Posted on 26 sierpnia 2015.
Napisano wOgólnieKomentarzy (0)
Posted on 24 sierpnia 2015.
Nowosądecka policja i prokuratura nie zauważyła upadku PRL. We wrześniu 2014 r. po patriotycznej manifestacji w sprawie usunięcia nielegalnego monumentu „wdzięczności” Armii Czerwonej zgodnie z uchwałą Rady Miasta w Nowym Sączu z 1992 r. głos w sprawie zabrało MSZ Federacji Rosyjskiej. Rosjanie domagali się ukarania członków KPN, Klubu Gazety Polskiej w Nowym Sączu i innych organizacji za zdewastowanie komunistycznego symbolu władzy.
W każdym razie wraz z Krzysztofem Bzdylem uzgodniliśmy z władzami Nowego Sącza, że budowla zostanie rozebrana, a nowosądecki samorząd odstąpi od wszelkich roszczeń wobec uczestników wszystkich wieców, których celem było dokonanie rozbiórki „chwały” okupacyjnej armii. W 2014 roku dotarłem też do dokumentów, które świadczyły, że realizację uchwały nowosądeckich radnych z 1992 r. ostatnio blokował wojewoda małopolski Jerzy Miller zasłaniając się jakimiś dyskusjami z przedstawicielami reżimu Putina.
Milicja … przepraszam … policja i prokuratura z Nowego Sącza skierowały m.in. przeciwko mnie dwie sprawy o organizowanie nielegalnych wieców, śpiewanie Hymnu Narodowego czy publiczne określenie w dosyć łagodnej formie funkcjonariuszy tamtejszej policji dowodzących rozbiciem wiecu 27 września 2014 r. jako ludzi nieroztropnych i niedouczonych w zakresie istniejących zapisów prawa. Obie sprawy zakończyły się spektakularną porażką. Ruski monument został w końcu rozebrany i wydawało się kończyć etap przywracania w Nowym Sączu oczywistej prawdy historycznej.
Tymczasem milicja … przepraszam … policja pod nadzorem prokuratury ściga teraz władze Nowego Sącza za rzekome nielegalne zburzenie „pomnika” i przekroczenie uprawnień z art. 231 Kodeksu karnego (sygn. akt 3 Ds 218/15). W tym stanie rzeczy nie tylko domagam się od minister Piotrowskiej i prokuratora Seremeta przywrócenia w Nowym Sączu minimum zasad jakimi muszą kierować się funkcjonariusze publiczni w państwie demokratycznym ale również natychmiastowego wyrzucenia ze służby publicznej wszystkich zaangażowanych w to represyjne działanie – do tego w jawnym interesie Rosji. To niesłychane, aby ktokolwiek mógł w 2015 roku próbować stawiać zarzuty za działanie zbieżne z interesem naszego państwa. Na kpinę zakrawa, że dochodzenie prowadzi Wydział do Walki z Korupcją Komendy Miejskiej Policji w Nowym Sączu albowiem nie widzę tu nawet krzty korupcji ze strony polskich patriotów czy władz tego miasta. Do tego pod ujawnionym właśnie dokumentem podpisuje się nie jakiś początkujący funkcjonariusz, a „ekspert” nadkom. Dorota Tokarz! Jak na dłoni za to widać, że z pieniędzy polskich podatników prowadzi się jakąś prywatną wendetę apologetów PRL i ZSRR z użyciem wpływów na drugie lub nawet trzecie pokolenie siepaczy z AL/GL,UB/SB …
Tego typu obrona „zdobyczy” Armii Czerwonej ma też wymiar geopolityczny. Mylnie utwierdza naszych partnerów na arenie międzynarodowej, że część naszej opinii społecznej – poza działaczami SLD, Twojego Ruchu, Komunistycznej Partii Polski czy Stowarzyszenia „Kursk” – ma jakieś pozytywne relacje lub przemyślenia dotyczące metod i praktyk komunistycznych stosowanych dziś przez Putina. Działania „Nowosądeckiej Republiki Ludowej” – w czasie gdy demokratyczny świat domaga się uwolnienia z łap Putina estońskiego oficera Estona Kohvera czy ukraińskiej oficer i deputowanej do Rady Najwyższej Nadii Sawczenko – jest czymś, co umniejsza naszą pozycję międzynarodową. Kto ma się liczyć z Polską, gdy rodzima policja i prokuratura represyjnie ściga patriotów i samorząd lokalny za demontowanie symboli armii sojuszniczej dla Wehrmachtu z lat 1939-41?
Stąd apeluję o wprowadzenie ustawowego zakazu istnienia na naszym terytorium w przestrzeni publicznej wszelkich symboli komunistycznych, w tym „pamiątek” po okupantach i Armii Czerwonej, której działalność doprowadziła do śmieci cztery razy więcej ludzi niż Wehrmacht i Waffen SS razem wzięte.
Adam Słomka
źródło: INGO http://www.ngopole.pl/2015/08/21/adam-slomka-nowosadecka-republika-ludowa/
Napisano wOgólnieKomentarzy (0)
Posted on 24 sierpnia 2015.
20 sierpnia dr Zbigniew Kękuś został zatrzymany przez policję i doprowadzony pod przymusem do szpitala psychiatrycznego im. J. Babińskiego w Krakowie (tzw. Kobierzyn) na tzw. obserwację psychiatryczną. Wg wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 10 lipca 2007 roku jest to „forma pozbawienia wolności często co najmniej tak dolegliwa dla oskarżonego, jak tymczasowe aresztowanie”.
Powodem obserwacji są zeznania 3 policjantów, którzy zeznali, że podczas zatrzymania w dn. 5 maja 2014 roku na polecenie sędzi Beaty Stój z Sądu Rejonowego w Dębicy, dr Kękuś próbował się samouwolnić. Zeznania są tak sprzeczne, że adwokat z urzędu dr Kękusia uznał je za wzajemnie się dyskredytujące. Ich zasadności nie potwierdza nawet sporządzony wcześniej w obecności policjantów protokół zatrzymania osoby, w którym nie ma mowy o zajściu.
Dr Zbigniew Kękuś nie ma za sobą ani kryminalnej przeszłości, ani żadnej historii bycia agresywnym. Wręcz przeciwnie, podczas swoich licznych protestów dał się poznać jako bardzo łagodny choć stanowczy w działaniu. Policja nie odnotowała ani jednego przypadku naruszenia porządku podczas gdy głodował, czy też gdy prowadził zorganizowany protest wraz ze sporą grupą pokrzywdzonych przez wymiar sprawiedliwości pod krakowskimi sądami w 2012 roku.
Należy zaznaczyć, że w swojej karierze był nauczycielem akademickim, a następnie pracował na wysokich stanowiskach w największych firmach międzynarodowych i bankach. Pracę stracił na skutek uznania przez nowego pracodawcę – ING Bank Śląski, że jako oskarżony, przynosi ujmę firmie. Sprawa o bezpodstawne zwolnienie nadal jest rozpoznawana przez sąd.
Mimo to sędzia Sądu Rejonowego dla Krakowa Krowodrzy wydz. IX Karny, Katarzyna Kaczmara wydała postanowienie o poddaniu dr Kękusia obserwacji psychiatrycznej, która ma trwać do 4 tygodni. Należy zaznaczyć, że sąd ten jest niewłaściwy miejscowo w tej sprawie, gdyż ulica Królewska, gdzie doszło do zdarzenia, jest we właściwości miejscowej innego sądu. Mimo, że jest to sprzeczne z Kodeksem Postępowania Karnego, Sąd Okręgowy pod przewodnictwem sędzi Lidii Haj, utrzymał je w mocy. Co więcej, jednym z argumentów było to, że dr Zbigniew Kękuś był już wcześniej karany, co jest kłamstwem, gdyż wyrok skazujący sądu w Dębicy został uchylony przez Sąd Okręgowy w Rzeszowie oraz Sąd Najwyższy – po wcześniejszym uznaniu konieczności złożenia kasacji przez Prokuratora Generalnego.
Wczoraj o godz. 17:30, w ramach spotu nt. referendum poszkodowany przez krakowskie sądy Grzegorz Pioterek cały swój czas antenowy poświęcił uwięzionemu w psychiatryku dr. Zbigniewowi Kękusiowi. Oświadczył, że w ramach swoich możliwości nagłośni to gdzie tylko będzie można. Dostałem też informację od nowojorskiej Polonii, że planowana jest pikieta pod Konsulatem RP w Nowym Jorku w celu zwrócenia uwagi na bezzasadne zatrzymanie dr. Kękusia w psychiatryku na obserwacji.
Dr Zbigniew Kękuś przebywa obecnie w oddziale 4B psychiatryka w Kobierzynie, gdzie od razu rozpoczął protest głodowy – nie je, ani nie pije. Jego zdrowie i życie są poważnie zagrożone. Jeśli dojdzie do przymusowego żywienia, to dr Kękuś obawia się, że zostanie zatruty.
Jak oświadczył dr Zbigniew Kękuś, winnymi jego prześladowania jest grupa funkcjonariuszy publicznych z Krakowa, w tym prokuratorzy Bartłomiej Legutko i Dorota Baranowska.
Obrońcy dr. Kękusia apelują: „Prosimy wszystkich Polaków, którzy nie chcą by Polska znów nie wpadła w jarzma totalitaryzmu, o natychmiastową reakcję na bezprawne zatrzymanie dr. Zbigniewa Kękusia. Najlepszym pokojowym sposobem na jego szybkie uwolnienie jest nacisk społeczny na Prezydenta RP Andrzeja Dudę, Prokuratora Generalnego Andrzeja Seremeta, Prokuratora Apelacyjnego w Krakowie Artura Wronę oraz prokurator Dorotę Baranowską z Prokuratury Rejonowej Kraków Krowodrza. Dzięki nagłośnieniu sprawy przez wiele osób, w tym w dużej mierze przez Zbigniewa Stonogę, sprawa karygodnego umieszczenia dr. Zbigniewa Kękusia w psychiatryku na obserwacji jest coraz głośniejsza. Zakończmy totalitarny proceder załatwiania spraw sądowych psychiatrykami.”
Cytują też znane słowa Martina Niemöllera: „Kiedy naziści przyszli po komunistów, milczałem, nie byłem komunistą. Kiedy zamknęli socjaldemokratów, milczałem, nie byłem socjaldemokratą. Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem, nie byłem związkowcem. Kiedy przyszli po Żydów, milczałem, nie byłem Żydem. Kiedy przyszli po mnie, nie było już nikogo, kto mógłby zaprotestować.”
Źródło: MonitorPolski.pl
http://wolnemedia.net/prawo/uwolnic-dr-zbigniewa-kekusia/
Napisano wOgólnieKomentarzy (0)
Posted on 22 sierpnia 2015.
Członek Klubu „Gazety Polskiej” w Żywcu i koordynator okręgowy Stowarzyszenia Ruchu Kontroli Wyborów – Ruchu Kontroli Władzy stanął oko w oko z lokalnym układem. Po serii artykułów dotyczących nieprawidłowości, które opisał na swoim portalu, urzędnicy miejscy złożyli na niego zawiadomienie w Prokuraturze Rejonowej w Żywcu.
Portal Zywiecwsieci.pl prowadzony przez Rafała Dudziaka funkcjonuje od ponad dwóch lat. Od samego początku jego autorzy podejmowali tematy niewygodne dla burmistrza miasta Antoniego Szlagora, informując mieszkańców m.in. o jego lustracji w IPN-ie czy też opisując jego związki z eksprezydentem Bronisławem Komorowskim.
Na początku 2014 r. urzędnicy UM zawiadomili prokuraturę o nieprzestrzeganiu przez Dudziaka prawa prasowego. Przestępstwo miało polegać m.in. na nieumieszczeniu przez Dudziaka adresu i nazwy wydawcy w stopce portalu. Prokuratura odrzuciła wniosek o ukaranie dziennikarza, rok później urzędnicy postanowili jednak oskarżyć Dudziaka z art. 212 kk. Urzędnicy poczuli się dotknięci artykułem, w którym napisano: „W Obwodowej Komisji Wyborczej w Żywcu [podczas wyborów prezydenckich] pojawiły się ustne wytyczne urzędników wobec członków komisji wyborczych, aby ci nie parafowali wszystkich stron protokołu wydrukowanego z komputera, a jedynie złożyli swe podpisy na jego ostatniej stronie”. Na postawę urzędników nie wpłynął nawet fakt, że Dudziak zamieścił na portalu odpowiedź w tej sprawie sekretarza miasta Tomasza Busia. Buś tłumaczył: „Parafowanie protokołu jest możliwe wyłącznie w sytuacji, kiedy protokół ten został sporządzony ręcznie”.
W zawiadomieniu do Prokuratury Rejonowej w Żywcu wiele miejsca urzędnicy poświęcili także artykułowi Teresy Rogalskiej umieszczonym na portalu, miał on według nich podważyć zaufanie wobec UM. Rogalska nie zgodziła się z polemiką Busia i zwracała uwagę na kilka dodatkowych niejasności. Właściciel portalu nie wydaje się zaskoczony postawą urzędników.
– Starałem się być rzetelny i dociekliwy. Rządzący chcieliby, żeby pewne tematy po prostu się nie pojawiały. Woleliby mieć święty spokój – komentuje sprawę Dudziak. W lipcu został on przesłuchany przez policję, do tej pory nie postawiono mu zarzutów.
źródło: Gazeta Polska/niezależna.pl
http://niezalezna.pl/70165-koordynator-rkw-nekany-przez-lokalny-uklad
Napisano wOgólnieKomentarzy (1)
Posted on 19 sierpnia 2015.
Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi Płn wydał wyrok, w którym umorzył postępowanie w sprawie „znieważenia” pomnika Czterech Śpiących. Sprawa ciągnęła się od 2011 roku.
Sąd podkreślił również że pomnik Czterech Śpiących i wdzięczności armii radzieckiej gloryfikują komunizm i tym samym powinny być usunięte!
— pisze na Twitterze mec. Krzysztof Wąsowski, który bronił oskarżonych.
17 września 2011 roku dwóch chłopaków Wojtek i Daniel spotkali się ze znajomymi, grali w karty i dyskutowali o zbliżającej się maturze. Co ważne, byli to harcerze z ZHR, dlatego też nie pili alkoholu. Zastanawiali się co zrobić z okazji rocznicy radzieckiej inwazji na Polskę. Postanowili, że tak tego dnia nie zostawią. Wzięli farbę, pojechali na Pragę Północ i na tzw. Pomniku Czterech Śpiących napisali „czerwona zaraza”. Zanim jednak tam dotarli, odwiedzili Park Skaryszewski i na Pomniku Wdzięczności Żołnierzom Armii Radzieckiej zostawili taki sam napis.
O sprawie rozmawiamy z mec. Krzysztofem Wąsowskim, który bronił oskarżonych chłopaków.
Niestety dała o sobie znać „obywatelska” postawa szpicli osiedlowych z ulicy Cyryla i Metodego. Ok. 1 w nocy jeden z „towarzyszy” zauważył ten akt wandalizmu i zawiadomił policję, która niezwłocznie przyjechała i po wzorowej akcji dogoniła sprawców i ich zaaresztowała. Zawieźli ich na dołek i wezwali „Gazetę Wyborczą”, która zrobiła chłopakom zdjęcia, gdy wychodzili rano z komendy
— mówi w rozmowie z wPolityce.pl obrońca chłopaków mec. Krzysztof Wąsowski.
Prokurator postanowiła wnieść oskarżenie, nie z Kodeksu Wykroczeń o zniszczenie mienia, a z Kodeksu Karnego o znieważenie pomnika. W pierwszej instancji Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi Północ z miejsca umorzył postępowanie twierdząc, że nie są to pomniki, ponieważ nie oddają żadnej czci, tylko gloryfikują ustrój. Prokurator uwzięła się jednak na tę sprawę i napisała zażalenie na postanowienie sądu. Sprawa trafiła do Sądu Okręgowego dla Warszawy Pragi i sąd to postanowienie uchylił twierdząc, że były ono przedwczesne. Należało sprawdzić czy to na pewno nie są pomniki ku czci kogoś. Sprawa ponownie wróciła do rozpoznania przed sądem pierwszej instancji
— dodaje Wąsowski.
Wszystko jednak dobrze się skończyło, a decyzję jaką podjął sąd można uznać za przełomową. Postępowanie zostało umorzone z powodu małej szkodliwości czynu. Sędzia prowadzący rozprawę stwierdził, że utożsamia się z popełnionym czynem i uznał go za patriotyczny.
Sąd wydał salomonowy wyrok. Nie zgodził się z linią obrony i stwierdził, że są to pomniki i że doszło do znieważenia tych pomników przez oskarżonych. Sąd oceniał trzy aspekty. Pierwszy – czy czyn miał miejsce? Tak, wszyscy się przyznali. Drugi – analiza prawna co do tego, czy jest to pomnik. Sąd stanął na stanowisku, że rzeczywiście jest to pomnik. Trzeci – Społeczna szkodliwość czynu. I to jest element najważniejszy. Otóż sędzia stwierdził wprost, że identyfikuje się z tym czynem, który uważa za patriotyczny. Te pomniki są jego zdaniem hańbą dla narodu polskiego i polskich władz. Stwierdził, że musiał orzekać na podstawie przepisów, które są niezgodne z Konstytucją. Ochrona tego pomnika jest też niezgodna z ustawą zasadniczą. Sąd wskazał art. 5 o ochronie niepodległości państwa polskiego, art. 13 mówiący o zakazie promocji komunizmu i wreszcie art. 19, czyli ochrona weteranów. Dodał do tego art. 256 Kodeksu Karnego o przestępstwie promowania komunizmu. Sąd stwierdził wprost, że te pomniki promują komunizm, więc same w sobie są przestępcze i powinny zostać rozebrane. Sąd uznał, że co prawda czyn przestępczy zaistniał, ale szkodliwość społeczna czynu jest znikoma i dlatego umorzono postępowanie.
Okazuje się, że zaśmiecające polskie miasta pomniki ku czci morderców z Armii Czerwonej nie powinny znajdować się pod opieką polskich władz.
Proces wykazał też, że miasto stołeczne Warszawa nie ma żadnych podstaw prawnych do opieki nad tymi pomnikami i robi to nielegalnie
— mówi nam mec. Wąsowicz
Przełomowy wyrok sądu jest swego rodzaju precedensem, który otwiera szansę na ostateczne usunięcie radzieckich pomników z naszej przestrzeni publicznej.
Sąd sugerował, że w ogóle władze polskie powinny doprowadzić do demontażu tego typu monumentów. Padła nawet sugestia, że należałoby ścigać tych, którzy w latach 40-tych postawili te pomniki. A tak naprawdę powinno się ścigać polskie władze i władze Warszawy za niedopełnienie obowiązku w postaci demontażu pomników, które promują ustrój totalitarny. Ten czyn, zdaniem sądu, nakazuje się pochylić polskiemu rządowi nad tym problemem.
— mówi Wąsowicz.
red. Tomasz Karpowicz
źródło: wPolityce.pl
Napisano wOgólnieKomentarzy (0)
Posted on 17 sierpnia 2015.
15 sierpnia dr Jerzy Targalski spotkał się w Milówce z członkami Klubu Gazety Polskiej oraz mieszkańcami pobliskich miejscowości. Z wielkim zainteresowaniem słuchano wypowiedzi zaproszonego gościa, który mówił o celach Stowarzyszenia Ruchu Kontroli Wyborów Ruchu Kontroli Władzy.
Napisano wOgólnieKomentarzy (1)
Posted on 17 sierpnia 2015.
Anna Walentynowicz była działaczem związku zawodowego, czyli najbardziej w tej chwili wyklinanej instytucji, bo przecież nadrzędny jest interes właściciela. Ania tego nigdy nie akceptowała, więc była wrogiem. I pamięć o niej jest wroga, gdyż przypomina o społecznej sprawiedliwości i wielkiej wspólnocie
— mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl Andrzej Gwiazda, jeden z przywódców Sierpnia’80.
wPolityce.pl: W Gdańsku zostanie odsłonięty pomnik śp. Anny Walentynowicz. Czy to wystarczające upamiętnienie tej postaci?
Andrzej Gwiazda: Minęło pięć lat od tragedii smoleńskiej i przez te 5 lat nie udawało się Ani upamiętnić. W tej chwili zgoda ICH, żeby postawić pomnik jest dużym zwycięstwem.
ICH, czyli kogo?
Obecnych władz. Fakty tworzą historię prawdziwą, które będzie musiała zmierzyć się z historią pisaną przez zwycięzców transformacji. Przegranymi byli pierwsza „Solidarność” i wszyscy ludzie, którzy uczestniczyli w walce pierwszej „Solidarności”. Ci, którzy jej zawierzyli, również są przegrani.
Jaką rolę Anna Walentynowicz odegrała w wydarzeniach Sierpnia’80? Czy była to rola decydująca?
Niewątpliwie jedna z decydujących. W ustaleniu tego nie pomogą nam jednak historycy. Ania nie pisała książek, ani artykułów, a dla historyka liczy się tylko to, co zostało napisane. I to wszystko jedno przez kogo, bo chodzi o tzw. źródło. Natomiast pamięć uczestników wydarzeń dla wielu historyków źródłem nie jest. A działalność nie tylko Ani, ale całej „Solidarności” często zachowuje się tylko w pamięci, bo my naprawdę nie mieliśmy czasu, żeby to opisywać. Komunikacja musiała być bardzo szybka, przebiegać na bieżąco, ponieważ decydowały nie tygodnie, miesiące i lata, lecz często godziny i minuty, kiedy trzeba było wygłosić w odpowiednim czasie, odpowiednie zdanie.
Dlaczego w III RP rola Anny Walentynowicz bardzo długo była pomijana lub spychana na margines narracji o Sierpniu’80? Właściwie Annę Walentynowicz uhonorował dopiero śp. Lech Kaczyński, nadając jej Order Orła Białego…
Ania zyskała popularność jako działacz Wolnych Związków Zawodowych, a szczególnie jako członek kierownictwa pierwszej „Solidarności”. Myśmy wtedy myśleli, że naszym jedynym przeciwnikiem jest komuna. Było to bardzo naiwne. A w 90. latach okazało się, że wypowiedzieliśmy wojnę dwóm systemom i dwóm ideologiom: komunizmowi i neoliberalizmowi. Motywem tej walki było to, że ekonomia ma się trzymać realiów, a nie być polem realizacji takich, czy innych ideologii. Ania była działaczem związku zawodowego, czyli najbardziej w tej chwili wyklinanej instytucji, czy organizacji. Bo, jak słychać, związki są roszczeniowe, bo dążą do sprawiedliwego podziału zysków między pracownikiem, a właścicielem, a przecież nadrzędny jest interes właściciela. Ania tego nigdy nie akceptowała, więc była wrogiem. I pamięć o niej jest wroga, bo przypomina związki zawodowe, przypomina o społecznej sprawiedliwości. A najbardziej przypomina o wielkiej wspólnocie, zasadach działania wspólnoty i korzyściach z tego działania. Jest to widmo, które wciąż krąży po Europie, chociaż z czerwonego zmieniło barwę na nie wiem już jaką. Ale też jest to kolejna walka ideologii z faktami.
Jaką rolę w marginalizowaniu Anny Walentynowicz odgrywał Lech Wałęsa?
Można powiedzieć, że taką jaką potrafił. Od początku okazywało się, że Ania otrzymywała większe oklaski od Wałęsy, więc była jego autentycznym wrogiem. Wałęsa od początku „Solidarności”, czyli od września 1980 r., rozpoczął walkę z Anią, ażeby nie dzielić się oklaskami. Myślę, że stały też za tym głębsze podstawy. Wałęsa z wielką pogardą traktował słabszych – od początku, jeszcze przed strajkiem. Robotników miał za nic, a Ania była ich reprezentantem. Więc oprócz oklasków, do których można bardzo prosto sprowadzić sprawę, od zarania „Solidarności” trwały ideologiczne różnice. Poza tym Wałęsa był agentem bezpieki. Nie było więc wątpliwości, że musi być przeciwko Ani, tak samo jak był przeciwko wszystkim uczciwym związkowcom.
Czy nie boi się pan, że Wałęsa wytoczy panu proces za te słowa?
O tym, że Wałęsa był agentem bezpieki mówię otwarcie, odkąd znalazły się na to dowody. Rok wcześniej zanim Wałęsa wytoczył proces Krzysztofowi Wyszkowskiemu, Telewizja Trwam i Radio Maryja zaprosiły Anię Walentynowicz, Romana Urbańskiego, mnie i moją żonę (Joannę Dudę-Gwiazdę – red.). Do drugiej w nocy braliśmy udział w „Rozmowach niedokończonych”, mając jeszcze wtedy w pamięci numer rejestracyjny Wałęsy, nazwisko werbującego pracownika, nazwisko oficera prowadzącego itd. To wszystko publicznie w Radiu Maryja i w Telewizji Trwam przedstawiliśmy. Nie było żadnego odzewu. Jedynym odzewem było to, że Wałęsa chce odpowiedzieć na to. I w związku z tym Telewizja Trwam mu to umożliwiła. Zaprosili go do następnej audycji i Wałęsa odpowiedział. Wtedy jeszcze Krzysztof Wyszkowski publicznie wypowiadał się: „Wałęsa, mój przyjaciel”. A po roku, kiedy Wyszkowski powtórzył to, co my wcześniej powiedzieliśmy, Wałęsa wytoczył mu proces. I rozpoczął się wielki cykl procesów przeciwko Wyszkowskiemu, które de facto Wałęsa wszystkie przegrał.
Wróćmy do Anny Walentynowicz…
Faktem bezspornym i nie do zatuszowania jest to, że strajk w Stoczni Gdańskiej zaczął się w obronie Ani. Był on odpowiedzią na ulotkę Wolnych Związków Zawodowych – apel o obronę Anny Walentynowicz. Rozpoczął się jako jej obrona, a potem przybrał rozmiary „Solidarności”.
Janusz Śniadek powiedział, że dzisiaj potrzeba jest druga rewolucja „Solidarności”. Czy pan widzi taką konieczność i możliwość?
Prawdopodobnie możliwości dokładnej powtórki nie ma. Ale że taka rewolucja jest potrzebna, jest oczywiste. Wiadomo o tym już od 1989 r., od Okrągłego Stołu. Wtedy taka rewolucja mogła odbyć się tanim kosztem, niewielkim wysiłkiem i przez te 25 lat mogliśmy Polskę rozwijać.
Śniadek uważa, że taką drugą rewolucją „Solidarności” byłoby zwycięstwo PiS w wyborach parlamentarnych…
Trudno to nazwać rewolucją. Bo tę możliwość już mieliśmy. Niestety przez 25 lat Polacy wykorzystali możliwość głosowania, ażeby głosować przeciwko własnym interesom. Przecież z wyjątkiem 2005 r. wszystkie głosowania – otrzymane w darze, bo przecież nie wywalczone, możliwości zastosowania demokracji – Polacy wykorzystali przeciwko sobie. Omamieni przez Wałęsów, Michników itp. Po ośmiu latach od 2005 r. znów wraca rozum. Jeżeli przyjmiemy, że jesteśmy narodem idiotów, to spodziewany wynik głosowania i obecne nastroje mają charakter rewolucji.
Gorzkie jest to, co pan mówi. I tkwi w tym paradoks, bo „Solidarność” walczyła o demokrację…
Ale skapitulowała. W 1989 r. ogłosiła bezwarunkową kapitulację. Związek zawodowy nie upomniał się o interes swoich członków ani razu. Wręcz przeciwnie – pod hasłem, czy symbolem związku zawodowego rozwinięto parasol ochronny nad rządem, który był znacznie bardziej niż stalinowski antyspołeczny, a w szczególności antypracowniczy.
Jak na tym tle wygląda obecna „Solidarność”, kierowana przez Piotra Dudę? Czy to związek pracowniczy, walczący o ludzi, czy organizacja – jak twierdzi obóz rządzący – stricte polityczna?
„Solidarność” jest związkiem zawodowym, a związek zawodowy nie może być apolityczny. Przecież to byłby kompletny idiotyzm, zaprzeczenie samej zasadzie. Partie polityczne, kryjąc się pod różnymi hasłami, walczą o taki czy inny podział strumienia pieniędzy. Związek zawodowy natomiast występuje bezpośrednio o podział strumienia dochodów pomiędzy uczestników, którzy ten dochód tworzą. Z tego punktu widzenia, pod względem ekonomicznym, związek zawodowy jest najbardziej polityczną organizacją. A jeśli związek zawodowy przyjmuje ideologię jakiejś partii przeciwko pracownikom, to po prostu należy mu się proces karny za nadużycie władzy i oszustwo. Tak było z drugą „Solidarnością”. To przecież jeden z głównych jej działaczy wrzeszczał, że bezrobocie jest konieczne, likwidacja zakładów jest konieczna i że pierwszy milion trzeba ukraść. Trudno to nazywać związkiem zawodowym. Piotr Duda znajduje się w niesłychanie trudnej sytuacji. Bo cały okres drugiej „Solidarności”, to było sprzedawanie osiągnięć pracowniczych, które ludzie wywalczyli sobie jeszcze za caratu i w II RP. W tym kontekście rocznica Sierpnia,80 jest szczególnie ważna.
źródło: Polityce.pl
autor: Jerzy Kubrak
Napisano wOgólnieKomentarzy (0)
Posted on 15 sierpnia 2015.
Wczoraj minęła 95 rocznica „Cudu nad Wisłą”. W godzinach przedpołudniowych członkowie Żywieckiego Klubu Gazety Polskiej złożyli wiązankę kwiatów przed pomnikiem grunwaldzkim
w Żywcu.
Tego samego dnia w godzinach wieczornych grupa mieszkańców miasta i okolic zebrała się przed pomnikiem w celu, aby śpiewem przypomnieć o ważności zwycięstwa nad armią bolszewicką.
Napisano wZ miasta ŻywcaKomentarzy (0)
Posted on 13 sierpnia 2015.
13 sierpnia 1920 roku pod Warszawą rozpoczęła się bitwa pomiędzy wojskami nowo odrodzonej Rzeczypospolitej, a oddziałami bolszewickimi. Bitwa nazwana później „Cudem na Wisłą”, która doprowadziła do powstrzymania sowieckiego marszu na zachód Europy.
Był to wielki sukces polskiego wojska, które dopiero się tworzyło. Od listopada 1918 roku wchodził w organizację, w uzbrojenie, w wyposażenie, wyszkolenie. Praktycznie mieliśmy do czynienia z armią polską, która była improwizowana
— powiedział Radiu Maryja dr Marcin Paluch.
Wielka Bitwa Warszawska zakończyła się wielkim sukcesem. Powstrzymano tą nawałę bolszewicką, pomimo że już w sierpniu były przesłanki by sądzić, że może być katastrofa. Była wielka mobilizacja ludności polskiej
— powiedział dr Paluch.
Bitwa Warszawska rozegrała się pomiędzy 13 a 16 sierpnia na przedpolach stolicy. 95-a rocznica bitwy zostanie uczczona rekonstrukcją historyczną. Odprawiona zostanie także msza święta za poległych.
Na setną rocznicę bitwy gotowe ma być muzeum poświęcone Bitwie Warszawskiej. Gmina Wołomin, która chce muzeum wybudować, wciąż zbiera środki na realizację inwestycji.
mly/radiomaryja.pl
źródło: wPolityce.pl
zdjęcie: wPolityce.pl
Napisano wOgólnieKomentarzy (0)
Posted on 12 sierpnia 2015.
Na zaproszenie Klubu Gazety Polskiej w Żywcu 15 sierpnia do Żywca przyjedzie dr Jerzy Targalski,
prezes Stowarzyszenia Ruchu Kontroli Wyborów – Ruchu Kontroli Władzy. Jest autorem takich książek jak „Resortowe dzieci – media” oraz „Resortowe dzieci-służby”.
Celem przyjazdu jest spotkanie z osobami biorącymi udział w RKW na terenie Żywca i Powiatu.
Napisano wOgólnieKomentarzy (0)
