Słuchać głosu Chrystusa

W różnym kluczu możemy odczytywać słowo Boże, bo ono jest pełne treści. To słowo ciągle niesie w sobie światło dla życia każdego z nas, dla rozwiązania tych trudności, które każdy z nas inaczej przeżywa, w innej sytuacji. To samo słowo, a pełne różnorodnego blasku dla każdego z nas.
Proponuję, abyśmy dzisiejsze słowo odczytali w kluczu słuchania– słyszeć, usłyszeć, kogo słyszysz? Za czyim słowem idziesz? Jezus powiedział: „Moje owce słuchają głosu Mego”. Nie pójdą za głosem obcego, znają Mój głos. W zasadzie życie duchowe jest proste – słyszeć Jezusa, słuchać Jezusa, iść za Jego słowem, budować z Nim relację. Wystarczy. Rób tak codziennie,wytrwale. Ale jest pewien problem. O tym problemie mówi pierwsze czytanie. Jest w nas pewna rana, która pociąga nas w innych kierunkach; to rana grzechu pierworodnego, pewna deformacja naszej natury, która sprawia, że jest w nas coś innego, coś co dziedziczymy w naszych genach duchowych. Mówi się czasem o chorobach dziedzicznych, otóż jest duchowa choroba dziedziczna. Jakie są jej skutki? Otóż, gdy usłyszymy głos Boga w ogrodzie, a więc w przestrzeni swojego życia, „przestraszyłem się, bo jestem nagi i ukryłem się”. Co to znaczy? Że w każdym z nas jest głęboko zakorzeniona tendencja, by – jeśli już usłyszymy głos Boga, jeśli w ogóle Go usłyszymy, bo za tym nie tęsknimy z naszej natury dotkniętej grzechem, nie tęsknimy za głosem Boga – ale, jeśli już usłyszymy głos Boga, który przychodzi w naszą przestrzeń – przestraszyłem się – rodzi to w nas przestrach, rodzi to w nas świadomość: jestem nagi i rodzi to w nas pragnienie ucieczki i co więcej czyn ucieczki: ukryłem się. A więc podejmujemy różnorakie działania, żeby Bóg nas nie dostrzegł, żeby Bóg się nami nie zainteresował, żeby nie nastąpiło spotkanie.
W odczytanym dzisiaj fragmencie z księgi Rodzaju jest mowa: Ewa stała się matką wszystkich żyjących; jesteśmy potomkami Adama i Ewy w tym doświadczeniu, które oni nam przekazują. To jest to pęknięcie duchowe w głębi naszego ja.

Tak więc, kiedy Jezus mówi: Moje owce słuchają mego głosu, pokazuje nam rozwiązanie, pokazuje nam w jaki sposób On chce uleczyć naszą naturę, co ją leczy. Z naszej strony, abyśmy się stali uczestnikami tego innego doświadczenia, potrzeba codziennego wysiłku woli. Nie można tego wysiłku woli dokonać tak ogólnie, za innych, tylko potrzeba wysiłku woli każdego z nas. Poszczególna owca, poszczególny człowiek, poszczególny „ja”, konkretny „ja”. Jestem wezwany, zaproszony by usłyszeć głos Jezusa, by to słowo przyjąć, za tym słowem podążyć, by to była dla mnie wystarczająca motywacja mojego życia, moich decyzji mniejszych lub większych: Jezus to powiedział. To jest dla mnie wystarczające, argument, że byto podjąć, żeby według tego żyć. Nie mamy w sobie takiej tendencji, by słowo Jezusa tak nas pociągało. Potrzebujemy zadać sobie samemu pytanie o słowo Boga w nas – pytanie o to jak jest ono obecne w naszym życiu. Często jest w nas wielorakie, różne słowo, które słyszymy; słyszymy w codzienności wiele słów i one zapełniają nasze wnętrze. Dobrze, że robimy w swoim wnętrzu jakąś przestrzeń słowu Boga, gdy przychodzimy na liturgię. Jakąś przestrzeń, gdzieś jakiś kącik w
sercu. Ale trzeba walczyć o to, żeby obszar obecności Bożego słowa, jego działania był większy, szerszy, by ogarnął nas całych. Wtedy słowo Jezusa staje się dla nas autorytetem, On staje się dla nas autorytetem. I wtedy usłyszenie Jego słowa, pójście za tym słowem prostuje drogi życia. Droga duchowa tak naprawdę jest bardzo prosta, ale z tego względu, że to rozwiązanie Boże napotyka na ranę grzechową, którą niesiemy w sobie, dlatego to jest dla każdego z nas czymś bardzo trudnym, czymś co wymaga naszej uważności, wysiłku, troski, żeby nie reagować na głos Chrystusa przez ranę grzechową,
tylko reagować inaczej: wysiłkiem woli, umysłu i serca. Jak ten wysiłek woli, umysłu i serca podejmować? Podpowiada nam Maryja. Gdy wchodzimy do Jej szkoły,gdy chcemy żeby Ona nas zrodziła do życia wiary, gdy chcemy stać się dziećmi nowej Ewy i nowego Adama, potrzeba naszego podjęcia drogi, i bramą do tego jest słowo, które dzisiaj w liturgii Maryja wypowiada: „Zróbcie wszystko, cokolwiek Jezus wam powie”. Zrób, a więc zastosuj! To słowo będzie dla ciebie trudne, będzie
rodziło opór twoich emocji; twój umysł będzie przewidywał różnorakie trudności,pojawi się może zmęczenie, będziesz „kombinował” – czy tak trzeba, może można prościej, może można inaczej? Po co teraz, w środku wesela targać wodę z odległej studni i to jeszcze, by napełnić sześć stągwi kamiennych; po co aż sześćset litrów wody? Ile to trzeba się nanosić!? Możecie sobie zrobić kiedyś takie ćwiczenie:
gdzieś na pół kilometra przenosić po wiaderku, żeby ci nie było ciężko, to po wiaderku wody. Żeby przynieść sześćset litrów wody potrzeba napełniać dziesięciolitrowe wiaderko sześćdziesiąt razy; licząc rundę, pół kilometra w jedną i pół w drugą stronę to mamy sześćdziesiąt kilometrów drogi (jeśli znajdziesz kilku kolegów, to gdy będziecie nosić wodę w czterech, każdy będzie musiał przejść drogę
około piętnastu kilometrów). I jeszcze wybierz sobie taki czas upalnego dnia, żeby się wczuć w to, co czuli ci ewangeliczni słudzy. No to przecież aż się inne różne słowa im cisnęły. To byli ludzie z krwi i kości i mówią: co to ktoś wymyślił – środek wesela, upał, mogliśmy przetrwać upał w cieniu (zasada bliskowschodnia), a nie targać tę wodę; kto to wymyślił i po co? Kto się w tym będzie mył? Kąpać się będą młodzi?

Nie wiemy dokładnie jakie były reakcje sług – ten opis nie jest poszerzony, tak jakby w tym opisie krótkim są zawarte różne możliwości przeżywania naszych reakcji – ale podjęli to; i wystarczyło, że podjęli to, chociaż może bez jakiś wielkich motywacji, ale ostatecznie podjęli, zrobili to, co im powiedziano. To wystarczyło,aby dokonał się cud; Jezus objawił swoją chwałę i uwierzyli w Niego Jego
uczniowie. To co w Kanie Galilejskiej jest podpowiedzią Maryi – zrób wszystko cokolwiek Jezus ci powie – pokazuje, że motywacja rodzi się i oczyszcza w miarę działania. Poza tym wskazuje to nam na wymiar rzeczy, które wymagają od nas wytrwałości, powtarzania, pewnej długofalowości decyzji i działania. Żyjemy w cywilizacji, która wcale nas do tego nie przystosowuje. Ona prowadzi nas raczej
w tendencje minimalizacji wysiłku, pobudzenia naszej ciekawskości – bo to nie jest wiedza. Możemy nie wychodząc z pokoju być w kontakcie z całym światem pełnym informacji, mieć wirtualnie kontakt z tysiącem osób albo i więcej, przeżywać ich problemy i dzielić się z nimi problemami, a nie zbudować żadnej głębszej relacji z nikim.

Podejmowane przez nas częste działania, są jak ćwiczenie codzienne, które pozostawia w nas skutki. Jakie skutki? To trochę tak jak woda wapienna, czysta niby, a przecież powoli w podziemnych jaskiniach pozostawia stalaktyty i stalagmity, twarde jak skała. Gdy coś powtarzamy – rzeczy drobne, codzienne, zwykłe, wygodne, proste – do tego się przyzwyczajamy, to nas formuje, przez powtarzanie,
przez czas, który temu poświęcamy. Działając, powoli kształtujemy nasze zachowania i odczucia, i czego wtedy coraz bardziej nie lubimy? Rzeczy codziennych, prozaicznych, realnych, bo one są takie dziwne i takie nudne, że prawie mamy do nich wstręt, do rzeczy prostych, zwyczajnych, realnych. Rzeczy, które wymagają wysiłku będą rodzić w nas ciągle większy opór, będziemy od nich uciekać; tak
mogę, ale raz, drugi, ale trzeci to już po co? Wymyślę pięćdziesiąt teorii, że to nie jest potrzebne, a tak w ogóle to trzeba zrobić to inaczej, zracjonalizować. Odczucie niechęci do spraw, które wymagają naszego dłuższego wysiłku będzie miało także wpływ na decyzje, które podejmujemy. Będzie w nas trudność podejmowania decyzji, lęk przed decyzjami trwałymi, potrzeba pozostawienia sobie dodatkowych
furtek, by się wycofać, zbytnie kierowanie się opinią innych. Nasz styl bezkrytycznego poddawania się wpływowi zewnętrznych impulsów i kierowanie się w życiu zmieniającymi się odczuciami wskazuje także na problem wewnętrzny labilności świata naszych decyzji. W życiu młodych to się objawia
szczególnie jako wielka trudność podejmowania decyzji trwałych, decyzji życiowych. To jest szalona trudność, która jest spotęgowana doświadczeniem zmienności cywilizacji, w której żyjemy. Dzisiaj decyzje czy to ku małżeństwu czy ku życiu konsekrowanemu będą absolutnie identycznie trudne, bo one w człowieku rodzą takie odczucie, że oto zamyka się jakaś furtka, że będę musiał gdzieś iść przez całe życie w kierunku, z którym przestanę się identyfikować. Gdy brak jest człowiekowi mocnego doświadczenia wiary, odniesienia osobowego do Chrystusa i Jego Ewangelii, to wtedy zaczyna dominować rzeczywistość tymczasowości, naskórkowa; niby jakoś doświadczalna, ale doświadczalna na krótko, na chwilę, na teraz, na już.

Potrzebujemy uratowania nas z tymczasowości, z tego co płytkie i tylko chwilowe. Dlatego też słowo Maryi jest nam tym bardziej potrzebne, żeby uświadomić sobie, że pójście za słowem Jezusa ma być długofalowe, na całe życie. Jest ono dla nas nie tylko na chwilę, nie tylko na teraz, ale na całe życie; i co więcej, pójście za nim jest możliwe i jest nam potrzebne. Dlatego ważna jest mocna decyzja, żeby
iść za słowem Jezusa; żeby walczyć o to każdego dnia, aby słowo Jezusa i On sam był dla mnie autorytetem na drodze życia. Trzeba tę decyzję szczerze podejmować codziennie i przezwyciężać swój strach przed głosem Boga, przed Jego wezwaniem, przed drogą na całe życie. Potrzeba tutaj przezwyciężać swój wewnętrzny opór i być wytrwałym, by budować na solidnym fundamencie. Brak podejmowania trwałych decyzji życiowych grozi przedłużającą się prowizorką. Odwlekając
rozeznanie i podjęcie trwałych decyzji żyje się iluzją wolności i prawdziwości; posiadamy tylko jedno życie i ono przemija, a my zamiast doświadczenia głębi i piękna własnego życia możemy je przeżyć bardzo płytko. Słowo Maryi jest słowem kluczowym, jest odpowiedzią na problemy dzisiejszego
naszego życia, naszej cywilizacji. Zrób wszystko, cokolwiek Jezus ci powie. Co to oznacza dla nas?
To najpierw wezwanie: zatroszcz się o czas. Miej czas, żeby usłyszeć Pana Jezusa. Uświadom sobie, że w twoim wnętrzu jest pęknięcie grzechowe, które sprawia, że tego absolutnie nie chcesz, że masz do tego wstręt, że masz w sobie różne techniki uciekania od Boga. Ćwiczymy to od pokoleń, od Adama i Ewy;
w genach mamy przećwiczone sposoby ucieczki od Boga i Jego głosu; kombinujemy „jak koń pod górę” Po drugie potrzeba teraz poddać się słowu Jezusa. Wtedy, gdy to czynię,to słowo mnie prowadzi,
leczy, powoli prostuje moją rzeczywistość. Jezus ma program dla całego mojego życia, chce, żeby moje
życie się w pełni odnowiło.

Świętość to nie jest tylko doświadczenie chwili „Duch Święty spływa”… a jutro co? Zobaczymy… Boży dobry zamiar dla mojego życia, by było ono dobre, piękne i prawdziwe. To jest projekt, który wymaga z mojej strony codziennej uważności umysłu, woli i serca. Dlatego trzeba się do tego zachęcać wzajemnie, żebyśmy nieustali w drodze za Jezusem. Potrzeba także napełniać treścią to, o czym tekst ewangeliczny mówi krótko: słudzy zrobili, co im powiedziano. To, co uczynili, wystarczyło, aby Jezus objawił swoją chwałę. Dlatego jest potrzebny mój codzienny akt podjęcia decyzji, wysiłek umysłu, woli i serca, by słowo Boże mnie poprowadziło. Wystarczy oprzeć się na autorytecie Jezusa i zaufać temu, co mówi.
Regułą życia niech więc będzie: Jezus powiedział. I co? I to wystarczy dla mnie.

Żyć w tej perspektywie, o to walczyć, do tego dążyć. To znaczy przyjmować autorytet Jezusa dla swojego życia, nie teoretycznie, ale praktycznie. Zrób to i wszystko to, co Jezus ci mówi. Ale żeby to było możliwe trzeba mieć odwagę i czas, żeby usłyszeć co Jezus mówi. Później trzeba podjąć wysiłek, by słowo usłyszane wprowadzić w życie. Moje owce słuchają mojego głosu, idą za mną, za obcym nie pójdą. Pójście za Jezusem daje równocześnie umiejętność rozeznania innych głosów i w ten sposób ratuje mnie od fałszywych dróg. Jezus jest Drogą, Jezus jest Prawdą, Jezus jest Życiem. Ta rzeczywistość staje się moim udziałem przez moją codzienną odpowiedź na słowo Jezusa, przez wytrwałe i ofiarne podjęcie tego, do czego Jezus mnie wzywa.

Ks. Jacek Herma

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

„Spacerkiem po Żywcu”

„Kiedy byłem dzieckiem spoglądałem na szczyt pomnika przy alei Wolności w Żywcu wypatrując bocianiej pary. Moi rówieśnicy różnie nazywali ten pomnik, najczęściej „pomnikiem z bocianami” albo pomnikiem „przed przychodnią” (kiedyś w budynku obecnego Wydziału Komunikacji mieściła się właśnie przychodnia). Od tego czasu upłynęło wiele lat ale mimo to przechodząc obok zawsze kieruje wzrok na bocianie gniazdo. Nawet w okresie przemian ustrojowych nikomu nie przyszło do głowy, aby pomnik zburzyć. Nastał rok 2012 kiedy pomnik nagle zaczął przeszkadzać pewnej grupie dyskusyjnej pn. Klub Gazety Polskiej w Żywcu. Dwóch panów z prezydium owego klubu postulowało jego wyburzenie twierdząc, że pomnik jest symbolem zniewolenia Polski. Ostatnio na pomniku pojawiło się koszmarne graffiti przedstawiające w niechlujny sposób znak Polski Walczącej. W „Internetach” rozgorzała dyskusja, w której przeciwnicy pomnika nieudolnie, aczkolwiek zabawnie, usiłowali udowodnić, że jest on poświęcony Armii Czerwonej. Ktoś pomyśli, że żartuję… Nie, to nie jest żart.” -Tak pisał na swoim profilu Tomasz Buś, pełniący funkcję sekretarza miasta Żywca.

 

Nie jest też żartem, że w sprawie pomników z rodu PRL zajął swoje stanowisko Prezes Żołnierzy Wojska Polskiego Żywiec ppłk WOP w stanie spoczynku Albin Kłodnicki, który wypowiadał się na temat inicjatywy Klubu Gazety Polskiej: „Przeciwnikami pomników jest nieliczna grupa osób, która podejmując działania liczy na to, że może się uda kogoś wprowadzić w błąd.” „Osobiście nie znam osób skupionych wokół Klubu Gazety Polskiej. Inicjatywa klubu nie zasługuje na uwzględnienie. Nie wnosi nic dobrego. Nie zamierzam promować działalności tego klubu. Tym bardziej, że podobno ich zwolennikami są osoby, które uważają, że żołnierze Wojsk Ochrony Pogranicza to mordercy. Pan Burmistrz Miasta Żywca Antoni Szlagor zna nasze stanowisko i jest nam przychylny.”

Sam burmistrz w sprawie usunięcia pomników pisał w 2012 roku:

„Nie zamierzam podjąć działań odnośnie zdemontowania pomnika znajdującego się w Żywcu przy al. Wolności dlatego, że pomnik ten zlokalizowany jest w strefie ochrony konserwatorskiej oraz wpisany do Ewidencji Miejsc Pamięci Województwa Śląskiego. Ponadto na pomniku znajduje się bocianie gniazdo.”

zdjęcie: Pomnik Wdzięczności, Męczeństwa i Braterstwa Broni

Pomnik upamiętniający walkę żołnierzy Wojska Polskiego i Armii Czerwonej w czasie II wojny światowej położony jest na placu przed budynkiem dawnej Kasy Chorych. Został wybudowany w 1963 roku, jego autorem jest Antoni Biłka, artysta-rzeźbiarz z Bielska-Białej. Umieszczono nad nazwy pól bitewnych: „Lenino 43”, „Janów” „Kutno”, „Narwik” „Oświęcim”, „Tarnów” oraz „Poległym za wolną i sprawiedliwą Polskę 1939–1945. Ziemia Żywiecka”. Na cokole znajdują się rzeźby postaci: polskiego żołnierza trzymającego w lewej ręce tarczę z orłem oraz żołnierza radzieckiego, trzymającego pepeszę. Było to miejsce odbywania się uroczystości państwowych i manifestacji patriotycznych w okresie PRL. Na fali dekomunizacji w w latach 90. XX wieku postulowano o wyburzenie pomnika, jednak z powodu gniazdowania bocianów na jego szczycie, do rozbiórki monumentu nie doszło.  Tyle na temat pomnika wspomina Wikipiedia.

Przypomnijmy, że:

Nowelizacja przewiduje utworzenie mechanizmów prawnych, które pozwolą na usunięcie z przestrzeni publicznej budowli gloryfikujących ustrój totalitarny. Te kwestie porządkuje już ustawa z 1 kwietnia 2016 r. o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej. Daje ona ogólną definicję propagowania komunizmu i wskazuje rozwiązania, dzięki którym zakazane zostało nadawanie przez jednostki samorządu terytorialnego nazw budowlom, obiektom i urządzeniom użyteczności publicznej, w tym drogom, ulicom, mostom i placom, które upamiętniają lub propagują osoby, organizacje, wydarzenia lub daty symbolizujące komunizm lub inny ustrój totalitarny. Ustawa eliminuje także z przestrzeni publicznej już istniejące symbole ustrojów totalitarnych.

W ustawie z kwietnia ub.r. nie została jednak precyzyjnie uregulowana kwestia usunięcia obiektów budowlanych o charakterze nieużytkowym, takich jak pomniki, obeliski, popiersia, tablice pamiątkowe, napisy i znaki. Obecna nowelizacja wprowadza przepis, który określa katalog obiektów budowlanych niezgodnych z ustawą. Dotyczy to m.in. budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej, pomników, obelisków, popiersi, płyt i tablic pamiątkowych, napisów i znaków, kopców, kolumn, rzeźb, posągów.

Przepisów ustawy nie stosuje się do pomników niewystawionych na widok publiczny, znajdujących się na terenie cmentarzy albo innych miejsc spoczynku, wystawionych na widok publiczny w ramach działalności artystycznej, edukacyjnej, kolekcjonerskiej, naukowej lub o podobnym charakterze, w celu innym niż propagowanie ustroju totalitarnego, wpisanych samodzielnie albo jako część większej całości do rejestru zabytków.

Proceduralnym zabezpieczeniem stosowania ustawy jest przyznanie wojewodom kompetencji w zakresie usuwania pomników propagujących ustrój totalitarny. Wojewodowie będą wydawać decyzje nakazujące usunięcie zakazanych pomników. Warunkiem wydania decyzji będzie, podobnie jak w przypadku nazw ulic, pozytywna opinia Instytutu Pamięci Narodowej. Organem odwoławczym w tych sprawach będzie minister właściwy do spraw kultury i ochrony dziedzictwa narodowego.

Nowela rozszerza katalog obiektów i urządzeń użyteczności publicznej, które nie będą mogły nosić nazw propagujących komunizm lub inny ustrój totalitarny o szkoły i ich zespoły, przedszkola, szpitale, placówki opiekuńczo-wychowawcze, instytucje kultury i instytucje społeczne. Zgodnie z nowelą Instytut Pamięci Narodowej będzie miał miesiąc, a w sprawach szczególnie skomplikowanych, nie więcej niż dwa miesiące na wydanie opinii potwierdzającej niezgodność nazwy budowli, obiektu lub urządzenia użyteczności publicznej z ustawą.

Właściciel albo użytkownik wieczysty nieruchomości, na której w dniu wejścia w życie ustawy znajduje się pomnik upamiętniający osoby, organizacje, wydarzenia lub daty symbolizujące komunizm lub inny ustrój totalitarny lub propagujący taki ustrój w inny sposób, usuwa ten pomnik w terminie 12 miesięcy od dnia jej wejścia w życie.

W przypadku wykonania obowiązku, koszty usunięcia pomnika zwraca Skarb Państwa ze środków budżetu państwa, których dysponentem jest wojewoda, jeżeli właściciel albo użytkownik wieczysty nieruchomości, na której znajdował się pomnik, nie uczestniczył w procedurze wzniesienia tego pomnika .

źródło: FB Tomasz Buś, IPN-Katowice

 

Napisano wZ miasta ŻywcaKomentarzy (0)

Wielki patriota, żołnierz i duchowny. Sejm składa hołd ks. Franciszkowi Blachnickiemu

Był jednym z najdłużej prześladowanych duchownych w czasach PRL. W stanie wojennym rozsyłano za nim listy gończe i postawiono mu zarzut zdrady kraju.

Liczbą 430 głosów Sejm RP rok temu przyjął uchwałę, będącą wyrazem hołdu ks. Franciszkowi Blachnickiemu – „wielkiemu patriocie, żołnierzowi, duchownemu i działaczowi społecznemu”. Doceniono tym samym „jego wkład w rozwój moralny wielu pokoleń”. 27 lutego przypadła 30. rocznica śmierci twórcy Ruchu Światło-Życie.

Uchwała była inicjatywą grupy posłów należących m.in. do parlamentarnego zespołu członków i sympatyków Ruchu Światło-Życie, Akcji Katolickiej oraz Stowarzyszenia Rodzin Katolickich.

W uchwale zaznaczono, że ks. Franciszek Blachnicki poświęcił całe swoje życie dobru ojczyzny. Walczył jako żołnierz w kampanii wrześniowej, działał w konspiracji, był osadzony w obozie koncentracyjnym, po wojnie był prześladowany przez komunistyczne służby bezpieczeństwa.

Jego działalność społeczna oparta była na uniwersalnych wartościach, kształtowała postawy moralne narodu. Jako twórca Ruchu Światło – Życie wychowywał młodzież i dorosłych w duchu patriotyzmu, moralności i odpowiedzialności.

Ks. Franciszek Blachnicki (1921-1987) podczas II wojny światowej walczył jako ochotnik w kampanii wrześniowej. Brał też udział w tworzeniu konspiracji antyhitlerowskiej w ramach Polskiej Organizacji Partyzanckiej i Związku Walki Zbrojnej. Był aresztowany przez gestapo, osadzony w niemieckim nazistowskim obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu, skazany na karę śmierci, więziony następnie w więzieniach i obozach III Rzeszy.

W oczekiwaniu na wykonanie wyroku odkrył drogę wiary. Po ułaskawieniu był więziony w oflagach III Rzeszy, a po zakończeniu wojny wstąpił do Śląskiego Seminarium Duchownego w Krakowie, które ukończył w 1950 r.

W projekcie uchwały podkreśla się, że był wizjonerem nowego ładu w Europie („ post-sovieticum”), kwestionującego pojałtański system podporządkowania ZSRR wschodniej części naszego kontynentu, przygotowującego ludzi gotowych przyjąć odpowiedzialność za życie swoich narodów w nowej rzeczywistości.

Był także inicjatorem współpracy suwerennych narodów europejskich w latach 80. oraz twórcą Chrześcijańskiej Służby Wyzwolenia Narodów – stowarzyszenia skupiającego Polaków i przedstawicieli innych narodów Europy Środkowo-Wschodniej wokół idei tzw. suwerenności wewnętrznej bazującej na personalizmie chrześcijańskim.

Ks. Blachnicki był jednym z najdłużej prześladowanych duchownych katolickich w czasach PRL. Zorganizowano przeciwko niemu wiele prowokacji. W stanie wojennym rozsyłano za nim listy gończe i postawiono mu zarzut zdrady kraju. Jego działalność społeczno-patriotyczna była rozpracowywana przez polskie i niemieckie służby bezpieczeństwa. Został pośmiertnie odznaczony Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski (1994) i Krzyżem Oświęcimskim (1995).

Ks. Blachnicki był też wybitnym teologiem pastoralistą, profesorem KUL. Formy jego działalności duszpasterskiej były wspierane przez kard. Karola Wojtyłę – Jana Pawła II, którego zainspirowały do podjęcia idei Światowych Dni Młodzieży.

Ks. Blachnicki był także działaczem trzeźwościowym, twórcą Krucjaty Wstrzemięźliwości, a następnie Krucjaty Wyzwolenia Człowieka, zrzeszającej setki tysięcy abstynentów i propagującej styl życia wolny od nałogów i uzależnień.

Ruch Światło-Życie został założony przez ks. Blachnickiego w latach 50. Jego celem była formacja dojrzałych chrześcijan, przeżywających swą wiarę w sposób głęboki i żywy. W ciągu kilkudziesięciu lat przez ruch oazowy przeszło kilka pokoleń młodych katolików.

4 listopada 1987 Fundacja Jana Pawła II w Rzymie przyznała Ruchowi Światło-Życie nagrodę „za bezprecedensową w Europie Środkowej pracę nad formacją religijną i moralną polskiej młodzieży, zmierzającą do ukształtowania w niej postawy pełnej odpowiedzialności za życie Kościoła i własnego narodu”.

Obecnie w Polsce w Ruch Światło-Życie zaangażowanych jest 90-100 tys. osób, z czego ok. 35 tys. to małżonkowie zgromadzeni w kręgach Domowego Kościoła, a reszta to grupy dziecięce oraz dorośli formujący się w tzw. Oazie Dorosłych.

Ruch rozwija się w 40 krajach na wszystkich kontynentach, m.in. w Chinach, Filipinach, Turkmenistanie, Afryce, Kenii, Zambii, Brazylii i Boliwii.

Trwający obecnie proces beatyfikacyjny kapłana jest bliski ukończenia. 30 września 2015 roku papież Franciszek podpisał dekret Kongregacji ds. Kanonizacyjnych stwierdzający heroiczność cnót czcigodnego Sługi Bożego ks. Franciszka Blachnickiego.

źródło: Katolicka Agencja Informacyjna

zdjęcie: Archiwum Główne Ruchu Światło Życie

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

RELACJA Z WIĘZIENIA ad 2018 Déjà vu PRL-u

Zaraz po powrocie z Malborka gdzie powstał kolejny oddział Federacji – Ruchu Kontroli Sadów [http://pressmania.pl/spotkanie-z-poslem-adamem-slomka/ ] w ostatnim tygodniu, w środę 14 marca śląski sąd nakazał mi stawić się w więzieniu.

Jest to konsekwencja wyroku Sądu Rejonowego w Będzinie oraz Sądu Okręgowego, które uznały, iż wiec wyborczy przed budynkiem urzędu jest „nielegalnym zakłóceniem pracy na terenie urzędu” ! Faktycznie od 2014 roku weterani walki o Niepodległość zorganizowali w Będzinie liczne wiece: przed sądem na którym wisiała komunistyczna tablica „ku czci PPR” oraz przed urzędem miasta protestując wobec karuzeli stanowisk i ogromnej ”niegospodarności” prezydenta z SLD, który obsadził spółki miejskie towarzyszami z Warszawy zadłużając samorząd na 60-80 milionów złotych.

Prezydent tow. Łukasz Komoniewski skierował wniosek o ukaranie protestujących patriotów.  Sąd w Będzinie uznał bezprawnie, iż może bezstronnie rozstrzygać sprawę sporu z miejscowym włodarzem miasta.  Przewodnicząca Wydziału Karnego SSO  Elżbieta Michalska  sprawę przydzieliła sama… sobie. Proces rozpoczęła od uniemożliwienia utrwalania przebiegu sprawy gdyż „w nagrywaniu sąd nie widzi żadnego interesu społecznego„. Dziennikarze zostali  pouczeni o możliwości zwrócenia się w tej sprawie do… kierownictwa sądu. Jednak rozmowa z prezesem Ewą Gradowską nie zmieniła tajnego stanu rzeczy. Nagrał te PELowskie praktyki Mariusz Cysewski weteran KPN oraz dziennikarz portalu Wolny Czyn https://www.youtube.com/watch?v=9Vf5rUVnlOU

Następnie policja na sali rozpraw skuła mnie w kajdanki, zabierając kamerę video oraz dwa telefony komórkowe pod pretekstem iż według sędziego „nielegalnie nagrywałem rozprawę”. Śledztwo prokuratury  i roczne badanie sprzętu przez policyjnych biegłych nie potwierdziło tych „rewelacji”. Tym niemniej brak telefonu był bardzo dolegliwy z racji braku spisu numerów znajomych i dziennikarzy. Warto na przyszłość pamiętać by w obliczu  takich praktyk posiadać rezerwową kopię swoich kontaktów.

Efektem procesu toczonego w standardach Putina był wyrok skazujący Adama Słomkę pod pretekstem, iż wiec wyborczy na schodach przed budynkiem urzędu był nielegalnym zakłóceniem pracy na terenie urzędu. Zatwierdziła to wszystko SSO  Beata Świderek   z Sądu Okręgowego w Stakinogrodzie, przepraszam w  Katowicach o  sygn. VII Ka 182/16 – wyrok w załączeniu.

Praktyka nadzwyczajnej kasty by pozbawiać niezłomnych weteranów wolności nie jest niczym nowym. To była częsta praktyka dyspozycyjnych sędziów zbrodniarzy PRL. Ponieważ żaden z nich nie został pociągnięty do odpowiedzialności karnej a nawet dyscyplinarnej to nic dziwnego, iż wrócili oni do starych „sprawdzonych” metod. Przypomnijmy:

półtora roku temu sędzia Piotr Kluz (wiceminister sprawiedliwości rządów PO) z Sądu Okręgowego w Warszawie skazał weterana Zygmunta Miernika za tortowy protest wobec bezkarności Kiszczaka. Skazał go na prawie rok bezwzględnego więzienia! Równocześnie Premier, Prezydent i Minister Sprawiedliwości nabrali w sprawie więźnia politycznego wody w usta… Następnie sędzia zbrodniarz stanu wojennego Grażyna Puchalska (ta sama co została przydzielona do procesu Mariusza Kamińskiego) skazała mnie na karę porządkową za… czytanie kodeksu na sali rozpraw(sic!) z zamianą na… areszt.

Rok temu sędzia Michał Fijałkowski z Sądu Rejonowego w Katowicach podczas procesu o rzekome znieważenie pomnika ruskich okupantów również nałożył na mnie „karę porządkową” za noszenie czapki oficerskiej  Strzelca. Karę tę zmienił na areszt odbywany „przypadkiem” w areszcie w Mysłowicach dokładnie podczas… Świąt Wielkanocnych 2017 roku!

Mamy więc w obliczu braku reakcji władzy i mediów (epatujących się zatrzymaniem na 20 minut Władka Frasyniuka) z sytuacją gdy świadomi patrioci  ponownie są represjonowani i osadzani w więzieniach.

W tym tygodniu zamknięto mnie na 2 dni czyli na  znane z przeszłości przysłowiowe  SB-eckie 48 godzin. Przeżyłem zatem swoiste Déjà vu w wykonaniu sędziów, którzy przejęli milicyjne zwyczaje.

Pożegnany zostałem przez sympatyków na wiecu Niezłomnych pod aresztem w Katowicach. Zgromadzenie to wywołało sporą panikę w „sprawdzonym przez Jaruzelskiego” kierownictwie więzienia. Ponurego więzienia, bo w tych murach wykonano najwięcej wyroków śmierci na polskich patriotach. Bynajmniej Rakowiecka jest po prostu bardziej znana.

Zostałem osadzony w celi nr 114 tzw. „izolatce” gdzie siedziałem już wielokrotnie,  przykładowo w 1982 r. razem ze Sławkiem Skrzypkiem za antykomunistyczną konspirację. Wziąłem ze sobą zdjęcia naszych bohaterów oraz flagę państwową i przyozdobiłem celę. Szeregowi funkcjonariusze reagowali bardzo przyjaźnie oglądając „pierwszego więźnia kodeksu wybiorczego”, natomiast Dyrektor nakazał skonfiskowanie całej mojej żywności przyniesionej z domu!  Czas uwięzienia spożytkowałem na intensywne pisanie listów do różnych instytucji np. do Rzecznika Praw Obywatelskich, co twórczo zajęło wiele godzin – ciekawe czy ktoś odpowie?  Drugiego dnia kierownictwo więzienia osadziło więźnia politycznego  w kolejnej celi o numerze  66 z zainstalowanymi dwoma kamerami ! [decyzja w załączeniu]. Taki nowoczesny Big Brother. Stale obserwowany człowiek czuje się odrobinę dziwnie ale podobno najważniejsze jest bezpieczeństwo. Nie powiem żeym się czuł bezpiecznie…

Ponieważ niezależni dziennikarze wypytywali telefonicznie rzecznika więzienia kiedy zostanę wypuszczony to dla uniknięcia kolejnego wiecu Niezłomnych zostałem zwolniony bardzo wcześnie rano…

 

Obserwując represje wobec Niezłomnych występujące:

– w Nowym Sączu gdzie pobity pod ruskim mauzoleum przez policjantów  Zygmunt Miernik trafił na 7 dni do szpitala ,

– w Krakowie skazany został wyrokiem karnym redaktor Józef Wieczorek za ujawnienie relacji video z procesu sądowego patriotów oskarżonych o zlecenie gangowi Krakowiaka… zabicia prezesa sądu K. Hejosza! Wszystko to okazało się prowokacją służb specjalnych ale skazany został tylko  Niezłomny dziennikarz obywatelski, usunięty w stanie wojennym w ramach SBeckiej czystki z pracy wykładowcy na Uniwersytecie  Jagiellońskim https://blogjw.wordpress.com/2017/04/01/niezalezni-dziennikarze-o-moim-kafkowskim-procesie/

– w Zielonej Gorze odmawia się nam prawa wejścia do budynku sadu z kamerą oraz wytoczono liderom Federacji Ruchu Kontroli Sadów kilka procesów m.in. o zakłócanie pracy sądu poprzez przemówienia na… legalnym wiecu,

– w Warszawie prokuratura dobrej zmiany oskarża nas w kilku procesach o znieważenie pomnika ruskich okupantów w parku Skaryszewskim

– w Kujawsko-Pomorskim gdzie sąd uwięził weterana stanu wojennego Andrzeja Ikerta na 4 dni decyzją sądu w Tucholi pod pretestem „złego parkowania 3 lata temu w Tarnowie”.

– na Śląsku w kilkunastu sfingowanych procesach np. pod zarzutem „nielegalnego wywierania wpływu na sąd” poprzez domaganie się jawności (vide https://www.youtube.com/watch?v=KnzynhEKajM )

 

widać wyraźnie, iż kasta postanowiła zemścić się za miasteczko protestu „Zamknąć Michnika- uniewinnić Miernika” trwające przez rok pod Sądem Najwyższym oraz za budowę federacji Ruchów Kontroli Sadów.

Nie miejmy złudzeń, trwa dramatyczna walka o elementarną sprawiedliwość w Rzeczpospolitej. Musimy być konsekwentni.

Dziwi tylko, iż została zablokowana w TVP nasza informacja, że dyspozycyjny sędzia Sądu Najwyższego Marian Buliński zbrodniarz komunistyczny  przewodził składowi który wczoraj ochronił sędziego złodzieja !

https://ngopole.pl/2018/01/23/wspierany-przez-antykomunistow-do-krs-plk-sedzia-mariusz-lewinski-dawno-zdemaskowal-oblude-sn/

 

Wszystkim świadomym patriotom dziękuję za wsparcie i pomoc. Taka prawdziwa solidarność  zwiększa nasze szanse na realne zwycięstwo czyli upadek republiki bezprawia „okrągłego stołu”.

 

/-/ Adam Słomka

Wieloletni wiezień polityczny PRL

Koordynator Centrum Ścigania Zbrodniarzy

Komunistycznych i Faszystowskich

Przewodniczący stowarzyszenia KPN-Niezłomni

 

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Apel o sprawiedliwość

Stowarzyszenie Internowanych i Represjonowanych z siedzibą w Siedlcach wystąpiło z apelem do szefów MON-u i MSWiA o pozbawienie byłych PRL-owskich wojskowych i funkcjonariuszy milicji przywilejów emerytalno-rentowych. W swoim apelu piszą o ludziach, którzy sprzeniewierzyli się polskiej racji stanu i argumentują: „Nie jest moralnie uzasadnione ani wychowawcze wypłacanie przestępcom tych świadczeń przez Państwo Polskie za to, że przez lata pracowali jako najwyższej kategorii przestępcy i zdrajcy”. Nie traktuję tego apelu jako zemsty ludzi, którzy doznali wielkich krzywd w swoim życiu. Jednak po roku 1989 do życia publicznego przeniknęło wielu milicjantów, ormowców i zwykłych drani, którzy wtopili się w społeczeństwo i żyją wśród nas. Czasami na ulicy spotykają swoje ofiary i śmieją się im w twarz. Obecny rząd, spełniając obietnice wyborcze, napotyka wielki opór ze strony środowisk, które przyzwyczajone do przywilejów nie może się pogodzić z myślą, że ich świat zaczyna powoli się walić. Wiem, że wszystkiego od razu nie da się załatwić, że rozpoczynanie wojen na wszystkich frontach nie jest możliwe. Ale wiem jedno, że przyjdzie na to czas.

Ryszard Kapuściński

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Shalom! IV wizyta Izraelczyków w I LO im. M. Kopernika w Żywcu już za nami

13 marca 2018 r. do I LO już po raz czwarty w ramach Programu „Bliżej siebie. Historia i kultura dwóch narodów” przybyła młodzież z Izraela ze szkoły Mekif Hei z Ashdod. Izraelska grupa liczyła tym razem aż 72 uczniów. Przybyło z nimi 7 nauczycieli i opiekunów.

Podobnie jak w poprzednich latach poprzedziły je urozmaicone zajęcia przygotowawcze, podczas których korzystano z materiałów i filmów opracowanych m. in. przez Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN (portal Wirtualny Sztetl), Centropę oraz z innych źródeł. Licealiści poznali elementy historii, kultury i tradycji żydowskiej (n.p. kalendarz i święta żydowskie, zwyczaje żydowskie; rolę Żydów polskich i ich wielowiekowej obecności na ziemiach polskich, w tym żydowski wątek w historii szkoły), starali się zrozumieć Holokaust (jak do tego doszło?, jak coś takiego mogło się zdarzyć ludzkości?, dlaczego? skalę, znaczenie zdarzeń i dramatyczny skutek tego ludobójstwa). Wreszcie – poznali kraj, miasto i szkołę swoich rówieśników, na których czekali i pracowicie przygotowali dla nich małe prezenty.

W dniu spotkania w części oficjalnej w auli, podczas której obecni byli i zabierali głos przedstawiciele lokalnych władz, Pan Antoni Szlagor, Burmistrz Miasta Żywiec i Pan Andrzej Widzyk, Dyrektor Wydziału Oświaty i Wychowania w Starostwie Powiatowym  w Żywcu, gości powitał Pan Dyrektor Szkoły. Lokalnego kolorytu nadał występ jedenastoosobowej kapeli góralskiej, zebranej na tę okoliczność dzięki inicjatywie uczennic z klasy 1b, wzbudzającej ogromne zainteresowanie i burzę oklasków. Izraelczycy zaś żywiołowo zaśpiewali  znaną pieśń Hawa nagila (Radujmy się).  Pokazany film „Copernic is also happy” wzbudził entuzjazm gości.

Dzień zakończono wspólnymi tańcami i śpiewami w sali gimnastycznej, gdzie na gościach zrobił wrażenie pięknie odtańczony dla nich polonez.

źródło: zdjęcie oraz tekst – I Liceum Ogólnokształcące im. M. Kopernika w Żywcu

Napisano wZ miasta ŻywcaKomentarzy (0)

Oto kwintesencja nowoczesnego lewaka

Joschka Fischer, były szef Ministerstwa Spraw Zagranicznych Niemiec opowiada się za Unią Europejską dwóch prędkości. Nie jest to koncepcja nowa, w żaden sposób Ameryka nie jest tu ponownie odkrywana. Otóż zarówno Berlin jak i Paryż od jakiegoś już czasu powtarzają tezę, że UE nie może iść do przodu, bo 18 lat temu dociążyła się Polską Czechami, Węgrami, a więc państwami wschodniej Europy, które nie tylko były (i niestety jeszcze nadal są) zacofane gospodarczo, ale również odstają od zachodu cywilizacyjnie, od tej bogatej i nowoczesnej UE, z którą obecnie mamy do czynienia. Podkreślam aspekt czasowy, bo gdy sięgniemy w przeszłość UE, do momentu jej narodzin i okresu dojrzewania, to raczej Joscha Fiszer jawi nam się jako polityczny IT, a więc przybysz z kosmosu. Różnica między IT a Fiszerem jest taka, że ten pierwszy, to sympatyczny stwór z bajki SF, a ten drugi, to niebezpieczny polityk, który dąży do implozji UE.- Ubiegłą dekadę od 2008 roku należy uznać w Europie za straconą. Nie możemy sobie pozwolić na dalsze wyczekiwanie. Jeżeli w gronie 27 państw postęp ze względu na Orbana, Kaczyńskiego i kilku innych nie jest możliwy, to te kraje, które chcą i mogą, muszą pójść do przodu. Wtedy powstanie Europa dwóch prędkości, uważam to za nieodzowne i pilne – twierdzi Fischer. Oto kwintesencja nowoczesnego lewaka, który nie jest w stanie prawidłowo zdiagnozować otaczającą go rzeczywistość, nie potrafi odpowiedzieć na podstawowe pytania: dlaczego doszło do Brexitu, dlaczego w starych krajach UE siły nacjonalistyczne przybierają na znaczeniu, dlaczego globalnym wyścigu gospodarczym UE spada na dalsze pozycje? Jaki w tym wszystkim był udział Polski i Węgier?! Żaden! To p. Fiszer i jego polityczni akolici prowadzą UE ku przepaści, ale jedno wiem na pewno – Joschka Fiszer głęboko wierzy w to, co mówi. I to jest właśnie w tym wszystkim groźne. Oznacza, że w środu UE mamy poważne siły, które dążą do rozłamu i rozbicia. I teraz Polska ma do wyboru dwie drogi: pierwsza, to całkowite podporządkowanie się decyzjom zapadającym w Berlinie i Paryżu, a co za tym idzie – w mojej ocenie – dołączenie do konduktu pogrzebowego, po drugie walka o gruntowną sanacje UE, walka o jej przyszłość. Wybieram to drugie rozwiązanie ale wiem, że nie będzie łatwo. W kondukcie pogrzebowym ustawia się nie tylko Joschka Fiszer, Guy Verhofstadt czy też Jean-Claude Juncker. Nogami przebierają również: Grzegorz Schetyna, Róża Maria Barbara Gräfin von Thun und Hohenstein i cały legion lemingów, który marzy o pięknej, a bezsensownej śmierci.

Dorota Arciszewska-Mielewczyk
Poseł na Sejm RP

źródło: NASZEblogi.PL

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Antypolonizm

Szanowni Państwo!

 

    Nie wiem jak Państwa komputery traktują ten popularny już od dawna neologizm. Mój zna tylko słowo: antysemityzm, a antypolonizm to według niego słowo nieznane. Ciekawostka lingwistyczna.

 

    Wydawać by się mogło, że po to mamy polski rząd, żeby między innymi dbał o dobre imię Polski, pozostawiając troskę o dobre imię Izraela, Izraelowi. Fakty jednak temu przeczą. Jak donosi mój kanadyjski korespondent, tamtejsza polonia była zbulwersowana, kiedy dowiedziała się, że nasz rząd przeznacza na badania IPN 5 milionów zł, a na renowację żydowskich cmentarzy 100 milionów zł. Ciekawostka ekonomiczna. Może należałoby wytłumaczyć Polakom, dlaczego tak postanowiono, albo wręcz, w świetle ostatnich wydarzeń, należałoby te budżety istotnie skorygować?

 

   Sprawa „polskich obozów koncentracyjnych” zdawała się już wygasać w przestrzeni medialnej, ale nasi wrogowie łatwo nie odpuszczają. Miejmy nadzieję, że nieuprawnione roszczenia żydowskie nie zostały już załatwione w jakiś inny sposób. Zagadkowe milczenie w tej sprawie różnie można interpretować.

 

    Zakładam, że w tym, co piszę, nikt nie upatruje antysemityzmu. Byłoby mi niezwykle przykro ze względu na pamięć moich rodziców, którzy pomagali przeżyć Żydom w okupowanej przez Niemców Warszawie. Po wojnie ludzie ci okazywali moim rodzicom wdzięczność i przyjaźń.

 

Pozdrawiam i do następnej soboty

 

Małgorzata Todd

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

KOSZERNY JAZGOT

Awantura związana z nowelizacją ustawy o IPN zatacza coraz szersze kręgi, a środowiska wrogie Polsce wciąż otwierają nowe fronty walki z naszym krajem. W całym okresie istnienia III Rzeczypospolitej kolejne rządy kapitulowały pod presją wpływowych środowisk żydowskich, przyglądając się biernie temu, jak nasze dobre imię jest szargane przez oszczerców. W PRL-u zaś o jakiejkolwiek próbie obrony polskiego honoru nie mogło być mowy, obowiązywała bowiem narracja płynąca z Kremla, którego władcy woleli nie budzić „demonów patriotyzmu” w Polakach i upokarzanie nas było im na rękę. Dziesięciolecia zaniedbań doprowadziły więc do kuriozalnej sytuacji, ponieważ mistrzowie czarnej propagandy zrobili z Narodu Polskiego, będącego bez wątpienia jedną z największych ofiar totalitaryzmu niemieckiego, wspólnika w dziele holokaustu. Byli i są też tacy manipulatorzy, którzy, pomimo oczywistych faktów, próbują przerzucić na Polskę odpowiedzialność za wybuch II wojny światowej.

Wiele lat kumulowania urojonych oskarżeń przyniosło w końcu efekt, w postaci brutalnego i skoordynowanego ataku na nasz kraj. Lecz wszystko wskazuje na to, że ustawa o IPN jest tylko pretekstem, ponieważ nowe zapisy wcale nie ograniczają swobody badań naukowych, a nawet działalności artystycznej, co zapewne zachęci plugawego Grossa do fabrykowania kolejnych pseudonaukowych paszkwili. Deklaracje czołowych polityków PiS-u nie pozostawiają też żadnych złudzeń, co do skuteczności ścigania za granicą sprawców zniesławiania Polski. W takich bowiem przypadkach nowe prawo będzie raczej bezsilne. Dlaczego więc robi się rejwach wokół tej ustawy?

Podobno, „kiedy nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze”, i coś w tym musi być, bo wyraźnie da się wyczuć, że to kolejny geszeft, który Żydzi chcą zrobić naszym kosztem. Świadczy o tym brak zainteresowania ze strony izraelskiej przebiegiem prac nad ustawą o IPN, do której nie zgłaszano żadnych zastrzeżeń, a protesty zaczęły się dopiero gdy jej projekt trafił do Sejmu. Taki rozwój wydarzeń całkowicie zaskoczył rządzących, co przyznał Jarosław Kaczyński, który stwierdził, że „jak grom z jasnego nieba spadła na nas reakcja ze strony Izraela”. Pomijając więc żenujący brak kompetencji organów państwowych, które nie miały bladego pojęcia o szykowanej przeciwko nam prowokacji, należy podkreślić, że środowiska żydowskie bacznie obserwowały prace nad inną ustawą, nazywaną potocznie reprywatyzacyjną. Przyznał to niedawno Patryk Jaki, który powiedział, że o tę właśnie ustawę „Izraelczycy intensywnie dopytywali i dopytują, o niej z nami rozmawiali wielokrotnie”, a ambasador Anna Azari „zgłosiła zaniepokojenie […], że na pracy [jego] komisji obywatele Izraela mogą tylko stracić”. W całej rozciągłości potwierdzają to losy ustawy reprywatyzacyjnej, którą wycofano po cichu z Komitetu Stałego Rady Ministrów, gdy tylko rozpętała się burza wokół IPN. Niebagatelne znaczenie w tej sprawie odgrywa także toczący się w USA proces legislacyjny nad ustawą mającą pomóc Żydom w dochodzeniu ich roszczeń, które wobec Polski mają opiewać na astronomiczną sumę 65 miliardów dolarów. Widać więc, że awantura wokół kwestii historycznych jest jedynie zasłoną dymną przykrywającą koszerny interes, w wyniku którego Polska miałaby zapłacić „podatek od zbrodni niemieckich”.

Za co mielibyśmy zapłacić Żydom? Przecież nie za zagładę ich współplemieńców dokonaną przez Niemców, bo Polska w niej nie uczestniczyła, a Polacy też byli masowo mordowani przez okupanta niemieckiego. Na pewno nie za „polskie obozy śmierci”, bo takich nie było, za to bez wątpienia były niemieckie obozy zagłady. Może więc podstawą roszczeń żydowskich jest wyłącznie pazerność, będąca głównym powodem domagania się zwrotu tzw. mienia bezspadkowego, o które nie zabiegają żadni spadkobiercy. W takim przypadku polskie prawo przewiduje przejęcie dóbr przez Skarb Państwa, co oczywiście jest podważane przez organizacje żydowskie, pragnące położyć łapę na tym majątku. Podobny proceder opisał już dawno temu Norman Finkelstein, który czerpanie zysków przez Żydów niepokrzywdzonych bezpośrednio w wyniku zbrodni niemieckich nazwał dosadnie „przedsiębiorstwem holokaust”.

Sygnał do ataku na Polskę dała ambasador Azari podczas obchodów 73. rocznicy wyzwolenia Auschwitz i wtedy rozpętała się międzynarodowa nagonka, a pismacy z najbardziej opiniotwórczych gazet bez skrupułów przypisali nam winę za zbrodnie niemieckie. Mnożą się też prowokacje ze strony wpływowych organizacji żydowskich, takich jak Ruderman Family Foundation, która wyemitowała skandaliczny spot z Żydami wypowiadającymi wielokrotnie zwrot „polski holokaust” i wzywającymi rząd amerykański do zerwania stosunków dyplomatycznych z Polską. Film po paru dniach usunięto, ale smród pozostał. Zwiększyła się także presja dyplomatyczna na władze polskie ze strony administracji amerykańskiej, a premier Izraela Benjamin Netanjahu w rozmowie z Mateuszem Morawieckim miał podobno stwierdzić, że „Polacy w sposób systemowy uczestniczyli w holokauście”. Jonny Daniels, szef fundacji From the Depths, wyraził natomiast przekonanie, że „Polacy kolaborowali z chciwości i nienawiści, Żydzi, aby się ocalić”. Swoje pięć groszy dorzuciły także działające na terenie Polski organizacje żydowskie, które w oświadczeniu wyraziły „oburzenie z powodu narastającego w kraju klimatu nietolerancji, ksenofobii i antysemityzmu” oraz stwierdziły, że Żydzi „nie czują się dziś w Polsce bezpiecznie”. Dlatego wezwały rząd do zdecydowanego potępienia i ścigania przejawów antysemityzmu, oferując daleko idącą współpracę oraz zaapelowały do innych „ofiar klimatu nienawiści”, aby wspólnie „przeciwstawili się złu”. Z dużym zaangażowaniem wtórują im dyżurni opluwacze wyhodowani przez Michnika na zoologicznej nienawiści do Polski.

W tym kontekście trzeba więc zapytać: Na co przydał się żarliwy filosemityzm rozpowszechniony w „polskiej” klasie politycznej? Czy była potrzebna pielgrzymka rządu polskiego do Izraela? Czy było warto gościć w Krakowie wyjazdowe posiedzenie Knesetu? Czy było zasadne wydawanie setek milionów złotych na ratowanie dziedzictwa żydowskiego? Na co przydała się kosztowna promocja kultury żydowskiej? Czy było potrzebne nadawanie orderów czołowym opluwaczom Polski? Na co przydały się kolacyjki szabasowe u lobbysty izraelskiego Danielsa? Na te i wiele innych pytań musimy sobie odpowiedzieć zanim zaczniemy dyskutować nad przyszłością stosunków polsko-żydowskich. Jednak już dziś wiemy z całą pewnością, że celem rozpowszechnianego kłamstwa o Jedwabnem i przepraszania za rzekome zbrodnie polskie, było przygotowanie gruntu pod ofensywę, która teraz uderza w nasz kraj i ma za zadanie zohydzić go w oczach światowej opinii publicznej. W ten sposób będzie nas można łatwiej wydoić, bo kto się ujmie za sprawcą holokaustu. Ten brudny plan ujawnił już w 1996 roku na kongresie w Buenos Aires Israel Singer – sekretarz generalny Światowego Kongresu Żydów, który zakomunikował: „Jeżeli Polska nie spełni roszczeń Żydów, będzie publicznie atakowana i upokarzana na forum międzynarodowym”.

Wściekłe ataki na Polskę stały się przysłowiowym „kubłem zimnej wody” na głowy polityków oczadzonych filosemityzmem. Ukazały też w całej pełni fałsz głoszonej od wielu lat legendy o polsko-żydowskiej przyjaźni, o wspólnocie dziejów itp. Maski opadły i nagle społeczeństwo polskie ujrzało prawdziwe oblicze Żydów, dla których liczy się tylko interes, a nie jakieś sentymentalne jasełka. Ponieśliśmy niewątpliwie straty wizerunkowe, ale widocznie były one nie do uniknięcia, ponieważ wpadając w zastawioną pułapkę nie mieliśmy innego wyjścia, jak tylko bronić swoich słusznych racji. Alternatywą zaś była całkowita kapitulacja przed obcym dyktatem, co byłoby równoznaczne ze zdradą interesów narodowych.

Propagandowa wojna polsko-żydowska stała się testem dla rządzących polityków, którzy niestety wykazali się dużą nieporadnością. Wpadli bowiem w panikę i zamiast energicznie zwalczać szerzący się antypolonizm, to urządzają pokazowe polowania na wyimaginowane „demony antysemityzmu”. Na kpinę zakrawa też projekt uchwały autorstwa senatora PiS Jana Żaryna, który chce, aby Senat przeprosił Żydów za marzec 1968 roku. Pomysł ten, wypływający zapewne z chęci przypodobania się lobby żydowskiemu, źle świadczy o kondycji „izby refleksji i zadumy”, która najwidoczniej pogrążona jest w oparach absurdu. Przecież nie od dziś wiadomo, że tzw. wydarzenia marcowe miały swoje źródło w rozgrywce wewnętrznej w PZPR, stoczonej między frakcją „chamów” i „Żydów”. Za co więc mielibyśmy przepraszać?

Niepokojem mogą również napawać głosy płynące z Izraela, jakoby rząd Morawieckiego dogadał się z Żydami, w sprawie rewizji zapisów ustawy o IPN, co stało się możliwe po zaskarżeniu jej do Trybunału Konstytucyjnego przez prezydenta Dudę. W tej sytuacji musimy wykazać się wielką czujnością i powinniśmy wywierać stały nacisk na rządzących, bo inaczej zostaniemy oszukani i „obudzimy się z ręką w nocniku”.

 

Wojciech Podjacki

 

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Syndrom zamkniętego osiedla

Rada Krajowa Platformy Obywatelskiej za nami. Przewidywalni jak zawsze – za każdym rogiem czai się PiS. Oni w to chyba święcie wierzą. W mojej ocenie jest to ewidentnie syndrom zamkniętego osiedla, który polega na tym, że jakaś grupa mieszka na określonym obszarze, spotyka się tylko w swoim gronie, wymienia poglądy w oparciu o informacje zassane z TVN24 i uważa, że cała Polska myśli i postrzega świat, tak jak oni. Mój znajomy twierdzi, że następnym razem zamiast Radosława Sikorskiego powinni ściągnąć p. Justynę Lazar-Żyłę, to będzie i ciekawiej, a i pożyteczną lekcję można by z tego jakąś wyciągnąć. A tak znowu Radosław opowiadał swoje „suchary”, którym jakże daleko do pamiętnego cytatu przy ośmiorniczkach: „Bullshit kompletny. Skonfliktujemy się z Niemcami, z Rosją i będziemy uważali, że wszystko jest super, bo zrobiliśmy l…ę Amerykanom. Frajerzy, kompletni frajerzy. Mamy bardzo płytką dumę i niską samoocenę. Taka murzyńskość” – mając na myśli pewien ruch w nurcie literackim. Także nic ciekawego na Radzie nie było, PO nadal ustawia poprzeczkę bardzo nisko i cała nadzieja UBywateli w I Alimenciarzu III RP, który założył nowy ruch miłujący demorację i coś tam jeszcze. Ruch zaczął funkcjonować od…zbiórki pieniędzy, czyli jakieś wnioski z historii chłopcy z kolczykami wyciągnęli. Oprócz tego, jak widać, żebraczy tryb życia, jest jakimś sposobem, by dotrwać do wiosny. Marzy mi się Rada PO, kiedy powiedzą coś z sensem, coś nad czym warto będzie się pochylić, skomentować, merytorycznie odnieść. Apeluję do polityków PO: skupcie się, pokażcie jakąś sensowną alternatywę i te słowa piszę poważnie. Każdej władzy potrzebna jest mądra i odpowiedzialna opozycja. Nie możecie wszystkiego zostawiać na barkach Kukiz ’15.

Dorota Arciszewska-Mielewczyk
Poseł na Sejm RP

 

Napisano wOgólnieKomentarzy (0)

Related Sites