Bezprecedensowe przesłuchanie prezydenta Bronisława Komorowskiego przez sąd w Kancelarii Prezydenta w sprawie kontaktów z oficerami Wojskowych Służb Informacyjnych.

 

18 grudnia na spotkaniu z prezydentem Komorowskim będzie okazja do zadania 200 pytań o jego powiązania z Wojskowymi Służbami Informacyjnymi. Konfrontacja w Pałacu Prezydenckim, nie będzie moim pierwszym spotkaniem z panem Komorowskim, ponieważ wcześniej miałem sposobność, jako dziennikarz TVP, być w jego gabinecie w 2007 roku, kiedy pan prezydent był jeszcze marszałkiem sejmu – powiedział w Poranku WNET Wojciech Sumliński.
Pojechałem wtedy do pana Komorowskiego z kamerą, żeby zadać pytania o jego związki z WSI, a pan marszałek myślał zapewne, że będziemy mówić o czymś innym, ponieważ w pewnym momencie zapytał mnie czy ja na pewno wiem co robię. Te pytanie potraktowałem jako zawoalowaną groźbę, a po chwili Komorowski spojrzał na zegarek i powiedział, że mam minutę na opuszczenie jego biura. Po pół minucie przypomniał, że został mi tylko 30 sekund, po czym wyszedł zostawiając mnie samego, a kamera filmowała jego puste krzesło.
Znowu udaję się do pana Bronisława Komorowskiego, tym razem jako już nie marszałka, lecz prezydenta i mam nadzieje, że tym razem nie opuści on krzesła, tylko że padną wszystkie pytania i uzyskam wszystkie odpowiedzi – zaznaczył dziennikarz.
Robię to ponieważ, mam absurdalny proces, w którym prokuratora nie potrafi postawić nawet cienia, nie powiem że dowodu, lecz poszlaki. A cała ta historia zaczęła się od spotkań Komorowskiego z dwoma oficerami tajnych służb: pułk. Aleksandrem L i nieżyjącym już pułk. Leszkiem Tobiaszem. I panowie w trojkę dywagowali jak wspólnie popełnić przestępstwo, bo czymś takim było usiłowanie zdobycia najbardziej tajemnego dokumentu, jakim był aneks do Raportu ws. Likwidacji WSI.
Co więcej, pan Komorowski miał świadomość, że jeden z jego rozmówców może być związany z rosyjskim wywiadem. A mimo to spotykał się w tym towarzystwie, i gaworzyli na takie interesujące tematy, jak zdobyć w nielegalny sposób ten aneks – wyjaśniał Sumliński.

dalej dziennikarz śledczy Wojciech Sumliński mówi, „Dzisiaj Pan Prezydent ma ten aneks już w sposób legalny, nie chce go nikomu przekazać nawet gdy prokuratura zwracała się by zapoznać się z tym aneksem. Pan Prezydent konsekwentnie odmawia. A ponieważ ta historia zaczęła się od spotkań Pana Bronisława Komorowskiego – dziś Prezydenta Polski z tymi dwoma oficerami, więc nie może zostać wyjaśniona zwłaszcza, że pułkownik Aleksander L. milczy na ten temat jak grób. Pułkownik Leszek Tobiasz także milczy i milczeć już będzie, ponieważ nie żyje. Z tych trzech rozmówców jedyną osobą, która milczeć nie może jest świadek Bronisław Komorowski. Jako świadek milczeć nie może. Aleksander L. jako oskarżony może. Bronisław Komorowski jako świadek nie może. I dlatego jego rola w tym procesie jest tak niezwykle ważna. I dlatego to spotkanie w Kancelarii Prezydenta, które powinno odbyć się w sądzie odbędzie się bo tak sobie zażyczył Pan Prezydent w Kancelarii Prezydenta będzie czymś absolutnie bezprecedensowym, niezwykle ważnym i co więcej ma to być spotkanie otwarte z udziałem publiczności i mediów dlatego jeszcze raz gorąco namawiam, by przedstawiciele mediów i zainteresowani zgłaszali wnioski do Prezesa Sądu Rejonowego dla Warszawy Woli o możliwość uczestniczenia w tym niezwykłym wydarzeniu, bezprecedensowym wydarzeniu.

Ja mogę zapewnić, że jako oskarżony krępować się nie będę i bardzo mi zależy, żeby to spotkanie 18 grudnia było transparentne, żeby tam mogli być przedstawiciele mediów i mogła być szeroko rozumiana opinia publiczna bo tylko wtedy ma takie spotkanie sens.
http://www.radiownet.pl/#/publikacje/sumlinski-komorowski-mi-grozil
źródło: radiownet.pl

Napisano wOgólnieKomentarzy (1)

Od 2015 kursy pociągów na trasie: Kraków – Sucha Beskidzka – Żywiec

Spółka Przewozy Regionalne od 9 stycznia uruchamia weekendowe połączenie Kraków – Sucha Beskidzka – Jeleśnia – Żywiec!

W piątki pociąg miałby wyruszać z Krakowa o 16.44, aby dotrzeć do Suchej Beskidzkiej o 18.31, do Jeleśni o 19.34, a do Żywca o 19.56. W sobotę wyjeżdżać ma z Żywca o 9.45, z Jeleśni o 10.06, z Suchej Beskidzkiej o 11.09, a do Krakowa przyjeżdżać o 12.49. Natomiast w niedziele będzie wyjeżdżać z Krakowa o 7.50, z Suchej o 9.40, z Jeleśni o 10.38, a do Żywca dotrze o 11.00. Tego samego dnia do Krakowa wyjedzie z Żywca o 17.27, z Jeleśni o 17.48, z Suchej o 19.05 i na miejsce dotrze o 20.40.

Pociąg będzie się zatrzymywał na wszystkich stacjach i przystankach pomiędzy Żywcem a Suchą Beskidzką. Kursowanie rozpocznie od 9 stycznia i będzie jeździł na próbę do 12 kwietnia.

źródło zdjęcia: www.kurierkolejowy.pl

Napisano wZ miasta ŻywcaKomentarzy (0)

Burmistrz Szlagor naciska na władze powiatu żywieckiego!

Burmistrz Miasta Żywca Antoni Szlagor 28 listopada br. a więc w następnym dniu po wyborze składu Zarządu Powiatu Żywieckiego wystosował list do nowych władz powiatowych, w którym stwierdza m.in.:

„W związku z licznymi zapytaniami i sugestiami kierowanymi do mnie przez mieszkańców naszego miasta, a także w imieniu własnym, wnoszę o uwzględnienie w składzie Zarządu Powiatu Żywieckiego radnego, będącego przedstawicielem Żywca. Społeczność, jak i władze samorządowe Miasta Żywca nie mogą zgodzić się na to, aby w następstwie politycznych ustaleń i rozdziału stanowisk we władzach Powiatu nie było żadnej osoby reprezentującej interesy ponad 30 – tysięcznego miasta, jakim jest Żywiec(…) Mam nadzieję, że taka sytuacja jest tylko zbiegiem okoliczności, a nie zamierzonym działaniem i że można ten stan rzeczy, wykazując dobrą wolę, jeszcze zmienić. Gratuluję wszystkim radnym uzyskania mandatu do Rady Powiatu oraz nowo wybranym władzom. Deklaruję chęć współpracy z Państwem pod warunkiem jednak spowodowania, aby w Zarządzie Powiatu Żywieckiego znalazło się miejsce dla radnego z miasta Żywca”.

Swój warunek współpracy Burmistrz powtórzył podczas uroczystej Sesji Rady Miasta 1 grudnia br. w Ratuszu.

Nasza redakcja zapytała radnego powiatowego Pana Adriana Midora co sądzi o liście Burmistrza Szlagora. Oto co usłyszeliśmy:

– Zaskakująca jest próba ingerencji Burmistrza Żywca w kompetencje radnych powiatowych. Tego typu wypowiedzi i sposób myślenia, które przedstawił w liście Burmistrz Szlagor, w demokracji w żadnym przypadku nie powinny mieć miejsca – stwierdza radny Adrian Midor.

Ponadto nasz rozmówca zaznacza, iż wszystkie kandydatury do Zarządu Powiatu oraz Prezydium Rady Powiatu były wybierane w głosowaniu tajnym.

– Proszę mieć na uwadze, że koalicja wskazała konkretnych kandydatów do Zarząd Powiatu, a później odbyło się głosowanie nad tymi kandydaturami, w wyniku którego otrzymali oni kredyt zaufania od radnych – dodaje radny Adrian Midor.

Wiadomo również, że Zarząd Powiatowy miał obradować 3 grudnia m.in. w sprawie listu Burmistrza Szlagora. Odpowiedzi Starosty możemy zapewne spodziewać się szybko.

źródło zdjęcia: super-nowa.pl

 

Napisano wZ miasta ŻywcaKomentarzy (1)

Adrian Midor: „W Polsce potrzebne są głębokie reformy”

DSCN0030Z Adrianem Midorem (PiS), radnym powiatu żywieckiego rozmawia Rafał Dudziak, redaktor naczelny portalu „Żywiec w sieci”.

 

R. Dudziak: Czy ma Pan poczucie, że nastąpił przełom na Żywiecczyźnie? Starostą został wybrany człowiek z Prawa i Sprawiedliwości, a tym samym skończyła się era „panowania” Starosty Zielińskiego.

W historii bywa często tak, że wydarzenia, które następują po sobie i wydają się ważne, można ocenić dopiero po latach. Trzeba więc poczekać co najmniej kilka lat na skutki działań nowo wybranych radnych. Natomiast niewątpliwie coś się skończyło.

Pan Zieliński zarządzał powiatem przez długi okres czasu, 16 lat.

Zgadza się. Olbrzymia część mieszkańców Żywca liczyła na zmianę, która zapadła w miniony czwartek. Przed nami wiele wyzwań. Musimy podjąć się realizacji tego wielkiego zobowiązania jakie powierzyło nam społeczeństwo w drodze aktu wyborczego. Nie można zawieść nadziei społeczeństwa. Trzeba pracować wytrwale, często z osobistym poświęceniem. Wierzę, że tak będzie.

Podczas sesji widoczne było, że różne manewry próbowano zastosować, aby nie dopuścić podczas I sesji Rady Powiatu kadencji 2014-2018 do głosowania nad wyborem Starosty.

Panie redaktorze, to powinno obrazować jak wielkie było dążenie do przedłużenia władzy po drugiej stronie, pomimo faktu, że komitet Pana Zielińskiego uzyskał prawie dwa razy mniej mandatów niż Prawo i Sprawiedliwość. 16 lat zarządzania powiatem przez tą samą osobę to zdecydowanie zbyt długo. Problem panie redaktorze polega na tym, że polskie społeczeństwo, ogólnie rzecz ujmując, boi się zmian. Woli, aby ekipa, która już rządziła kontynuowała swoją pracę. Należy jednak zwrócić uwagę, że pewien mały wyłom nastąpił, ponieważ w przypadku wyborów do rady powiatu żywieckiego społeczeństwo zdecydowało się wystawić czerwoną kartkę sporej części radnych poprzedniej już kadencji. Nowa rada liczy 13 nowych na 27 radnych. Jest to już jakiś mały sukces.

Jakie plany ma koalicja rządząca na najbliższy czas?

Takie pytanie przede wszystkim trzeba zadać nowemu Staroście Panu Andrzejowi Kalacie. Jeżeli chodzi o moje zdanie to niewątpliwie niezbędne jest natychmiastowe usprawnienie działań powiatu. Wiele wyzwań przed nami, budowa szpitala jest oczywiście priorytetem ale nie można spocząć tylko na jednym projekcie. Trzeba podjąć w końcu działania w dziedzinie turystyki, która powinna być istnym kołem zamachowym dla rozwoju gospodarczego naszego regionu. Trzeba usprawnić system zarządzania oświatą. Przecież to ona właśnie jest fundamentem i praprzyczyną wszelkiego rozwoju. Od niej bowiem zależy jakich w przyszłości będziemy mieli fachowców w różnych dziedzinach życia społecznego, a więc lekarzy, prawników, architektów, etc. Z kolei mechanizmy mające przyciągać inwestorów do powiatu tworzone są zbyt wolno. Ważne jest również w tym kontekście, aby poprawić jakość budowanej infrastruktury. Popatrzmy na państwa Zachodniej Europy. Dlaczego mamy być gorsi?

Jak Pan myśli? Dlaczego u nas to wygląda w tak fatalny sposób? Drogi są w opłakanym stanie. Firmy zajmujące się budowaniem dróg po wygranych przetargach ogłaszają upadłość.

Wiele czynników się na to składa. Korupcja jest głównym czynnikiem dławiącym rozwój Polski, jest nowotworem złośliwym dla państwa polskiego. Brak uczciwości i praworządności na szczeblu rządowym niszczy Polskę z dnia na dzień coraz bardziej. Ten mechanizm na górze tworzy „atmosferę” przyzwolenia dla podobnych działań na szczeblach niższych. Dlatego jak najszybciej trzeba doprowadzić do zmiany władzy, nie tylko na poziomie samorządów. Pamiętajmy, że w przyszłym roku czekają nas wybory prezydenckie i parlamentarne. To co zrobiła z Polską Platforma Obywatelska przez ostatnie 7 lat to istna katastrofa. W zasadzie żadna dziedzina życia społecznego w Polsce nie funkcjonuje. Służba zdrowia się sypie. Podobnie jest z finansami, służbami mundurowymi, oświatą  czy też armią polską, co szczególnie jest istotne wobec kryzysu za naszą wschodnią granicą. Potrzeba gruntownych zmian. Potrzebna jest uczciwa władza na szczeblu krajowym. Inaczej, tutaj lokalnie nie uda nam się osiągnąć tyle ile byśmy chcieli.

Dziękuję Panu za rozmowę.

 

Napisano wZ miasta ŻywcaKomentarzy (1)

Powiat żywiecki ma po 16 latach nowego starostę!

Po 16 latach Andrzej Zieliński przestał być starostą żywieckim. Nowym starostą został Andrzej Kalata z Prawa i Sprawiedliwości. Wicestarostą został Stanisław Kucharczyk pełniący dotąd funkcje sekretarza w gminie Łodygowice od 2007 roku. Członkami zarządu zostali: Jan Witkowski, Zbigniew Gąsiorek, Józef Stopka. Na przewodniczących Rady Powiatu wybrano Romana Rokitę, a wiceprzewodniczącymi zostali Wiesław Sypta oraz Józef Worek.

Napisano wZ miasta ŻywcaKomentarzy (0)

Jadwiga Chmielowska: Po prostu ŻENADA

data:23 listopada 2014 Redaktor: GKut
Salonik polityczny Rafała Ziemkiewicza protest w siedzibie PKW
Nie po raz pierwszy środowisko dziennikarskie okazuje nie tylko brak elementarnej solidarności, ale wręcz wprowadza dodatkowy zamęt. Nie mam tu na myśli zatrudnionych funkcjonariuszy agit-prop-u, czyli, używając współczesnego języka, PR-owców poszczególnych ekip rządowych czy partii politycznych. Chodzi mi o dziennikarzy uważających się za n i e z a l e ż n y c h.

Z dyskusji w „Saloniku politycznym Ziemkiewicza” (TV Republika, 23 listopada) można było się dowiedzieć, że Ewa Stankiewicz i Grzegorz Braun to OSZOŁOMY, które tylko czekają, by stanąć na czele ruchu rewolucyjnego, by przejąć władzę.
Redaktorzy Andrzej Stankiewicz i Łukasz Warzecha w ogóle nie rozumieją otaczającego ich świata. Reytan też zakłócił mir domowy sejmu rozbiorowego – rzucając się na próg i rozdzierając szaty, pokazał nagą pierś. „A fuj”- krzyczeli wtedy nie tylko zdrajcy, ale i pożyteczni idioci.

Brednie o carskiej ochranie w stosunku do prób rozmowy z PKW i żądania ustąpienia ze stanowisk jej członków najlepiej pokazuje poziom naszych elit polityczno-dziennikarskich. O ile podejrzane jest dla mnie środowisko samozwańcze Ruchu Narodowego, to ci, którzy weszli do lokalu PKW są autentycznymi przedstawicielami społeczeństwa obywatelskiego.

„Nic o nas bez nas”- ta idea przyświecała już naszym przodkom w I Rzeczypospolitej. My Polacy możemy poszczycić się tym, że tradycje demokratyczne mamy o kilkaset lat starsze od tych państw współczesnej Europy, które teraz śmią nas pouczać. Najgorsze jest jednak to, że „światek dziennikarski” występuje jedynie w obronie Jana Pawlickiego z TV Republika i Tomasza Gzelli z PAP. Czyli są znowu równi i równiejsi.

Pierwszą powinnością musi być występowanie w obronie słabszych, w tym przypadku dziennikarzy z mediów mniej znanych i mniej wpływowych. Aresztowanych zostało czworo dziennikarzy. Oprócz dwóch wymienionych było jeszcze dwoje innych:

– Hanna Dobrowolska – korespondentka kilku portali internetowych prowadziła video – rejestrację wydarzeń w PKW;
– Witold Zieliński – realizator dźwięku z Niepoprawnego Radia (niepoprawneradio.pl)
To oni zasługują chyba na największą ochronę.

Bez operatorów, realizatorów dźwięku i fotoreporterów, współczesne media nie mogłyby funkcjonować.
Nawiasem mówiąc, tylko Niepoprawne Radio zdało egzamin na „5”. Słuchacze mogli na bieżąco obserwować wszystko co działo się w lokalu PKW, mogli też śledzić procesy.
To właśnie „Niepoprawni” byli na komisariacie na Wilczej. Szef Radia, któremu udało się uniknąć aresztowania, nie zostawił swego kolegi. Nie wyłączał mikrofonu. Słychać było jego kroki i oddech, gdy biegł na Wilczą. Informował, że właśnie wchodzi na Kruczą… Potem skręca w Wilczą.

Tak był robiony najbardziej wstrząsający i potrzebny REPORTAŻ ROKU 2014.

P.S. Do uczestników „Saloniku politycznego Ziemkiewicza”:
Kiełbasa, o której wspominaliście nie była rekwizytem w PKW. To ludzie zgromadzeni przed siedzibą przynieśli wodę, chleb, kiełbasę, czekoladę i kawę. Każdy z uczestników protestu i dziennikarzy mógł wziąć sobie kromkę chleba i ułamać kawałek kiełbasy.
Gdybyście słuchali relacji na żywo, nie pletlibyście głupot. A tak – po prostu ŻENADA!!!
źródło: Solidarni 2010

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Arciszewska-Mielewczyk: Niemcom lepiej się rozmawia z osobami takimi jak Bartoszewski. Ale ja nie jestem przedstawicielką Bundestagu!

Czy ostry list napisany przez szefostwo niemiecko-polskiej grupy parlamentarnej landtagu Nadrenii Północnej-Westfalii pokazuje bardzo groźną tendencję w polityce niemieckiej?

 

Czy ta tendencja to ustawianie Polaków w pozycji jedynie zadowolonych z relacji niemiecko-polskich, nawet jeśli niekoniecznie wszyscy mogą radować się z takich zjawisk jak „polskie obozy zagłady”, czy produkcje filmowe typu „Nasze matki, nasi ojcowie”?

O tym wszystkim rozmawiamy z posłanką PiS Dorotą Arciszewską-Mielewczyk, oskarżoną w ostrym tonie przez Niemców o „niszczenie dobrych relacji”.


wPolityce.pl: Czy pod wpływem krytyki ze strony naszych niemieckich sąsiadów zaprzestanie pani mówić o trudnych sprawach między naszymi państwami?

Dorota Arciszewska-Mielewczyk: Jestem zaskoczona tą krytyką. Jest film z tej konferencji i każdy może sobie ocenić, czy można mnie krytykować za psucie stosunków polsko-niemieckich. Martwi mnie ten list, jego ton, który kreuje dziwną rzeczywistość. Pojechałam tam do Düsseldorfu na zaproszenie, pojechałam jako polityk polskiego parlamentu po to, aby mówić o problemach, choć chwaliłam to, co jest dobre we wzajemnych relacjach. Podziękowałam Niemcom za to. Mam pewne przypuszczenia co do przyczyn powstania tego listu. Myślę, że niemieccy politycy najczęściej mają do czynienia ze słodkimi, sielankowymi rozmowami na temat relacji polsko-niemieckich. Nikt z naszymi niemieckimi partnerami nie rozmawia chyba o realnych problemach.

Czyli co, kilka lat rządów ekipy Donalda Tuska wystarczyło, aby przyzwyczaić Niemców, że o relacjach między nami można mówić tylko dobrze, albo wcale?

Tak, tak chyba jest. I teraz, gdy oni nagle usłyszeli kogoś, kto wypunktował im trudne kwestie. Tu wchodzi w grę to, że my politycy, nie możemy oczywiście skupiać się na dobrych stronach, lecz podnosić te trudne, po to, aby je rozwiązywać. Widać jednak, że Niemcom przeszkadza mówienie o trudnych sprawach, wolą obraz sielankowy. Być może to nimi wstrząsnęło. Może pierwszy raz usłyszeli, że są problemy między naszymi krajami. Jednak trzeba Niemców przygotowywać na to, że możemy ich działania krytykować. Jestem posłanką polskiego parlamentu i mnie interesuje działanie w polskim interesie, w tym jak rozwiązywać problemy Polaków żyjących w Niemczech. Ja nie jestem przedstawicielką Bundestagu! Bardzo niepokojący jest ton tego listu: „pamiętajcie, na przyszłość o tych naszych sugestiach!”. To jest trochę niebezpieczne, bo parlament landowy, który na potrzeby kongresu wypożyczył salę, być może chce teraz listę gości układać, skoro w liście jest sugestia, że nie chcą jednej uczestniczki, bo ośmieliła się mówić o jakichś problemach.

Tym listem Niemcy de facto pokazują jak postrzegają Polskę. Wedle nich nie mamy prawa odzywać się i krytykować ich działań, bo samo to może naruszać „znakomite relacje”.

Właśnie. Obok mnie siedział pan Kurt, który został po przerwie, mimo że się gdzieś śpieszył, aby odpowiedzieć na moje pytania. Zależało mi na rozmowie z tymi ludźmi, przecież w końcu po to tam pojechałam. Bardzo sympatyczne było podejście z jego strony do mnie i dlatego zadaję sama sobie pytanie: komu zależało, aby taki list powstał? Bo przecież jak się w niego wczytać, to on mnie pomawia, bo to co jest napisane, to w ogóle nie miało miejsca. Szczerze mówiąc, to jestem w szoku, bo wychodzi na to, że nie mamy prawa mówić o problemach. Przez jakiś czas miałam nawet nadzieję, że ci nasi niemieccy gospodarze na kongresie mogliby być naszymi ambasadorami w Bundestagu i mówić tam, że Polaków bolą „polskie obozy”, portal „Porta Polonica”, który prezentuje agentów SB i komunistów jako „twarze Polski”, czy filmy takie jak „Unsere Väter, unsere Mütter” no i wreszcie kwestie statusu mniejszości polskiej. A teraz odnoszę wrażenie, że może komuś bardzo zależeć, aby mnie wyoutować poprzez próbę przedstawienia mnie w złym świetle.

Jeśli ktoś zapozna się z listem, a nie zobaczy filmu z pani wypowiedzią, to faktycznie może uznać, że jest pani „czarną owcą świetnych relacji polsko-niemieckich”.

Tak i to jest bardzo niedobry kontekst. To jest próba eliminacji ludzi, którzy mają coś do powiedzenia o realnych problemach we wspólnych relacjach. Zdaję sobie sprawę, że lepiej się Niemcom rozmawia z osobami takimi jak Władysław Bartoszewski.

źródło: wPolityce.pl

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

OŚWIADCZENIE SOLIDARNYCH 2010

Warszawa, 21.11.2014

O Ś W I A D C Z E N I E

Dzisiaj w nocy w siedzibie Państwowej Komisji Wyborczej doszło do aresztowania szefowej Stowarzyszenia Solidarni 2010 Ewy Stankiewicz, szefowej portalu solidarni2010.pl Hanny Dobrowolskiej, członka Solidarnych 2010 Pawła Hermanowskiego oraz dziewięciu innych osób: Grzegorza Brauna, Witolda Zielińskiego, Jana Pawlickiego, Zenona Nowaka, Marcina Dybowskiego, Grzegorza Senatorskiego, Rafała Mossakowskiego, Tomasza Gzelli i Marcina Bergchauzena.
Budzi to tym większy sprzeciw i oburzenie, że według oficjalnego stanowiska policji , część osób znalazła się wewnątrz budynku na zaproszenie członków PKW po legalnej demonstracji przed gmachem na Wiejskiej, a część aresztowanych to dziennikarze, także ze Stowarzyszenia Solidarni 2010, wykonujący swoje obowiązki. Stanowczo domagamy się ich natychmiastowego uwolnienia!

Sprzeciw tysięcy ludzi z wielu organizacji ma miejsce w reakcji na jawne i jaskrawe złamanie podstawowej zasady demokracji – wolnych wyborów, a władza, która nie jest wyłoniona w wolnych i uczciwych wyborach nie ma żadnej legitymacji do rządzenia! Wybory samorządowe są niebywałym wręcz skandalem, farsą, jawnym oszustwem i manipulacją, na co są tysiące dowodów.

Niektóre komisje wyborcze publicznie przyznały, że nie liczyły głosów precyzyjnie, włamano się do systemu PKW, na skutek zerowego zabezpieczenia informatycznego była możliwość dokonywania zmian w kalkulatorze wyborczym przez przeciętnych informatyków z zewnątrz, odnotowano niespotykaną ilość głosów nieważnych. Niebywałą skalę fałszerstwa pokazują też olbrzymie różnice pomiędzy oficjalnymi wynikami, a badaniami exit poll, które nigdy nie odchylały się od ostatecznych wyników o więcej niż 3 procent. Wreszcie, tuż przed wyborami, Państwowa Komisja Wyborcza wyemitowała zachęcający do głosowania spot wyborczy, który instruował, jak oddać głos NIEWAŻNY (postawienie jednego krzyżyka na każdej karcie do głosowania). To ewidentny dowód przestępstwa i członkowie PKW muszą za to ponieść odpowiedzialność karną.

To aż nadto wystarczające powody, by wybory samorządowe zostały powtórzone, ale na podstawie nowej ordynacji wyborczej, przy pełnej, społecznej kontroli ich uczciwości oraz po zmianie składu PKW, do której muszą wejść nowi członkowie cieszący się powszechnym autorytetem, niezwiązani z niechlubną przeszłością.

Zarząd Stowarzyszenia Solidarni 2010:

Jacek Kazimierski
Jadwiga Chmielowska
Natalia Tarczyńska
Grzegorz Kutermankiewicz

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Fundacja Klamra w Muzeum Armii Krajowej im. Generała Emila Fieldorfa

Na stronie facebook fundacji Klamra pojawił się komunikat, że dnia 23 listopada od godziny 10:00 do 16:00 w Muzeum Armii Krajowej im. Generała Emila Fieldorfa „Nila” ma odbyć się Dzień Otwartych Drzwi Muzeów Krakowskich w którym ma malować Dariusz Paczkowski z Żywieckiej Fundacji Klamra.
Generał „Nil” jak wielu innych AK-wców został przez władze komunistyczne zamordowany, a jego ciało nie zostało do tej pory odnalezione. Fundacja Klamra wraz z jego prezesem nie ma nic wspólnego z ideałami generała Fieldorfa. AK-owcy walczyli o wolną Polskę a nie o komunistyczną. Dla wielu organizacji patriotycznych jest ten fakt nie do przyjęcia. Klub Gazety Polskiej z Żywca, jak i inne organizacje chcą wystosować odpowiednie pismo do muzeum w tej sprawie.

Napisano wOgólnie2 komentarze

Kto oczyści stajnie Augiasza?

Wciąż zastanawiam się czy Polsce potrzebny jest Majdan. Oczyszczenie polityki ze skostniałego establishmentu i konsolidacja społeczeństwa. W skuteczną opozycję przestałam już wierzyć. Witold Gadowski pisze wprost:

„PiS powoli staje się siedliskiem wygodnie umoszczonej, partyjnej biurokracji, której dobrze jest tak jak jest. Za nic nie odpowiadają, dobre pensyjki biorą do kieszeni i kto chciałby to zmieniać. Jedynym problemem dla wielu prominentnych pisowców jest dziś …Jarosław Kaczyński!

On ciągle coś chce, czegoś się domaga, pędzi trutni do roboty! Gdyby obejrzał sobie jednak swoje lokalne „elity”, to wpadłby w zły nastrój. Coraz smętniej zauważam, że jedynym człowiekiem, który poważnie traktuje swoje poglądy,  mówi o wartościach i ideologii jest – w PiS –  sam Jarosław Kaczyński!” http://www.stefczyk.info/blogi/dziennik-chuligana/ludzie-zdatni-psu-na-buty,12173253015#ixzz3IlhtzySF

Niestety nie da się go klonować tak aby sołtysem i radnym w najmniejszej nawet wsi, nie mówiąc o miastach i parlamencie był Kaczyński. Niestety PiS nie wykorzystał szansy budowy masowego Ruchu Społecznego po 10 kwietnia 2010r. Wtedy naród się obudził. Zrozumiał, że państwo nie zdało egzaminu. Zamiast skonsolidować naród i wdrożyć międzynarodowe śledztwo, rząd oddał wszystko w ręce Rosji. Nie tylko wyjaśnienie co tak naprawdę wydarzyło się w Smoleńsku ale jak się wydaje rozpoczął grę z Rosją przeciwko własnym rodakom. Putin był dla Tuska i Kopacz przyjacielem a wrogiem Kaczyński i PiS! Tak dokonał się trwały podział w społeczeństwie. Na tych co zamykają oczy i uszy -byle nasza wieś spokojna i tych, którzy myślą i chcą nie tylko wiedzieć ale i zabezpieczyć spokojna przyszłość swoim potomkom..

Obywatele nie wierzą w to by kartka wyborcza cokolwiek zmieniła. Nie mają wpływu na dobór kandydatów nawet w wyborach lokalnych. Chętni do startu na listach niezależnych stowarzyszeń są zastraszani. Ma to miejsce niemal w całej Polsce. Najtragiczniejszym w skutkach było porozumienie Stowarzyszenia Tychy naszą Małą Ojczyzną z RAŚ. Mieszkańcy tego miasta twierdzą, że nie mają na kogo głosować.

Na czołowych miejscach list wyborczych znaleźli się skompromitowani kandydaci. Decydentom nie przeszkadzało np. to, że ktoś ma niebieską kartę, czy kazał pełnoletniej córce dokonać aborcji i wyrzucił ją z domu  gdy powiadomiła rodziców, że jest w ciąży i za kilka miesięcy, już po maturze, weźmie ślub. Inny posiadacz „jedynki” ma na koncie dwa wyroki – jeden sprzed lat – za jazdę po pianemu, a drugi już całkiem niedawno za molestowanie pracownicy. W poprzednich wyborach na liście PiS znalazł się fundator nagrody Tacyta przyznawanej przez RAŚ. Elity polityczne zawarły ponadpartyjne porozumienia. Powstały nawet niby niezależne komitety wyborcze. I tak Przewodniczący Rady Miasta z ramienia PiS, ten sam, któremu nie podobało się nadanie imienia Lecha i Marii Kaczyńskich jednemu z głównych rond miasta, założył, samorządowy komitet wyborczy. Ma zamiar zostać prezydentem a na „jedynce” w jednej z dzielnic wystawił byłego prezesa dużej, bogatej spółki, który był na pewien czas aresztowany, a teraz czeka na wolności na zakończenie śledztwa i proces. No cóż kilku niepokornych wyrzucono z partii aby nie przeszkadzali, innych kupiono stanowiskami w spółkach i spółeczkach, kogoś nagrodzono członkowstwem w radzie nadzorczej za np. wytoczenie procesów osobom niewygodnym. Cale koła spacyfikowano wprowadzając zarządy komisaryczne. Komisarz i inni usłużni pomagierzy dostali intratne stanowiska i to nawet w instytucjach zarządzanych przez konkurencyjne partie. Odsunięci od kierowania kołem PiS i radni tej partii stali na drodze prywatyzacji, umarzania długów oczywiście na szkodę budżetu miasta i innych świetlanych pomysłów lokalnych cwaniaczków. Lewicowy kandydat na prezydenta jeździ po mieście i przez głośniki jego samochodu raczy mieszkańców hymnem Rosji Putina, czy wcześniej Sowieckiej – melodia ta sama lub łudząco podobna. Choć hasła lewicowe nie schodzą mu z ust warto zapoznać się z jego zeznaniami majątkowymi, gdyż jako wieloletni radny był do nich zobowiązany. Polecam historyjkę z mieszkaniami, za ile kupił od miasta, czy w nich mieszkał i komu podarował. Bezpartyjny prezydent niemal stutysięcznego miasta tak bardzo pragnie reelekcji, że dogadał się nie tylko z PO ale i z PiS, a nawet jada śniadania świąteczne z przywódcami RAŚ. W tym mieście powstał zresztą POPiS – radni, którzy nie wytrzymali nerwowo machloi prywatyzacyjnych PO i odeszli z partii założyli z niektórymi z „rozjeżdżanych” przez lokalnego posła PiS, pisowcami komitet wyborczy. Jeśli zostaną wybrani, to jest szansa, że będzie w radzie miasta opozycja. Chciałoby się napisać, że głowa mała by się w tym galimatiasie rozeznać. System powiązań klik, grup interesów przypomina mafijną ośmiornicę oplatającą niemal całą scenę polityczną.

Gadowski słusznie twierdzi: „Rację mają reżimowi analitycy – tak, jedynym problemem PiS jest jego lider. Przecież bez niego tak można by się fajnie dogadać i wspólnie umościć w hermetycznym ciepełku polskiej polityki.”

Z rozmysłem nie podaję nazw miast, nazwisk i stanowisk, bo w okresie kampanii nie chcę się narazić na kolejne procesy, tym razem w trybie wyborczym. Mieszkańcy Śląska i tak bez trudu rozszyfrują o kogo chodzi. Po wyborach komunalnych wrócę do tematu.

Niestety pomimo wielu zapowiedzi zmian kadrowych w PiS nie przeprowadzono ich. Mam wrażenie, że miernym, ale wiernym w otoczeniu Prezesa Kaczyńskiego to odpowiada. Chcą wierzyć w „garbate aniołki” i wierzą. Kaczyński dostaje przefiltrowane i zniekształcone informacje.

„Przed Kaczyńskim jest dziś iście herkulesowa praca: uporządkowania własnej partii, która roztyła się, rozleniwiła, rozcwaniakowała. (…) Jeśli PiS chce podnieść swoje notowania, to musi się pozbyć własnych trutni, durniów, układowców, pozorantów.” – radzi Gadowski
na: http://www.stefczyk.info/blogi/dziennik-chuligana/ludzie-zdatni-psu-na-buty,12173253015#ixzz3IlhtzySF

Polska już nie ma czasu na cackanie się z politykierami i destruktorami polskiej sceny politycznej. Do wyborów parlamentarnych zostało niedużo już czasu. W obliczu wojny, którą prowadzi Rosja z graniczącą z nami Ukrainą i prowokacjami wobec państw członków NATO nie możemy sobie pozwolić na tolerowanie nieudaczników, głupców, złodziei i zdrajców na żadnym szczeblu władzy. To dla Polski być albo nie być!

autor: Jadwiga Chmielowska

źródło: SDP

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Related Sites