TRYUMF (NIE)WOLI

Im dłużej myślę, tym bardziej podobieństwo Agnieszki Holland i Leni Riefenstahl okazuje się tylko pozorne. Nie da się zaprzeczyć, że w reżyserii filmowej obie „damy kina” osiągnęły najwyższy poziom techniczny. Tyle że ulubienica Donalda T. postawiła na odmienną ścieżkę niż ta, na którą wkroczyła faworyta Adolfa H.

Leni swym „Tryumfem woli” wspięła się na szczyty nazistowskiej propagandy i do 1939 roku wiele wskazywało, że stanie się piewcą kolejnych sukcesów Trzeciej Rzeszy. Wszystko zmieniła wojna w Polsce. Leni, szczególnie po egzekucji Żydów w Końskiem, które obserwowała, straciła napęd, zapał i wiarę w to, co robi. Nie powstał już żaden wielki obraz sławiący potęgę niemieckiego oręża. Bardziej markowała, niż tworzyła, a i tak po wojnie zapłaciła wysoką cenę za swoje uwikłanie. Odnalazła się dopiero jesienią swojego życia, kręcąc po siedemdziesiątce filmy o podwodnym świecie.

U pani Agnieszki wektor rozwoju jest odwrotny – któż nie zachwycał się „Aktorami prowincjonalnymi”, nie przeżywał latem 1981 roku „Gorączki”, nie doceniał „Europy, Europy? Ale od pewnego czasu… Nie wiem, czy jakąś rolę odegrała tu współpraca z córką – jednak „1983”, „Pokot” czy „Zielona Granica” są dziełami, które można nazwać czasem głupimi, często haniebnymi, a zawsze tendencyjnymi. Jak gdyby spod lukru ogłady, doświadczenia i smaku wyjrzał nagle schemat stalinowskiej propagandy i coraz jawniej ujawniająca się w tzw. elitach nienawiść i pogarda do polskiego narodu.

Oczywiście krytycyzm bywa w sztuce zaletą – najwięksi z naszych twórców, choćby Żeromski, potrafili targać świętości i mówić własnemu społeczeństwu prawdy gorzkie i bolesne, ale po to, żeby go edukować, a nie upokarzać. Dlatego np. anty PiSowskie „Ucho Prezesa” Roberta Górskiego znajdzie swoje miejsce w historii żartu politycznego obok „Balu w Operze” Tuwima czy satyr Szpotańskiego, a miejsce p. Holland to niestety galeria antypolskiej propagandy.

Marcin Wolski

albicla.com/MarcinWolski
źródło: Gazeta Polska | www.gazetapolska.pl

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Reset „Zgoda”

Film, który uzmysławia jak ówczesna władza dbała o nasze bezpieczeństwo:

zdjęcie: polskieradio24.pl

źródło: TVPINFO

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Lista kandydatów Prawa i Sprawiedliwości

Lista kandydatów Prawa i Sprawiedliwości w okręgu nr 27 w wyborach do Sejmu: 1. Stanisław Szwed – sekretarz stanu w Ministerstwie Rodziny i Polityki Społecznej, poseł sześciu kadencji. 2. Grzegorz Puda -minister Funduszy i polityki Regionalnej, poseł dwóch kadencji. 3. Przemysław Drabek – samorządowiec, poseł obecnej kadencji 4. Kazimierz Matuszny – poseł czterech kadencji , 5. Łucja Michałek – wójt Istebnej, 6. Marcela Kanafek-Lewandowska – radna Pszczyny, 7. Grzegorz Gaża – samorządowiec, poseł obecnej kadencji 8. Andrzej Kamiński- wicestarosta powiatu Bielskiego, senator. 9. Janusz Król – wicestarosta powiatu cieszyńskiego 10. Agnieszka Biegun – radna Sejmiku Województwa Śląskiego 11. Krzysztof Sitarski- były poseł (VII kadencja) 12. Łukasz Czupil – górnik, przewodniczący Związku Zawodowego Ratowników Górniczych w kopalni „Borynia” 13. Renata Michnik – radna powiatu cieszyńskiego, 14. Marzena Pietraszewska – nauczycielka, radna powiatu żywieckiego 15. Justyna Rzepecka- nauczycielka, radna w Radzie Miasta Czechowice-Dziedzice 16. Małgorzata Pindel – nauczycielka (przedstawicielka partii Republikańskiej) 17. Magdalena Szczerba – przedsiębiorca 18. Beata Białowąs – zasiadała w zarządzie województwa śląskiego Kandydat na senatora w okręgu nr 78 Jan Chrząszcz – Wicewojewoda Śląski Kandydat na senatora w okręgu nr 79 Andrzej Kalata – Starosta Powiatu Żywieckiego

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

„Akta Scholza. Sojusznik Moskwy”. Niemiecki historyk ujawnia fakty nt. młodego aktywisty przyjmowanego na salonach NRD

Niemiecki historyk Hubertus Knabe jest ekspertem ds. komunistycznych dyktatur w Europie wschodniej, ze szczególnym uwzględnieniem NRD. Jest również dyrektorem naukowym Berlin-Hohenschönhausen Memorial, muzeum i miejsca pamięci w słynnym byłym więzieniu i katowni Stasi w Berlinie. Jest związany z niemieckimi Zielonymi. Na swojej stronie przedstawił interesujące fakty dotyczące aktualnego kanclerza Niemiec z czasów kiedy ten był „młodym aktywistą”.

Ambiwalentna postawa Olafa Scholza wobec wojny na Ukrainie rodzi nie tylko wątpliwości co do rzeczywistych intencji kraju, który uważa się za tzw. „moralne imperium”, ale również niszczy pozycję Niemiec jako europejskiego przywódcy. 

Katastrofa strategii Niemiec „obłaskawiających Rosję” jest oczywiście w wielkim stopniu winą Angeli Merkel, która latami budowała wraz z Putinem sieć wzajemnych powiązań finansujących dzisiejszą agresję. Mówiło się również o budowie „wspólnej przestrzeni od Lizbony do Władywostoku”. Jednak to dopiero Olaf Scholz został skonfrontowany z rzeczywistą agresją Rosji na Ukrainę i zrobił wiele, by nie ufać jego intencjom w tym zakresie. Jest krytykowany zarówno za granicą jak i w samych Niemczech. 

Pewną odpowiedzią na pytania o jego obecną postawę są informacje, które ujawnia niemiecki historyk Hubertus Knabe. Informacje ukazującego „młodego aktywistę”, który w latach osiemdziesiątych był przyjmowany na salonach komunistycznych notabli NRD.

„Pacyfista”

– Konflikt o rozmieszczenie prawie 100 tys. rosyjskich wojsk

[właściwie ok. 200 tysięcy – przyp. red.]

na granicy z Ukrainą przypomina lata 70. ubiegłego wieku, kiedy to Związek Radziecki skierował na Europę Zachodnią setki rakiet jądrowych średniego zasięgu. NATO zdecydowało się wówczas na dozbrojenie w podobne rakiety i jednocześnie zaproponowało Kremlowi negocjacje, jednak wielu socjaldemokratów nie chciało słyszeć o militarnych przeciwdziałaniach. Tak zwana podwójna decyzja doprowadziła do masowych protestów w Republice Federalnej, ale w końcu osiągnęła swój cel: w 1987 roku Związek Radziecki zobowiązał się do ponownego wycofania nowej broni z użytku.

Jednym z liderów protestów przeciwko ówczesnej polityce NATO był Olaf Scholz. Stare zdjęcia pokazują go demonstrującego przeciwko amerykańskim rakietom w Bonn. W kwestii dozbrojenia, pisał w 1982 roku w „Zeitschrift für Sozialistische Politik und Wirtschaft”, „może być tylko zdecydowane NIE postępowych sił demokratycznych w tym kraju.”

(…)

Jeśli prawdą jest, że poglądy polityczne kształtuje się w młodym wieku, to stosunki z Rosją mogą wkrótce doprowadzić do sporych kontrowersji w niemieckim rządzie. Scholz bowiem na początku swojej kariery politycznej w konflikcie z Moskwą zajmował stanowiska zdecydowanie bliskie Kremlowi. Jak wynika z niepublikowanych dotąd dokumentów w Archiwum Federalnym, również osobiście utrzymywał bliskie kontakty z urzędnikami w NRD i ZSRR.

– pisze Knabe

Tekst jest ilustrowany liczną dokumentacją zdjęciową, np. zdjęciem Olafa Scholza na anteamerykańskiej demonstracji z 1982 roku pod hasłem „Podporządkowanie imperializmowi USA”.

Na salonach komunistycznych notabli NRD

Według opisywanych przez Knabego dokumentów Scholz po raz pierwszy spotkał się z wysoko postawionymi przedstawicielami FDJ i sowieckiego Komsomołu najpóźniej w marcu 1983 roku. Okazją do tego był nadzwyczajny federalny kongres Jusos (młodzieżówki SPD), na który zaproszono również kilka lojalnych wobec Moskwy związków młodzieżowych. „Dyskusja i podejmowanie decyzji”, według sprawozdania delegacji NRD, „udokumentowały rosnącą jedność Młodych Socjalistów w ich sprzeciwie wobec stacjonowania nowych amerykańskich rakiet średniego zasięgu”. Jednogłośnie obarczyli USA odpowiedzialnością „za niezwykle niebezpieczną eskalację sytuacji międzynarodowej”.

– We wrześniu 1983 roku Młodzi Socjaliści po raz pierwszy wzięli udział w „Międzynarodowym obozie młodzieżowym” w NRD. Imprezie, która odbyła się w Werderze koło Poczdamu, przyświecało hasło „Pokój jest naszym pierwszym prawem człowieka! Europa nie może stać się Euroshimą!” Przez sześć dni uczestnicy byli indoktrynowani wykładami funkcjonariuszy SED [enerdowska partia komunistyczna – przyp. red.], imprezami i wycieczkami. Liderem dziesięcioosobowej delegacji Juso był Scholz, który – jak relacjonował później jeden z uczestników – również wieczorem poszedł do sauny razem z „notablami FDJ” [młodzieżówka enerdowskiej partii komunistycznej – przyp. red.]

– pisze Knabe

Indoktrynacja młodych socjalistów

Dalej niemiecki historyk opisuje cały proces enerdowskiej indoktrynacji młodych zachodnioniemieckich socjalistów i jego wpływ na ich „pacyfistyczne” działania na terenie Niemiec zachodnich.

Jednym z najciekawszych elementów wydaje się być

wizyta u Egona Krenza, podówczas drugiego najważniejszego funkcjonariusza SED, później jej sekretarza generalnego.

– Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami Scholz i jego towarzysze pojawili się na przejściu granicznym w Berlinie przy Friedrichstraße rano 4 stycznia 1984 roku. Przyjął ich emisariusz FDJ i zawiózł do domu gościnnego Rady Ministrów NRD. Ponieważ z góry nalegali na rozmowę nie tylko z liderem FDJ Eberhardem Aurichem, ale także z przedstawicielem Komitetu Centralnego, zostali przyjęci tego samego ranka przez Egona Krenza, drugiego najważniejszego wówczas funkcjonariusza SED. W ten sposób 25-letni Scholz trafił nie tylko do NRD-owskiego programu informacyjnego „Aktuelle Kamera”, ale także na pierwsze strony centralnego organu SED „Neues Deutschland” i organu FDJ „Junge Welt”

(…)

Według wewnętrznego raportu FDJ, Jusos zapewniał Krenza, że chce pomóc w stworzeniu „takiego klimatu w Republice Federalnej, aby niebezpieczeństwo rozmieszczenia rakiet było żywe w świadomości ludności.” Dlatego też prowadziliby aktywną kampanię na rzecz referendum przeciwko amerykańskim rakietom w dniu wyborów europejskich. Nigdzie nie ma wzmianki o krytyce radzieckich rakiet SS 20.

– pisze niemiecki historyk

– W okresie późniejszym Jusos regularnie spotykał się z urzędnikami NRD. Tylko w 1984 roku granicę wewnątrzniemiecką przekroczyło jeszcze sześć delegacji. Punktem kulminacyjnym była „wizyta powrotna” Auricha w Bonn 17 grudnia 1984 roku. W projekcie wspólnego komunikatu Jusos i FDJ zarzuciły rządowi federalnemu, że zgadzając się na rozmieszczenie amerykańskich rakiet, „przyjął na siebie ciężką współodpowiedzialność za zaostrzenie sytuacji międzynarodowej”. Wspólnie domagali się natychmiastowego zatrzymania i demontażu już istniejących systemów. Ponadto odrzucili „wszelkie rozmowy o rzekomej ‚otwartej kwestii niemieckiej'”.

Do 1988 roku liderzy Jusos i FDJ spotkali się jeszcze dziewięć razy. Scholz, który uchodził za „przywódcę frakcji” skrzydła Stamokapu

[frakcji, która uważała, że kapitalizm znaduje się w ostatniej fazie –
przyp. red.]

, był teraz także częstym gościem w NRD. We wspomnieniach lidera FDJ Auricha znajduje się na przykład zdjęcie pokazujące go we wrześniu 1987 roku w grupie funkcyjnych na Marszu Pokoju Olofa Palmego w Wittenberdze. Tam wygłosił przemówienie na wiecu pokojowym Komunistycznej Ligi Młodzieży, które było również transmitowane przez radio NRD. Według Auricha „w ścisłej współpracy z młodymi socjalistami” zorganizowano również „Międzynarodowe Młodzieżowe Seminarium Pokojowe”, które kilka miesięcy wcześniej otworzył przywódca SED Erich Honecker i które przez wiele dni świętowano w NRD-owskich mediach. Kilka razy w roku Jusos i FDJ organizowały również wspólne seminaria, a grupa robocza obu organizacji regularnie omawiała kwestie związane z bronią.

Sojusznicy Moskwy

W opisywanej przez niemieckiego historyka niejawnej analizie Centralnej Rady FDJ funkcjonariusze dokonali bilansu w 1988 roku, w której opisali jak udało im się nakłonić Jusos do udziału w inicjatywach pokojowych, które przyciągnęły dużą uwagę międzynarodową. „Jusos stali się partnerami FDJ w walce o pokój. Między innymi „aktywny udział Jusos w realizacji XII. Światowy Festiwal Młodzieży i Studentów 1985 w Moskwie.”. W dokumencie podkreślono gotowość Jusos do współpracy z lojalnymi wobec Moskwy organizacjami młodzieżowymi także na szczeblu międzynarodowym. – „Należy wywierać wpływ na Jusos w taki sposób, aby zakotwiczyć i stabilnie reprezentować propozycje pokojowe Związku Radzieckiego, NRD i innych państw socjalistycznych, które popierają, na swoim obszarze sojuszniczym w FRG i w Międzynarodowym Związku Młodzieży Socjalistycznej.”.

W wewnętrznych dokumentach FDJ można również przeczytać, że jako wspólny zestaw ideałów postrzegali oni również poszukiwanie wspólnych wrogów w „w kompleksie militarno-przemysłowym USA”.

„Konstruktywnie” rozwijającą się współpracę przerwał dopiero upadek komunizmu.

[Z całością materiału można się zapoznać TUTAJ]

źródło: tysol.pl

zdjęcie:

Sojusznicy Moskwy

W opisywanej przez niemieckiego historyka niejawnej analizie Centralnej Rady FDJ funkcjonariusze dokonali bilansu w 1988 roku, w której opisali jak udało im się nakłonić Jusos do udziału w inicjatywach pokojowych, które przyciągnęły dużą uwagę międzynarodową. „Jusos stali się partnerami FDJ w walce o pokój. Między innymi „aktywny udział Jusos w realizacji XII. Światowy Festiwal Młodzieży i Studentów 1985 w Moskwie.”. W dokumencie podkreślono gotowość Jusos do współpracy z lojalnymi wobec Moskwy organizacjami młodzieżowymi także na szczeblu międzynarodowym. – „Należy wywierać wpływ na Jusos w taki sposób, aby zakotwiczyć i stabilnie reprezentować propozycje pokojowe Związku Radzieckiego, NRD i innych państw socjalistycznych, które popierają, na swoim obszarze sojuszniczym w FRG i w Międzynarodowym Związku Młodzieży Socjalistycznej.”.

W wewnętrznych dokumentach FDJ można również przeczytać, że jako wspólny zestaw ideałów postrzegali oni również poszukiwanie wspólnych wrogów w „w kompleksie militarno-przemysłowym USA”.

„Konstruktywnie” rozwijającą się współpracę przerwał dopiero upadek komunizmu.

[Z całością materiału można się zapoznać TUTAJ]

zdjęcie: Hubertus Knabe

źródło: tysol.pl

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Handel ludźmi

Jak się Wam podobało wystąpienie Ursuli von der Leyen na Lampedusie? Mnie nasunęło się porównanie z hydraulikiem. Może dlatego, że mieszkam w Warszawie zarządzanej przez Szambolana Trzaskowskiego.
Załóżmy taką sytuację. Wzywasz majstra, bo zalało ci mieszkanie. Przypuszczasz, że zakręci najpierw odpowiedni zawór, a potem naprawi pękniętą rurę. A on zamiast tego udziela ci rady, żebyś wziął wiadro i w ramach solidarności pozalewał mieszkania sąsiadów.


To absurd, czy może jednak działanie celowe? Kto traci na nasyłaniu barbarzyńców na Europę, to wszyscy wiemy. A kto i co zyskuje? Ta kwestia jest dziwnie pomijana. Spróbujmy więc odpowiedzieć na to pytanie.
Putinowi, któremu roi się panowanie na obszarze od Kamczatki po Lizbonę, nachodźcy są bardzo przydatni. Zrujnowana Europa z wdzięcznością przyjmie rosyjski zamordyzm, byle tylko zapanował wreszcie spokój. Rękami Łukaszenki sprowadza jakąś hołotę, szkoli w Moskwie i wysyła na polską granicę. Najprawdopodobniej ma też dil z przemytnikami ludzi z Afryki, którzy zarabiają podwójnie: od przemycanych i za przemycanych.


Zakręcenie tego kurka byłoby najprostszą operacją policyjną, jaką można sobie wyobrazić. I to jest zapewne powodem, dla którego się o tym nie wspomina, wysyłając z Unii Europejskiej na Lampedusę osobę zaprawioną w niewybrednych kłamstwach.

źródło: Małgorzata Todd

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Azyl i migracja: bilans rozmów reformatorskich

W środę debata na temat konieczności szybkiego przyjęcia kompleksowego europejskiego paktu w sprawie imigracji i azylu oraz wyzwań stojących przed krajami UE. W kontekście ciągłego napływu uchodźców do UE drogą morską posłowie do PE będą debatować nad statusem negocjacji w sprawie nowych europejskich przepisów dotyczących migracji i azylu z hiszpańską prezydencją Rady i Komisją. Ważną rolę odegra sytuacja w niektórych krajach, np. we Włoszech, w szczególności na wyspie Lampedusa. Po tym, jak Parlament potwierdził swoje stanowisko w sprawie głównych wniosków w kwietniu 2023 r., posłowie do Parlamentu Europejskiego i państwa członkowskie zaangażowali się w intensywne negocjacje, aby osiągnąć znaczącą solidarność i dzielić się odpowiedzialnością za bardziej sprawiedliwe zarządzanie migracją. To jeden z głównych priorytetów Parlamentu Europejskiego, który chce zakończyć reformę przed wyborami europejskimi w czerwcu 2024 roku. Debata: środa, 4 października Procedura: Oświadczenia Rady i Komisji

źródło: https://www.europarl.europa.eu/news/de/agenda/briefing/2023-10-02/2/asyl-und-migration-bilanz-der-reformgesprache

zdjęcie: TVPINFO – fot. Valeria Ferraro/Anadolu Agency via Getty Images

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

LINIA KULIKOWA

Jeżdżąc po Polsce widzę, jaki szok wywołały dokumenty na temat planów obrony Polski z czasów Donalda Tuska. Wedle zamierzeń ówczesnego dowództwa, wkraczające wojska rosyjskie miały nie napotkać żadnego oporu aż do linii Wisły.

Mam wrażenie, że w debacie publicznej wreszcie zaczęliśmy rozmawiać o sprawach naprawdę istotnych. Takich decyzji, jakie podjęła ekipa Tuska, nie mógł podjąć żaden rząd w jakikolwiek sposób związany z Polską. Prawie połowa terytorium naszego kraju i kilkanaście milionów ludzi znalazłoby się pod okupacją, i to w ciągu kilku dni. Los tych obywateli Polski nie byłby różny od losu mieszkańców Buczy, Mariupola czy Iziumu. Ci, którzy próbowaliby uciec przed agresorem, zostaliby zmasakrowani na zatłoczonych drogach. Reszta poddana byłaby gwałtom, grabieżom i mordom, które widzimy na Ukrainie. Jeszcze gorszy los spotkałby ludzi, którzy znaleźliby się na „rubieży strategicznej”, czyli pierwszej linii obrony. Miała ona przebiegać wzdłuż linii Wisły i Wieprza. Warszawa, Toruń, Bydgoszcz, Gdańsk zostałyby kompletnie zrujnowane w wyniku bezpośrednich walk. Szanse obrony byłyby niewielkie, gdyż NATO realnie potrzebowało trzech miesięcy, żeby zebrać siły zdolne do kontrataku, miesiąca na jakąś skuteczniejszą obronę. Nie mieliśmy w Polsce wojsk NATO-wskich, bo polityka Tuska doprowadziła do złamania planów budowy nad Wisłą infrastruktury amerykańskiej. Kraj w najlepszym wypadku rozpadłby się na dwie części. Jedna byłaby pod bezpośrednią okupacją rosyjską, a druga, masakrowana działaniami wojennymi, stanowiłaby bufor dla zorganizowania obrony NATO na linii Odry.

Jeżeli Rosjanie zatrzymaliby się na linii Wisły lub trochę dalej, „wolna” cześć państwa polskiego stanowiłaby jedynie zaplecze wielkich Niemiec. Na pewno linia Wisły odsuwałaby od Berlina poważniejsze koszty wojny. Wszystkie realne straty poniosłaby Polska.

Wojna na linii Wisły nie była oryginalnym planem sztabowców za Tuska. W czasach marszałka ZSRS Wiktora Kulikowa, który dowodził wojskami Układu Warszawskiego, zakładano, że w razie wybuchu wojny Sowietów z NATO główne kontruderzenie nuklearne będzie przebiegało właśnie na linii Wisły. W pierwszym rzucie miały zginąć miliony osób. Reszta powoli konałaby w chorobie popromiennej. Widząc te plany, pułkownik Ryszard Kukliński zdecydował się na współpracę z Amerykanami. Zmienił ich doktrynę obronną i doprowadził do takiej przewagi NATO, że Moskwa zrezygnowała z wojny. Być może uratował nas przed kompletną zagładą.

Niestety, linię Kulikowa odtworzono w czasach Tuska. Nawet trudno mieć pretensję do wojskowych, bo organizowali obronę tak, jak się dało. Rząd PO-PSL rozbroił kompletnie armię i tym, co z niej zostało, całej Polski bronić nie sposób.

Co nas uratowało? Nie wiem, kiedy Rosja planowała atak na Polskę. Wiem jednak, że musiała sobie zapewnić przynajmniej neutralność Ukrainy. Bunt na Majdanie w 2013 roku przeciwko próbie zwasalizowania Kijowa zajął wojska rosyjskie na lata. Jednocześnie ostatecznie zakończył politykę resetu ze strony USA. Dwa lata później PO straciła władzę i Polska zaczęła odbudowywać własną armię. Dostaliśmy osiem lat względnego spokoju, poza hybrydowym atakiem od strony Białorusi, wspieranym przez część opozycji.

Ten czas może się jednak skończyć. Wybór należy do nas. Powrót do linii Kulikowa jest ciągle możliwy.

Tomasz Sakiewicz

albicla.com/TomaszSakiewicz
źródło: Gazeta Polska | www.gazetapolska.pl

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Przestępstwo wyborcze – niszczenie materiałów wyborczych!

W czasie kampani wyborczej materiały wyborcze (na przykład plakaty wyborcze kandydatów) podlegają prawnej ochronie pod groźbą aresztu albo grzywny do 5 000 zł. Sprawy te reguluje Kodeks Wyborczy.

https://stowarzyszenierkw.org/polityka/wybory/przestepstwo-wyborcze-niszczenie-materialow-wyborczych/

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Biały Dom żąda reform na Ukrainie

„Ukraińska Prawda” poinformowała, że zastępca doradcy Białego Domu ds. bezpieczeństwa narodowego Mike Pyle przesłał list do premiera Ukrainy Denisa Szmyhala i na adres Kancelarii Prezydenta Ukrainy, zawierający listę reform, które Ukraina powinna przeprowadzić, aby móc nadal udzielać jej pomocy. Dotyczą one np. funkcjonowania przedsiębiorstw państwowych, organów antykorupcyjnych, władzy sądowniczej. Dlaczego USA wystąpiły z takimi żądaniami? Przypomniano słowa Joego Bidena, który na spotkaniu z prezydentem Wołodymyrem Zełenskim mówił o „wspieraniu reform mających na celu zwalczanie korupcji, tworzenie środowiska, w którym biznes może prosperować, a amerykańskie i europejskie firmy będą chciały inwestować”. Ukraina, pomimo toczącej się wojny, nadal jest bastionem korupcji, a w szczególności w wymiarze sprawiedliwości i organów ścigania, niewyjaśnione są związki części polityków, urzędników i biznesu. A chodzi o miliardy dolarów. Należy pamiętać, że Ihor Kołomojski, jeden z najbogatszych ludzi na Ukrainie, wypromował Wołodymyra Zełenskiego najpierw jako komika, a następnie jako polityka, a ich związki nie ograniczały się do faktu, że obaj pochodzą z żydowskich rodzin z obwodu dniepropietrowskiego.

Ryszard Kapuściński

albicla.com/ryszardkapuscinski

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Najwięksi sojusznicy Stalina!

Władzy Radzieckiej, ze wszystkich istniejących głównych sojuszników proletariatu – a takim jest moim zdaniem czterech. „Walka, konflikty i wojny między naszymi wrogami to – powtarzam – nasz niezwykle wielki sojusznik.”

Od lat jesteśmy konfrontowani z problemami uchodźców na granicy południowej Europy a obecnie konflikt na granicy polsko-białoruskiej, obserwujemy ciągłe napięcia między obozem rządzącym a opozycją, ciągłe napięcia Warszawa-Bruksela w domyśle Berlin-Paryż. Zarzuty padają z różnych stron,

ale często spójne między opozycją a Brukselą. Dlaczego? Być może jest odpowiedź na to pytanie jeśli zdamy sobie sprawę za kogo miał Józef Stalin za swoich największych sojuszników już w latach dwudziestych ubiegłego stulecia. Poniżej cytujemy jego myśli:

„Władzy Radzieckiej, ze wszystkich istniejących głównych sojuszników proletariatu – a takim jest moim zdaniem czterech.

Pierwszym sojusznikiem rewolucji jest chłopstwo. Wszyscy pozostali sojusznicy chociaż mają przed sobą wielką przyszłość i stanowią olbrzymią rezerwę naszej rewolucji, nie mają jednak niestety, sił na to, by udzielić teraz bezpośredniej pomocy naszej władzy naszemu państwu.

Cóż to za sojusznicy?

Pierwszy sojusznik, podstawowy nasz sojusznik – to proletariat krajów rozwiniętych. Przodujący proletariat Zachodu – to największa siła i najwierniejszy sojusznik naszej rewolucji i naszej władzy.

Cieszymy się jego pośrednim, jego moralnym poparciem, którego wartości nie podobna nawet oszacować, które jest nieocenione – tak dalece ważna jest ta pomoc.

Drugim sojusznikiem są kolonie, ujarzmione narody w słabo rozwiniętych krajach, uciskanych przez kraje bardziej rozwinięte. Jest to towarzysze, olbrzymia rezerwa naszej rewolucji. Walka jej rozpłomienia się jednak zbyt powoli. Sojusznik ten idzie ku nam z bezpośrednią pomocą, ale jak widać chyba nie prędko przybędzie.

Mamy trzeciego sojusznika, nieuchwytnego, bezosobowego, ale w najwyższym stopniu ważnego.

Są to te konflikty i sprzeczności między krajami kapitalistycznymi, które są bezosobowe, ale bezwzględnie stanowią ogromne poparcie dla naszej władzy i naszej rewolucji. Może się to wydawać dziwne, ale jest to fakt, towarzysze. Gdyby dwie podstawowe koalicje krajów kapitalistycznych podczas wojny imperialistycznej w 1917 roku nie toczyły ze sobą śmiertelnej walki, gdyby nie były zajęte sobą, nie mając wolnego czasu na to, by zająć się walką z Władzą Radziecką, to kto wie, czy władza Radziecka utrzymałaby się wówczas.

Walka, konflikty i wojny między naszymi wrogami to – powtarzam – nasz niezwykle wielki sojusznik.

Rzecz tak się ma, że światowy kapitał po wojnie po przebyciu kilku kryzysów zaczął powracać do siebie. To trzeba przyznać. Podstawowe kraje zwycięskie – Anglia i Ameryka nabrały teraz takiej siły, że uzyskały materialną możliwość postawienia sprawy kapitału mniej więcej znośnie nie tylko u siebie w domu, ale również – transfuzji krwi do Francji, Niemiec i innych krajów kapitalistycznych. To-z jednej strony. I ta strona sprawy prowadzi do tego, że sprzeczności między krajami kapitalistycznymi rozwijają się na razie nie w takim wzmożonym tempie, w jakim rozwijała się bezpośrednio po wojnie.

To jest plus dla kapitału, minus dla nas.

Lecz proces ten posiada drugą stronę, odwrotną stronę. A ta odwrotna strona polega na tym, że przy całej względnej stabilizacji, jaką kapitał potrafił na razie uzyskać, sprzeczności na drugim krańcu stosunków wzajemnych, sprzeczności między wyzyskującymi, przodującymi krajami a wyzyskiwanymi, zacofanymi krajami, koloniami i krajami zależnymi zaczynają się zaostrzać i pogłębiać oraz bardziej, zagrażając udaremnieniem „roboty” kapitału z nowej „nieoczekiwanej” strony.

Takie są plusy i minusy w ogólnym bilansie rozwoju sprzeczności. A ponieważ na razie plusy kapitału w tej dziedzinie przeważają nad minusami i ponieważ nie należy z dnia na dzień oczekiwać starć wojennych między kapitalistami – przeto jasne jest, że z naszym trzecim sojusznikiem sprawa  ma się wciąż jeszcze nie tak, jak byśmy tego pragnęli.

Powiadają – zwłaszcza pisarze burżuazyjni, że za narastanie kryzysu w koloniach ponoszą winę bolszewicy. Muszę powiedzieć, że oskarżając nas o to robią nam zbyt wielki zaszczyt.”

Źródło: „Prawda” nr 24 30 stycznia 1925

zdjęcie: warhist.pl

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Related Sites