Zmarł o. Jan Góra – dominikanin, duszpasterz akademicki i twórca Lednicy

W trakcie odprawiania Mszy Świętej o. Jan zasłabł. Podjęto reanimację. Przyczyną śmierci było ustanie akcji serca i obrzęk płuc.

Jan Wojciech Góra urodził się 8 lutego 1948 roku w Prudniku na Opolszczyźnie. Do Zakonu Kaznodziejskiego wstąpił w wieku 18 lat. W 1972 roku złożył zakonne śluby wieczyste, a 8 czerwca 1974 roku przyjął w Krakowie święcenia kapłańskie z rąk ówczesnego biskupa pomocniczego archidiecezji krakowskiej, Juliana Groblickiego.

Zapytaliśmy ojca Jana kilka lat temu, co by robił, gdyby nie był zakonnikiem? Odpowiedział: „Nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić. Tak utożsamiam się z tym, co robię, że nie widzę siebie w innym miejscu czy w innej roli. Wszedłem w to rękami, nogami, głową, sercem, że nie jestem w stanie wyobrazić sobie: co ja bym robił, gdybym nie robił tego, co robię”.

Z 41 lat kapłaństwa prawie wszystkie spędził w Poznaniu. W latach 1974-1976 był katechetą w Tarnobrzegu, a już w 1977 roku został duszpasterzem młodzieży w Poznaniu, zaś 10 lat później – duszpasterzem akademickim. Był nim 35 lat.

W 1997 roku zaangażował się w dzieło swojego życia: nad Jeziorem Lednickim wybudował stalową bramę w kształcie ryby – znaku pierwszych chrześcijan. Zapraszał tam polską młodzież. Co roku w pierwszą sobotę czerwca przybywały pod bramę dziesiątki, a bywało, że i sto tysięcy osób z kraju i zagranicy. Od początku wspierał Go w tym Jan Paweł II, z którym się przyjaźnił.

„Czuję się żołnierzem, który ma do wykonania zadanie zlecone mu przez Jana Pawła II. Papież powiedział mi: »Jak ryba chwyciła haczyk, to ciągnij«. I ja nie mam innego wyjścia. Wszystko to, co zrobiłem, opiera się na zawierzeniu Panu Jezusowi” – mówił o Ruchu Lednickim.

We wszystkim, co robił, podnosił sobie wysoko poprzeczkę. I wymagał od innych. Zapytano Go kiedyś, jaki byłby Kościół, gdyby każdy duchowny był na miarę Jana Góry? „Byłby nie do zniesienia i nie do wytrzymania. Jeżeli mnie samemu ze sobą jest tak ciężko, to aż strach pomyśleć, co by było, gdyby wszyscy byli tacy sami” – odparł.

Jaki będzie bez Niego?

Ojciec Jan Góra zmarł wczoraj nagle o godzinie 19:30 ukończywszy 67 lat.

źródło: http://dominikanie.pl/2015/12/zmarl-o-jan-gora-dominikanin-duszpasterz-akademicki-i-tworca-lednicy/

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia

Podnieś rękę, Boże Dziecię, błogosław Ojczyznę miłą.

W dobrych radach, w dobrym bycie wspieraj  jej siłę swą siłą.

Dom nasz i majętność całą, i wszystkie wioski z miastami

A słowo Ciałem się stało i  mieszkało między  nami.

„Żywiec w sieci”

Napisano wNaszym zdaniemKomentarzy (0)

Dorota Arciszewska-Mielewczyk-felieton

Przypominacie sobie państwo ile było medialnego śmiechu z prezesa Kaczyńskiego, gdy ten powiedział, iż w Szwecji istnieje 51 stref, gdzie praktycznie nie obowiązuje prawo tego kraju? Dziennikarze przed kamery zaciągnęli wystraszonego ambasadora Szwecji, który wszem i wobec oznajmił, że w jego ojczyźnie obowiązuje prawo szwedzkie. Co miał biedak powiedzieć? Śmiechom nie było końca. Lemingi miały obaw po same pachy.
Kilka dni temu na jednym z portali internetowych przeczytałam: „Przestępcze gangi kierowane przez rodziny arabskie zastraszają mieszkańców zachodniej części Berlina, ignorując niemieckie prawo i wprowadzając własne zasady postępowania (…) — napisano na łamach dziennika „Tagesspiegel”, opierając się na raporcie badacza islamu Mathiasa Rohego. – Wykorzystując „zamknięte struktury rodzinne oraz archaiczne rozumienie honoru”, gangi zastraszają ofiary przestępstw, świadków i całe społeczności lokalne, tworząc równoległy system wymiaru sprawiedliwości”. Z cytowanego raportu wynika również, że konsekwencje bezprawia ponoszą przede wszystkim kobiety. Małżeństwa zawierane są na zasadach islamskich, a w przypadku rozstania winę zawsze ponosi kobieta.

Co robi cały postępowy świat? Co zdobiły feministki, Komitety Obrony Demokracji i wszystkie te śmieszności, które nas zewsząd otaczają? Nic! Kompletnie nic! Bo – po pierwsze – to takie niepoprawne politycznie, by pouczać wyznawców Allaha jak mają żyć, a – po drugie – można dostać po zębach.
Ponieważ to wszystko wygląda obiecująco i na przyszłość rokuje jak najlepiej (piszę te słowa z dużym przekąsem) przewodniczący Parlamentu Europejskiego Martin Schulz po raz kolejny ostro skrytykował kraje UE odmawiające przyjęcia imigrantów. Przyjaciel wszystkich postępowych sił na świecie ostrzegł, że brak solidarności może mieć wpływ na podział środków finansowych w UE. Komunikat jest jasny i prosty: Jeżeli Polska nie przyjmie imigrantów, to Niemcy zakręcą nam kurek z pieniędzmi! Teraz mamy do wyboru, albo posłuchać p. Schulza, albo wyciągnąć wnioski ze słów szefa niemieckiego Urzędu Ochrony Konstytucji (BfV) Hansa-Georga Maassena. Otóż Massena powiedział, iż w Niemczech żyje 430 islamskich ekstremistów, których uważa się za tak groźnych, iż mogą oni w każdej chwili popełnić ciężkie przestępstwa.

Były doradca Nicolasa Sarkozy’ego, Maxime Tandonnet, na łamach francuskiego dziennika „Le Figaro” powiedział: „Osiągnąłem już taki poziom obrzydzenia i odrazy, że najchętniej bym milczał. Ale sumienie mi na to nie pozwala. Ogromna fala imigrantów, głównie młodych mężczyzn, ucieka z Iraku i Syrii do Europy, pozostawiając za sobą garstkę kobiet, jazydek, które w ich miejscu walczą z Państwem Islamskim. Kobiety pozostają, a mężczyźni uciekają. A Europa wylewa nad tymi mężczyznami krokodyle łzy i szeroko otwiera im swoje drzwi. Jazydki i chrześcijanki są więzione przez Państwo Islamskie, publicznie gwałcone i torturowane, sprzedawane w niewolę. A gdzie są feministki? Gdzie obrońcy praw człowieka? Europa obnaża swoją obłudę tchórzostwo i ślepotę, do tego stopnia, że wywołuje to mdłości. To, że przyzwala na takie barbarzyństwo, to hańba absolutna! Polityka, chęć do działania, do podejmowania decyzji, zdechła w Brukseli już dawno jak stara opona. Zastąpił ją tani moralizm propagowany przez najgorszych”.

Oto jeden z nielicznych głosów rozsądku, który tonie w morzu poprawności politycznej. Kto nie będzie chciał przyłączyć się do zespołu politycznych samobójców, tego p. Schulz będzie straszył i upominał. My jednak powinniśmy iść własną drogą, wyciągać wnioski z doświadczeń innych i być nieustępliwi wobec nieuprawnionych nacisków ze strony szantażystów w krawatach.

źródło: https://www.facebook.com/arciszewskamielewczyk/posts/1728183770749444

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Informacja o stanowisku RDI w sprawie wypowiedzi Schulza

Otrzymaliśmy wiele maili z prośbą o zorganizowanie akcji petycyjnej w sprawie skandalicznej wypowiedzi Martina Schultza na temat Polski. Przewodniczący Parlamentu Europejskiego raczył wyrazić pogląd, jakoby w Polsce został przeprowadzony zamach stanu, za co uznał zmiany wprowadzane w ustawie  o Trybunale Konstytucyjnym.Martin Schulz jak większość polityków niemieckich i europejskiej lewicy czerpie swą wiedzę na temat Polski z artykułów prasy mainstreamowej z Polski, tłumaczonych i zamieszczanych w mediach niemieckich, co potem jest podawane w mediach mainstreamu w Polsce jako opinie niemieckiej prasy na temat Polski.Ponieważ Martin Schulz legitymuje się jedynie wykształceniem podstawowym nic dziwnego, że nie jest w stanie sam zrozumieć tego co się dzieje w Polsce i musi posługiwać się atrapami informacyjnymi.

Misją Reduty jest walka z rasizmem i ksenofobią zwróconą przeciwko obywatelom polskim bez względu na pochodzenie oraz informowanie o prawdziwej przeszłości i teraźniejszości Polski.

W związku z powyższym Reduta Dobrego Imienia przygotuje pakiet informacyjny na temat Polski dla p. Schulza napisany w sposób przystępny, językiem prostym i zrozumiałym nawet dla niego. Ponieważ Rząd RP w sposób prawidłowy zareagował na skandaliczną wypowiedź p. Schulza, a po spotkaniu z Panią Premier Beatą Szydło p. Schulz zaczął się wycofywać ze swojej głupiej wypowiedzi, Reduta nie będzie podejmować zorganizowanych działań w jego sprawie.

Liczymy, że p. Martin Schulz po uzupełnieniu wiadomości na temat Polski będzie w stanie wygłaszać opinie oparte na faktach, a nie na urojeniach wynikających z lektury stronniczych tekstów pochodzących z gazet znanych z tego, że ich redaktorzy nienawidzą przedstawicieli partii obecnie sprawujących władzę w Polsce.

Maciej Świrski
Prezes Reduty Dobrego Imienia.

Warszawa, 19.12.2015

Napisano wOgłoszeniaKomentarzy (1)

Jarosław Kaczyński przed Trybunałem Konstytucyjnym: Musimy zmienić ten Trybunał. CAŁE WYSTĄPIENIE

Tegoroczny, piąty już Marsz Wolności i Solidarności, zakończył się wystąpieniem prezesa Prawa i Sprawiedliwości przed siedzibą Trybunału Konstytucyjnego – Ten Trybunał ma być redutą, pozycją ryglową broniącą tego układu, tego wszystkiego, co w ciągu ostatnich 26 lat było złe i haniebne. A my to chcemy zmienić. I dlatego musimy zmienić ten Trybunał – mówił do zgromadzonych na manifestacji Jarosław Kaczyński.

Całe wystąpienie prezesa Prawa i Sprawiedliwości:

Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego, w tym prezes, osobiście brali udział w przygotowaniu ustawy, o której sami później powiedzieli, że złamała konstytucję. Łamią nieustannie procedury. Wydają arbitralne, bezpodstawne wyroki. Ale są także ci, którzy nie są sędziami, i którzy dzisiaj tak głośno krzyczą. Więc może warto wiedzieć: nie wykonali 50 czy prawie 50 orzeczeń Trybunału. Ogłaszali te orzeczenia często po tygodniach, wielu tygodniach, a dzisiaj płaczą nad niewielkim opóźnieniem, 7 czy 8 dni roboczych. To jest, szanowni państwo, zalew nieprawdopodobnej hipokryzji. My chcemy dobrego Trybunału Konstytucyjnego, ale to nie jest ten Trybunał w obecnym składzie. Ten Trybunał ma zupełnie inną rolę.

Są tacy, którzy mówią: „Bronimy demokracji”. Jest jak w 2006 czy 2007 roku. Opozycja działa bez żadnych ograniczeń, atakuje rząd, obraża prezydenta, jak choćby wczoraj. Większość mediów atakuje. Tymczasem odbywają się spokojnie demonstracje, tak jak choćby ta wczorajsza. Czy to jest więc demokracja, czy dyktatura? Oczywiście, oni próbują wmówić ludziom, że w środku gorącego lata jest mróz, jest ostra zima. I są tacy ludzie, którzy jak coś usłyszą w telewizji, to są gotowi w to uwierzyć. Są gotowi wyjść na dwór, ubrać się w kożuch i jeszcze mówić, że jest zimno. Ale to nie są ludzie, którzy mają sprawne głowy. To nie są ludzie, którzy sprawnie myślą.

Tu są ludzie, którzy myślą i dobrze wiedzą, że w Polsce nie ma dzisiaj żadnego zagrożenia demokracji. Że zagrożenie demokracji owszem było, za rządów Platformy Obywatelskiej. Kiedy działała ABW, żeby likwidować strony internetowe krytykujące prezydenta. To wtedy próbowano nie dopuścić do publikacji książek, wysyłano kontrolę na najstarszą w Polsce uczelnię z powodu pracy magisterskiej. To wtedy wysyłano zwarte oddziały policji, żeby likwidowały napisy, które godziły w pana premiera Tuska. To wtedy nie dopuszczano ludzi o krytycznych poglądach do sal na uczelniach. To wtedy mieliśmy do czynienia z atakami na dziennikarzy. To wtedy głoszono, że opozycja nie ma prawa wygrać wyborów i że musi być – jak to oni mówili – anihilowana, czyli zniszczona.

Krótko mówiąc, mamy tutaj do czynienia także z niebywałym wręcz natężeniem hipokryzji, oszukiwaniem ludzi, liczenia na to, że nic nie pamiętamy, że przeciętny Polak nic nie pamięta. Polacy pamiętają, pamiętają, jak to wyglądało.

Jeśli więc nie o demokrację i nie o Trybunał chodzi, to musi paść pytanie, o co chodzi naprawdę. Otóż sprawa jest jasna: chodzi o tą wielką przebudowę Polski, którą podejmujemy w interesie ogromnej większości Polaków. Musimy Polskę zmienić. Musimy Polskę uczynić sprawiedliwą i solidarną. I to nie są słowa, to są konkrety. Oni chcą nam uniemożliwić danie 500 złotych na dziecko. Ktoś zapyta „Dlaczego?”. Dlatego, że to my dajemy. Wobec tego nie wolno. I jestem pewien, że ten Trybunał by to zakwestionował. Oni chcą nie dopuścić do powrotu dawnego wieku emerytalnego. Były prezes Trybunału mówił już o tym, że to jakiś niebywały skandal. Oni chcą nie dopuścić do tego, żeby ludzie po 75. roku życia otrzymywali darmowe lekarstwa. Oni chcą nie dopuścić do tego, żeby podejmowano działania, by w Polsce rosły płace. By Polacy zaczęli zarabiać tak, jak to wynika z naszego dochodu na głowę. Bo zarabiają mniej. Oni nie chcą dopuścić do tego, żebyśmy rozpędzili tę bandę kolesiów. I oni chcą nie dopuścić do naprawy wymiaru sprawiedliwości, do naprawy instytucji, którą szczególnie krytycznie ocenia społeczeństwo, mimo, że media popierają ją bardzo mocno. Czy chcecie wymiaru sprawiedliwości, gdzie biedny człowiek, mieszkaniec domu opieki społecznej, który kupił sobie telewizor, a później nie może zapłacić za niego raty, lądował w więzieniu? A aferzyści czy gangsterzy byli na wolności? Lądowali w więzieniu rolnicy, którzy chcą kupić polską ziemię, a ci, którzy ludziom pistolety do głowy przystawiali, byli na wolności. A tak to dzisiaj wygląda.

Chodzi o niedopuszczenie do tego, by ta gigantyczna fala nadużyć, do której doszło w ciągu ostatnich ośmiu lat wyszła na wierzch. W samym podatku VAT to są dziesiątki miliardów złotych. Jest cały przemysł oszukiwania, wyciągania pieniędzy, naszych wspólnych pieniędzy. I gdzie się nie rozejrzeć, w jakimkolwiek resorcie nie spojrzeć na to, co się działo, to mamy do czynienia z tym samym – z wyciąganiem pieniędzy, z rozrzucaniem pieniędzy, z dawaniem pieniędzy różnego rodzaju uprzywilejowanym bez żadnych powodów, bez żadnych podstaw.

Ci, którzy tutaj w czasie tzw. transformacji przenieśli się z komunizmu, zmienili władzę na własność, aby się dalej tuczyć i ci, którzy zostali do tej grupy dokooptowani nawet wtedy, gdy dopuszczają się przestępstw. I o to w tym wszystkim chodzi – nie dać zwykłym Polakom i pozwolić Polskę dalej rabować. To jest sens tego sporu. O to tutaj chodzi.

Ten Trybunał ma być redutą, pozycją ryglową broniącą tego układu, tego wszystkiego, co w ciągu ostatnich 26 lat było złe i haniebne. A my to chcemy zmienić. I dlatego musimy zmienić ten Trybunał. Musimy uczynić z niego instytucję, która rzeczywiście będzie chroniła prawa obywateli, która będzie chroniła konstytucję, ale nie w ten sposób, że ta konstytucja obowiązuje dla jednych, a dla innych nie obowiązuje. I powtarzam: to jest sens tego, co się dzisiaj dzieje.

Mogę powiedzieć państwu na zakończenie, że warszawska ulica już nawet wczoraj, w czasie ich demonstracji, potrafiła na to odpowiedzieć. Mnie może tej odpowiedzi w całości nie wypada zacytować. Zaczynała się tak: „Cała Polska z was się śmieje…”

Głos z tłumu: „…komuniści i złodzieje!”

I to jest cała prawda o tym, co dzieje się w Polsce. Ale nie trzeba się tylko śmiać, trzeba zwyciężać. Możecie na nas liczyć. Damy radę! Zwyciężymy!

źródło: https://www.youtube.com/watch?v=s1X30ceX478
Wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego. Zobacz wideo:

 

 

Napisano wNaszym zdaniemKomentarzy (0)

„Dziś znowu mamy się stać nielegalni”. Wystąpienie Tomasza Sakiewicza w CAŁOŚCI

– Pan Bóg nam dał chwilę pogody w tym wielkim deszczu. Pan Bóg nam dał w tym roku chwilę pogody, ale pamiętajcie, że ta chwila to dzieło tych, którzy ginęli w stanie wojennym, tych co walczyli w Powstaniu Warszawskim, tych którzy ryzykowali swoje życie dla zwycięstwa Polski. Dzisiaj nasza walka się nie skończyła. Dzisiaj musimy powiedzieć, że nad postkomunistycznym prawem jest prawo Narodu do samostanowienia, do bycia niepodległym, do godności, do mówienia prawdy – mówił w swoim wystąpieniu na 5. Marszu Wolności i Solidarności Tomasz Sakiewicz, redaktor naczelny „Gazety Polskiej” i „Gazety Polskiej Codziennie”.

Wystąpienie Tomasza Sakiewicza w całości:

Kochani, to ogromny zaszczyt przemawiać wśród ludzi, którzy byli herosami stanu wojennego. Którzy ryzykowali życie, poświęcali się. Ja jestem tym najmłodszym, tych nastolatków. Też brałem udział w tych wydarzeniach, ale wobec tyhc, obk których stoję czuję dumę i zaszczyt. Wtedy powiedziano nam, że jesteśmy nielegalni, że 10 milionów ludzi nie ma racji, że prawo komunistyczne jest ważniejsze. Trybunały, sądy komunistyczne mówiły, że 10 milionów ludzi nie może działać legalnie, bo rację mają ci, co stanowią prawo.

Nie słyszymy tego dzisiaj? Podobno dokonaliśmy nielegalnego wyboru, nielegalnie dokonaliśmy wyboru władzy, prezydenta, nielegalnie chcemy stanowić prawo. KOR był nielegalny i nie był to Komitet Obrony Rzeplińskiego. „Solidarność była nielegalna, KPM był nielegalny, nielegalna była „Solidarność Walcząca” i Niezależne Zrzeszenie Studentów. Coś o tym wiem sam, jak bardzo było nielegalne. Dziś znowu mamy się stać nielegalni, ale to Wasza wola i tych ludzi, którzy w latach 80. walczyli i tych, którzy walczą dzisiaj powodują, że legalne staje się to, co mówi Naród. To Wy jesteście prawodawcą, to Wy jesteście Suwerenem, to Wy stanowicie co jest legalne.

Żaden Komitet Obrony Draństwa nie zmieni tego, co w Polsce powinno być legalne. Pan Bóg nam dał chwilę pogody w tym wielkim deszczu. Pan Bóg nam dał w tym roku chwilę pogody, ale pamiętajcie, że ta chwila to dzieło tych, którzy ginęli w stanie wojennym, tych co walczyli w Powstaniu Warszawskim, tych którzy ryzykowali swoje życie dla zwycięstwa Polski. Dzisiaj nasza walka się nie skończyła. Dzisiaj musimy powiedzieć, że nad postkomunistycznym prawem jest prawo Narodu do samostanowienia, do bycia niepodległym, do godności, do mówienia prawdy.

Nie jest przypadkiem, że gwiazdy mediów publicznych wywodzą się z resortowych rodzin. Oni bronią swoich pozycji. Oni bronią tego, co uzyskali, kiedy nam ukradziono „Solidarność” i kiedy próbowano nam ukraść demokrację. Ale „Solidarność” zwyciężyła, prawda zwycięży i Wasze jest zwycięstwo. Zobaczycie, że Polska się zmienia. Obiecaliśmy Wam, że wygramy i polskie zmiany trzeba doprowadzić do końca. Nie dlatego, że kochamy rząd, nie dlatego, że kochamy prezydenta. Dlatego, że kochamy Polskę.

źródło: niezalezna.pl

Napisano wNaszym zdaniemKomentarzy (0)

Róbmy swoje

To, co się obecnie dzieje, to zwykła próba elit systemu postkomunistycznego zablokowania wprowadzenia normalnej demokracji. Nie powinno też dziwić, że oni sami szermują hasłami typu demokracja czy praworządność. Opozycja solidarnościowa w czasach komunistycznych była oskarżana o to, że działa przeciwko Polsce, choć z głębi serca była patriotycznie nastawiona. Zawsze jakaś liczba nierozgarniętych obywateli na to się nabierała. Komuniści organizowali marsze poparcia dla swojej polityki, choć oczywiście nie tak liczne jak marsze Solidarności, które wtedy naprawdę wymagały odwagi. Telewizja kontrolowana przez komunistów zawsze zawyżała liczbę uczestników ich pochodów, a o tłumach po naszej stronie pisała jako o garstce łamiących prawo awanturników. Jak Państwo widzą, wiele się nie zmieniło.

Bezczelna interwencja niemieckich polityków w grę na polskiej scenie politycznej pokazuje, jak mocno przez ostatnie lata upadła ranga naszego kraju. Jest oczywiste, że gdyby nie sprowadzenie Polski przez rządy PO–PSL do statusu wasala Berlina, tego typu wypowiedzi by nie padły. Butny, niemiecki prostak jeszcze nie skojarzył, że do Polaków nie wolno mówić takim językiem. Już nie wolno, choć Niemcy mają tu ogromne wpływy. Notabene nigdy nie miałem żadnych antyniemieckich fobii, chociaż zabili w Oświęcimiu mojego dziadka i ciężko ranili ojca. Najwyraźniej poczucie wyższości za Odrą nie jest tylko problemem nazistów.

Jak mamy się bronić przed tak wściekłym atakiem na polską suwerenność i demokrację? Róbmy to samo, co do tej pory, tylko lepiej. Trzeba wzmóc działalność klubów „Gazety Polskiej”. Niech działają nawet w najmniejszej miejscowości. Wykorzystajmy do tego okres świąteczny. Spotkania opłatkowe przy kolędach doskonale integrują ludzi. Widać wyraźnie, że elity III RP chcą kopiować niektóre nasze pomysły. Biorąc pod uwagę ich obyczaje, z tym ostatnim pomysłem będą mieli problem. Zadbajmy, by przy okazji spotkań brać do siebie kontakt telefoniczny i mailowy. Wspierajmy niezależne media, szczególnie te związane z „Gazetą Polską”, czyli Strefą Wolnego Słowa. To jest dzisiaj nasza najważniejsza broń. Niestety, walka się nie skończyła, a tu chodzi o coś zdecydowanie więcej niż wyrzucenie ze stołków kilku zdemoralizowanych sędziów.

Tomasz Sakiewicz

źródło: http://www.klubygp.pl/robmy-swoje/

Napisano wNaszym zdaniemKomentarzy (0)

Komunistyczni kontrolerzy z Węgier

Skandalem jest, że spółka Altus Zrt., będąca własnością byłego premiera Węgier Ferenca Gyurcsánya, otrzymała z Komisji Europejskiej zamówienie dotyczące zbadania polskiej polityki rozwoju. Wartość audytu to ok. 400 tys. euro. Warto przypomnieć, że rząd Gyurcsánya został odsunięty od władzy, kiedy ujawniono węgierskie taśmy prawdy, z których Węgrzy dowiedzieli się, że „kłamaliśmy rano, w południe i wieczorem”. Jednym z dyrektorów w Altus Zrt. jest żona Gyurcsánya Klara, z domu Dobrev, rodziny powiązanej ze służbami komunistycznej Bułgarii. Podobne zamówienie spółka dostała na zbadanie węgierskich funduszy spójności. Węgierski rząd stanowczo sprzeciwił się decyzji UE, przypominając, że Ferenc Gyurcsány jest przewodniczącym partii Koalicja Demokratyczna, która nie zrezygnowała ze swoich postkomunistycznych idei i dąży do odzyskania władzy. Wyrażono obawę, że pieniądze mogą być wykorzystane na nielegalne dofinansowanie partii. W związku z protestami obiecano, że Altus Zrt. nie otrzyma więcej podobnych zleceń od KE. Mam nadzieję, że polski rząd równie stanowczo zaprotestuje przeciwko przyznaniu tej spółce unijnych pieniędzy.

Ryszard Kapuściński

źródło: http://www.klubygp.pl/komunistyczni-kontrolerzy-z-wegier/

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Niby kapitalizm

Tak jak niegdyś fałszywie używano słowa „demokracja” do opisywania sowieckiego totalitaryzmu, tak dziś nadużywa się słów „wolny rynek” i „wolna konkurencja” do opisywania ustroju gospodarczego, który z liberalnym kapitalizmem nie ma nic wspólnego. Procesy gospodarcze kontroluje się obecnie o wiele skuteczniej niż w czasach siermiężnego socjalizmu. Współczesne elity sprawujące realną władzę wykorzystują do tego nieporównanie bardziej wyrafinowane metody i zaawansowane technologie. Naszych rodziców i dziadków ujarzmiano strzałem w potylicę i przesłuchaniami w esbeckich katowniach. Nas zmusza się do uległości odcinając od możliwości podjęcia zatrudnienia i zdobywania środków do życia, pozostawiając banicję, jako alternatywę dla samobójstwa.

Trudna do zrozumienia groteskowość systemu komunistycznego polegała między innymi na tym, że na ogromnym, głodnym wszystkiego środkowoeuropejskim rynku nie udało się zorganizować silnej i stabilnej gospodarki. Niezaspokojony popyt — marzenie każdego normalnego przedsiębiorcy — nie miał żadnego biznesowego znaczenia w modelu gospodarczym, który w każdym detalu poddany był kontroli komunistycznej ideologii oraz partyjnej nomenklatury. Naturalne prawo popytu i podaży nie działało w czasach, gdy jedyną poprawną politycznie formą gospodarowania były tzw. jednostki gospodarki uspołecznionej. Choć dziś może to dziwić, pomimo ogromnego popytu brakowało wszystkiego — od mieszkań, po środki higieny osobistej… i to nie było śmieszne, bo bieda pozbawia godności, deprawuje i rodzi patologie.

Reglamentowanie deficytowych dóbr służyło przede wszystkim do ujarzmiania społeczeństwa, a także do pozyskiwania bezpieczniackiej agentury i jej współpracowników. W zamian za  pieniądze i resortowe przywileje funkcjonariusze służby bezpieczeństwa, milicji obywatelskiej i ludowego wojska polskiego infiltrowali, donosili i rozbijali opozycję, niszcząc bez skrupułów życie dysydentów i ich rodzin. Mimo totalnej kontroli, nie udało się komunistom zapewnić życia w dostatku i szczęściu. Próby zbudowania ustroju opartego na fałszywych pryncypiach, kłamstwach i zbrodniach zakończyły się ostatecznie nędzą, hiperinflacją oraz zdeterminowanym oporem wzburzonego, zamkniętego w socjalistycznym obozie społeczeństwa.

Dwa dziesięciolecia na przełomie wieków były okresem względnej wolności gospodarczej, ponieważ dla konieczności zbudowania nowego państwa i gospodarki na ruinie PRL nie było alternatywy. Początki nie były łatwe, ponieważ w okresie komuny zniszczono lub zmuszono do emigracji tych wszystkich, którzy posiadali do tego odpowiednie kompetencje. Budowanie nowej rzeczywistości ustrojowej odbywało się na zasadach improwizacji — metodą prób i błędów, w politycznym chaosie oraz z niewielkim zaangażowaniem krajowego kapitału, bo tylko nieliczni posiadali tutaj jakieś większe pieniądze. Wspaniałomyślnie, jak się mogło wówczas wydawać, pomagały nam kraje zamożnego Zachodu oferując know-how, konsultantów, fundusze pomocowe, stypendia oraz kapitał inwestycyjny. Wspierając  nas w budowaniu demokracji i kapitalistycznej gospodarki instalowały jednocześnie przyczółki dla swojej kolonialnej ekspansji.

Ich partnerem, o dziwo, była przede wszystkim stara komunistyczna nomenklatura oraz dogadana  z nią przy Okrągłym Stole postsolidarnościowa opozycja, czyli te gremia polityczne, które nadal kontrolowały najważniejsze instytucje państwowe i gospodarkę, bez względu na to, która partia znajdowała się aktualnie przy władzy. W zamian za  kontrolę polityki personalnej tutejszych przedstawicielstw zachodnich koncernów oraz inne korzyści, postkomunistyczne elity gwarantowały zagranicznym partnerom ochronę ich interesów, dostęp do polskiego rynku, taniej siły roboczej oraz korzystne rozwiązania legislacyjne i decyzje administracyjne, umożliwiające kolonialną eksploatację na preferencyjnych warunkach zarówno naszych narodowych zasobów, jak i prywatnych kieszeni.  W ten sposób wykreowano klasę tutejszych kompradorów, która w perspektywie realnej zmiany ustroju państwa (nie pozorowanej, jak w roku 1989.) zaciekle broni swoich uprzywilejowanych pozycji, korzystając z propagandowego wsparcia mediów informacyjnych należących prawie w całości do zagranicznych — głównie niemieckich — koncernów.

Paradoksalnie, pomimo licznych hipermarketów, reglamentowanie dostępu do dóbr materialnych nadal pozostaje podstawowym narzędziem panowania nad polskim społeczeństwem i neutralizowania antysystemowej opozycji. Metody są jednak inne, niż te z okresu PRL. Dziś nie  ogranicza się dostępu do towarów w sklepach, ale do pracy i pieniędzy. Możliwe to jest dzięki pełnej, niejawnej kontroli funkcjonowania przedsiębiorstw, kontroli dostępu do rynków oraz kontroli dostępu do miejsc pracy w sektorze publicznym i prywatnym.

Z wyjątkiem niewielkich lokalnych warsztatów i sklepików, bez zgody tajnych służb nie rozwinie w Polsce działalności żaden znaczący przedsiębiorca, ponieważ odcięty zostanie od zamówień i zleceń, źródeł finansowania, licencji, wydrenowany będzie z know-how, a ponadto uwikłany w niekończące się postępowania skarbowe i administracyjne (jak choćby Roman Kluska i Optimus).  Nie otrzyma również szybkiej i skutecznej ochrony swoich interesów w postępowaniach  przed dyspozycyjnymi prokuraturami i sądami. Zagraniczne marki nie wejdą na polski rynek zanim nie ułożą się z tajnymi służbami, reprezentowanymi przez specjalnie powołane do pośredniczenia w takich sprawach spółki.

W departamentach polityki personalnej każdej większej firmy (działającej za zgodą służb) zatrudnieni są natomiast funkcjonariusze dysponujący możliwościami błyskawicznego prześwietlenia każdego życiorysu, podejmujący ostateczne decyzje o zatrudnieniu. Kompetencje kandydata do pracy nie mają większego znaczenia, ponieważ dobra praca jest tylko dla osób powiązanych z resortami bezpieczeństwa, ich rodzin i współpracowników, natomiast dla pozostałych — niewolniczy wyzysk i szklany sufit. Nadal obowiązuje stara resortowa zasada BMW — Bierny, Mierny, aby Wierny.

Mechanizmy kontroli rynku, przedsiębiorstw i rynku pracy działają dyskretnie i większość ludzi nie uświadamia sobie tych utajnionych procedur. Dostrzegają jedynie fragment rzeczywistości —  trudne do zrozumienia i pokonania bariery, które ograniczają ich szanse na rynku pracy, a w konsekwencji dostęp do wielu podstawowych dóbr materialnych, niezbędnych do ułożenia sobie godnego życia. Zderzając się w ojczystym kraju z barierą totalnej niemożności, nie analizują jej przyczyn, ale podejmują decyzję o opuszczeniu Polski — najpierw na jakiś czas, a później na stałe, bo nie mają do czego wracać. Emigrują najczęściej ludzie młodzi, niemający nic do stracenia,  którzy swoje szanse na pieniądze oraz zawodowy i osobisty rozwój oceniają tutaj prawie na zerowe. Miłość do ojczyzny staje się dla nich frazesem, skoro ojczyzna tej miłości nie odwzajemnia, a za jej okazywanie mogą zapłacić utratą środków do życia i perspektyw, ostracyzmem, biedą i społecznym wykluczeniem.

Niby-kapitalizm, który wyewoluował z socjalistycznej demokracji spowodował, że patriotyzm stał się domeną głównie emerytów, mających zapewnione jako takie utrzymanie; bezrobotnych na utrzymaniu swoich rodzin, żyjących nadzieją na zmiany; polityków oraz bezpieczniackiej agentury, zadaniowanej do kompromitowania i rozbijania autentycznych opozycyjnych środowisk. Patologiczny, pasożytniczy, niemający nic wspólnego z wolnym rynkiem i wolną konkurencją system gospodarczy pogłębia przepaść między nieliczną warstwą zamożnych kompradorskich elit i skazaną na zdeklasowanie resztą społeczeństwa. W dłuższej perspektywie zbankrutuje, tak jak zbankrutowała gospodarka epoki realnego socjalizmu.

Łukasz Rzetelski   |

Źródło: info.jawamedia.pl

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Co na sprzedaż?

Szanowni Państwo!

     Najczęściej na sprzedaż jest wszystko to, co ludzie chcą kupić. Socjalizm realny charakteryzował się niedoborami nie tylko sznurka do snopowiązałek, ale praktycznie wszystkiego, co do życia i funkcjonowania gospodarki było potrzebne. Stąd stanowisko „zaopatrzeniowca” było nie do przecenienia w każdym zakładzie produkującym cokolwiek.

     Role się odwróciły i teraz każdy, kto cokolwiek produkuje musi zatrudnić nie lada mistrza od sprzedaży. Od jego handlowego talentu i kwalifikacji zależy bowiem prosperita firmy.

     Zastanówmy się zatem, jak z niedoborami radzili sobie towarzysze z PZPR, a jak z nadmiarem poradzili sobie Platformersi z PRL-u bis. Towarzysze zaopatrywali się w specjalnych sklepach za żółtymi firankami.  PO postawiła na niezdrową konkurencję. Rozpostarła parasol ochronny nad firmami z wielkim obcym kapitałem, skazując rodzime firmy na upadłość. Komu to miało służyć? No, nie Polakom, to pewne.

   Wykształcony Polak może zostać wykładowcą, ale co najwyżej towarów na półki w supermarkecie. I po to właśnie potrzebna jest nam IV RP, żeby to zmienić.

Pozdrawiam i do następnej soboty

Małgorzata Todd

 

 

Napisano wNaszym zdaniemKomentarzy (0)

Related Sites