, gdyż spodziewając się przegranej w następnych wyborach, chcą jedynie dojść do porozumienia z zastanymi układami.

– Z wielkim zadowoleniem przyjęto zapowiedź zmian w mediach publicznych i oddanie ich na służbę narodowi. Obywatele oczekują, że dyskutowana ustawa medialna sprawi, że nie będą one, jak dotąd, służyć jednej partii politycznej i postmodernistycznej ideologii. Niestety na stanowiska prezesów i dyrektorów zostały często powołane osoby niekompetentne i skompromitowane w środowisku nie tylko dziennikarskim.  Zmiany w mediach, zwłaszcza w ośrodkach regionalnych, nadal mają charakter pozorowany.

Pragniemy zwrócić uwagę, że obywatele wiele oczekują od obecnych władz. Jeśli zostaną zawiedzeni, odwrócą się od PIS. Będzie to sytuacja bardzo niebezpieczna dla Polski, bo podobnej politycznej alternatywy w obecnej sytuacji na razie nie widać, a powrót do władzy poprzedniej ekipy oznaczałby zwycięstwo Targowicy ze wszystkimi tego analogiami i konsekwencjami.

Warszawa, dnia 24 marca 2016 r.

Zarząd Stowarzyszenia RKW – Ruch Kontroli Wyborów – Ruch Kontroli Władzy

źródło: http://stowarzyszenierkw.org/2893-oswiadczenie-stowarzyszenia-rkw-w-sprawie-dobrej-zmiany

Napisano wNaszym zdaniemKomentarzy (0)

Przemysł i wierność

Przez całe sześć lat od tragedii smoleńskiej z głównych mediów popierających ekipę Tuska mogłem się dowiedzieć, że jestem paranoikiem, który szuka zamachu w wyjaśnionej katastrofie, tworzy sektę i nie potrafi pogodzić się z oczywistymi faktami. Jednocześnie za wszelką cenę udowadniano, że zajmowanie się Smoleńskiem przyniosło mi ogromne zyski. Widać paranoja jest stanem, w którym łatwiej się dorobić.

Prawda jest taka, że wprawdzie przybyło nam trochę czytelników, ale na środowisko „Gazety Polskiej” nałożono całkowitą cenzurę. Wolno było o nas mówić tylko w taki sposób, żeby nas ośmieszać. Żaden dziennikarz nie mógł wystąpić pod naszym logo ani w publicznych mediach, ani w niemal wszystkich liczących się prywatnych. Inne środowiska dziennikarskie, opozycyjne wobec władzy, nie zostały dotknięte represjami w takim samym stopniu. Zresztą wiele z nich odcinało się od nas w tej sprawie. Po mniej więcej dwóch latach część z nich zaczęła powoli zmieniać zdanie. To znaczy racji nam nie przyznali, ale chętnie zaczęli ubierać się w nasze buty. Nie miałem o to pretensji, bo był to w sumie nasz sukces. Ich nawrócenia choć trochę się przydały dla sprawy. Trafiali do publicznych mediów i mogli zarażać ludzi wątpliwościami dotyczącymi zarówno samego śledztwa, jak i tragedii z kwietnia 2010 r. Dzisiaj następuje kolejna fala gwałtownych nawróceń. Ludzie, którzy do wygranej PiS-u uważali nas, Antoniego Macierewicza, a nierzadko Jarosława Kaczyńskiego za bandę paranoików, odkrywają publicznie, że istniał przemysł pogardy, a śledztwo źle prowadzono. Prywatnie, na Twitterach i Facebookach, dalej nazywają nas paranoikami – na ogół odpuszczają Kaczyńskiemu. O nim mówią, co naprawdę myślą, tylko w najbardziej zaufanych gronach. A że towarzystwo szemrane, to po paru godzinach jeden na drugiego komuś doniesie i pół miasta wie.

W zasadzie nie ma co się na to oburzać. Koniunkturalizm towarzyszy każdej władzy, a karierowiczostwo to część natury sporej części ludzkości. Problem w tym, że tacy ludzie nie są w stanie kształtować postaw. Polacy bardzo szybko wyczuwają fałsz i raczej komuś takiemu nie zaufają. Kiedy tego typu kariery dotyczą gospodarki, nie ma to większego znaczenia. Oczywiście jest to dla ludzi gorszące, ale prezes firmy produkującej komercyjne wyroby nie musi zachęcać do postaw moralnych, tylko do kupowania towarów. Niech myśli, co chce, byle je dobrze produkował. Dużo gorzej jeżeli takie postawy widać w mediach. Media potrzebują charakterów. Dzisiaj postęp technologiczny jest tak ogromny, że wiedza specjalistyczna zdobywana przez lata na temat tworzenia mediów szybko staje się nieaktualna. Dlaczego czasem jeden videobloger ma większą oglądalność niż drogie stacje? Bo ludzie dostrzegają w nim coś autentycznego. O tym, że niewielkie media potrafią pokonać gigantów, boleśnie w zeszłym roku przekonała się rządząca ekipa z PO. Mieli nad nami totalną przewagę finansową, w zasięgu technicznym i logistyce. Polegli z kretesem. Również w sprawie Smoleńska. Dzisiaj część pracujących dla tamtej władzy dziennikarzy przeżywa nawrócenia Szawłowe i jawi się jako ostoja uczciwości. Ci najbardziej skompromitowani, którzy już nikogo nie przekonają, że są uczciwi, promują się jako „profesjonaliści”.

No cóż, a „Gazeta Polska”? To jednak ciągle banda paranoików. My przecież robimy to na serio. Więc cenzurują nas jak dawniej. Całe szczęście. Gdyby wszyscy autentycznie się do nas upodobnili, to pewnie nie mielibyśmy nic do roboty. A PiS na nawróconych będzie mógł długo liczyć. Co najmniej do pierwszego poważnego potknięcia.

Tomasz Sakiewicz

źródło: http://www.klubygp.pl/przemysl-i-wiernosc/

Napisano wNaszym zdaniemKomentarzy (0)

Hans-Dietrich Genscher nie żyje

Hans-Dietrich Genscher, niemiecki polityk i dyplomata, wieloletni minister spraw wewnętrznych i zagranicznych oraz wicekanclerz RFN zmarł wczoraj w wieku 89 lat z powodu niewydolności układu sercowo-naczyniowego.

Urodził się 21 marca 1927 roku w Reideburgu, w Saksonii-Anhalt. W 1942 roku wstąpił do Hitlerjugend. Podczas wojny służył w oddziałach pomocniczych obrony przeciwlotniczej, a w styczniu 1945 roku zgłosił się do Wehrmachtu. Po ustaniu walk znalazł się w niewoli amerykańskiej, a następnie brytyjskiej. Gdy go zwolniono, powrócił w rodzinne strony. Wówczas była to sowiecka strefa okupacyjna. W 1952 roku wyjechał do RFN i osiadł w Bremie. Rozpoczął pracę jako prawnik. Szybko też zaczął piąć się po szczeblach kariery Wolnej Partii Demokratycznej (FDP), partii wchodzącej w skład niemieckiego rządu.

Od 1969 do 1974 roku był ministrem spraw wewnętrznych. W tym okresie, podczas igrzysk olimpijskich w Monachium w 1972 roku, doszło do ataku palestyńskich terrorystów na ekipę Izraela. „To był najstraszniejszy dzień mojej długiej kariery jako członek niemieckiego rządu. Nikomu nie życzę, żeby czegoś takiego doświadczył” – opowiadał później Genscher, wyjaśniając, że cały czas starał się wtedy o zwolnienie zakładników pokojową drogą.

W 1974 roku znalazł się on w gabinecie kierowanym przez kanclerza Helmuta Schmidta. Objął stanowiska wicekanclerza i ministra spraw zagranicznych. Starał się zmniejszać tarcia między blokami geopolitycznymi podczas zimnej wojny. „Naszym celem jest pokój w Europie, w której samostanowiący niemiecki naród odzyska swoją jedność” – powiedział w 1975 r. na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ w Nowym Jorku.

Był współtwórcą zjednoczenia Niemiec. „Przybyliśmy do was, by poinformować, że dziś zezwolono na wasz wyjazd” – to właśnie zdanie wypowiedziane przez Genschera 30 września 1989 roku na balkonie ambasady RFN w Pradze zapisało się w pamięci milionów Niemców. Działo się to w momencie, gdy walił się berliński mur.

14 listopada 1990 roku niemiecki polityk wspólnie z Krzysztofem Skubiszewskim podpisał traktat między RFN i Polską o potwierdzeniu granicy na Odrze i Nysie. W 1992 roku zrezygnował ze stanowisk wicekanclerza i ministra spraw zagranicznych. Pełnił funkcję honorowego przewodniczącego FDP.

źródło: niezalezna.pl

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Dekomunizujemy czy nie?

Senat przyjął ustawę o dekomunizacji nazw upamiętniających komunizm. W Polsce jest jeszcze ok. 1400 takich nazw. Samorządy we współpracy z IPN em będą miały dwa lata na wykonanie ustawy. Krakowski radny Bolesław Kosior złożył wniosek o zmianę nazw ulic poświęconych literatom, którzy w lutym 1953 r. poparli haniebną rezolucję w sprawie tzw. procesu krakowskiego. Warto przypomnieć, że w tym pokazowym procesie bolszewicy skazali trzech księży na śmierć, a pozostałe cztery osoby na długoletnie więzienie. Kiedy księża oczekiwali na wykonanie wyroku śmierci, 53 członków Związku Literatów napisało rezolucję, w której w pełni popierali wyrok tzw. sądu. Właśnie takiego moralnego poparcia oczekiwali wtedy komunistyczni bandyci. To czym różnili się ci, którzy wydali wyroki, od tych, którzy ich wsparli? Czy późniejszy dorobek literacki np. Wisławy Szymborskiej w jakikolwiek sposób zmył z niej tę hańbę? Pytanie jest zasadne, ponieważ po wniosku Kosiora odezwały się liczne głosy nawołujące do rozsądku. W najbliższym czasie Polacy będą musieli decydować, czy zdekomunizujemy Polskę, czy znowu posłuchamy tych, którzy są „za, a nawet przeciw”.

Ryszard Kapuściński

zlprezolucja

źródło: http://www.klubygp.pl/dekomunizujemy-czy-nie/

Napisano wNaszym zdaniemKomentarzy (1)

„Nie ma Go tutaj; zmartwychwstał”

Aby Zmartwychwstały Chrystus obudził w nas to, co jeszcze uśpione, ożywił to, co już martwe; niech światło Jego słowa prowadzi nas przez życie do wieczności. Radosnych Świąt w gronie rodzinnym życzy czytelnikom

„Żywiec w sieci”

Napisano wNaszym zdaniem2 komentarze

„Zabiłbym wszystkich Polaków”

„To co, powinienem ich zabić? Powinienem postawić ich pod ścianą? Chcę! Zabiłbym wszystkich Polaków. Nie miałbym z tym problemu. Nienawidzę Polaków, naprawdę. Nienawidzę. To nie, że ich nie lubię. Nienawidzę ich. Tak, jestem! Jestem hitlerowcem! To wina tego Kraju (Polski), że taki jestem.”

Autorka programu „Otwartym tekstem” Ewa Stankiewicz dotarła do nagrania na którym szef firmy POS SYSTEMS Sp. z o.o. działającej w województwie pomorskim, Hans Gielen wyraża się z nieskrywaną nienawiścią o narodzie polskim. Gielen  niejednokrotnie poniżał swoich pracowników.

 

W piątek 18 marca poseł PiS Dorota Arciszewska-Mielewczyk wysłała list otwarty, skierowany do ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego- Zbigniewa Ziobry.

Treść zawiadomienia opublikował Dziennik Bałtycki: //www.dziennikbaltycki.pl/aktualnosci/a/biznesmen-z-pomorza-nienawidze-polakow-poslanka-zawiadomila-ministra-ziobre-o-przestepstwie,9756374
„Dorota Arciszewska-Mielewczyk​​​​​ Gdynia, 18 marca 2016 r. Poseł na Sejm RP Świętojańska 90/2 81-388, Gdynia Zbigniew Ziobro Minister Sprawiedliwości Prokurator Generalny Al. Ujazdowskie 11 00-950, Warszawa Szanowny

 

Panie Ministrze Sprawiedliwości, Panie Prokuratorze Generalny, Wczoraj w Telewizji Republika, w programie prowadzonym przez p. Ewę Stankiewicz pojawił się materiał nagrany (jak rozumiem) ukrytym magnetofonem. Nagranym jest p. Hans Gielen, współwłaściciel firmy POS SYSTEMS Sp. z o.o. działającej w województwie pomorskim. „Chcę! Zabiłbym wszystkich Polaków. Nie miałbym z tym problemu. Nienawidzę Polaków, naprawdę. Nienawidzę. To nie, że ich nie lubię. Nienawidzę ich. Tak, jestem, jestem hitlerowcem, ale to wina tego kraju, że taki jestem” – mówi Niemiec. Wedle mojej oceny doszło do popełnienia przestępstwa z artykułu 256 par.1 kodeksu karnego: „Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2” oraz artykułu 257 kk: „Kto publicznie znieważa grupę ludności albo poszczególną osobę z powodu jej przynależności narodowej, etnicznej, rasowej, wyznaniowej albo z powodu jej bezwyznaniowości lub z takich powodów narusza nietykalność cielesną innej osoby, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.” Szanowny Panie Ministrze, według mojej wiedzy propagowanie faszyzmu jest również zabronione w Niemczech. Dlatego też proszę rozważyć możliwość powiadomienia niemieckich organów ścigania i udzielenia niemieckiemu wymiarowi sprawiedliwości wszelkiej pomocy prawnej w omawianej sprawie. Uważam, że prokuratura powinna w takich sytuacjach wszczynać sprawy z urzędu, jeżeli jednak tego nie uczyniła – proszę potraktować niniejsze pismo, jako zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. ​​​​​​​​Dorota Arciszewska-Mielewczyk Poseł na Sejm RP”

56ebde4657689_o,size,969x565,q,71,h,326bba

zdjęcie z pozwem: Dziennik Bałtycki

zdjęcie: TV Republika

 

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

„Zbrodnia niemal doskonała”

Wszystko na to wskazuje, że na Opolszczyźnie udało się odnaleźć szczątki żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych z oddziału kpt. Henryka Flamego, ps. Bartek walczących m.in. na Żywiecczyźnie. Żołnierze oddziału zostali zamordowani przez komunistów w 1946 roku. Była to największa grupa zbrojna antykomunistycznego podziemia na Górnym Śląsku i w Beskidach. Zbrodnia niemal doskonała. Ślady zostały zatarte.
Profesor Krzysztof Szwagrzyk powiedział „Znaleźliśmy szczątki ludzkie w pobliżu zniszczonego baraku, spalonego baraku, w którym znaleźliśmy także ryngrafy, orzełki w koronie, polskie monety. Rzeczy, które należały z pewnością do partyzantów. Wiem jak byli umundurowani, wiem jakie mieli wyposażenie wojskowe i wiemy, że to są rzeczy, które do nich należały. Znalezienie tych szczątków tutaj w pobliżu orzełków, w pobliżu ryngrafów daje nam pewność, że mamy do czynienia ze szczątkami jednego z ludzi z oddziału „Bartka” Henryka Flamego. Przed nami kolejne dni pracy. Już jutro od samego rana będziemy kontynuowali nasze działania tutaj. Jestem dobrej myśli. Na pewno nie skończymy tych działań dopóki cała ta polana nie zostanie przez nas przebadana”
Dziennikarz Andrzej Buchowski pyta: „Dlaczego tak naprawdę te poszukiwania trwały tak długo, bo to już kolejny rok, prawda?”
Prof. K. Szwagrzyk „Może warto przypomnieć, że jest to chyba najdłuższe śledztwo w historii III RP, bo zostało wszczęte w 1990 r. Celem śledztwa było odnalezienie miejsc pochówku tych ludzi pogrzebanych, zabitych tutaj we wrześniu 1946 r. i pogrzebanych gdzieś w trzech nieznanych miejscach. Musimy pamiętać, że mieliśmy do czynienia z wyjątkową zbrodnią, bowiem tych ludzi przywieziono tutaj w te trzy różne miejsca na Opolszczyźnie po to żeby ich zlikwidować. Wybrano nieprawdopodobną, nie do uwierzenia formę uśmiercenia tych ludzi. Bowiem tutaj, przy tym miejscu przy którym w tej chwili stoimy stał barak, barak, który został zaminowany sześcioma, siedmioma może nawet minami przeciwczołgowymi. Tych ludzi umieszczono w tym baraku i w czasie kiedy oni spali zostali wysadzeni w powietrze. Trudno sobie wyobrazić co się działo tutaj wtedy w połowie września 1946 r., a ci którzy mordowali naszych bohaterów potem zacierali ślady. Wydawało się do dzisiaj, że robili to bardzo skutecznie. Na szczęście każdy morderca pozostawia po sobie ślad ubecy także pozostawili.
Dziennikarz Andrzej Buchowski „Te prace na dziś już się zakończyły, ale archeolodzy wrócą tutaj o świcie i będą kontynuować pracę tak naprawdę aż do skutku przez kolejne dni a po przebadaniu okolic Starego Grodkowa przeniosą się w okolice wsi Barut niedaleko Strzelec Opolskich także na Opolszczyźnie.”

Napisano wOgólnie4 komentarze

Nie żyje Guido Westerwelle. Były szef MSZ Niemiec miał 54 lata

W wieku 54 lat zmarł w piątek były minister spraw zagranicznych Niemiec Guido Westerwelle – podała jego fundacja w Berlinie. Były przewodniczący FDP chorował na białaczkę.
Na stronie Westerwelle Foundation zamieszczono zdjęcie byłego szefa dyplomacji wraz z jego wieloletnim partnerem i mężem Michaelem Mronzem oraz napis:
Stoczyliśmy walkę. Nie straciliśmy celu z oczu. Jesteśmy wdzięczni za niebywale cudowny czas razem. Miłość pozostaje.
Od lat 80. Westerwelle należał do najważniejszych postaci niemieckiej polityki – pisze agencja dpa. Syn adwokata z Bonn od początku swej politycznej działalności uchodził za człowieka nieobawiającego się głosić swoich, nawet niepopularnych poglądów. Na początku lat 80. w Bonn na wielotysięcznej demonstracji za zwiększeniem potencjału militarnego Niemiec rozdawał ulotki nawołujące do czegoś przeciwnego.
Gdy w wieku 39 lat stanął na czele liberalnej, przyjaznej biznesowi Wolnej Partii Demokratycznej (FDP), za cel postawił sobie przekształcenie ugrupowania pełniącego funkcję języczka u wagi w „partię całego narodu”. Gdy ubiegał się o stanowisko kanclerza, przemierzał kraj w wozie kempingowym i pojawił się jako gość w programie „Big Brother”.
Pod jego wodzą FDP zdobyła swój najlepszy wyborczy wynik – w 2009 roku zagłosowało na nią 14,6 proc. wyborców, dając temu ugrupowaniu pozycję trzeciej siły politycznej w kraju.
Po wielu latach w opozycji w 2009 roku został ministrem spraw zagranicznych. Wielu, w tym w jego własnej partii, miało mu za złe, że objął resort dyplomacji zamiast finansów. Na skutek rosnącej frustracji liberałów, i jego rosnącej pozycji jako szefa MSZ, po półtora roku stracił stanowisko przewodniczącego FDP i wicekanclerza.
Westerwelle był kawalerem Krzyża Komandorskiego z Gwiazdą Orderu Zasługi RP, który otrzymał za wybitne zasługi w rozwijaniu współpracy polsko-niemieckiej. Jako szef niemieckiej dyplomacji przykładał dużą wagę do stosunków z Polską. Na cel swojej pierwszej zagranicznej podroży po objęciu stanowiska na jesieni 2009 roku wybrał właśnie Polskę. Podczas tej wizyty stanął, narażając się na krytykę ze strony CDU i CSU, po stronie władz polskich w sporze o rolę przewodniczącej Związku Wypędzonych Eriki Steinbach w powstającej wówczas Fundacji Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie. Została ona powołana w celu budowy centrum dokumentacyjno-informacyjnego poświęconego historii przymusowych wysiedleń w Europie w XX wieku.
Westerwelle i ówczesny szef polskiego MSZ Radosław Sikorski blisko współpracowali w sprawach dotyczących między innymi Ukrainy i Białorusi.
W czasie sprawowania funkcji ministra przez Westerwellego Niemcy prowadziły politykę nieuczestniczenia w interwencjach wojskowych na świecie. W 2011 roku wstrzymały się podczas głosowania w Radzie Bezpieczeństwa ONZ nad rezolucją umożliwiającą interwencję NATO w Libii. Także w czasie kryzysu w Syrii, gdy rozważano możliwość ataku na ten kraj, rząd niemiecki zapowiedział, że nie weźmie udziału w operacji. Stanowisko Niemiec było wielokrotnie krytykowane przez partnerów z NATO. „Pikielhauba nie pasuje do nas” – powiedział Westerwelle w jednym z niedawnych wywiadów, odnosząc się do symbolu pruskiego militaryzmu.
Tekę ministra spraw zagranicznych Westerwelle piastował do 2013 roku. Dokładnie pół rok później stwierdzono u niego szczególnie agresywną odmianę choroby nowotworowej – ostrą białaczkę szpikową. O swojej chorobie napisał książkę „Zwischen zwei Leben” (między dwoma życiami), która ukazała się zeszłej jesieni. Jednak już w grudniu trafił do szpitala i od tego czasu praktycznie nie zabierał już głosu w życiu publicznym.
lw, PAP

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Czy sądzicie państwo, że na stanowisku „króla” Europy przybyło mu na odwadze?

„Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung” pisze o starciu w sprawie polityki wobec uchodźców pomiędzy „królem” Europy Donaldem Tuskiem a kanclerz Angelą Merkel, do jakiego doszło podczas ostatniego szczytu UE w Brukseli. Dziennik pisze o walce „dwóch przewodników stada”. W tygodniku „Der Spiegel” mogliśmy z kolei przeczytać: „Dawniej relacje pomiędzy niemiecką kanclerz a Donaldem Tuskiem wyglądały następująco: „Gdy Angela Merkel wkraczała do sali konferencyjnej budynku obrad UE, Polak pochylał się nisko i chwytał rękę Merkel. Następnie cmokał ją tak, że sama Merkel, przyzwyczajona do najróżniejszych gestów pokory, spoglądała zmieszana na pochyloną głowę Tuska”. Otóż jeden z przekazów jest fałszywy. Niewątpliwie Donald Tusk robił wiele, by pokazać kto w tandemie Berlin-Warszawa siedzi na pierwszym siodełku. Oglądanie – przynajmniej przez osiem lat – pleców Angeli Merkel w końcu Tuskowi się opłaciło. Podaję za niemieckim „Faktem”: „Ponad 105 tys. złotych. Właśnie tyle wynosi pierwsza pensja Donalda Tuska jako szefa Rady Europejskiej. Liczymy dalej. Na wynajem mieszkania, były premier Polski dostał ok. 3,8 tys. euro (ok. 16 tys. zł). Mówimy oczywiście o kwocie miesięcznej. Co więcej, na przeprowadzkę zgarnął jednorazowy dodatek w wysokości 50 tys. euro (ok. 220 tys. zł)”. Jak mawiają „w polityce pieniądze są tylko instrumentem do osiągania celu”, więc podaję te kwoty nie po to, by nimi epatować, lecz by zastanowić się dlaczego wyłożono takie sumy w celu wypromowania Donalda Tuska? Otóż ten zamawia muzykę, kto płaci orkiestrze. Jakie państwo jest najsilniejsze w UE? Oczywiście Niemcy. Tak więc to Berlin wyniósł Tuska do godności „króla” Europy i to Berlin miał w tym swój cel. Teza o walce „dwóch przewodników stada” może i intelektualnie jest interesująca, ale od strony politycznej praktyki jest kompletnie pozbawiona sensu, logiki w tym żadnej. Za Angelą Merkel stoi potężny budżet Niemiec, za Tuskiem – co najwyżej goście programy red. Lisa śpiewający ex-premierowi „sto lat”. Tak więc „bunt na pokładzie” należy rozpatrywać raczej w kontekście błędu komunikacyjnego, ale nie można również wykluczyć, że Angela Mekel zupełnie zapominała, że istnieje jakiś „król” Europy, z którym coś trzeba konsultować! Stawiam na to ostatnie rozwiązanie. Donald Tusk wpisał się w polską politykę jako człowiek, który „nic nie może”. Czy sądzicie państwo, że na stanowisku „króla” Europy przybyło mu na odwadze? A ile waży odwaga? Więcej niż 105 tys. złotych miesięcznie? Tak w ogóle, to mnie się zdaje, że to polityk… wybitnie przepłacony.

źródło: https://www.facebook.com/arciszewskamielewczyk/

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Komisja Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej

16 marca odbyło się posiedzenie Komisji Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej, na którym rozpatrywano projekt ustawy o aktywizacji przemysłu okrętowego i produkcji komplementarnej, popularnie nazywaną „ustawą o stoczniach”.

http://www.sejm.gov.pl/sejm8.nsf/transmisje.xsp?unid=B4077E35003A4DF2C1257F730030278C#

źródło: https://www.facebook.com/arciszewskamielewczyk/

 

 

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Related Sites