Posted on 15 marca 2016.
Napisano wOgólnieKomentarzy (0)
Posted on 11 marca 2016.
W środę 2.III.2016 r. po raz kolejny odbyła się rozprawa sądowa w Żywieckim Sądzie Rejonowym przeciwko Rafałowi Dudziakowi, redaktorowi portalu „Żywiec w sieci” a zarazem przedstawicielowi Ruchu Kontroli Wyborów i Kontroli Władzy. Powodem sprawy jest publikacja w internecie tekstów pt. Wytyczne urzędników wobec członków komisji wyborczych w Żywcu oraz Polemika z sekretarzem Miasta Żywiec – Wyraz arogancji czy braku kompetencji?
Redaktor lokalnego portalu internetowego jest oskarżony z art. 212 k.k. (rodem ze Stanu Wojennego PRL ) na wniosek Prokuratury Rejonowej w Żywcu.
Na sali rozpraw pojawił się jeden tylko świadek, który zeznał w jakich okolicznościach doszło do pojawienia się jednego z omawianych artykułów na łamach portalu.
Proces polityczny o próbę zastraszenia RKW został rozreklamowany na plakatach przez miejscowy Klub „Gazety Polskiej” i weteranów antykomunistycznej opozycji ze stowarzyszenia KPN-Niezłomni. W efekcie reklamy przed gmachem sądu pojawiła się spora grupa osób reprezentujących Niezłomnych, Solidarni 2010, Ruch Kontroli Wyborów, Klub Gazety Polskiej z Żywca. Zgromadzeni na wiecu wyrażali solidarność z pozwanym wyrażając przed sądem swój sprzeciw przeciwko toczącej się sprawie. Dobitne przemówienia wygłosiła Jadwiga Chmielowska ze Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Adam Słomka (KPN), Zygmunt Miernik z Niezłomnych i Henryk Bąkowicz z Solidarnych 2010.
Dotarcie na teren budynku tym razem nie było takie łatwe. Wejście do sądu było pod ścisłą kontrolą kilkudziesięciu policjantów z Katowic (sic!) i miejscowych ochroniarzy . Trzeba było wyciągać rzeczy z kieszeni i przepuszczać wszystko przez antyterrorystyczny skaner.
Rozprawa rozpoczęła się o godzinie 9:15. Na wstępie sędzia Dorota Lenarczyk zakomunikowała, że osoby mające opaski biało czerwone z emblematami np. Polski Walczącej czy Solidarni 2010 mają je zdjąć lub opuścić salę rozpraw!
Na salę weszli dziennikarze m.in. Mariusz Cysewski z SDP i portalu Wolny Czyn)oraz spora grupa mieszkańców Żywca i regionu z patriotycznymi opaskami.
Dziennikarze i Adam Słomka wyrazili chęć utrwalania przebiegu procesu. Sędzia odrzuciła wniosek formalny M.Cysewskiego uważając, że: cyt „ filmowanie nie jest w interesie społecznym” , więc zażądała wyłączenia kamer oraz zdjęcia opasek. Na żądanie sędziny Doroty Lenarczyk duża grupa policjantów rzuciła się na panów M. Cysewskiego i Adama Słomkę i wyrzuciła ich z Sali rozpraw. Złamano tym samym fundamentalną zasadę jawności procesu i swobody pracy dziennikarzy.
W konsekwencji wznowiono wiec pod oknami sali rozpraw. Na sali słychać było wyraźniej piosenki patriotyczne i płynący głos z megafonu niż sędzinę (bardzo sławna postać o której warto napisać osobny tekst obrazujący degrengoladę wymiaru „ sprawiedliwości”)
Następna rozprawa odbędzie się 14 kwietnia. Wszystkich świadomych patriotów zapraszamy na ciąg dalszy spektaklu bezprawia III RPRL.
autor: Irenusz Wolański
Napisano wZ miasta Żywca15 komentarzy
Posted on 10 marca 2016.
Dzisiaj minęła druga rocznica śmierci generała Ludowego Wojska Polskiego Tadeusza Pietrzaka. Podczas II wojny światowej walczył w szeregach Gwardii Ludowej, a następnie Armii Ludowej. Od 1945 roku służył w Milicji Obywatelskiej. W latach 1954-1956 był komendantem wojewódzkim MO w Poznaniu w stopniu podpułkownika. Po 1956 roku pełnił obowiązki zastępcy szefa Głównego Zarządu Informacji WP, a następnie zastępcy szefa Wojskowej Służby Wewnętrznej. W 1963 roku został dowódcą podległych MSW Wojsk Wewnętrznych Wojska Ochrony Pogranicza oraz Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. W grudniu 1970 roku uczestniczył w naradzie w gabinecie I sekretarza KC PZPR Władysława Gomułki, podczas której podjęto decyzję o użyciu broni wobec protestujących na Wybrzeżu.
W latach 1969-1977 i w latach 1983-1990 był prezesem Naczelnej Rady Łowieckiej Polskiego Związku Łowieckiego. Wchodził również w skład Międzynarodowej Rady Łowieckiej, w ramach której był wiceprezesem Komisji Ptactwa Migrującego. Prezes Naczelnej Rady Łowieckiej Andrzej Gdula wspomina generała: „Tadeusz pełnił w swym życiu wiele eksponowanych funkcji i mógł posługiwać się różnymi tytułami: od ambasadora i ministra po profesora i prezesa Naczelnej Rady Łowieckiej, jednak wszystkim znany był jako generał. Kiedyś, zapytany przez jednego z myśliwych, jak ma się do niego zwracać, odpowiedział bez namysłu: „Tadeusz”.
W oczach Andrzeja Gduli „Generał zawsze był bezpośredni, zdecydowany i skromny. Niewiele osób dziś o tym pamięta, że to właśnie dzięki Jego osobistym wpływom i zabiegom na początku lat 70. ubiegłego wieku udało się udaremnić pierwszy poważny zamach na autonomię Polskiego Związku Łowieckiego. Dzięki Tadeuszowi, w wyniku przyjętej nowelizacji ustawy Prawo łowieckie, zamiast, jak planowano, całkowitej degradacji, uzyskaliśmy o wiele mocniejsze umocowanie ustawowe w procesie decyzyjnym oraz przejęliśmy odpowiedzialność za prowadzenie gospodarki łowieckiej w całym kraju.”
Tadeusz Pietrzak w latach powojennych brał udział w zwalczaniu Polskiego powojennego podziemia
niepodległościowego i antykomunistycznego. Brał udział między innymi w operacji „Lawina”- likwidacji zgrupowania NSZ kpt. Henryka Flame ps. „Bartek” na Śląsku Opolskim.
Tadeusz Pietrzak został pochowany 14 marca 2014 roku na Cmentarzu Wojskowym na warszawskich
Powązkach. Związek Żołnierzy Narodowych Sił zbrojnych złożył wniosek o degradację oraz pozbawienie go orderu Virtuti Militari.
Napisano wOgólnieKomentarzy (1)
Posted on 09 marca 2016.
Dzisiaj na stronach Powiatu Żywieckiego pojawiło się oświadczenie Wicestarosty Żywieckiego Stanisława Kucharczyka dotyczące planowanej likwidacji ZSZiO w Węgierskiej Górce. TV Trwam była w ZSZiO w Węgierskiej Górce.
OŚWIADCZENIE
Zarząd Powiatu w Żywcu informuje, że Śląski Kurator Oświaty w Katowicach negatywnie zaopiniował projekt likwidacji technikum oraz szkoły zawodowej oraz pozytywnie zaopiniował likwidację liceum w Zespole Szkół Zawodowych i Ogólnokształcących w Węgierskiej Górce. Decyzja Kuratorium jest wiążąca dla Powiatu i oznacza dalsze funkcjonowanie Zespołu Szkół w kolejnym roku szkolnym 2016-2017.
Argumenty Powiatu zarówno finansowe, demograficzne jak i merytoryczne przedłożone do wniosku o opinię nie zostały uwzględnione w stanowisku Śląskiego Kuratora Oświaty. Chodzi głównie o głęboki niż demograficzny dotykający szkoły ponadgimnazjalne, a w efekcie coraz trudniejszą sytuację finansową w oświacie, która zagraża finansom całego Powiatu. Z planów na 2016 rok wynika, że niedobór środków na same wynagrodzenia nauczycieli może sięgnąć nawet 6 mln złotych – co jest nie do przyjęcia i nie ma możliwości sfinansowania takiego deficytu – głównie ze względu na wysokie zadłużenie całego budżetu Powiatu.
Brak zgody Kuratorium na likwidację całego Zespołu Szkół w sposób istotny ograniczy możliwości zrównoważenia wydatków oświatowych w Powiecie Żywieckim. Sieć szkół w 2008 roku obejmowała 7037 dzieci. Spadek ilości dzieci o prawie 1700 w roku 2015 pociąga za sobą konieczność ograniczenia ilości szkół.
Decyzja Kuratorium oznacza także, że Powiat Żywiecki jako organ prowadzący zmuszony będzie do pilnych cięć w wydatkach i ograniczenia zatrudnienia we wszystkich placówkach naszego Powiatu. Dodatkowo już w marcu konieczne będzie rozpoczęcie prac zmieniających budżet Powiatu tak, aby poprzez ograniczenie wydatków zagwarantować wypłatę wynagrodzeń dla nauczycieli.
W konsekwencji nastąpi ograniczenie możliwości Powiatu w zakresie pozyskiwania środków unijnych a tym samym realizacji zaplanowanych na najbliższe lata inwestycji.
Równocześnie w związku z bardzo daleko idącymi deklaracjami władz Gminy Węgierska Górka oraz Spółki „Metalpol” z Węgierskiej Górki co do zamiaru przyszłej współpracy przy reaktywowaniu oferty szkolnictwa zawodowego – szczególnie biorąc pod uwagę złożone na forum publicznym deklaracje Gminy co do przejęcia prowadzenia szkoły, zwróciliśmy się z ponowną propozycją do władz Gminy o realizację składanych zobowiązań co do dalszego funkcjonowania Szkoły i podpisanie w tym zakresie stosownego porozumienia.
Zarząd Powiatu wyraził również zgodę na nabór do Szkoły do jednego oddziału klasy pierwszej w roku szkolnym 2016/2017 to jest na tym samym poziomie co nabór na rok szkolny 2015/2016. Starostwo otrzymało informację od Dyrektora Szkoły, że nie zdecydowano się na reaktywowanie w ramach tego naboru Zasadniczej Szkoły Zawodowej.
Wicestarosta Żywiecki
Stanisław Kucharczyk
http://www.zywiec.powiat.pl/ostateczna-decyzja-w-sprawie-planowanej-likwidacji-oswiadczenie-starostwa,1912,akt.html
Relacja TV Trwam:
Napisano wOgólnieKomentarzy (0)
Posted on 08 marca 2016.
Erika Steinbach, była przewodnicząca tzw. Związku Wypędzonych dokonała wpisu na Twitterze, a mianowicie zamieściła tam zdjęcie zatytułowane „Niemcy 2030” będące komentarzem do aktualnej sytuacji z uchodźcami. Przedstawia ono grupę Hindusów przyglądających się z ciekawością blond dziecku. Pod zdjęciem widnieje podpis: „A ty skąd jesteś”? Na głowę Steinbach posypały się gromy. „Kochana Eriko, ponieważ nie chcę znowu używać wyzwisk, tym razem pozostawię twój wpis bez komentarza” – napisał sekretarz generalny CDU Peter Tauber. „Pani Steinbach jest szalona. Mając ją z Seehofera, Wolfa, Kloecknera i resztę Angela Merkel nie potrzebuje więcej wrogów” – skomentował wiceprzewodniczący SPD Ralf Stegener. Przewodnicząca frakcji SPD w Bundestagu Christine Lambrecht uważa że Steinbach: „takimi propagandowymi dowcipami na koszt tych, którzy uciekają przed wojną i terrorem, pani Steinbach sama zdyskredytowała się na całej linii”. Z kolei wiceprzewodnicząca partii Zielonych Simone Peter określiła wpis Steinbach, jako „obrzydliwy, rasistowski i podżegający”.
Ustalmy jedno. Mój stosunek do p. Steinbach jest jasny i klarowny – nikt nie wyrządził tak wielu szkód w relacjach polsko-niemieckich jak ona. Pierwsza otworzyła Puszkę Pandory, co spowodowało cały łańcuch napięć na linii Warszawa-Berlin. Rany będziemy jeszcze długo leczyć.
Jednocześnie wielokrotnie podkreślałam, że jest to niezwykle skuteczna niemiecka polityk. Oczywiście, że jej „skuteczność” jest cechą o wiele bardziej złożoną, bo to m.in. brak zdecydowanej reakcji ze strony polskiej ( pod rządami PO/PSL) powodował, że p. Steinbach mogła tak szeroko rozwinąć skrzydła. Jest to jednak temat na osobny felieton, a teraz wróćmy do meritum.
Otóż być może tutaj zaskoczę czytelników, ale ocena p. Steinbach wyrażona na Twitterze jest niezwykle trafna, a jej niemieccy adwersarze wydają się być całkowicie oderwani od realiów! Ktoś może teraz pokusić się o stwierdzenie: zaraz, zaraz czy to oznacza, że Arciszewska popiera Steinbach? Nie. To tylko oznacza, że Steinbach – w odróżnieniu od swoich kolegów – potrafi właściwie przeanalizować sytuację i właśnie wyraziła opinię coraz większej liczby Niemców. Po tej wypowiedzi (nie mam tu najmniejszej wątpliwości) popularność p. Steinbach w Niemczech wzrośnie. Co to oznacza dla Polski? Praktycznie niewiele to zmienia, bo co Steinbach chciała osiągnąć w polityce, to osiągnęła. Jej realny wpływ na obecne wydarzenia jest niewielki, ale…jak widać posiada jeszcze możliwość kształtowania niemieckiej opinii publicznej. I w tym zakresie (tu doszło do pewnego paradoksu) ocena p. Steinbach jest zbieżna z polską racją stanu! Oczywiście, nie będzie między nami żadnej przyjaźni, ale p. Eriko niech pani dalej punktuje kanclerz Angele Merkel, bo ona (w sprawie imigrantów) absolutnie nie ma racji. Racja w tym zakresie jest po pani stronie, a ja nigdy nie spodziewałam się, że skreślę te słowa.
Jak widać polityka sprawa nam niespodzianki i bywa nieprzewidywalna, tak samo nieprzewidywalna jak kanclerz Niemiec.
źródło: https://www.facebook.com/arciszewskamielewczyk/posts/1755475308020290
Napisano wOgólnieKomentarzy (0)
Posted on 07 marca 2016.
Napisano wOgólnieKomentarzy (0)
Posted on 06 marca 2016.
Młodsi koledzy z Prawa i Sprawiedliwości powinni pilnie zarządzić przegląd „kadr”. Chodzi o niewytłumaczalną obronę monumentów „wdzięczności” Armii Czerwonej. Wiceminister Jarosław Zieliński był uprzejmy odpowiedzieć na interpelację poselską nr 699 m.in. dr Józefa Brynkusa (nr 799 posła Janusza Sanockiego, oświadczenie senatorskie mec. Zbigniewa Cichonia, 9 posiedzenie Senatu RP IX kadencji) , z treści której wynika wprost to, że dla nowego kierownictwa MSWiA obeliski i monumenty postawione jako wyraz czołobitności okupacyjnej armii są „pomnikami”, a ponadto zastępca Komendanta Głównego Policji z 13 października 2015 roku polecił wzmożony nadzór nad miejscami pamięci żołnierzy radzieckich. Nie chodzi o to, że w swojej odpowiedzi minister Zieliński określa mnie osobiście jako nieznanego z imienia i nazwiska mężczyznę, który miał uszkodzić „pomnik” w Parku Skaryszewskim, ale o to, że jako były parlamentarzysta wiem, że wielokrotnie urzędnicy wysokiego szczebla podpisują jedynie dokumenty, jakie im się dostarcza i biorą za nie odpowiedzialność.
Minister Zieliński nie po raz pierwszy od zmiany rządów po ostatnich wyborach parlamentarnych przedstawia stanowisko, w którym nielegalne totalitarne monumenty urastają do rangi chronionych pomników, którym zgodnie z nową linią orzeczniczą (np. sędzia Ewa Grabowska z Warszawy, sędzia Andrzej Kuźniar Nowego Sącza) nie należy się cześć i nie podlegają ochronie prawnej. To, że brałem udział w wiecu, w czasie którego patrioci wyszli z inicjatywą „przyozdobienia” komunistycznego monumentu w warszawskim Parku Skaryszewskim symbolami Polski Walczącej w rocznicę wkroczenia Armii Czerwonej do naszej Stolicy i zostałem bezprawnie zaatakowany przez funkcjonariuszy Policji – co relacjonowała niezależna TV Republika – nie powinno wywoływać sądów, o jakich w odpowiedzi na interpelacje pisze minister Zieliński. Powstaje zgubne i nieuprawnione wrażenie, że MSWiA wpisuje się w narracje MSW i MSZ Federacji Rosyjskiej – chociaż nie słyszałem o realnej potrzebie wzmożenia patroli czy ochrony cmentarzy, na których pochowani są żołnierze Armii Czerwonej.
Historycznie co by to było, gdyby dziś istniała potrzeba zniesienia soboru św. Aleksandra Newskiego, który stał na warszawskim Placu Saskim? Czy domagający się zniesienia obiektu sakralnego – symbolu rosyjskiej dominacji – byliby oskarżani o walkę z religią, niszczenie istotnych budowli o znaczeniu kulturalno-architektonicznym, a ministerstwo nie wydałoby zgody na zbiórkę społeczną celem pozbycia się tej budowli? Czy policja w II RP mogłaby sobie pozwolić na represje wobec tych, którzy wysadzili monument obcych cesarzy na katowickim Placu Wolności? Czy w końcu minister II RP miałby odwagę odpowiadać parlamentarzyście, że obcy nam obelisk jest pomnikiem, a Armii Czerwonej należy się szacunek i jakieś dodatkowe wzmożenie czujności przy czymkolwiek co ją upamiętniało? Wątpliwe, a wręcz niemożliwe, żeby poza nielegalną od 1919 roku partią komunistyczną, ktoś w II RP chciałby stawać w obronie okupantów. Zaznaczam, że nie wierzę, że forma odpowiedzi na interpelacje ministra Zielińskiego odpowiada jego poglądowi na rolę Armii Czerwonej z lat 1939-91, a raczej właśnie została przygotowana celem wykreowania konfliktu przez „śpiocha”, który chce wywołać napięcia między PiS a na przykład innymi środowiskami patriotycznymi.
Jest czymś znamiennym, że do Sejmu RP wpłynął senacki projekt ustawy, której celem jest likwidacja komunistycznego nazewnictwa – który jest słuszny i wniesiony ponowienie (jak sadzę dzięki postawie senatora Roberta Mamątowa), ale nie mówi niczego o komunistycznych monumentach, sprawie oświadczenia rządowego Andrzeja Olechowskiego z 1994 roku i jego rosyjskiego odpowiednika, na które powołuje się obecnie strona rosyjska, symbolu sierpa i młota oraz swastyki czy używaniu w przestrzeni publicznej nazw obcych okupacyjnych armii i organizacji paramilitarnych zwalczających Polskę i Polaków. Uzupełniliśmy ten projekt i liczymy na jego poparcie.
Zatem radzę Prawu i Sprawiedliwości pilne zlustrowanie urzędników, którzy pozostali na swoich funkcjach po zmianie rządów. Nie ma powodu, aby sądzić, że urzędnicy powołani na swoje funkcje przez apologetów „ludzi honoru Michnika” będą realizowali patriotyczne interesy Państwa Polskiego skoro przez prawie dwie dekady bez żadnych konsekwencji komunistyczni zbrodniarze przechowywali dokumenty świadczące o agenturze. Skoro były prezydent Bronisław Komorowski nasyłał na kolegów z opozycji ZOMO, to czemu się dziwić, że jeden czy drugi stary SB-ek nasyła na patriotów funkcjonariuszy policji?
Dajmy na to, że komunistyczny oprawca posiada dokumenty o zdradzie „urzędnika X”. Ten ostatni wie o ich istnieniu i tu mamy oczywiste i gotowe podłoże do niezawinionych „wpadek” obecnych przełożonych „urzędnika X”. Właśnie dlatego … nie tylko zniesienie komunistycznych pamiątek jest potrzebne Polsce, ale również lustracja, dekomunizacja i powszechny dostęp do akt totalitarnej agentury.
Adam Słomka
Przewodniczący KPN-NIEZŁOMNI,
poseł na Sejm RP I,II,III kadencji,
więzień polityczny PRL
Napisano wOgólnie2 komentarze
Posted on 05 marca 2016.
Na autostradzie A4 w okolicach Lewina Brzeskiego k. Opola doszło wczoraj do groźnej sytuacji z udziałem prezydenta Andrzeja Dudy. Podczas jazdy w limuzynie prezydenta pękła tylna opona. Dzięki wysokim umiejętnościom kierowca zdołał uniknąć zderzenia i bezpiecznie zjechać na pobocze. Nikomu nic się nie stało.
Skandaliczne wpisy odnoszące się do tego wydarzenia pojawiły się wczoraj na forum ludzi, którzy nazywają się obrońcami demokracji. Choć komentarze zostały już skasowane, internauci zrobili screeny
„Życzę mu śmierci w męczarniach”, „pierwsze ostrzeżenie, drugiego nie będzie”
Autorem najbardziej bulwersującego komentarza jest Cezary Bąk z Lipowej, który wraz z K. Łodzianą i Dariuszem Paczkowskim należy do najaktywniejszych członków KOD na Żywiecczyźnie.
Portal „Żywiec w sieci” posiada informacje, że pełni on funkcję administratora grupy KOD Podbeskidzie. Paradoksalnie więc jego rolą powinno być moderowanie dyskusji internautów, w tym również kontrola komentarzy wzywających do nienawiści wobec konkretnych ludzi, zwłaszcza Prezydenta RP, osoby dla której przepisy polskiego prawa przewidują w takich sytuacjach szczególną ochronę.
Pomimo wszystko panu Cezaremu i jego kolegom należą się podziękowania za szczerość intencji, choć ich ekspresja odbywa się knajackim i plugawym językiem. Obrońcy demokracji liberalnej – jak lubią mówić o sobie członkowie KOD – od zwolenników demokracji bezprzymiotnikowej różnią się jak krzesło elektryczne od zwykłego krzesła. Dzięki wypowiedziom p. Cezarego Bąka i jemu podobnych, coraz więcej ludzi może się o tym przekonać.
zdjęcie: https://www.facebook.com/cezarybak?fref=ts
Napisano wZ miasta Żywca25 komentarzy
Posted on 01 marca 2016.
Sprawa odwołania dawnych i powołania nowych kierownictw stadnin w Janowie Podlaskim i Michałowie jest z punktu widzenia całości poczynań nowej władzy marginalna. Ale zarazem staje się symboliczna dla słabych punktów rządów PiS.
Kilka faktów nie powinno w tej historii budzić wątpliwości. Pierwszym jest doświadczenie, fachowa wiedza i osiągnięcia obu szefów w obu stadninach. Drugim jest sposób odwołania, przywodzący niestety na myśl najbardziej aroganckie praktyki Platformy: bez słowa wyjaśnienia wobec odwoływanych, bez szans na wytłumaczenie i odpowiedź na stawiane zarzuty, poprzez pismo wręczane przez przypadkowego urzędnika. Trzecim jest całkowity brak doświadczenia w bardzo specyficznej dziedzinie, jaką jest hodowla koni, u nowo powołanego dyrektora stadniny w Janowie Podlaskim (wsławionego już wyjątkową idiotyczną wypowiedzią: „Czuję, że to będzie moja pasja”).
Pozostałe informacje nie są już bezsporne. Wprawdzie przywoływany jest raport NIK na temat państwowych stadnin koni, ale Janów Podlaski pojawia się tam całkowicie marginalnie, a Michałów – wcale. Wprawdzie Agencja Nieruchomości Rolnych, pod naciskiem mediów, przytoczyła trzy zdarzenia, mające uzasadniać zmianę dyrekcji w Janowie Podlaskim oraz Michałowie, ale odwołani szefowie szybko na te zarzuty odpowiedzieli swoim oświadczeniem, wykazując urzędnikom z ANR nieznajomość tematu.
Na bok można odłożyć pokrzykiwania ministra Jurgiela, że on widział, „co się w Janowie Podlaskim działo”. Jeśli był świadkiem nieprawidłowości, powinien był złożyć doniesienie do prokuratury. A przynajmniej pokazać dziś ślad dowodu. W przeciwnym wypadku to tylko czcze pohukiwania.
Być może w obu wspomnianych stadninach faktycznie działy się rzeczy straszne – choć gdyby tak było, wyjaśnienia ANR powinny wyglądać całkiem inaczej, a nie składać się z trzech lakonicznych punktów, które bez problemu obalili odwołani szefowie. Nawet jednak jeżeli tak było, nie usprawiedliwia to biegu spraw.
Po pierwsze, jeżeli łamane było prawo albo mieliśmy do czynienia z niegospodarnością, odpowiednie doniesienia powinny już być w prokuraturze albo – jeśli doszło do marnotrawienia środków publicznych lub dotacji unijnych – odpowiednie wnioski powinny trafić do właściwej komisji orzekającej w sprawach o naruszenie dyscypliny finansów publicznych. O niczym takim nie wiadomo.
Po drugie – jak wszyscy wiedzą, długotrwałe zarządzanie jakąś instytucją sprzyja stworzeniu patologicznych układów, choć nie musi oznaczać, że takie powstały. Jeżeli jednak z czymś takim mieliśmy do czynienia we wspomnianych przypadkach, to ANR i minister rolnictwa dobrze tę wiedzę ukryli. Albo będą jej szukać post factum. Jeśli takich zarzutów nie ma, dorobek obu stadnin broni ich dyrekcji i zwalnianie szefów w takim trybie, jakby chodziło o piątego asystenta szóstego zastępcy kierownika wydziału aprowizacji w papier toaletowy jawi się jako bezbrzeżna arogancja.
Po trzecie – ewentualne nadużycia i tak nie uzasadniałyby kuriozalnych nominacji w miejsce odwołanych szefów. O ile w przypadku Michałowa nową szefową została przynajmniej zootechniczka, to zrobienie szefem Janowa Podlaskiego księgowego, który z hodowlą koni nie miał do czynienia, jest kuriozalne. I, wbrew wysiłkom, nie da się wytłumaczyć. Są dziedziny, w których prezes nie musi mieć fachowej wiedzy, a są takie – specyficzne – gdzie ta wiedza i doświadczenie są niezbędne. Na ogół fatalnie kończą się eksperymenty, polegające na robieniu dyrektorami teatrów menadżerów nie rozumiejących specyfiki miejsca, gdzie ich rzucono, podobnie jak zmorą mediów są szefowie, którzy traktują je jak fabrykę śrubek. Hodowla koni jest pod tym względem jeszcze bardziej szczególna. Najlepszą i budzącą najmniej obiekcji metodą byłoby ogłoszenie otwartego konkursu na objęcie opróżnionych stanowisk, w którym to konkursie doświadczenie zawodowe byłoby ważnym kryterium.
Mówiąc wprost – sytuacja w obu stadninach wygląda jak najzwyklejszy, brutalny TKM (określenie wymyślone niegdyś przez Jarosława Kaczyńskiego). Krzysztof Jurgiel, postać budząca uczucia co najmniej mieszane od czasu swoich rządów w tym samym resorcie w latach 2005-2006, postanowił rozporządzić lukratywną posadą, jaką jest dyrektor najbardziej renomowanej stadniny koni w Polsce. Uznał, że w atmosferze zmian nie powinno to wzbudzić sprzeciwu, więc nawet się do tego specjalnie wizerunkowo nie przygotował. Co charakterystyczne, broniąc swoich decyzji, oznajmia dzisiaj, że na kierowniczych stanowiskach ma prawo mieć ludzi, do których żywi zaufanie. Owszem, o ile takie podejście jest uzasadnione w przypadku stanowisk politycznych lub takich, gdzie trzeba połączyć zarządzanie daną specjalistyczną dziedziną ze zrozumieniem politycznego kursu (na przykład w przypadku Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad czy w podobnych miejscach), to w przypadku stadniny koni brzmi to groteskowo. Jaką linię polityczną, wymagającą szczególnego zaufania, chce realizować w Janowie Podlaskim minister Jurgiel?
Wśród zwolenników partii rządzącej znajduje się niestety wielu takich, którzy gotowi są usprawiedliwić nawet tak oczywistą wtopę jak ta. Sięgają przy tym po różnego rodzaju argumenty – od szermowania wspomnianym raportem NIK (jako się rzekło, nie dającym uzasadnienia dla zmian w dwóch ważnych stadninach) aż po kompletnie brawurową obronę tezy, że ekonomista bez pojęcia o koniach może być świetnym dyrektorem stadniny. Zwolennicy gotowi wybaczyć i usprawiedliwić absolutnie wszystko są – jak już wielokrotnie pisałem – ogromnym ryzykiem dla rządzących, bo utrwalają poczucie bezkarności i przekonanie, że rządy będzie się sprawować zawsze, skoro każda wpadka zostaje gładko przełknięta.
Sprawa stadnin rozgrywa się w tle wielkich politycznych sporów – o Trybunał Konstytucyjny, o przeszłość Lecha Wałęsy, o strategiczny plan dla gospodarki. I, paradoksalnie, ma tym większe znaczenie jako papierek lakmusowy sposobu traktowania państwa. Jeśli w swoim księstwie minister Jurgiel może działać w taki sposób i jeśli te działania są zatwierdzane i bronione przez najważniejsze osoby z partii – to świadczy to, że rządzący traktują państwo jako łup. Przypomina to sytuację, gdy armia zdobywa wrogie miasto, po czym jej oficerowie zachowują się w większości bez zarzutu, ale akceptują brutalny rabunek przez podoficerów i zwykłych żołnierzy. I w żaden sposób nie usprawiedliwia tego fakt, że wojsko, które poprzednio sprawowało nad miastem kontrolę, zachowywało się identycznie.
źródło: wPolityce.pl
Napisano wOgólnieKomentarzy (1)
Posted on 01 marca 2016.
|
Napisano wOgólnieKomentarzy (0)
