Chodźcie z nami …

Miałem okazję brać udział w debacie w TVP.INFO poświęconej wezwaniu apologetów Okrągłego Stołu do wypowiedzenia 13 grudnia posłuszeństwa rządowi Beaty Szydło. Platforma Obywatelska wydelegowała do dyskusji posła Marcina Święcickiego. Ten prominentny działacz PZPR, który zrobił karierę przy niewątpliwym wsparciu swojego teścia Eugeniusza Szyra (wicepremier PRL 1952-1972; poseł na Sejm PRL I,III,IV,VI kadencji; od marca 1976 był ministrem gospodarki materiałowej w rządach: Piotra Jaroszewicza, Edwarda Babiucha, Józefa Pińkowskiego i Wojciecha Jaruzelskiego) ma nadal czelność – jako były członek KC PZPR – stawać w kontrze tym, którzy walczyli o polską niepodległość. To raczej jego przyzwyczajenie lub natura. Nie wgłębiam się bardziej w działalność towarzysza Święcickiego po 1989 roku chociaż niewątpliwie to on stoi za złodziejską reprywatyzacją Chmielnej 11 w Warszawie.

W tym programie TVP apologeci PO, SLD, KOD i zwolennicy „pozytywnie zweryfikowanych funkcjonariuszy SB i MO” leją krokodyle łzy nad stanem polskiej demokracji. Tymczasem nikt rozumny nie zastanawia się nad hipotetycznym historycznym istnieniem „dobrych funkcjonariuszy Gestapo”. Tymczasem PO i Nowoczesna uważa, że funkcjonariusze UB/SB, którzy przeszli weryfikację czasów rządu wieloletniego posła na Sejm PRL Tadeusza Mazowieckiego otrzymali jakieś nadzwyczajne przywileje polegające na ich wybieleniu z darowaniem win włącznie. Taki parszywy płk rez. Adam Mazguła twierdzi publicznie, że, cyt. „były tam [w czasie stanu wojennego] jakieś bijatyki, jakieś ścieżki zdrowia, ale generalnie jednak dochowano jakiejś kultury w tym całym zdarzeniu”. W gruncie rzeczy funkcjonariusze aparatu represji powinni zostać pozbawieni świadczeń emerytalnych i rentowych przez wyjęcie ze stażu pracy służby dla komunistycznego reżimu. Obniżenie im świadczeń przez weryfikację samego uprawnienia byłoby aktem sprawiedliwości społecznej. Tymczasem rodzime „zielone ludziki” finansowane przez 27 lat z naszej podatniczej kieszeni „ustawiły się” i prowadzą jakąś akcję propagandową mającą na celu osłabienie państwa polskiego. Skoro na obniżce świadczeń oprawców III RP ma zaoszczędzić 500 mln rocznie to czas zadać pytanie jakie sumy wydała III RP na ich utrzymanie. Warto tu dodać zmarłych bandytów komunistycznych z GL/AL, MSW czy komunistycznych sędziów i prokuratorów oraz kadrę dowódczą LWP. To są setki miliardów złotych wydanych tylko dlatego, bo apologeci Okrągłego Stołu dotrzymali porozumień lewicy KOR z PZPR.

System wybielania zbrodniarzy nie jest naszym rodzimym wymysłem. Oto kilka lat temu „Der Spiegel” opisywał sprawę weteranów Waffen SS.

Walcząc o władzę w powojennych Zachodnich Niemczech główne partie zabiegały o ich poparcie. Działacze CDU i SPD uwierzyli w zapewnienia organizacji zrzeszającej byłych żołnierzy formacji uznanej za „organizację przestępczą”, że może zapewnić nawet 2 mln głosów wyborców. W zamian za poparcie, główne partie polityczne pomogły byłym esesmanom uzyskać przywileje emerytalne i wpuściły ich w swe szeregi. Współcześni historycy niemieccy analizują związki demokratycznych polityków niemieckich z weteranami elitarnych jednostek bojowych SS opierając się głównie na archiwach organizacji HIAG („Stowarzyszenie Wzajemnej Pomocy”) zrzeszającej weteranów Waffen SS, rozwiązanej na szczeblu centralnym dopiero w 1992 r. Weterani Waffen SS nie mieli politycznych ambicji po 1945 roku, ale chcieli dostawać takie same ulgi socjalne i emerytury jak byli żołnierze regularnych formacji Wehrmachtu. Chcieli też oczyścić swój wizerunek po tym, jak w Norymberdze uznano ich za organizację przestępczą. Dlatego HIAG utrzymywało bliskie kontakty z rządzącą chadecją i opozycyjną SPD. Szczególnie dziwią relacje socjaldemokratów z byłymi nazistami. Lider SPD Schumacher stracił jedną z nóg podczas długiego pobytu w obozach koncentracyjnych, a mimo to po wojnie spotkał się z delegacją HIAG w Bonn w 1951 roku, otwierając weteranom Waffen SS drzwi do SPD.  Najbardziej znanym działaczem SPD, który przyznał później, że walczył w szeregach Waffen SS był laureat Nobla, Guenter Grass.  Schumacher usprawiedliwiał później swoje spotkanie z Bonn, tłumacząc, że „nie byłoby dobre dla młodej demokracji” wykluczać tak dużą grupę niezadowolonych ludzi.

W III RP nie przywracano przywilejów zbrodniarzom, a je utrzymano. Ostatnia manifestacja SB-cji pod Sejmem RP wraz z próbą porównywania sytuacji z 13 grudnia 1981 z 13 grudnia 2016 roku są jednym z elementów relatywizowania historii. Dotąd nie było potrzeby restaurowania przywilejów komunistycznych zbrodniarzy – czego widocznym znakiem był udział prezydenta Komorowskiego w pogrzebie Wojciecha Jaruzelskiego. Upadek SLD i przejęcie przez PO wielu prominentnych działaczy PZPR powoduje przykry skutek, czyli stan, w którym na przykład poseł Platformy Antoni Mężydło firmuje bądź co bądź rozgrzeszenie zbrodniarzy i jakieś wspólne z płk rez. Mazgułą inicjatywy polityczne PO, KOD i Nowoczesnej wymierzone w demokratycznie wyłoniony rząd. 2 marca 1984 roku w ramach tzw. porwań toruńskich Mężydło został uprowadzony, torturowany i więziony przez funkcjonariuszy OAS (grupy specjalnej SB) w okolicach Okonina, a następnie pozostawiony na wysypisku śmieci w Brodnicy. Dziś płk rez. Adam Mazguła publicznie twierdzi, że „były tam [w czasie stanu wojennego] jakieś bijatyki, jakieś ścieżki zdrowia, ale generalnie jednak dochowano jakiejś kultury w tym całym zdarzeniu”.

Zatem warto znać granicę, której przekroczyć nie wolno. Już 12 grudnia o 23:30 na Starym Mieście w Warszawie przy ul. Jezuickiej 2 pod tablicą upamiętniającą śp. Grzegorza Przemyka rozpoczynamy uroczystości. Weterani walki z komunizmem ze zrozumieniem odnoszą się do rozwijających się przecież życiorysów niektórych działaczy obecnej opozycji, czyli tych kolegów, którzy kiedyś w PRL byli z „nami”, a dziś zostali postawieni w jednym szeregu z „nimi”. Ważne jest to czy mają na tyle siły woli i poczucia przyzwoitości, aby w XXXV rocznicę wprowadzenia stanu wojennego nie szli ramię w ramię ze swoimi niegdysiejszymi oprawcami.

Adam Słomka

Przewodniczący KPN-NIEZŁOMNI,

poseł na Sejm RP I,II,III kadencji

 

 

Napisano wOgólnie7 komentarzy

Nie warto rozmawiać

Szanowni Państwo!

 

     Wymiana myśli ma sens tylko wtedy, gdy różnimy się z oponentem zasobem i ewentualnie źródłem wiedzy na dany temat, a nie dobrą wolą z jednej strony, a złą z drugiej. Taka rozmowa nie prowadzi bowiem dokądkolwiek. Kiedy dyskutanci zacietrzewiają się, najlepiej zgromadzenie opuścić, albo wyłączyć telewizor, bo wszyscy mówią naraz przekrzykując się i nikt nikogo nie słucha. Trudno cokolwiek zrozumieć.

 

     Stały festiwal głupoty trwa w najlepsze. Do mediów przebija się tylko ten, kto plecie wyjątkowe androny. UltraNowoczesny Petru ze swoją świtą są niezawodni. To prawdziwi profesjonaliści. Należałoby ich jednak pokazywać wyłącznie w programach rozrywkowych pospołu z Bolkiem i KODomitami wszelkiej maści. Pytanie posłów PO o cokolwiek, to zupełna strata czasu. Nie muszą nawet znać pytania, odpowiedź jest zawsze ta sama – wszystkiemu winien jest PiS.

 

     Dlaczego tak się dzieje? Postkomuna ma to do siebie, że swój byt opiera na kłamstwie, bez którego „uprawnione” złodziejstwo nie byłoby możliwe. Jedno i drugie nie jest możliwe bez „naukowego”, albo „dialektycznego” ogłupienia narodu. Póki tego nie zrozumiemy, będziemy dawać się wciągać w jakieś pyskówki, zamiast ignorować głupków i prowokatorów.

 

     Czas zacząć rozmawiać poważnie, ale tylko z poważnymi ludźmi.

 

Pozdrawiam i do następnej soboty

 

Małgorzata Todd

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

List otwarty do władz III RP oraz Polskiego Społeczeństwa

W związku z tragiczną rocznicą wprowadzenia stanu wojennego 13 grudnia 1981 roku jesteśmy świadkami dążenia do destabilizacji państwa polskiego. Wybrane media i pojawiający się w nich tzw. eksperci, dyżurne autorytety, sztucznie wykreowane legendy oraz politycy opozycji i ich sympatycy, najczęściej wywodzący się z dawnego aparatu przemocy, którym towarzyszy wszechobecna korupcja i oszustwa dokonywane przez ludzi z politycznego establishmentu, obwieszczają codziennie, że demokracja w Polsce jest zagrożona.

Należą do nich także środowiska zdolne zaakceptować tylko taki konsensus, w którym oczywisty agent jest wybielany, bezczelny złodziej może być pewien bezkarności, a transfery publicznych pieniędzy do ich firm, mediów, teatrów i wszelkich innych organizacji uznają za normalność. Moralne i polityczne kreatury narzucane są w prasie i telewizji, literaturze i sztuce, w nauce i oświacie. Żyjemy w dobie poszukiwania moralnych autorytetów, wzorów do naśladowania. Jakże często robimy to na ślepo, przyjmując kłamliwe podpowiedzi cynicznych mediów, sięgamy tam, gdzie są ideowa pustka, zaprzaństwo, sztucznie kreowane życiorysy, wypreparowane z prawdy i pozbawione podstawowych wartości.

Przypominamy, że wiara w sztucznie wykreowaną rzeczywistość powoduje, że draństwa autorytetów przyjmowane są za wzorce. Wyznacznikiem bycia autorytetem winien być wyznawany taki system wartości, który opiera się na prawdzie i odpowiedzialności. Autorytetami, zarówno dla tego, jak i przyszłych pokoleń młodych Polaków, powinni być ludzie bezkompromisowi, nieugięci, ale także potrafiący zrozumieć własne błędy i umiejący za nie przeprosić.

Dziś prawdziwi bohaterowie dawnych wydarzeń są zepchnięci w niepamięć, wegetują w niszowych środowiskach, częstokroć bez środków do życia, czasem w wyniku represji pozostaną na zawsze kalekami. Czas najwyższy skończyć z dzikim obyczajem, że tak zwane „legendy Solidarności”, niezależnie od tego, kim okazały się po Sierpniu 1980, mają dozgonnie otwartą drogę do kariery politycznej pod chroniącym je immunitetem nietykalnych świętych krów, jednocześnie stoją w jednym szeregu z ludźmi pokroju b. pułkownika LWP, nawołującego do dokonania zamachu stanu, dziećmi morderców Żołnierzy Wyklętych, morderców księży Popiełuszki, Suchowolca, Zycha, Niedzielaka, dziewięciu górników z kopalni „Wujek” czy też ponad stu ofiar skrytobójczych mordów, które dokonano w stanie wojennym. Apelujemy do sztucznie wykreowanych „legend”: opamiętajcie się, nie da się zachować cnoty i jednocześnie pełnić rolę alfonsa!

Oświadczamy, że wyprowadzanie ludzi na ulicę w dniu 13 grudnia celem obrony nieuzasadnionych przywilejów, podżeganie do nieposłuszeństwa, wzywanie prokuratorów, sędziów,policjantów, żołnierzy oraz przedstawicieli innych służb mundurowych do wypowiedzenia posłuszeństwa, w tym dokonania zamachu stanu wobec demokratycznie i zgodnie z prawem wybranych władz Rzeczypospolitej jest przestępstwem ściganym z mocy artykułu 18 Kodeksu karnego! Władzom III RP zalecamy zaś skorzystanie z art. 127 § 1 kk, który mówi: „Kto, mając na celu pozbawienie niepodległości, oderwanie części obszaru lub zmianę przemocą konstytucyjnego ustroju Rzeczypospolitej Polskiej, podejmuje w porozumieniu z innymi osobami działalność zmierzającą bezpośrednio do urzeczywistnienia tego celu, podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 10, karze 25 lat pozbawienia wolności albo karze dożywotniego pozbawienia wolności”.

Najjaśniejsza Rzeczpospolita, nasza Ojczyzna, o którą my walczyliśmy w przeszłości, winna w ten sposób pokazać swą determinację i siłę w walce ze złem.

Prezes Stowarzyszenia Represjonowanych w Stanie Wojennym „Pro Patria”

Władysław Kałudziński

źródło: DEB@TA.

Napisano wNaszym zdaniemKomentarzy (0)

Prawda, krzyż, wyzwolenie

– Ks. Blachnicki Zostawił po sobie wielki plan duchowej odnowy Polski – mówił bp Adam Wodarczyk podczas sympozjum o działalności społecznej założyciela Ruchu Światło–Życie, które odbyło się w Sejmie.

Biskup Wodarczyk, przemawiając na początku konferencji w gmachu polskiego parlamentu, nie krył wzruszenia, przyznając, że była ona jednym z jego marzeń. – Przypomnienie myśli i działalności społecznej ks. Franciszka Blachnickiego pokazuje, jak bardzo są one aktualne – mówi. Spotkanie rozpoczynała i kończyła modlitwa za ojczyznę. Po gmachu przy ul. Wiejskiej roznosiło się uwielbienie i wzywanie Ducha Świętego. Wiara i zaangażowanie w życie publiczne u ks. Blachnickiego są nierozłączne. Obserwacje, które pozostawił, brzmią szczególnie mocno w czasie następujących po sobie kampanii wyborczych. Ponad sześciogodzinne spotkanie w Sali Kolumnowej było także pasjonującą opowieścią historyczną, pokazującą, jaką rolę w polskiej drodze do przemian wolnościowych odegrał Ruch Światło–Życie, a także jego założyciel. Wychodzące od doświadczeń harcerskich i nastawione na formację ludzką oraz duchową wychowywanie młodzieży władze komunistyczne odebrały jako działania wrogie systemowi. Stąd cała forma kontroli i represji ze strony aparatu bezpieczeństwa.

Prorok w Sejmie

Pracownicy Instytutu im. ks. Franciszka Blachnickiego, którzy zorganizowali sympozjum, zwracają uwagę, że wielu oazowiczów pełni dzisiaj odpowiedzialne funkcje społeczne – są posłami, radnymi, prezydentami i burmistrzami miast. Podkreślają, jak pomocny w ich pracy jest przykład bohaterskiego księdza i dzieła, które rozwinął. Jego zapomniane pisarstwo społeczno-polityczne jest bardzo cenne, ponieważ w dużej mierze opiera się na osobistych przeżyciach i życiu, które można dzielić na „przed wyjazdem z kraju” i „po wyjeździe”. Ostatnie kilka lat ks. Blachnicki spędził w warunkach zachodniej demokracji w niemieckim Carlsbergu, jeżdżąc też do Włoch czy do Francji, stąd jego obserwacje wówczas wydawały się nowatorskie i czasami trudne do wyobrażenia.

Z dzisiejszej perspektywy okazują się profetyczne. Pokazał to w swoim referacie Andrzej Sznajder, dyrektor katowickiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej. Zacytował fragment artykułu pisanego na emigracji, w którym ks. Blachnicki stwierdza, że ewangelizacja, która w codziennych sytuacjach nie rozwiązuje konkretnych problemów ludzi, jest nieporozumieniem. Założyciel oazy zwracał uwagę na tendencję, która ujawnia się również dzisiaj. – Przestrzegał przed manipulacją słowem „polityka”. Komuniści wmawiali ludziom, że polityka to coś złego, byli przecież więźniowie polityczni. Dla ks. Blachnickiego polityka była częścią życia chrześcijanina – który nie powinien uciekać do spraw wiecznych i doczesnych –wynikającą z chrześcijańskiej konsekwencji – tłumaczył A. Sznajder. Przypomniał, że katowicki kapłan otwarcie mówił, iż warunkiem dążeń ówczesnej opozycji do zmiany komunistycznej władzy na władzę legalną jest odrzucenie przemocy. Nie pochwalał konspiracji. Tłumaczył, że trzeba wyzbyć się kompleksu nielegalności swoich dążeń wolnościowych, ponieważ w demokratycznym państwie rola opozycji jest oczywista. Często konfliktowe sytuacje z komunistami wynikały po prostu stąd, że kapłan nie miał żadnych partykularnych interesów. Politykę rozumiał po prostu jako troskę nie tylko o dobro wspólne, ale także o konkretnego człowieka. – Gdyby ruch oazowy zatrzymał się na działalności czysto religijnej czy formacyjnej i orzekł: my się nie mieszamy do innych spraw, bo to jest polityka, to ruch ten przekreśliłby swoje założenia. Sprawdzianem autentyczności i owocności ruchu jest właśnie to, że z niego wyrastają różne formy angażowania się na rzecz ludzi – mówił ks. Blachnicki w jednym z wywiadów w połowie lat 80.

niewygodny

Takie nastawienie ks. Blachnickiego ma podstawy w dużej wrażliwości na sprawę wolności człowieka. Traktuje to jako problem ogólnoludzki, który wychodzi poza ramy religijności. Dotyczy zarówno wierzących, jak i niewierzących. W państwie totalitarnym, którego mieszkańcy marzyli o niepodległości i pełni wolności, otwarcie mówił, że wolność nie jest prostym skutkiem wyzwolenia. A nawet szedł dalej, uważając, że suwerenność osób to pierwszy etap wyzwolenia społeczeństwa. I, co charakterystyczne dla całego życia ks. Blachnickiego, nie były to tylko abstrakcyjne rozważania. Przekuwał je w konkretną działalność, którą w trakcie sympozjum pokazali Robert Derewneda, dyrektor Instytutu im. ks. F. Blachnickiego, oraz ks. Henryk Bolczyk z Międzynarodowego Centrum Ewangelizacji Ruchu Światło–Życie „Marianum” w Carlsbergu, współpracownik ks. Blachnickiego. Działalność trzeźwościowa, szereg akcji społecznych i Niezależna Chrześcijańska Służba Społeczna, mająca upowszechniać zasady katolickiej nauki społecznej, a potem Chrześcijańska Służba Wyzwolenia Narodów, skupiająca Polaków i przedstawicieli innych narodów Europy Środkowo-Wschodniej wokół idei suwerenności wewnętrznej i jedności narodów w walce o wyzwolenie – to wszystko powodowało, że ks. Blachnicki coraz bardziej był traktowany przez komunistów jak wróg systemu. W czasie działalności w kraju inwigilowała go Służba Bezpieczeństwa, a gdy po wprowadzeniu stanu wojennego osiadł w Carlsbergu, jego poczynania śledził wywiad PRL. – Warto mieć świadomość, że to nie był bezosobowy system komunistyczny. On miał swoje twarze. Gdyby wziąć konkretnych funkcjonariuszy służb PRL, wschodnioniemieckiej Stasi, ludzi z Moskwy, którzy zajmowali się ks. Blachnickim, to byłoby ich nie mniej niż nas na tym spotkaniu – mówił podczas sympozjum historyk i dziennikarz GN Andrzej Grajewski. Zwrócił również uwagę na mało znane początki zainteresowania się bezpieki postacią ks. Blachnickiego. Było to w latach 1954–1956, gdy zaangażował się w pomoc wygnanym z diecezji biskupom katowickim i publicznie wypowiadał się przeciwko zwołaniu synodu diecezjalnego niezgodnie z prawem kanonicznym. Wówczas wojewódzka komórka aparatu bezpieczeństwa, odpowiedzialna za inwigilację Kościoła, założyła sprawę agenturalnego sprawdzenia o kryptonimie „Zawada”, w której prześwietlano duchownego. Po powrocie wygnanych biskupów ks. Blachnicki był już znaną postacią dla służb, które stale go obserwowały, stosując różne środki kontroli. Aż do śmierci w niejasnych okolicznościach w 1987 roku. Spotkanie w Sejmie przypada na ważny czas w Ruchu Światło–Życie. – Módlmy się, ponieważ sprawa beatyfikacji sługi Bożego ks. Blachnickiego wchodzi w decydującą fazę. Najbliższe miesiące powinny przynieść już konkretną datę uroczystości – mówił bp Wodarczyk. Dodał też, że kolejnym z jego marzeń jest to, żeby mogło się to odbyć podczas Światowych Dni Młodzieży. – Czasu mało, wszystko w rękach Boga, módlmy się – apelował do oazowiczów.

indeks

źródło: http://gosc.pl/doc/2443416.Prawda-krzyz-wyzwolenie/2

Napisano wNaszym zdaniemKomentarzy (0)

Troska o resortowe dzieci

Szanowni Państwo!

 

     Po zmianie władzy w 2015 zdawać by się mogło, że najłatwiej będzie z kulturą. Wystarczy zamknąć kurek z pieniędzmi dla teatrów i filmów szkalujących dobre imię Polski. Dopuszczenie nowych twórców było oczekiwane i na wyciągnięcie ręki. Nic jednak takiego przez ostatni rok się nie wydarzyło, a chyba powinno? Umniejszenie darowizn z kasy państwa na teatry Jandy tylko ją rozwścieczyło. Zastanawiający jest brak jakichś zdecydowanych działań na rzecz nowych przedsięwzięć.

 

     Wydarzenie ostatniego tygodnia może przybliży nas do rozwiązania tej zagadki. Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego wyszedł z cienia, by… by wziąć w obronę resortowe dzieci, którym dzieje się krzywda! Córki takich „wybitnych” osobistości jak Komorowski czy Rzepliński nie mogą być przecież nękane pytaniami, co robią z dużymi pieniędzmi obficie spływającymi do ich fundacji ze skarbu państwa. To jest niedopuszczalne, wręcz oburzające!

 

Przyparty do muru przez dziennikarza minister zeznał, iż dba nie tylko o resortowe dzieci, ale też i o kulturę, zwłaszcza ludową, jak należałoby się domyślać. Dofinansowaniem bowiem zostaną objęte nie tylko fundacje zajmujące się głównie sobą, ale i Koła Gospodyń Wiejskich.

 

     Odetchnęliśmy z ulgą na tę deklarację wicepremiera – męża stanu.

 

Pozdrawiam i do następnej soboty

 

Małgorzata Todd

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Hajduk kontra Spółdzielnia Mieszkaniowa „GRONIE”

Wczoraj o godzinie dziesiątej w sali Żywieckiego Sądu Rejonowego odbyła się rozprawa przeciwko Spółdzielni Mieszkaniowej „Gronie” w Żywcu. Osobą skarżącą był Jerzy Hajduk, który twierdzi, że mieszkańcy spółdzielni są bezpodstawnie obciążani kosztami tak zwanej wody niebilansującej.

Według jego wiedzy liczniki pomiarów wody w mieszkaniach mają bardzo mały zakres tolerancji błędu – 2,5%, a główny licznik ma bardzo duży zakres tolerancji błędu z czego wynikają różnice w odczytach i mieszkańcy są tymi różnicami obciążani. Na zadane przez sędziego pytanie, czy według niego główny licznik powinien być zamontowany, oskarżyciel uważał, że główny licznik powinien być zamontowany tylko ze względów informacyjnych a nie jak do tej pory wkalkulowany do obciążania dodatkowego za wodę niebilansującą. – niedostarczoną

Na świadka został powołany Jan Więckowski, który do niedawna zamieszkiwał w Węgierskiej Górce na osiedlu należącego do Spółdzielni Mieszkaniowej „Gronie” w Żywcu. Według niego Spółdzielnia nie jest uprawniona do poborów za wodę niebilansującą, gdyż nie jest ona stroną. Umowa dostawy wody jest między użytkownikiem a wodociągami stąd ponaglenia o zapłatę za wodę niebilansującą były przez świadka ignorowane i  po wyroku sądowym na korzyść świadka,  spółdzielnia musiała zwrócić należność o którą on wystąpił.

Spółdzielnie Mieszkaniową na sali rozpraw reprezentowali: prezes Spółdzielni Mieszkaniowej „Gronie” Krzysztof Hernas oraz obrońca Przemysław Klapiński – Radca prawny Urzędu Miasta w Żywcu. Dalsza rozprawa ma się odbyć 15 lutego 2017 o godzinie 12:00 w Sali nr 53

dscn8068-kopia

Napisano wZ miasta Żywca13 komentarzy

Feministki na zamku

przechwytywanie

Znana z radykalnego feminizmu Fundacja Pozytywnych Zmian była współorganizatorem II Konferencji Kobiet na Żywiecczyźnie, która odbyła się w dniu 26 listopada w sali audiowizualnej muzeum w Żywcu. Biorące udział w kontrowersyjnych akcjach lewicowe aktywistki oraz prelegenci z Komendy Powiatowej Policji w Żywcu przeprowadzili pierwszą część spotkania pod hasłem „Nie daj się przemocy”.

Konferencja stanowiła część ogólnopolskiej kampanii 16 dni akcji przeciw  przemocy ze  względu na płeć zorganizowanej przez fundację Autonomia korzystającą z dofinansowania z funduszy NGO.

Okolicznościowe przemówienia wygłosili burmistrz Antoni Szlagor oraz poseł na Sejm RP Małgorzata Pępek. Wśród zaproszonych osób znalazła się sędzia Sądu Rejonowego w Żywcu Dorota Lenarczyk, która odpowiadała na pytania prowadzącej dotyczące aspektów prawnych zjawiska.

 

dscn7921dscn7927dscn7937dscn7947dscn7963dscn8029dscn8010dscn7952dscn8006dscn7942dscn7990

 

Napisano wZ miasta ŻywcaKomentarzy (0)

Fiesta w Miami

Skrajne emocje wywołała informacja o śmierci komunistycznego dyktatora Fidela Castro. Ten dziewięćdziesięcioletni starzec miał na swoim sumieniu dziesiątki tysięcy zamordowanych i uwięzionych Kubańczyków, a na początku swojej dyktatury z niezwykłą zaciętością zwalczał Kościół, którego wyznawców masowo zamykał do obozów pracy. Dlatego nie ma co się dziwić, że ci, którym udało się uciec z Kuby, trzymali na tę okazję w lodówkach szampana. Jednak reakcje niektórych polityków naprawdę wprawiają w zdumienie i dużo mówią o sytuacji politycznej w ich krajach. Bo np. Chińczycy żegnają „dobrego i szczerego towarzysza”, a przywódcy krajów Ameryki Łacińskiej nazywają go swoim przyjacielem. Nie zawiódł też prezydent Rosji Władimir Putin, mówiąc, że Castro był szczerym przyjacielem Rosji. Jedynie prezydent elekt USA Donald Trump, nie bawiąc się w dyplomację, powiedział jasno: „Dziedzictwo Castro to rozstrzeliwania ludzi, kradzieże, niewyobrażalne cierpienie, bieda i zaprzeczenie podstawowych praw człowieka”. Niestety chyba nie ma nadziei na zmiany na Kubie. Obym się mylił, bo Kubańczycy zasługują, żeby żyć w wolnym kraju.

Ryszard Kapuściński

źródło: http://www.klubygp.pl/fiesta-w-miami/

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Marynarka Wojenna ma już 98 lat

Wczoraj minęło 98 lat od nadania rozkazu przez marszałka Józefa Piłsudskiego utworzenia Marynarki Wojennej. Szefem Sekcji Marynarki przy Ministerstwie został pułkownik Bogumił Nowotny.

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Miernik sprawiedliwości

Szanowni Państwo!

 

     Jaka jest różnica między demokracją a demokracją ludową? Coraz mniejsza, żeby nie powiedzieć, prawie żadna. Okazuje się, że komunizm nie jedno ma oblicze. Dawniej Moskwa, dzisiaj Bruksela decyduje za nas, co jest nam do życia potrzebne, a co zbędne. Trudno się połapać, czy światem zarządzają wszechmocne marionetki oglądane w telewizorach, czy ktoś, kto rzeczywiście pociąga za sznurki całkiem oszalał.

 

     W naszym kraju skansen wymiaru niesprawiedliwości przetrwał tzw. transformację i dalej pełni swoją niechlubną, ale za to zaszczytną rolę. Dobra zmiana stale jeszcze czeka na swój początek. Mydlenie oczu Trybunałem Konstytucyjnym i rozpalanie namiętności wokół aborcji nie jest nawet przygrywką do niezbędnych zmian. Stale czekamy, żeby poczuć wreszcie, że jesteśmy u siebie, że prawo zaczyna oznaczać sprawiedliwość, a nie korporacyjne interesy.

 

     Niestety, póki Zygmunt Miernik siedzi w więzieniu, póty resortowe dzieci mogą spać spokojnie, wiedzą bowiem, że włos im z głowy nie spadnie.

 

     A my nadal czekamy z nadzieją, że tym razem zmiana szyldu oznacza prawdziwą zmianę zasadniczą.

 

Pozdrawiam i do następnej soboty

 

Małgorzata Todd

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Related Sites