Złoty interes

Szanowni Państwo!

   Kanclerz Niemiec zaprosiła „uchodźców” nie stawiając im żadnych warunków i obiecując dostatnie życie. Nietrudno było przewidzieć, że fala terrorystów ruszy na Europę jak tsunami. No, może nietrudno dla osób myślących logicznie, do których, jak widać pani kanclerz nie chce się zaliczać. Zalicza się jednak do osób umiejących robić złote interesy. Zażądała od pozostałych krajów unii solidarności we własnej nieroztropności.

   Teraz każdy kraj ma przyjąć uchodźców-nachodźców, pod groźbą kary wynoszącej  1 milion złotych za głowę. To się nazywa złoty interes!

   No, to bierzmy przykład! Róbmy interesy na tej samej zasadzie. Na początek proponuję żebyście Państwo kupili moją najnowszą książkę pt. „Czarno na białym” (okładka poniżej) w promocyjnej cenie 10 zł. Promocja trwa do końca miesiąca, ale kto w tym czasie książki nie nabędzie, zapłaci karę w wysokości 100 zł. Tak uchwaliła rada powołana przeze mnie, w skład której wchodzi bezwzględny komornik z ramienia banku. Odradzam więc ryzyko. Kupujcie Państwo, póki cena jest przystępna. Książka to nie uchodźca z rodziną, którą trzeba wyżywić i upilnować, żeby nie powysadzała nas w powietrze.

 

Pozdrawiam i do następnej soboty

 

Małgorzata Todd

Napisano wOgólnieKomentarzy (1)

List otwarty do niemieckich mediów

Panie i Panowie,

Szanowni Właściciele, Redaktorzy oraz Dziennikarze mediów niemieckich.

Kreślę te słowa w formie listu otwartego i wzywam Was do repliki. Rzucam pod Wasze nogi rękawicę, co w obyczajowości rycerskiej jest wyzwaniem na pojedynek, tym razem jest to starcie na argumenty i idee, które powinny przyświecać Waszej zacnej profesji. Mam nadzieję, że ową rękawicę podniesiecie, a tego listu nie schowacie do szuflady i nie przykryjecie go wstydliwym milczeniem. Wszak nie posądzam Was o brak odwagi czy małostkowość.

Ad rem,
W mediach polskich pojawiła się informacja, że w jednym z departamentów niemieckiego MSZ doszło do spotkania przedstawicieli rządu z niemieckimi dziennikarzami. Uczono ich jak pisać o Polsce. Dziennikarze mają testować polską reakcję na krytykę Polski za realizację „putinowskiego modelu władzy”, mają opisywać „antydemokratyczne działania rządu”, kwalifikować Polskę, jako „dziki Wschód”, podnosić „demontowanie państwa prawa” i zarzucać, że „paraliżowanie państwa prawa w Polsce zagraża bezpieczeństwu całej UE”. Tak więc krytyka ma być przeniesiona z ośrodków politycznych (niemieccy politycy mają zachowywać się wstrzemięźliwie) na ośrodki medialne, które tym samym stają się ostrzem niemieckiej polityki.

Krzysztof Skowroński, polski dziennikarz, w jednym z wywiadów powiedział: „Korespondent Radia Wnet w Niemczech Jan Bogatko mówił, że w niemieckim radiu publicznym odbyło się spotkanie z redaktorem naczelnym. Dziennikarze dowiedzieli się na nim, jak pisać i opowiadać o tym, co dzieje się w Polsce. Widać głęboką ingerencję władz i rządu w redagowanie gazet czy mediów”.

Jeżeli to, o czym pisze się w Polsce jest prawdą, to zastanawiam się, jak to nazwać? Przychodzi mi na myśl określenie: patologia. Tak, to jest wynaturzenie idei dziennikarstwa, posłannictwa leżącego u podstaw misji, którą realizujecie. Żeby sprawa była jasna – postrzegacie sytuację w Polsce źle – piszcie, krytykujcie nas, bo macie do tego pełne prawo. Mogę nie zgadzać się z Waszymi poglądami, ale nie mogę Wam zabronić, nawet gdybym miała taką władzę, realizowania fundamentalnej zasady leżącej u podstaw Waszego zawodu – prawa do krytycznego spojrzenia i przeniesienia tego na papier. Warunek – SĄ TO WASZE ANALIZY. Jeżeli jednak podpisujecie się swoimi nazwiskami pod artykułem, którego tezy zostały wypracowane np. w niemieckim MSZ, to pytam się, co to ma wspólnego z rzetelnym dziennikarstwem? Co Wy opisujecie? Przecież nie stan faktyczny, bo jesteście jedynie ramieniem niemieckiego rządu! Jaki to ma wpływ na relacje polsko-niemieckie? Zasadniczy. Skąd niemieccy obywatele czerpią informację o moim kraju? W większości z Waszych tekstów. I nie zastanawiają się, jakie pobudki Wami kierują, bo są przekonani, że dochowujcie dziennikarskiej staranności i jesteście bezstronnymi obserwatorami sytuacji w Polsce. Jednym słowem jesteście WIARYGODNI. Ten cały obraz wali się jak domek z kart, jeżeli przyjmiemy, że za Wami stoi nie dziennikarska rzetelność, ale niemieckie MSZ. Cierpi nie tylko Wasza wiarygodność, ale destrukcji ulega wizerunek Polski w Niemczech oraz… Niemiec w Polsce. W tej konfiguracji I Wy i my jesteśmy przegrani.

Zastanawiam się dlaczego tak się dzieje, dlaczego niemieckie MSZ wysyła do Waszego środowiska takie sygnały? Profesor Bogdan Musiał, mieszkający w Niemczech tak opisuje ten stan rzeczy: „Problem migrantów, za które odpowiedzialni są Niemcy i ich nieodpowiedzialna polityka. Berlin sobie z tym nie radzi, więc istnieje pytanie, jak odwrócić uwagę od tego, co się dzieje. Gdy zobaczymy przekazy mediów niemieckich, zauważymy, że sprawa Polski jest również tematem zastępczym. Od wygranych przez PiS wyborów widać zupełnie kuriozalną reakcję. Niemcy biją w Polskę jak w bęben, czym odwracają uwagę od problemów, które stworzył rząd Merkel”. W pełni podzielam opinię prof. Musiała, ale gdyby powstała ona na zamówienie np. polskiego MSZ uznałabym to za działanie niedopuszczalne, podważające autorytet nie tylko autora tych słów, ale i instytucji takie zamówienie składające. Jednak nikt w Polsce nie wpadnie na pomysł, aby instruować media, jak pisać o Niemczech!

Uważam, że odwrócenie niemieckiej opinii publicznej o wewnętrznych problemów, to tylko jedna strona medalu. Po drugiej stronie jest fakt, że w Polsce (w wyniku demokratycznych wyborów) rządzi Prawo i Sprawiedliwość, które mówi jasno i otwarcie: Będziemy bronić polskiej racji stanu! Dla strony niemieckiej, która do tej pory miała do czynienia z rządami całkowicie uległymi wobec Berlina, jest to zmiana jakościowa, zmiana wyraźnie uwierająca naszego zachodniego sąsiada. I ta reakcja jest słuszna, bo zapewniam Was, że nie usłyszycie od nas wezwania, jakie swojego czasu wystosował Radosław Sikorski (były szef polskiego MSZ), a które można scharakteryzować w słowach: Więcej Niemiec w Unii Europejskiej.

Jak można opisywać sytuację w Polsce używając przymiotnika „putinowska”? Albo nie rozumiecie, co dzieje się w dzisiejszej Rosji, albo rozumiecie i zamierzacie używać tych określeń z premedytacją, wiedząc, że to nie ma nic wspólnego z prawdą! Polska ma być zagrożeniem dla UE? Zagrożeniem dla UE są politycy, którzy w imię poprawności politycznej otwierają nasze drzwi dla milionów imigrantów, a później próbują słowo „gwałt” wykreślić z policyjnych raportów. To jest prawdziwe zagrożenie dla UE. Możecie przed tą prawdą uciekać, ale ona Was kiedyś i tak dogoni.

Apeluję do Was: Nie bierzcie udziału w medialnej wojnie hybrydowej, którą rząd w Berlinie wypowiedział Warszawie! Nauczcie się nas akceptować, takimi jakimi jesteśmy, a my będziemy Was szanować takimi jakimi jesteście, nawet jeżeli uważamy Wasze zachowania za dziwne.

Dorota Arciszewska-Mielewczyk
Poseł na Sejm RP

źródło: https://www.facebook.com/arciszewskamielewczyk/posts/1780783468822807

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Repatrianci tak, imigranci nie!

Parę miesięcy temu napisałem o skandalicznych zaniedbaniach byłego rządu, dotyczących działań wobec repatriantów. Wpisywało się w nie niewykorzystanie środków ze specjalnej rezerwy na realizację przesiedleń i przerzucenie związanych z tym obciążeń finansowych na gminy, np. na zapewnienie repatriantom mieszkań. Z tego powodu udało się przyjąć zaledwie symboliczną liczbę repatriantów (np. w 2012 r. było ich 123). Zadłużone gminy nie miały bowiem środków na zapewnienie im mieszkań i pomocy. Wreszcie pojawiła się szansa na zakończenie tej farsy. Przygotowywana jest ustawa o repatriacji na podstawie obywatelskiego projektu sformułowanego przez Związek Repatriantów RP, pod projektem zebrano 250 tys. podpisów. Najważniejszą zmianą będzie to, że za sprowadzanie Polaków do kraju ma odpowiadać rząd, a nie samorządy. Rząd chce także zmienić przepisy o Karcie Polaka, która nie tylko ułatwi powrót do kraju z dawnego ZSRS, ale też da opiekę tym, którzy nadal chcą mieszkać na ziemiach polskich wcielonych do sowieckiego imperium. Priorytetem rządu będzie powrót do kraju rodaków, a nie ściąganie imigrantów.

Ryszard Kapuściński

źródło: http://www.klubygp.pl/repatrianci-tak-imigranci-nie/

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Do blogerów dociera prawda o ustawie o ziemi – kto podejmuje decyzje!

Zakaz sprzedaży ziemi wg ministra Jurgiela [za: eska na: naszeblogi.pl]

http://naszeblogi.pl/61596-zakaz-sprzedazy-ziemi-wg-ministra-jurgiela

 

KRAJOWA STRATEGIA ROZWOJU REGIONALNEGO 2010-2020:
REGIONY, MIASTA, OBSZARY WIEJSKIE 13 LIPCA 2010 R/ str.46

„Nikt nie może się czuć bezpiecznie. Każdy na każdym stanowisku musi się starać, każdy musi wiedzieć, że zostanie oceniony.”
To słowa samego Prezesa z wywiadu dla „W Sieci”, dlatego pozwolę sobie wziąć je do serca i napisać kilka uwag na temat nowej ustawy o zakazie sprzedaży ziemi z zasobów państwowych.
Tu link do uchwalonego tekstu ustawy >http://orka.sejm.gov.pl/proc8.nsf/ustawy/293_u.htm
Zacznijmy od tytułu >

USTAWA
z dnia 14 kwietnia 2016 r.
o wstrzymaniu sprzedaży nieruchomości Zasobu Własności Rolnej Skarbu Państwa
oraz o zmianie niektórych ustaw

Brzmi dobrze, prawda? I tego właśnie dotyczy art.1 Ustawy, wstrzymuje się wszelką sprzedaż na pięć lat.
W art.2, ust. 1 mamy podane wyjątki, dotyczą głownie terenów przeznaczonych pod zabudowę w planach zagospodarowania przestrzennego.  Co prawda zapis zrównuje prawo miejscowe z projektami studialnymi, co rodzi poważne wątpliwości, ale niech tam. Idziemy dalej  –  mamy ust. 2, cytuję:
2. Minister właściwy do spraw rozwoju wsi, na wniosek Prezesa Agencji Nieruchomości Rolnych, może wyrazić zgodę na sprzedaż nieruchomości lub ich części innych niż wymienione w ust. 1, jeżeli jest to uzasadnione względami społeczno-gospodarczymi.
ZONK!
To nie jest ustawa o wstrzymaniu sprzedaży  z państwowego zasobu, tylko ustawa, która przekazuje prawo do sprzedaży tego zasobu w ręce ministra Jurgiela.Jak pan minister się zgodzi, to wszystko można sprzedać, a względy społeczno-gospodarcze to mniej więcej taki sam zapis jak był kiedyś w starej ustawie o aborcji, czyli luz i spokojna głowa, wszystko da się uzasadnić.

Ale, żeby nie było, ze wszystko można, następuje cały szereg zapisów ograniczających – i tak art.3 ustawy zmienia zapisy Kodeksu Cywilnego, art.4 – ustawę o księgach wieczystych, art. 5. – Prawo geodezyjne i kartograficzne, a w art.6  następują zmiany w ustawie o gospodarowaniu nieruchomościami rolnymi Skarbu Państwa. Zwłaszcza te ostatnie są godne uwagi, ponieważ zawierają one szereg ograniczeń w sposobie sprzedaży tej ziemi, co to minister uzna, że można ją sprzedać. Dotyczą one zarówno osób, które mogą kupić (tylko rolnicy posiadający mniej niż 300 ha), jak przede wszystkich sposobów użytkowania ziemi już po zakupie. I tu zaczyna być naprawdę ciekawie – ustawa nakłada na kupca obowiązki, które zdecydowanie naruszają prawo własności, jak np. zakaz odsprzedaży, zakaz brania kredytów pod zastaw itp. Oczywiście Agencja Nieruchomości Rolnych może na wszystko pozwolić, ale trzeba zapytać i dostać pisemną zgodę. Już po zakupie! Czyli znowu – pełen zestaw zakazów, ale jak Agencja pozwoli, to wszystko wolno. A jak nie pozwoli?
I tu nareszcie mamy takim punkcik >
art. 6, ust. 9,  zmiana w ustawie > art. 29a.1./3) :
zapłaty kwoty w wysokości 40% ceny sprzedaży w przypadku:
a) niedotrzymania przez nabywcę nieruchomości któregokolwiek ze zobowiązań, o których mowa w pkt 1 i 2, albo
b) złożenia nieprawdziwego oświadczenia, o którym mowa w art. 29b ust. 1.

Cóż to oznacza? Ano tylko tyle, że jak już tę ziemie kupimy, bo jesteśmy małorolnymi, a minister łaskawie się zgodził, to mogą nam, po wpisaniu własności w księgi wieczyste, mówiąc kolokwialnie – naskoczyć. Nie ma w Polsce takiego prawa, które by pozwalało sprzedającemu wtrącać się do użytkowania sprzedanego produktu/nieruchomości. Natomiast można zawrzeć umowę o dodatkowej opłacie za swobodne korzystanie z prawa własności – czyli mówiąc wprost > zamiast 2 zł/m2 i  uzależnienie od Agencji płacisz 2,8 zł/m2 i robisz co chcesz.
Podsumujmy:
Kupujesz ładnie położone 10 ha ziemi klasy VI (piaski) niedaleko miasta, bierzesz kredyt, płacisz 200 tys. zł. Ziemię przekazujesz synowi rolnikowi, na jego wniosek gmina zmienia plan zagospodarowania, a minister wyraża zgodę z automatu, bo ta ziemia do niczego się nie nadaje. Metr działki budowlanej staje się wart z mety minimum 20 zł (bez uzbrojenia i podziałów), czyli całość jest już warta 2 mln zł. Płacisz agencji karę – 80 tys. zł.  Syn pod swoją ziemię bierze kredyt – powiedzmy 1,5 mln, nie bądźmy pazerni, po czym ogłasza upadłość konsumencką. Ziemia idzie do banku, a ty po odliczeniu opłat jesteś do przodu na 1,2 mln zł. Co zrobi bank? Wystawi na licytację na wolnym rynku.
Mechanizmu, jak kupować na słupa w tej sytuacji – nie opiszę. Nie chcę zachęcać do przestępstwa.

To nie koniec, mamy dalsze punkty ustawy – dotyczą one mianowicie obrotu ziemią prywatną. Powyżej pokazałam, że ten rzekomy zakaz sprzedaży to fikcja, ustawodawca też o tym wie. Dlatego próbuje ograniczyć prawo odsprzedaży prywatnej ziemi rolnej.  I tu znowu następuje szereg ograniczeń, tzn. nie wolno przede wszystkim mieć więcej niż 300 ha, nie wolno sprzedać lub przekazać nie-rolnikowi itd. Oczywiście to wszystko można minąć, trzeba tylko poprosić Agencję o zgodę – jak zwykle! Jakim prawem Agencja Nieruchomości Rolnych wcina się do prywatnej ziemi? Ano pan Jurgiel wprowadził pańszczyznę – ziemia jest twoja, ale nie całkiem.
Ale uwaga! > jest wyjątek! Rzecz nie dotyczy
– osób prawnych działających na podstawie przepisów o stosunku Państwa do Kościoła Katolickiego w Rzeczypospolitej Polskiej, o stosunku Państwa do innych kościołów i związków wyznaniowych oraz o gwarancjach wolności sumienia i wyznania;
Czyli jak już kupisz tę ziemię od Agencji, albo masz własną po dziadkach, a chcesz sprzedać – to zakładasz Kościół Wyznawców Buraka albo coś podobnego i masz z głowy. Sorry – nic nie musisz zakładać, właśnie zagraniczni nabywcy rejestrują nowe związki wyznaniowe, kancelarie prawnicze pracują pełną parą! Oczywiście możesz być patriotą i wobec braku rodzimego nabywcy spełniającego warunki ustawy odsprzedać ziemię Agencji – ona już sobie poradzi, znajdzie mniejszego patriotę, a reszta jak wyżej :))
Natomiast w żaden sposób nie możesz niczego sprzedać miastowemu, miastowy może nabyć tylko kawałek mniejszy od o,3 ha. Sęk w tym, że ty (wg innego przepisu) nie możesz podzielić ziemi na kawałki mniejsze od o,3 ha! Skutki? Służę uprzejmie:
Na ziemiach dobrych klas będzie nadal trwała sprzedaż na słupy, tyle, że Agencja ściągnie kasę z kar, a w naszym pięknym kraju rozwiną się przeróżne kościoły. Natomiast ziemie klas gorszych i „daleko od szosy” wylądują w zasobie państwowym.
Zaoszczędzi się na dopłatach do rolników, weźmie kasę z UE na zalesienie, wyludni co nieco spory kawałek kraju i tak zrealizujemy projekt Boniego Polska 2030 (patrz rysunek).
Ale jest jeszcze jeden fajny zapis, pracowicie schowany wśród tych zamieniających prywatnych rolników w chłopów pańszczyźnianych, oto on > prawo pierwokupu przysługuje dzierżawcy gospodarstwa rolnego. A kto sobie pozakładał niezliczone gospodarstwa na państwowej ziemi, czy aby nie dzielni druhowie z PSL?

Ziemia prywatna została formalnie znacjonalizowana i poddana pod nadzór Agencji, ziemia państwowa może być za to sprzedawana dowolnie wg uznania pana Jurgiela, cała reszta to wygibasy prawne.Do tego doszła najnowsza informacja – otóż Ministerstwo proponuje przesunięcie o kolejne 4 lata zakazu stosowania pasz genetycznie modyfikowanych (GMO) przy hodowli zwierząt.

Bardzo proszę o niepisanie komentarzy o stadninach albo o awanturze, jaką zrobił Jurgiel pani Zofii Romaszewskiej. To naprawdę nie ma żadnego znaczenia wobec ustawy, do której przeczytania naprawdę zachęcam.
Od siebie dodam jedno – nie ma żadnego planu racjonalnego wykorzystania zasobów ziemi rolnej w Polsce, nie ma programu, który uwzględniałby klasy gleb, możliwości ich przekształceń czy komasowań w zależności od położenia,  mało tego – uniemożliwia się jakiekolwiek działania, które pozawalałyby na utrzymanie sieci osadniczej mimo niekorzystnych warunków glebowych czy przekształceń cywilizacyjnych. Nic nie ma!
Obowiązuje nadal program Polska 2030, a pan minister Morawiecki nie zajmuje się takimi „drobiazgami” jak Koncepcja Przestrzennego Zagospodarowania Kraju.
Ochrona ziemi rolnej w wydaniu nowej ustawy to pole do niezliczonych nadużyć i tyle.
Ustawa jest u Prezydenta. Dlatego piszę, może to coś da……

źródło:Stowarzyszenie  RKW

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Czy samorząd Rzeszowa świadomie wpisuje się w kremlowską retorykę ?

Podkarpacki oddział Europejskiego Centrum Ścigania Zbrodniarzy Komunistycznych i Faszystowskich złożył rzeszowskiemu samorządowi wniosek o usunięcie monumentu „wdzięczności Armii Czerwonej” na placu Ofiar Getta, który został wystawiony na najstarszym w mieście kirkucie. Okazuje się, że jeden z ostatnich samorządowych przyczółków Sojuszu Lewicy Demokratycznej w postaci prezydenta miasta Tadeusza Ferenca – ustami swojego rzecznika Macieja Chłodnickiego – odmówił zniesienia komunistycznego obelisku. W 2010 roku Ferenc otrzymał od byłego prezydenta Bronisława Komorowskiego Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia  Polski „za wybitne zasługi dla rozwoju samorządu terytorialnego w Polsce, za osiągnięcia w podejmowanej z pożytkiem dla kraju pracy zawodowej i społecznej”. „Miłość” Ferenca do Komorowskiego rozkwitła w 2015 roku, gdy ten działacz PZPR od 1964 roku, członek SdRP i SLD, postkomunistyczny poseł na Sejm RP IV kadencji został jednym z założycieli prezydenckiego komitetu wyborczego Bronisława Komorowskiego.

 

Stanowisko rzeszowskiego samorządu zostało docenione przez kremlowską TV Rossija 24, gdzie pokazano „spontaniczną” akcję poparcia dla odmowy zniesienia komunistycznego wrzodu w Rzeszowie. Na Facebooku i Twitterze Rosjanie trzymają kartki z napisami „Dziękujemy Rzeszowowi za pamięć”. Posty oznaczone są hashtagiem #thnx_Rzeszów.

 

Zatem nie tylko uchwały kolejnych rad miejskich czy gminnych o stosowaniu niewiążących orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego są problemem ale również sytuacja, gdy samorządy wbrew interesowi Państwa Polskiego, prawdzie historycznej będą sobie chroniły totalitarne monumenty. Gdyby iść tropem takiego myślenia to hipotetycznie – jeśli jakaś jednostka samorządu miałaby chcieć wybudowania monumentu generała Wehrmachtu … to czy mamy się na to zgodzić, w imię tego że zginął na naszym obecnym terytorium (np. Werner von Fritsch)?

 

Zatem zapraszam do odpowiadania Tadeuszowi Ferencowi i Rosjanom z użyciem hashtagu #apologizeforRzeszow . Od Kancelarii Prezydenta RP Andrzeja Dudy domagam się przeglądu osób, którym nadano wysokie odznaczenia państwowe, a ich działalność szkodziła lub szkodzi interesowi Polski. W innym przypadku wartość odznaczeń będzie spadała do poziomu Orderu Świętego Stanisława Biskupa Męczennika, który można było sobie onegdaj kupić. Jednocześnie podtrzymujemy żądanie zniesienia wszystkich okupacyjnych pomników jako wotum na 100. lecie odzyskania niepodległości.

 

autor: Adam Słomka Przewodniczący KPN- NIEZŁOMNI, poseł na Sejm RP I,II,III kadencji

Zobacz:

http://rzeszow-news.pl/rzeszow-nie-wyburzy-pomnika-wdziecznosci-armii-czerwonej-rosjanie-dziekuja/

Napisano wNaszym zdaniemKomentarzy (0)

Powody, preteksty, prowokacje

Szanowni Państwo!

   Wrogowie Polski próbują wszelkimi sposobami sprowokować legalnie wybraną przez naród władzę do popełnienia jakiegoś błędu, który dałby   pretekst do jawnej agresji. Nie dawajmy się oszukiwać, odróżniajmy powody od pretekstów. KOD, PO i Nowoczesna oraz ich poplecznicy to zwierzątka boże odstawione od żłobu, które pragną powrotu do koryta. To jest ich jedyny cel. Za pretekst służy im wszystko, co nie służy Polsce. Równie dobra jest walka o Trybunał Konstytucyjny, jak i prawo do aborcji. Nowoczesna Palikociarnia żadnej śmieszności się nie boi, a jedynym jej wrogiem jest naród polski.

   Podobnie ma się sprawa z wrogiem zewnętrznym. Rosja powód do wojny z Polską ma ten sam od wieków i nowego nie potrzebuje. Nowe mogą być  tylko preteksty. Niszczenie „wiekopomnych pomników” wiernopoddańczych sowieckiej armii jest równie dobrym pretekstem jak niszczenie polskiej żywności, czy przekopanie Mierzei Wiślanej. W ostateczności można zawsze podpalić jakąś budkę wartownika przy ambasadzie rosyjskiej. Jeżeli coś może nam zaszkodzić w stosunkach z Rosją, to właśnie tylko uległość. Na pochyłe drzewo i koza wskoczy.

   Wygląda na to, że Angela zaprosiła uchodźców-najeźdźców w porozumieniu z Władimirem Władimirowiczem i teraz czekają na dogodny moment ostatecznego rozwiązania sprawy polskiej.

 

Pozdrawiam i do następnej soboty,

 

Małgorzata Todd

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Skandalicznie łagodne wyroki za gwałt zbiorowy! Wśród oskarżonych syn prominentnego polityka PSL

Bielski sąd ogłosił wyrok w głośnej sprawie zbiorowego gwałtu na nastolatce w Pietrzykowicach. Sześciu mężczyzn otrzymało kary od 1,3 roku do dwóch lat więzienia w zawieszeniu. Wśród skazanych jest syn prominentnego polityka PSL.

Do zdarzenia doszło 21 grudnia 2013 r. Grupa młodych ludzi bawiła się w jednym pubów w Żywcu. Po pewnym czasie 16-letnia dziewczyna i jej sześciu kolegów opuścili lokal udając się do pobliskich Pietrzykowic, gdzie mieszka jeden z nastolatków. Tam doszło do zbiorowego gwałtu na nastolatce. Rano wycieńczona i posiniaczona dziewczyna została porzucona na przystanku autobusowym.

Koledzy pokrzywdzonej nie przyznali się do winy. Wszyscy pochodzą z tzw. dobrych domów. Jednym z nich jest Michał O., syn byłego wicewojewody i wicemarszałka śląskiego z PSL. Sprawcy twierdzili, że odbyli stosunki seksualne za zgodą 16-latki. Śledczy nie dali wiary ich wersji. Czterech młodych mężczyzn usłyszało zarzuty wykorzystania sytuacji przymusowej w celu doprowadzenia do obcowania seksualnego, a dwóch – w tym syn polityka PSL – zarzuty zgwałcenia. Wszyscy święta spędzili w areszcie. Ich proces rozpoczął się w sierpniu 2014 r. i toczył się za zamkniętymi drzwiami. Oskarżeni odpowiadali z wolnej stopy. Niektórzy z nich przed rozprawami zachowywali się arogancko. Michał O. pokazywał środkowy palec dziennikarzom.

Marian O., były wicewojewoda i wicemarszałek śląski, broni syna:

Jest dobrze wychowanym dzieckiem. Zaległości w szkole nadrobił, zdał maturę, teraz uczęszcza na studia. On nawet tej dziewczyny nie dotknął!

– przekonywał w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” kilka miesięcy temu.

Po internecie krążył filmik, jaki oskarżeni nakręcili podczas jednej ze swoich imprez najprawdopodobniej w tym samym domu. Na nagraniu zatytułowanym „Exclusive House Party – Kto bogatemu zabroni?” widać m.in. podjeżdżające pod dom drogie auta oraz bawiących się młodych ludzi, którzy oblewają się winem musującym. Słychać także okrzyki: „Jest za…iście!”, „Więcej dziwek i koksu!”.

W czwartek sąd w Bielsku Białej ogłosił wyrok od 1,3 roku do dwóch lat więzienia z warunkowym zawieszeniem wykonania kary na okres próby wynoszący 5 lat. Oprócz tego skazani mają zapłacić grzywny w wysokości od 4,8 tys. zł do 5,4 tys. i trafić pod dozór kuratora. Każdy z nich musi też zapłacić pokrzywdzonej po 2 tys. zł oraz pokryć koszty postępowania (od 4745 zł do 5585 zł). Wyrok jest nieprawomocny.

Sąd uznał mężczyzn za winnych popełnienia zarzucanych im czynów, z tym że zmienił ich opisy

– tłumaczy Jarosław Sablik, rzecznik prasowy bielskiego Sądu Okręgowego, cytowany przez „GW”.

Skandaliczny wyrok skomentował na Twitterze dziennikarz Cezary Gmyz.

Fot. Twitter
Fot. Twitter

Prokuratura już zapowiedziała, że będzie domagać się kar bezwzględnego więzienia dla oskarżonych.

bzm/wyborcza.pl

źródło: wPolityce.pl

Napisano wZ miasta ŻywcaKomentarzy (1)

„Polska i Węgry prezentują hipernacjonalizm”

Polska i Węgry prezentują hipernacjonalizm – powiedział Bono, lider irlandzkiego zespołu U2. Piosenkarz skomentował w ten sposób postawę Warszawy i Budapesztu w czasie kryzysu, związanego z napływem do Europy imigrantów. Hm, zawsze mnie zastanawiał przemożny pęd międzynarodowego lewactwa do wykorzystywania sławnych ludzi, którzy popierają ich „postępowe” idee. Wszystkie: Kory, Sipowicze, Maleńczuki, Jandy i Stuhry, którzy w każdej chwili są gotowi oddać głos w jedynie słusznej sprawie, przeciwko zaściankowi, ksenofobii i nietolerancji. Najlepiej im wychodzi wymachiwanie pałką politycznej poprawności, byleby dołożyć przeciwnikowi. Spróbujcie ich poddać krytyce, to obraza majestatu – duce jakby na żywo 71 lat po śmierci Mussoliniego. Żeby sprawa była jasna nie stawiam żadnego znaku równości między włoskim dyktatorem, a ludźmi obecnie sławnymi z racji swych rozlicznych talentów. To zastrzeżenie przytaczam z ostrożności procesowej, gdyby jakiś „awtorytet” wyciągnął wniosek z jednej strony głupi, ale jednak pozwalający zaprzątnąć uwagę jakiegoś mało co rozgarniętego prokuratora. Wróćmy jednak do rzeczonego Bono, który nagle stał się dla środowisk „postępowych” w Polsce nie tyle co świetnym piosenkarzem (tu podzielam pogląd), ale i również wyrocznią polityczną. Otóż jeszcze niedawno Bono „zabłysnął” pomysłem na walkę z tzw. państwem islamskim (ISIS). Otóż zadaniem irlandzkiego piosenkarza na pierwszą linię powinniśmy wysyłać…komików. „Kiedy śmiejesz się z nich, jak maszerują po ulicach, odbierasz im całą siłę” – powiedział Bono. Prawda, że śmiałe i odkrywcze?! Zamiast kul – ostrze satyry! Sądzę, że bojownicy ISIS – z wrażenia – nie dojdą do siebie przez najbliższy rok! Proponuję byśmy na artystów patrzeli, jak na…artystów. Postrzegali ich poprzez pryzmat talentów. Natomiast to, że ktoś świetnie śpiewa, jest wybitnym aktorem, czy też doskonałym chirurgiem – z tego nie wynika, że ma receptę na uzdrowienie świata. Jak widać wybitni rzemieślnicy bywają zwykłymi partaczami, gdy tylko biorą się za udzielanie dobrych rad. Pamiętajmy o tym, że również celebryci są narzędziami w rękach tzw. postępu. Róbmy swoje wówczas, gdy ktoś znany będzie krzyczał, że jesteśmy „hipernacjonalistami”, zwłaszcza że oni zazwyczaj krzyczą ze złotej wieży, w poczuciu wyższości, które kroczy w parze z pogardą dla zwykłego człowieka.

źródło: https://www.facebook.com/arciszewskamielewczyk/

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Co Rosjanie mogą zrobić?

W 1938 r. chyba niewiele osób wierzyło w wybuch globalnego konfliktu. Doświadczenia I wojny światowej były tak straszne, że większość odrzucała możliwość ponownego wybuchu wielkiej awantury. Stalina poważnie tak naprawdę traktowały tylko Polska, Finlandia i inne kraje graniczące z krwawym imperium. Hitlera początkowo uważano za wariata, który wiele nie zdziała, a był doskonałym remedium na komunistów. Zresztą ruchy hitlerowski i komunistyczny miały wiele wspólnych korzeni i sądzono, że jedną zarazę wytępi druga. Kiedy Hitler urósł w siłę, sądzono, że wystarczy iść na kolejne ustępstwa. Pozwolono mu zmilitaryzować Nadrenię, włączyć do Niemiec Austrię, oddano bez walki Czechy. Reakcja na wojnę z Polską była mocna jedynie w sferze formalnej. Wreszcie okazało się, że sojuszu Hitlera i Stalina nikt nie jest w stanie zatrzymać. Jeszcze kilka lat wcześniej Niemcy miały jedynie stutysięczną armię, nie mogły dysponować lotnictwem i siłami pancernymi. Kilka lat lekceważenia ich działań doprowadziło do największego nieszczęścia w historii ludzkości.

Czy Putin nie wyciągnął z tego wniosków? Wyciągnął. Wie, że demokratyczny Zachód pozwoli takim reżimom jak jego na bardzo dużo. Bezkarnie zmasakrował Czeczenię, napadł na Gruzję, doprowadził do tragedii w Smoleńsku, wywołał wojnę z Ukrainą. Za ludobójstwo w Syrii niemal został nagrodzony. Reakcja świata na wzrost zagrożenia na granicy z państwami bałtyckimi i północno-wschodnich rubieżach Polski jest ciągle symboliczna. Putin nie chce globalnej wojny, tak jak nie chciał jej ani Hitler, ani Stalin. Putin, podobnie jak oni, idzie tak daleko, jak mu pozwolą. Kiedy nie pozwolą, będzie już mocno za późno. Jeżeli chcemy uniknąć ponownego nieszczęścia, działać trzeba już teraz. Lepiej nie mieć racji, zabezpieczając kraj przed wojną, niż pomylić się, kiedy ta wojna jest realna. Za przesadę płaci się polityczną karierą, za zaniedbania – losem całego narodu.

Tomasz Sakiewicz

źródło: http://www.klubygp.pl/co-rosjanie-moga-zrobic/

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Dzień z życia opozycji

Działacze PO długo zastanawiali się, czy pojechać na uroczyste obrady Zgromadzenia Narodowego. W końcu polityczny pragmatyzm zwyciężył i stawili się w Poznaniu. Lecz po ich minach widać było, że nie za bardzo wiedzą, po co, bo co ich obchodzą jakieś obchody 1050. rocznicy chrztu Polski. Przyjechali, bo będą kamery, będzie lans. Jednych kłopoty z nagłośnieniem wprawiły w znakomity nastrój. Tymczasem inni po przeżyciach z poprzedniego dnia, gdy przegrali głosowanie w sprawie wyboru prof. Jędrzejewskiego na sędziego TK, byli tak zmęczeni, że od razu się pospali. Uroczystości i przemówienie prezydenta Andrzeja Dudy nic a nic ich nie obchodziły. Paweł Kukiz i Ryszard Petru, którzy usiedli obok siebie, nie zmrużyli oka. Należy to docenić, zwłaszcza poświęcenie Petru, ale jak się usiadło w pierwszym rzędzie, to trudno usnąć. Po uroczystościach część działaczy PO pobiegła na manifestację KOD-u, nie wiadomo po co zorganizowaną, ale jak im kazano, to poszli. Tam z zainteresowaniem słuchali takich tuzów intelektu jak Henryka Krzywonos, Bogdan Borusewicz, Henryk Wujec i im podobni.

Ryszard Kapuściński

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Related Sites