Do spółdzielni po świadectwo energetyczne budynku

Przechwytywanie1

Rozliczenia finansowe spółdzielni mieszkaniowej powinny być zrozumiałe i transparentne. W sposób wzorowy zdaje się przestrzegać tej zasady SM Górnik w Katowicach, która w swoim regulaminie zawarła następującą, spiżową frazę:

Podstawą rozliczenia kosztów energii cieplnej są całkowite koszty (Kc) jej dostarczenia udokumentowane fakturami wystawionymi przez dostawców na podstawie zawartych umów.

Na ogół jednak przeciętny opłacacz czynszów ma raczej małe szanse dotrzeć do szczegółów wzmiankowanej dokumentacji, zwłaszcza że złożony regulamin rozliczeń nie jest przyjazny nawet dla ludzi najbardziej dociekliwych. Sytuacji nie ułatwia zapewne fakt, że większość z nich dotyczy ustaleń i umów pomiędzy zarządcą budynku, którym na żywieckich osiedlach jest zazwyczaj SM Gronie, a dostawcą usług ciepłowniczych, czyli MZEC Ekoterm. Ezopowa korespondencja, którą zarząd trzy razy w roku kieruje do mieszkańców, nie wyjaśnia zbyt wiele:

Informujemy, że po rozliczeniu zużycia ciepłej wody za miesiące VIII 2015 r. do XI 2015 r. na podstawie odczytów wodomierzy indywidualnych, powstała różnica pomiędzy wpłaconym ryczałtem za energię do podgrzewania wody, a faktycznym zużyciem. Rozliczenie zużycia energii nastąpiło po kosztach rzeczywistych, które za miesiące od VIII 2015 r. do XI 2015 r. wyniosły 24,80 zł za podgrzanie 1m3 wody.

Jak doskonale widać, na próżno szukać tu jakiejkolwiek informacji skąd otrzymano takie kwoty. Nieco więcej treści zawierają roczne rozliczenia opłat z tytułu ogrzewania mieszkań. W prawie niezmiennej od lat formule czytamy:

Każdy budynek naszej Spółdzielni wyposażony jest w indywidualny licznik ciepła.

Koszty ogrzewania budynku uzależnione są między innymi od długości okresu grzewczego, przeprowadzonej wcześniej termomodernizacji budynku, oszczędzania ciepła przez mieszkańców oraz mocy zamówionej i taryfy dla ciepła.

Niestety, na tej podstawie zaniepokojony wysokimi kosztami podgrzewania ciepłej wody użytkowej członek spółdzielni wciąż nie potrafi sprawdzić,  za pomocą aktualnej taryfy firmy Ekoterm oraz odczytów wodomierza, czy opłata we wskazanym okresie (np. VIII 2015 – IX 2015) została naliczona prawidłowo oraz jakie składowe i w jakim stopniu wpłynęły na jej ostateczną wysokość. Dlatego warto skorzystać z możliwości wynikających z ustawy z dnia 29 sierpnia 2014 r. o charakterystyce energetycznej budynków:

Art. 9. 2. Właściciel lub zarządca budynku jest obowiązany do nieodpłatnego przekazania kopii świadectwa charakterystyki energetycznej budynku, a w przypadku braku tego świadectwa, dokumentacji technicznej budynku, o której mowa w ust. 1, właścicielowi części budynku lub osobie, której przysługuje spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu, lub osobie, której przysługuje spółdzielcze lokatorskie prawo do lokalu mieszkalnego, a także najemcy w przypadku, o którym mowa w art. 11 ust. 3, w terminie nie dłuższym niż 14 dni od dnia złożenia przez niego wniosku.

Zatem właściciel mieszkania może wystąpić do spółdzielni z wnioskiem o kopię świadectwa charakterystyki energetycznej budynku, zgodnego ze wzorem z zał. nr 3 do Rozporządzenia Ministra Infrastruktury i Rozwoju z dnia 27 lutego 2015 r. Uzyska w ten sposób nie tylko informację potrzebną do obliczenia należności za przygotowanie ciepłej wody użytkowej, ale również wiedzę na temat średniej rocznej sprawności wytwarzania, przesyłu i akumulacji ciepła w budynku (dotyczy to każdej z wymienionych sprawności z osobna). To z kolei pozwoli rozdzielić odpowiedzialność, którą za podwyżki czynszu mogą przerzucać się między sobą  Ekoterm i SM Gronie. Warto mieć na uwadze, że niska sprawność energetyczna to wysokie opłaty dla mieszkańców.

Napisano wZ miasta ŻywcaKomentarzy (0)

Absolwent I LO im. Mikołaja Kopernika w Żywcu nowym dyrektorem TVP 1

Duże zmiany w TVP1. Szef TVP Kultura Mateusz Matyszkowicz przejmie obowiązki dyrektora TVP1 i dokończy pracę nad jesienną ramówką stacji. Z firmy odchodzą dyrektor i wicedyrektor – Krzysztof Karwowski i Jarosław Burdek.

Mateusz Matyszkowicz jest absolwentem I Liceum Ogólnokształcącego im. Mikołaja Kopernika w Żywcu. Ukończył studia z zakresu filozofii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Był redaktorem „Teologii Politycznej” i kwartalnika Fronda Lux, obejmując w 2013 funkcję jego redaktora naczelnego. W 2013 został prowadzącym magazyn literacki „Literatura na trzeźwo” w Telewizji Republika. W styczniu 2016 został dyrektorem TVP Kultura.

Źródło: wpolityce.pl / wirtualnemedia.pl

Napisano wOgólnie, Z miasta ŻywcaKomentarzy (1)

Dr JerzyTargalski dla Frondy: Jaki jest los aneksu WSI?

Dr JerzyTargalski dla Frondy: Jaki jest los aneksu WSI? – pora odpowiedzieć na pytanie

Luiza Dołęgowska, fronda.pl: Bronisław Komorowski wzbudza nadal zainteresowanie mediów, tym razem został zapytany przez dziennikarza Rzeczpospolitej, dlaczego jako jedyny był przeciwny likwidacji WSI. Jak skomentowałby Pan jego wypowiedź?

Dr Jerzy Targalski, historyk, politolog: Odpowiedź Bronisława Komorowskiego na pytanie, dlaczego jako jedyny był przeciwny likwidacji WSI wskazuje,  że głównym powodem sprzeciwu były jego powiązania z tą sowiecką służbą. Można tak wnioskować, ponieważ WSI były slużbami sowieckimi, a on nazywa je służbą polską. Rozumiem, że tak długo zadawał się z sowieckimi generałami, że mogło mu się pomylić, co jest polskie, a co sowieckie. Ja np. nie polowałem z sowieckimi generałami, nie mam więc kłopotu z tym odróżnieniem.

WSI była sowiecką służbą działającą w Polsce, natomiast jej głównym zadaniem było tworzenie mafii i rozkradanie państwa polskiego, jeśli więc ktokolwiek tę służbę popiera – oznacza to, że jest z nią personalnie powiązany.

W wywiadzie jest też pytanie o aneks do raportu o likwidacji WSI.

W tej rozmowie Komorowski nie odpowiada jednak pytanie, czy czytał aneks. Pomija je, a to oznacza, że ma coś do ukrycia. Niech przede wszystkim odpowie jasno, czy czytał aneks, czy też nie oraz niech powie, czy aneks istniał, gdy został prezydentem, czy w tym momencie tego aneksu już nie było?

Brak jasnej odpowiedzi na proste pytanie – czy czytał aneks, czy też nie czytał – i udawanie, że tego pytania nie ma, jeszcze bardziej wskazuje na powiązania Komorowskiego z sowiecką służbą, jaką był wywiad wojskowy, zwany WSI.

Pada jednak pewna sugestia czy też insynuacja, że w aneksie warto poszukać śladów kontaktów między działaczami PC i WSW, przodka WSI. Po co B. Komorowski o tym mówi i o czym to świadczy?

Chwileczkę, w takim razie dlaczego mówi ,,dobrze, że nie został ujawniony”, skoro nie przyznał się, że go czytał? A jeśli go nie czytał to na jakiej podstawie wnosi, czego można tam szukać? Wobec tego dlaczego się nie przyznaje, że ten aneks czytał? Jeżeli twierdzi wprost, że brak publikacji aneksu jest rzeczą dobrą, to na jakiej podstawie tak twierdzi?  Może na podstawie informacji od swoich oficerów sowieckich?

Ja twierdzę, że to niedobrze, że aneks nie został opublikowany, bo chciałbym się dowiedzieć, czego dotyczył, ale  go nie czytałem. Natomiast jeśli Komorowski twierdzi, że aneks nie powinien zostać opublikowany i nie potrafi uzasadnić, na jakiej podstawie twierdzi, że to dobra decyzja – to oznacza, że jest w tej sprawie całkowicie posłuszny oficerom WSI. Prawdopodobnie oni również obawiają się publikacji aneksu, bo mówi on o ich antypaństwowej działalności.

Czy były prezydent Komorowski miał szansę zapoznać się z treścią aneksu o likwidacj WSI?

Skoro Bronisław Komorowski biegł co sił w nogach, żeby się zapoznać z aneksem po katastrofie smoleńskiej i natychmiast rzucił się do przeszukiwania biurka w poszukiwaniu aneksu,  to znaczy, że tam mogą być przede wszystkim informacje o jego powiązaniach z sowiecką służbą.

Czy aneks powinien zostać opublikowany?

Aneks był przygotowany do publikacji i moim zdaniem powinien być opublikowany, natomiast po wywiadzie premiera Olszewskiego zaczynam wątpić, czy aneks istnieje. A jeśli nie istnieje, to kto go zdematerializował? W związku z tym proszę zauważyć, że Komorowski nie odpowiada na pytanie, czy go czytał. A jeśli aneksu nie ma, a Komorowski go czytał – to znaczy, że jest odpowiedzialny za jego zniknięcie.

Brak odpowiedzi na pytanie o zapoznanie się z aneksem prowokuje kolejne pytania?

Z tego wywiadu  wynika że Bronisław Komorowski jest odpowiedzialny za to, że aneks zniknął.

Tylko że my nie wiemy, czy zniknął czy też jest – o to warto zapytać, a w tym przypadku możemy pytać chyba tylko pana Prezydenta Andrzeja Dudę?

Pan prezydent powinien się zdecydować i przyznać, czy ma aneks, czy też go nie ma. To, czy chciałby go opublikować jest inną kwestią, a to, że ma obowiązek publikacji, to jest jeszcze inna sprawa. Pierwszą i najważniejszą rzeczą jest to, żeby ujawnić czy aneks jest w posiadaniu prezydenta czy też nie. Widzimy wyraźnie, że Bronisław Komorowski nie chce się przyznać czy czytał aneks – choć twierdzi, że wie, co może być jego treścią i tu spytajmy, skąd wie? A jeśli czytał aneks oznacza to, że za czasów jego rządów aneks był, istniał. Więc jeśli teraz nie ma aneksu, to właśnie on jest odpowiedzialny za jego zniknięcie.

W związku z tą sprawą jest mnóstwo pytań, na które trzeba uzyskać jasną odpowiedź: czy Prezydent Duda ma aneks, a jeśli go nie ma – należy oczekiwać odpowiedzi od Bronisława Komorowskiego, czy aneks był, gdy on został prezydentem czy też np. ukradł aneks, kiedy był pełniącym obowiązki prezydenta. Należy prześledzić losy aneksu od momentu katastrofy smoleńskiej.

Na podstawie raportu WSI mogę się domyślać, że w aneksie do tego raportu są informacje kompromitujące Bronisława Komorowskiego, tym bardziej, że wiemy o aferze marszałkowej oraz że Bronisław Komorowski był zaangażowany w prowokację WSI przeciwko Wojciechowi Sumlińskiemu.  Komorowski nie został jednak – i prawdopodobnie nigdy nie zostanie – pociągnięty do odpowiedzialności. A to oznaczałoby, że nad Bronisławem Komorowskim rozciągnięty jest parasol ochronny  i ktoś jest dla niego ,,kryszą”; pojawia się więc kolejne pytanie, kto jest tą ,,kryszą” i dlaczego?

Pytania zostały postawione – czekam więc, czy ktoś zechce udzielić odpowiedzi.

Dziękuję za rozmowę.

źródlo: RKW

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Żywiec. Ciepła woda – tania czy droga?

Przechwytywanie1

Jak wynika z informacji SM Gronie, która dotarła do mieszkańców żywieckich osiedli w ubiegłym miesiącu, koszt podgrzewania wody użytkowej zbliża się do psychologicznej bariery 30 złotych za metr sześcienny i z pewnością wkrótce ją przekroczy. Dlaczego jest on tak wysoki? Redakcja próbuje odpowiedzieć na pytanie, co składa się na te opłaty i sprawia, że wciąż rosną.

Zgodnie z Rozporządzeniem Ministra Infrastruktury z dnia 12 kwietnia 2002 r. w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie (można go znaleźć pod hasłem Dz. U. 2015 poz. 1422):

Instalacja wodociągowa ciepłej wody powinna umożliwiać uzyskanie w punktach czerpalnych wody o temperaturze nie niższej niż 55°C i nie wyższej niż 60°C.

To doprecyzowanie jest bardzo ważne, ponieważ każde przesunięcie tych granic tylko o 1 stopień powoduje zmianę energii użytkowej o wartość 4,186 MJ = 0,004186 GJ na metrze sześciennym. Przygotowanie ciepłej wody wymaga więc ciepła o wartości około 50*0,004186 GJ = 0,209 GJ. Przechodząc do aktualnie obowiązujących taryf firmy Ekoterm odczytujemy

Cena ciepła 28,85 zł/GJ; Stawka opłaty zmiennej za usługi przesyłowe 10,30 zł/GJ

dla najbardziej niekorzystnego przypadku

odbiorcy, dla których ciepło wytworzone we własnym źródle ciepła jest przesyłane siecią ciepłowniczą poprzez grupowe węzły cieplne i zewnętrzne instalacje odbiorcze. Źródło, sieci ciepłownicze, węzły cieplne i instalacje odbiorcze są własnością EKOTERM Sp. z .o.o.

Po uwzględnieniu podatku VAT wysokości 22% okazuje się, że koszt energii użytkowej niezbędnej do podgrzania metra sześciennego ciepłej wody użytkowej nie może przekraczać 10 złotych. Na energię całkowitą (pozwalającą obliczyć realny koszt) wpływają jednak jeszcze sprawności poszczególnych elementów systemu podgrzewania cwu – źródła, strat przesyłu (dystrybucji), oraz strat zbiornika akumulacyjnego.

QW,K = QW,ndw,tot

ηw,tot = ηW,gW,dW,

Gdzie:

QW,K – energia całkowita

QW,nd – energia użytkowa

ηw,tot – sprawność całkowita
ηW,g; ηW,d; ηW,s – sprawności cząstkowe odpowiednio: wytwarzania, dystrybucji i akumulacji

Do wyznaczenia opłaty za metr sześcienny cwu nie jest potrzebna znajomość sprawności cząstkowych systemu grzewczego – wystarcza wykorzystana energia całkowita lub sprawność ηw,tot

W następnej części redakcja spróbuje zająć się świadectwami charakterystyki energetycznej budynku i ich związkiem z ceną ciepłej wody.

Źródła

  1. Ogrzewnictwo i Ciepłownictwo kod kursu ISS202038W – Politechnika Wrocławska
  2. USTAWA z dnia 29 sierpnia 2014 r. o charakterystyce energetycznej budynków
  3. ROZPORZĄDZENIE MINISTRA INFRASTRUKTURY I ROZWOJU z dnia 27 lutego 2015 r.w sprawie metodologii wyznaczania charakterystyki energetycznej budynku lub części budynku oraz świadectw charakterystyki energetycznej
  4. Strona internetowa http://www.audyt-energetyczny.net/

Napisano wZ miasta Żywca2 komentarze

Piękna Gala rozdania nagród w Żywcu. Najwięcej nagród otrzymali uczniowie I LO w Żywcu!

21 czerwca br. w Sali Koncertowej Państwowej i Samorządowej Szkoły Muzycznej w Żywcu odbyła się uroczysta gala podsumowująca osiągnięcia edukacyjne w szkołach ponadgimnazjalnych prowadzonych przez Powiat Żywiecki w roku szkolnym 2016/2017. W tym roku nagrody zostały przyznane 31 najlepszym uczniom – laureatom olimpiad, konkursów i turniejów. Wyróżnienia otrzymały także 4 zespoły artystyczne. Wśród 31 nagrodzonych uczniów aż 9 reprezentowało I LO im. Mikołaja Kopernika w Żywcu, a byli to: Barbara Fluder, Bartłomiej Grochowski, Rafał Juraszek, Paweł Matuszny, Monika Okrzesik, Patryk Siwek, Karol Sowa, Patrycja Suchanek, Daniel Targosz.

Oprócz tradycyjnych dyplomów wręczone zostały symboliczne czeki pieniężne w przedziale kwotowym od 200 do 1500 złotych – ufundowane przez Powiat Żywiecki. Nagrody laureatom wręczyli: Starosta Żywiecki Andrzej Kalata, Przewodniczący Rady Powiatu Roman Rokita oraz Przewodniczący Komisji Edukacji Adrian Midor.

„Zmieniliśmy przyjętą kilkanaście lat temu formułę przyznawania nagród uczniom za wybitne osiągnięcia. Do tej pory uczniom wręczano pamiątkowe dyplomy i książki. Natomiast od tego roku, na mój oraz członków Komisji Edukacji wniosek, wraz we współpracy ze Starostą Andrzejem Kalatą i Wicestarostą Stanisławem Kucharczykiem oraz Wydziałem Oświaty i Wychowania, Zarząd Powiatu Żywieckiego podjął decyzję o zmianie regulaminu i wprowadzeniu nagród pieniężnych dla uczniów z osiągnięciami w konkursach. Najwyższa nagroda pieniężna wyniosła 1500 złotych” – mówi Radny Powiatu Adrian Midor.

Dodatkową nagrodę 5-dniowy wyjazd do Brukseli ufundowali Poseł RP Kazimierz Matuszny oraz Poseł do Parlamentu Europejskiego Jadwiga Wiśniewska. Szczęśliwym zwycięzcą losowania symbolicznego biletu okazała się uczennica I LO Monika Okrzesik. Nagrodę wręczyła Dyrektor biura Posła RP Kazimierza Matusznego – Maria Wisińska Kurz.

źródło: lo-zywiec.pl / zywiec.powiat.pl

Napisano wZ miasta ŻywcaKomentarzy (0)

Państwo pod rządami PiS walczy z korupcją. Zatrzymania CBŚ na Żywiecczyźnie

W 2015 roku wybory parlamentarne w Polsce wygrało Prawo i Sprawiedliwość. Od tego czasu Polacy słyszą o szeregu działań służb i instytucji podległych pośrednio lub bezpośrednio rządowi mających na celu walkę z korupcją i wyłudzeniami pieniędzy.

W ubiegłym tygodniu policjanci CBŚP z Bielsko Białej zatrzymali 4 osoby związane z kierownictwem placówek oświatowo-wypoczynkowych w powiecie żywieckim, które miały wyłudzić 1,2 miliona złotych pochodzących z puli dopłat do wypoczynku dla dzieci (subwencji oświatowej).

W Prokuraturze Regionalnej w Katowicach oszuści usłyszeli zarzuty związane z udziałem w zorganizowanej grupie przestępczej, która  działała od 2012 do 2016 roku. W jej skład wchodziły osoby związane z kierownictwem placówek oświatowo – wypoczynkowych, które organizowały ferie i kolonie dla dzieci. Oszuści fałszowali dokumenty, które wskazywały na uczestnictwo dzieci w ośrodkach kolonijnych w powiecie żywieckim. Preparowali również dokumentację o liczbie uczestników i długości trwania wypoczynku.

Oszuści, w czasie swojej działalności, wyłudzili ponad milion złotych. Dokładna kwota jaka padła łupem zatrzymanych zostanie ustalono w trakcie toczącego się postępowania.

źródło: BESKIDY.news / PAP

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Kiedy będzie nowy szpital? Podano datę

Władze powiatu żywieckiego oddały do użytku nową drogę dojazdową do budowanego Szpitala Powiatowego w Żywcu.

Przy okazji poinformowano, że pierwsi pacjenci mogą być przyjęci w nowej placówce w październiku 2018 roku.

źródło: Żywiecka Kronika Beskidzka

Napisano wZ miasta ŻywcaKomentarzy (0)

Lepienie politycznego bałwana

Władysław Frasyniuk odgraża się, że założy nową formację socjalliberalną. Kogo tam Frasyniuk widzi? Z Platformy Obywatelskiej: Rafał Trzaskowski, Joanna Mucha, Borys Budka. Z .Nowoczesnej: Katarzyna Lubnauer oraz Joanna Scheuring-Wielgus. Po lewej stronie dostrzega Barbarę Nowacką i Roberta Biedronia. Igły, widły i powidła. Co łączy wymienionych polityków? Wspólny program? Gdzież tam! Oni wszyscy organicznie, z Frasyniukiem na czele, odmawiają PiS prawa do funkcjonowania w państwie demokratycznym. Nie ma to nic wspólnego z walką polityczną, która jest fundamentem systemu, a coraz częściej zahacza o pewną, specjalistyczną gałąź medycyny tradycyjnej, której symbolem są Tworki – z całym szacunkiem dla leczących się tam chorych. Kiedy to p. Lubnauer, za Donaldem Tuskiem, w słowach premier Szydło w Auschwitz-Birkenau dopatruje się jakiś ukrytych (ksenofobicznych) intencji, to najwyraźniej pomyliła role i powinna raczej zatrudnić się w EZOTV. Kilka razy przeczytałam wypowiedź premier Szydło, raz nawet na wspak, później co drugie słowo – może (tak sobie kombinuję) tam jakiś szyfr jest jednak ukryty, ale niczego się nie dopatrzyłam. Tymczasem poseł Lubnauer i owszem, znaczy – nadaje się do stajni Frasyniuka, jak mało kto. Sam Frasyniuk martwi się o polską młodzież, która nie popiera jego wariacji. Widzi jednak światełko w tunelu: „Jak im wyłączą dostęp do internetu, to pewnie ich to wkurzy (…) Jak im pozwolą być na dyskotekach tylko do godziny 22, tez ich to wkurzy. Może wkurzyć nowy program edukacyjny. Mówi się, że ograniczą dostęp do alkoholu, to też może ich wkurzyć”. Czy na sali jest jakiś lekarz!? Frasyniuk upatruje aktywizację młodego pokolenia, bo im PiS „ograniczy dostęp do alkoholu”!!! Szok! Na naszych oczach, i to w czerwcu, lepią politycznego bałwana! Każda matka powinna te słowa uważnie przeczytać. Opozycję mądrą i roztropną racz nam zwrócić Panie – musimy zacząć się modlić. Operacja „Kijowski” spaliła na panewce szykują więc drugie przedsięwzięcie o nazwie „Frasyniuk Reaktywacja”. Proponuję zmianę kryptonimu na Operacja „Krul” (nie ma błędu – jest po komorowskiemu), bo kogo tak ostatnio obnoszono na rękach, jak Frasyniuka na Krakowskim Przedmieściu? No, kogo? Nawet Donald Tusk musiał na własnych nogach przejść drogę z dworca do prokuratury, a Frasyniuka przeniesiono. Oczywiście, że Frasyniuk chciałby, chociaż raz dostać pałką, tak żeby na cały świat poszło, jak to reżim katuje byłego opozycjonistę. A tymczasem kaczystowska policja nic, tylko za fraki i delikatnie na bok. Skandal! Tak to oburzyło red. Maziarskiego, że ten zaapelował do policjantów, by ci nie wykonywali rozkazów niezgodnych z konstytucją. Znaczy się teraz każdy policjant będzie musiał własnym podpisem złożyć kontrasygnatę na rozkazie?! Nie widzę innej rady, jak już zawczasu prosić p. Frasyniuka, by zrobił red. Maziarskiego rzecznikiem nowego ruchu. W jednym zgadzam się z Frasyniukiem, kiedy mówi: „To potworne zbezczeszczenie zwłok, brak szacunku dla zmarłych, ta polityczna gra trupami, DNA, to jest straszne i upokarzające. Nie ma drugiego państwa na świecie, które by tak grało zwłokami ofiar katastrofy”. Tak, tylko jak on to powie prosto w twarz posłom Trzaskowskiemu, Musze oraz Budce, którzy przez lata firmowali „polityczną grę trupami”?

Dorota Arciszewska-Mielewczyk
Poseł na Sejm RP

źródło: NASZEblogi.pl

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

O tempora, o mores!

Szanowni Państwo!

 

    Narzekanie na upadek obyczajów sięga starożytności. W II RP też wspominano dawne dobre czasy, gdy się mawiało: Panie, panie pohamuj się, które trzeba było zweryfikować na: Chamie, chamie opanuj się. Jakże to brzmi niewinnie w obecnych czasach! Teraz to cham decyduje o sposobie wysławiania się – im wulgarniej, tym nowocześniej.

 

    Należy jednak odróżniać upadek obyczajów, od ich zmian. Zdarza się, że to co dawniej nie uchodziło, staje się normą i okazuje się nawet wygodne. Niegdyś zwracanie się do kogoś po imieniu, nawet dodając „pan” czy „pani” było uważane za poufałość. Przyjęło się jednak i okazało formą całkiem wygodną. To taki ukłon konserwatyzmu w stronę nowoczesności.

 

    Na wzajemność nie ma co liczyć, bo postępaki nie wiedzą, co to jest ukłon. Potrafią się tylko obrażać za „gorszy sort”, nie zdając sobie sprawy, że sami się do niego zaliczyli. No, z tą nieznajomością ukłonu, to chyba jednak przesadziłam. Wszyscy przecież pamiętamy, jak postępowa premier Kopacz w towarzystwie kanclerz Merkel kłaniała się płotom.

 

    O braku obyczajów ruskich trolli nawet nie warto wspominać. Po ostatnim moim felietonie larum podniosła ich frakcja debilno-rynsztokowa, co było łatwe do przewidzenia. A tak przy okazji: nie czytuję żadnych tekstów zawierających wulgaryzmy, próżny trud.

 

Pozdrawiam i do następnej soboty

 

Małgorzata Todd

 

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Jadwiga Chmielowska: Nie działaliśmy jak Armia Krajowa

– Bezpieka dostawała szału, nazywała nas ośmiornicą – mówi Jadwiga Chmielowska, szefowa śląskiego oddziału SW.

Rzeczpospolita: Działała pani w pełnej konspiracji właściwie już od 12 grudnia 1981 r. aż do 1990 r., cały czas w ukryciu, latami ścigana listem gończym. Do końca nie dała się pani złapać. Dlaczego to było tak ważne, by dalej działać, mimo olbrzymich wyrzeczeń i trudności?

Jadwiga chmielowska: Wojnę prowadzi się, po pierwsze, o umysły ludzi. Społeczeństwo po wprowadzeniu stanu wojennego było stłamszone, a my chcieliśmy udowodnić, że esbecja nie może wszystkiego, że wszystkiego nie wie. Pokazywaliśmy, że działamy, opór trwa, a esbecja wie tylko tyle, ile doniosą jej szpicle. Przełamywaliśmy barierę niemożności.

Ukrywanie się dla samego ukrywania nie miałoby sensu. Ja ukrywałam się po to, by działać, by odkłamać wiarę w to, że od jednostki nie zależy nic. Pokazaliśmy, że jesteśmy w stanie świetnie się zorganizować, wydawać niezależne gazety. W końcowej fazie konspiracji tworzyliśmy nawet gazetki zakładowe. Ludziom bardzo te pisma pomagały, podtrzymywały ich na duchu. Widziałam nieraz, jak na przystankach przekazywali sobie nasze ulotki z rąk do rąk.

Jestem dumna, że nie złożyłam broni. Konspiracja była obowiązkiem naszego pokolenia. Tylko że większość ludzi konspirację zaczęła bez przygotowania, a ja całe życie byłam do tego szkolona.

Przez kogo?

Szkoliła mnie moja matka. Gdy wybuchła wojna, miała 26 lat, była żoną szefa posterunku w Brodach, kapitana przedwojennego kontrwywiadu Edwarda Szaneckiego, który później zginął w obozie w Ostaszkowie. Ukrywała się już za tzw. pierwszego bolszewika, bo groziła jej wywózka na Syberię. Stąd to, jak się ukrywać, jak organizować sobie wszystko w konspiracji, wiedziałam od matki. Ona pracowała w wywiadzie Armii Krajowej i od dziecka uczyła mnie najróżniejszych sztuczek. Wiedziałam, jak wychodzić z pułapek, jak gubić ogon, zacierać za sobą ślady. Matka potrafiła nawet uciekać po gzymsach z mieszkania, skakać po balkonach. Ja również byłam bardzo sprawna.

Od niej wiedziałam, że absolutnie nie można kontaktować się z rodziną, żadnymi przyjaciółmi; trzeba wszystkie kontakty zerwać i wyprowadzić się z miasta, zupełnie zmienić środowisko. Moja mama nie nalegała na spotkania, nie widziałyśmy się od grudnia 1981 r. do jej śmierci w marcu 1986 r. Nie udzielała o mnie żadnych informacji nawet najbliższej rodzinie. Dziś to się ludziom wydaje niemożliwe, bo teraz każdy ma ozór i tym ozorem bez przerwy kłapie. Ani moja teściowa, ani mój mąż nie dowiedzieli się od mamy niczego, nawet czy w ogóle wie, że się ukrywam.

A z mężem utrzymywała pani kontakt?

Oczywiście, że nie – żadnego. Za to z mamą utrzymywałam kontakt listowny. Do dziś zresztą zachowałam listy, które mi wysyłała. Nasza poczta polowa funkcjonowała bez zarzutu przez całe lata 80. Nawet otrzymywałam listy od moich wujków i kuzynów z Wrocławia. Esbecja oczywiście naciskała na moją mamę, ale na szczęście o nią nie musiałam się bać, wiedziałam, że da sobie radę. Raz jeden z esbeków, krzycząc na nią, że to jest niemożliwe, że nie ma kontaktu z córką, pisał jej konspiracyjnie na kartce, by się nie przejmowała, bo „pani córka jest wspaniała, nie mamy żadnych śladów” (śmiech). I dodawał, by się nie zgadzała chodzić na identyfikacje zwłok. Bo mamę co pewien czas wzywano do prosektorium, gdy znaleźli dziewuchę mniej więcej w moim wieku. Dlatego też tak ważna była ta nasza poczta polowa: dzięki listom mama wiedziała, że radzę sobie świetnie.

Czy przez tych ponad osiem lat nie miała pani żadnych kryzysowych momentów, chwil zwątpienia w sens tak głębokiej konspiracji?

Nie, wiedziałam, że nie mogę nawet pójść do mamy na cmentarz. I dobrze, że nie poszłam, bo po paru miesiącach – czasem różne informacje dochodziły do mnie z opóźnieniem – dowiedziałam się, że cmentarz obstawiony jest dzień i noc przez esbecję. Ale od dziecka wiedziałam, że w konspiracji takich rzeczy się nie robi, pójście na ten cmentarz do mamy byłoby błędem wręcz podstawowym. Przez te lata byłam cały czas niesamowicie ostrożna, nie brałam od nikogo nawet długopisu, bo bałam się pluskiew. Ale w naszym podziemiu była jeszcze bardziej sprawna konspiracyjnie osoba – Tadek Drzazgowski, legenda śląskiego oporu, samoistna perełka konspiracji. Mnie wyszkoliła matka, a Tadek nie był przez nikogo szkolony, on się z tym po prostu urodził. Cieszę się, że miałam okazję z nim współpracować.

Po aresztowaniu Kornela Morawieckiego, a później też Andrzeja Kołodzieja, gdy stała się pani najważniejszą osobą w Solidarności Walczącej, musiała być pani chyba jeszcze bardziej uważna niż wcześniej.

Zdecydowanie mniej spotykałam się z ludźmi, rzadziej wyjeżdżałam z miasta, ale cały czas miałam kontakt z Andrzejem Zarachem, który przez te wszystkie lata był moim łącznikiem. Z pewnością nikogo nie informowałam, że to ja jestem Jadwiga Chmielowska, jeśli już, to przedstawiałam się jako jej łączniczka, i to też jedynie bardzo zaufanym działaczom.

Z nikim, kto był wcześniej aresztowany, internowany, już ściśle nie współpracowałam. Odrzucałam ich na boczny tor, bo nigdy nie mogłam mieć pewności, czy nie zostali złamani przez esbeków. Tylko jednej osobie wcześniej internowanej potrafiłam w pełni zaufać: Eli Szczepańskiej. To była bardzo twarda dziewczyna, psycholog. Ela opisała w swojej książce, że esbecy ją torturowali, pytając, gdzie jest Chmielowska, ale jako psycholog świetnie sobie dawała z tym wszystkim radę.

Nikt z nowych pani współpracowników, przed którym ukrywała pani swoją tożsamość, nie połapał się, że pani to Jadwiga Chmielowska?

Jeden człowiek, Rafał Budniok ze środowiska pisma „Wokół Nas”, w końcu się połapał. Gdy zorientowałam się, że on już się domyśla, przeprowadziłam akcję dezinformacyjną: zaczęłam mu narzekać, jaka ta Chmielowska jest durna, że z nią w ogóle nie da się spotkać. Mówię mu, że mogę jej zanieść pytania do wywiadu, jaki chce z nią przeprowadzić, ale że mam z nią kontakt tylko w jedną stronę: to ona się kontaktuje ze mną, kiedy chce, a nie na odwrót. I marudzę sama na siebie, narzekam, że Chmielowska przesadza z ostrożnością… W latach 90. Budniok szczerze mi przyznał, że choć był już przekonany, że ja to ja, to po tej mojej tyradzie doszedł do wniosku, że jednak tylko mu się zdawało.

Chodziła pani normalnie po ulicach czy ciągle się ukrywała?

Żyłam normalnie, uczęszczałam na różne imieniny, urodziny czy sylwestry, ale tylko do ludzi, którzy nie wiedzieli, kim jestem. Skrzętnie ukrywałam swoją tożsamość. Przeprowadziłam się do nowego miasta, kwaterę główną miałam w Bytomiu. Jeździłam normalnie autobusami i tramwajami, ale tylko tam, gdzie nikt nie mógł mnie rozpoznać. Nawet brat kolegi, u którego się ukrywałam, nie miał pojęcia, kim jestem. Nigdy nie siedziałam w domu, cały czas działałam, dlatego zachowałam zdrowie psychiczne.

Wielu ludziom zależało, żebym się ukrywała, ponieważ miałam ogromną wiedzę o naszej działalności: znałam ludzi, adresy, wszystko pamiętałam, więc byłam w stanie odtworzyć przebieg różnych spraw. Ludzie mieli do mnie zaufanie, więc ukrywałam się też z uwagi na bezpieczeństwo poszczególnych struktur.

Czy w czasie gdy się pani ukrywała, poznała pani kogoś, kto działał w konspiracji w czasach II wojny światowej? Porównywaliście ze sobą te dwa podziemia?

W Gliwicach spotkałam kiedyś Antoniego Hedę ps. Szary, generała brygady przedwojennego Wojska Polskiego, dowódcę oddziałów partyzanckich Związku Walki Zbrojnej i Armii Krajowej. Śmialiśmy się, że stara konspiracja spotyka się z nową. W żartach poopowiadał o różnych swoich akcjach, dawał mi rady, jak niektóre sprawy najlepiej organizować. Z tym, że jasno zaznaczył, że on ma doświadczenie z konspiracji przeciwko Niemcom, a nie NKWD czy bolszewikom, więc my musimy być trochę bardziej ostrożni. Ale przyznał przy tym, że esbecja lat 80. to już nie jest ta sama bezpieka, co w latach 40. i 50. Im już się tak nie chce, jak tamtej. Normalni esbecy pracują jedynie od godziny 8 do 15 i fajrant, nie jak my – całodobowo. Oczywiście wśród esbeków byli też tacy, którzy walczyli z nami bardziej zaciekle i chcieli się wykazać – ci byli cholernie niebezpieczni.

Działaliście jak Armia Krajowa?

Gdybyśmy działali tak jak AK, to rozpracowaliby nas błyskawicznie. Za Niemca struktury kwitły. A gdy masz rozbudowane struktury, każda wpadka prowadzi do kolejnych. Mimo że działacze AK często znali się jedynie piątkami, to z każdej piątki ktoś znał kolejną piątkę itd. A u nas na Śląsku od 1985 r., gdy przejęłam dowodzenie Solidarnością Walczącą w regionie, wpadek praktycznie nie było. Bezpieka dostawała szału, nazywała nas ośmiornicą. Mówili, że gdziekolwiek wejdą, tam Solidarność Walcząca albo chociaż pachnie SW. Do końca nie doszli, jak wyglądały nasze struktury, bo ich praktycznie nie było. Do tego inaczej wyglądał schemat organizacyjny wrocławskiej SW, inaczej krakowskiej, katowickiej i innych. To były grupki, które często nie miały ze sobą żadnych kontaktów. W samej Warszawie były cztery duże grupy, które w ogóle się nie znały.

Jadwiga Chmielowska

Ur. 29 czerwca 1954 r. w Sosnowcu. Działaczka opozycji demokratycznej. W latach 1980–1981 organizatorka i działaczka struktur Solidarności w Katowicach. Po wprowadzeniu stanu wojennego ukrywała się aż do 1990 r. W latach 1982–1989 założycielka i przewodnicząca Regionalnej Komisji Koordynacyjnej Regionu Śląsko-Dąbrowskiego, równocześnie w latach 1985–1989 członek Solidarności Walczącej. Od 1988 do 1993 r. współprzewodnicząca Autonomicznego Wydziału Wschodniego SW. Działaczka na rzecz demokracji w krajach Europy Wschodniej byłego bloku sowieckiego. –sl

źródło: rp.pl

Napisano wOgólnieKomentarzy (1)

Related Sites